facebook

Kobietnik - inna bajka

Kolorowo, bajkowo, słoniowo... - "Pomelo śni"

17:00



Nawet jeśli nasze pociechy nie są jeszcze zbyt biegłe w rysowaniu, to raczej bez wahania rozpoznamy na obrazkach próby przedstawienia słonia. No tak - długa trąba! Ale bądźmy szczerzy: czy to afrykańskie, czy indyjskie - słonie mają raczej bardzo przeciętne trąby, ba, wręcz krótkie! Co innego Pomelo! Co to za słoń! Co za fantazja, osobowość, bogactwo pomysłów, niesamowita wyobraźnia i wrodzony urok! Zatem nikogo chyba nie dziwi fakt, iż podbił nasze serca. 

Miło jest wracać do dwóch pierwszych części opowieści o tym nietuzinkowym lokatorze zamieszkującym w ogrodzie, pod dmuchawcem. A nowa część? Zachwyca mnogością marzeń sennych Pomelo. Sny ma tak różnorodne, odmienne, cudowne, inspirujące i zaskakujące, iż można tylko pozazdrościć;) Mega-dmuchawce, niezwykłe zwierzęta jak na przykład taki oto niemożliwy królik;), błękitny świat - oryginalne pomysły i piękne ilustracje - to wszystko sprawia, że ten "oniryczny" fragment nas naprawdę zauroczył. Ach, takie "senne przygody" to kusząca sprawa, zatem taki prezent chce ofiarować Pomelo tajemniczemu gościowi, który pojawia się w ogrodzie. Ma kształt do złudzenia przypominający kartofla, porozumiewa się w nieznanym języku i nie bardzo rozumie ideę spaceru czy też spożywania czegokolwiek. Ale choć tak odmienny, nie budzi niechęci, wprost przeciwnie - wywołuje chęć opieki, sprawienia przyjemności, ugoszczenia.

I wreszcie rozdział zatytułowany "Karnawał!" - choć dzieje się na jawie, to dzięki zadziwiającym przebraniom, niesamowitym pomysłom na odmianę swej fizjonomii jest świetnym dopełnieniem historyjek o śnieniu, zwłaszcza gdy sny są tak bogate i barwne jak to jest w przypadku Pomelo.

Niewątpliwe zalety tej lektury to wywoływane przez nią radość, śmiech, ale i akceptacja różnorodności, no i ostatnia kwestia - last but not least - wielka rodząca się w nas miłość do warzyw;) Podobają się nam coraz bardziej, a to też kwestia nie do przecenienia:)

Polecam,
Katarzyna






"Pomelo śni"
Autor: Ramona Bădescu
Ilustrator: Benjamin Chaud
Wydawnictwo: Zakamarki
Oprawa: półtwarda
Format: 145x200
Liczba stron: 92
ISBN: 978-83-7776-041-3

Read On 0 komentarze

O flądrach, podfruwajkach, lisach, zającach i jajkach - "Do zobaczenia, Felku i Tolu"

10:00

Historyjki o Felku i Toli, czyli lisie-łakomczuszku oraz energicznej zajęczycy, są kwalifikowane jako książki dla czytelników z przedziału wiekowego 3+. Z drugiej strony są polecane dla początkujących czytelników, bo duży, czytelny druk, niedługie rozdziały i liczne ilustracje sprawiają, że świetnie się sprawdzają w roli pierwszych lektur. Może tylko czasem zastanawiać nieco problematyka niektórych przygód, a na pewno - trochę zaskakuje słownictwo. Mnie właśnie zdumiały nieco określenia z tytułu tego wpisu odnoszące się do pewnej kury, która "usidliła" wychowanka przyjaciela Felka i Tosi - sowy Henia, czyli koguta Pipa.

Tom ten przedstawia dość drastyczny przykład nietolerancji. Otóż Ko, wybranka Pipa, jest kurą o nakrapianych piórach - z tego powodu przez białe przedstawicielki swego gatunku jest dziobana, odtrącana, poniżana. Dlatego też Ko jest łysa, co gorsze - sama siebie uważa za kogoś gorszego, nic nie wartego. Zmienić to nastawienie pomaga jej Tola i Ko odzyskuje pewność siebie, radość życia i spokój. Inny problem ma Pip. Jego mały syn Jo pięknie pieje, a on sam nie potrafi wydać z siebie innego głosu niż "ko-ko"... Tu też cierpliwość, pomysłowość Toli i wiara w siebie koguta pomagają. Tola okazuje się także być niezastąpiona w rozwiązaniu problemu mieszkaniowego nowo powstałej rodziny kurzej;) Na dodatek dzięki jej staraniom Felek-grubasek wreszcie traci na wadze. Słowem - jest wszechstronnie utalentowana. Ale i ona boryka się z pewnym problemem... My doskonale pewnie ją zrozumiemy;) Otóż Tola nie lubi zimy, zimna, marznięcia. Chciałaby "ominąć zimę", no i okazuje się, że i Felek potrafi stanąć na wysokości zadania i znaleźć bardzo przyjemne rozwiązanie.

Przygód jest zresztą o wiele więcej, poza tym pojawia się przesympatyczny, choć bardzo malutki bohater - kurczaczek-kogucik Jo. Choć mały, to wszędzie go pełno, a na dodatek bardzo zabawnie mówi, gdyż nie wymawia samogłoski "a". Genialnie pieje, choć raczej nie w porę... No i choć niewielki, to przewraca życie wszystkich do góry nogami. I trochę czasu minie, zanim uda się wszystko uładzić.

Ciekawym zabiegiem zastosowanym w tej pozycji jest zróżnicowana czcionka, które ma za zadanie ułatwić najmłodszym czytelnikom odszyfrowywanie słów;) Poza tym oczywiście nie można nie wspomnieć o ilustracjach. Ich autor - Thé Tjong-Khing - jest doskonale znany z obrazkowych publikacji o zaginionym torcie i o pikniku ("Gdzie jest tort?" oraz "Wielki piknik"). Zresztą bohaterowie niniejszej serii też się w nich pojawiają. Świetne, barwne, przykuwające uwagę, są doskonałym uzupełnieniem tekstu.

Polecam
Katarzyna






"Do zobaczenia, Felku i Tolu"
Autor: Sylvia Vanden Heede 
Ilustrator: Thé Tjong-Khing
Tłumaczenie: Jadwiga Jędryas
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Oprawa: twarda
Liczba stron: 144
Format: 15 x 24 cm 
ISBN: 978-83-636-9628-3


Read On 0 komentarze

Wierszem o liczeniu - "Liczydełko" Marcina Brykczyńskiego

10:00


Młodsza córka jest fanką wierszy - to przemiła wiadomość po tym, jak okazało się, że starsza raczej woli prozę. Zatem teraz czytamy wszelkie lektury, które już jakiś czas temu zagościły w naszym domu i cieszymy się także urokami mowy wiązanej.

Jeśli chodzi o cyferki i ich reprezentację, to często nasuwają nam się pewne skojarzenia: jedno słońce, dwoje oczu czy dwie ręce, cztery nogi stołu. W książeczce "Liczydełko" Marcina Brykczyńskiego z takich oczywistych analogii odnajdziemy jedynie pięć palców u ręki, choć też w formie przetworzonej nieco - bo chodzi o rękawiczkę. Zatem wierszyki są oryginalne, ciekawe, zaskakujące. Autor sięga po znane powiedzenia lub motywy z bajek (trzy świnki czy siedmioro krasnoludków). Przedstawia bardzo sympatyczne bestiarium: oprócz wspomnianych świnek-budowniczych są też pracowite pszczoły, kwartet myszek, zdziwione jaskółki gubiące piórka oraz rodzina kurek. Przemiłe dla ucha wiersze oraz piękne ilustracje, których autorką jest Iwona Cała, sprawiają, że trudno się od tej lektury oderwać, zatem czytamy i czytamy, wiersze nam zapadają w pamięć, a i liczenie już bardzo sprawnie nam idzie;)

Polecam
Katarzyna





"Liczydełko"
Autor: Marcin Brykczyński
Ilustracje: Iwona Cała
Wydawnictwo: Literatura
Oprawa: Oprawa twarda
Format: 16,5 x 19,5 cm
Liczba stron: 24
ISBN: 978-83-7672-025-8


Read On 1 komentarze

Duni radości i smutki - "Moje serce skacze z radości" Rose Lagercrantz

16:00


Przyznajemy szczerze: polubiłyśmy Dunię od pierwszego przeczytania! A czytałyśmy pierwszą część jej historii tyle razy, że całe fragmenty znamy na pamięć. Jak kania dżdżu, tak my wypatrywałyśmy anonsowanej kontynuacji: „Moje serce skacze z radości”. I wreszcie jest! Mamy ten skarb i cieszymy się nim ogromnie. Choć nie uszło naszej uwadze, że to nieco krótsza pozycja;) Ale i koncepcja książki jest nieco inna. Tu akcja toczy się jednego dnia, nieco wydarzeń – na przykład tak ważna i oczekiwana w pierwszej części wizyta u Fridy w Uppsali – jest przywołanych jakby na zasadzie retrospekcji. A ten jeden dzień jest bardzo szczególny. Zresztą chyba to bardzo charakterystyczne dla życia każdego młodego człowieka: wciąż się coś dzieje, wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie, mnóstwo wrażeń, czasem problemy, czasem radosne zrządzenia losu, miłe niespodzianki.

Dunia doświadcza nieprzyjemności ze strony dwóch koleżanek z klasy. Obie rywalizują o względy pewnego sympatycznego chłopca o przezwisku Poducha. Ten jednak jest zajęty innymi sprawami, a w końcu okazuje się, że woli towarzystwo Duni… To sprawia, że dziewczyny niesympatycznie ją traktują, a w końcu nawet krzywdzą. Dochodzi do niemiłego incydentu: Dunia chcąc przerwać to dokuczanie, chwyta za keczup (rzecz się dzieje na stołówce) i opryskuje prześladowczynię oraz przez przypadek… panią nauczycielkę! Później tata stara się ją nakłonić do przeprosin, odkrywa siniaki na rękach córki, nastroje są minorowe, ale na szczęście po burzy zawsze pojawia się słońce i dzięki niezwykłemu splotowi okoliczności w swej dawnej szkole pojawia się… Frida!!! (Co ciekawe, w oryginale Frida wyjeżdża do 

Norrköping, które to miasto jest oddalone od Sztokholmu o 162 km, zaś Uppsala leży od stolicy w odległości 70 km. Choć sądzę, że ta zmiana spowodowana pewnie była wymową nazwy miasta, to możemy też uznać, że "polska wersja" książki jest bardziej optymistyczna - w końcu 70 km to dystans nawet jak na polskie drogi całkiem do pokonania;)) I znów prawdą okazuje się to, iż radosne zdarzenie sprawia, że potrafimy puścić w niepamięć przykrości, które nas wcześniej spotkały. W końcu gdy obok jest najserdeczniejsza przyjaciółka, to wszystko staje się lepsze.

Niewątpliwie obie te pozycje w sposób bardzo przemyślany poruszają trudne problemy, jakie miewają dzieci i poddają pewne sposoby – jak sobie z nimi poradzić, bez natrętnej dydaktyki. I nawet jeśli w danej chwili nie są to potrzebne porady, do być może wraz z upływem czasu ta lektura okaże się pomocna.
Nam podoba się wszystko: przesympatyczna bohaterka, przeróżne przygody, ilustracje… Zastanawiamy się tylko z nadzieją - może powstanie kolejna książka o Duni?

Polecam,
Katarzyna





„Moje serce skacze z radości”
tekst: Rose Lagercrantz
ilustracje: Eva Eriksson   
wydawnictwo: Zakamarki
liczba stron: 124
format: 15 x 21,5 cm
oprawa: twarda
ISBN: 978-83-7776-036-9

Read On 0 komentarze

"O Doboszu drewnianym ludku, który mieszkał w ogródku"

12:20

Dobosz, drewniany ludek ogródkowy jest bohaterem książeczki wydanej przez Wydawnictwo Bis. Opowieść rozpoczyna się w maju, porze roku, która ogród zamienia w kolorowy i pachnący raj. Kwitną konwalie, słońce przygrzewa i jest wesoło. W takich okolicznościach przyrody przebywa Dobosz. Jest beztroski, jest szczęśliwy. Ale zmienia się pora roku i pan Nono chowa drewnianego ludka w komórce, a tam już tak wspaniale nie jest. Przychodzi jesień i bajkowy bohater zostaje odstawiony w kąt. Tam poznaje myszki oraz glinianego psa z ubitym nosem. 

Nowi kompani na jesienne i zimowe dni stają się szybko przyjaciółmi. Dobosz nie waha się oddać swój żołędziowy guzik, będący jedną z jego niewielu ozdób, chorej myszce Pajdusiowi. Razem z małymi gryzoniami,  których zdąży dobrze poznać, przesuwają wielką balię, by pies Bryś mógł ich widzieć a oni jego. Wtedy odkrywają defekt psi, który z pomocą przypadkowo wylanej farby, tak jak potrafią, naprawiają myszki. Nie za ładny, ale lepszy niż jego brak, nos Brysia to jego wielka radość. 

Opowiadanie to wspaniale pokazuje jak Ślady Dobrych Uczynków zmieniają się w Ślady Przyjaźni :)

I znowu przychodzi wiosna i pan Nono. I znowu jest pięknie, a może jeszcze piękniej? :)

Pięknie napisana, jakże prawdziwa, mimo bajkowego klimatu!



Fragmenty książeczki dostępne na stronie Wydawnictwa -
http://wydawnictwobis.com.pl/pdf/i_phpp1hZ12.pdf
http://wydawnictwobis.com.pl/pdf/i_phpnAoYl9.pdf

Poleca Gosia



O Doboszu drewnianym ludku, który mieszkał w ogródku
Autor: Iwonna Buczkowska   
Ilustrator: Aleksandra Kucharska Cybuch   
ISBN 978-83-7551-278-6
format: 16,5 x 23,5
stron 128
wydanie 1
oprawa: twarda 

Wydawnictwo Bis 2013



Read On 0 komentarze

"O Anielce, w którą wstąpił diabeł" - czyli o tym, dlaczego lepiej być miłym;)

16:00


Alona Frankel jest autorką bardzo popularnej książeczki "Nocnik nad  nocnikami". My mieliśmy wersję "dla dziewczynek" (bo książka ukazała się w dwóch "wariantach") i potwierdzam, że jest to bardzo przekonująca i oddziałująca na młodego czytelnika lektura;) Podobnie zresztą jak i historyjka o Anielce. Bo diabeł, który w nią wstąpił, inne dzieci też tak czasem nawiedza;) Bywają takie dni, gdy człowiek wstaje lewą nogą, mimo woli robi na złość innym, a czasem i celowo wyrządza przykrość. Jakoś tak na przekór sobie nie można się powstrzymać, by nie popełnić kolejnego błędu. I tak właśnie jest w przypadku Anielki. Wciąż robi na złość, mama komentuje ten stan rzeczy słowami: "Sądny dzień!" - jak widać, słownictwo w tej książeczce jest dość obrazowe;) Ale jak długo można dokuczać innym? I co w końcu sprawiło, że Anielka decyduje się zmienić swoje postępowanie? Odpowiedź jest nieco zaskakująca, bo na ogół przekonujemy pociechy powiedzeniem: "Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe". Tym razem pomogło inne porzekadło - "Złość piękności szkodzi";) Efekt dobry, a o innym aspektach niemiłego zachowania możemy po lekturze porozmawiać.

Ilustracje są dość oszczędne, prosta kreska, brak kolorów, a i tak bardzo się podobają małej czytelniczce. Podobnie jak treść. A kwestie: "Sądny dzień" oraz "Oj, nieładnie, nieładnie" - którymi jest kwitowane zachowanie Anielki, czasem i u nas w domu są wygłaszane - żartobliwie, ale z bardzo dobrym skutkiem;)

Polecam,
Katarzyna





"O Anielce, w którą wstąpił diabeł"
Autor: Alona Frankel
Ilustracje: Alona Frankel
Wydawnictwo: Nisza
oprawa: twarda
liczba stron: 42
format: 165x165
ISBN: 978-83-926276-6-1


Read On 0 komentarze

Mamy kota na punkcie kotów czyli "Kotostrofy" Agnieszki Frączek

14:29

Tak się już stało, że w genach przekazałam córce uwielbienie do mruczących czworonogów. Mamy dziesiątki pluszaków, białych, czarnych różowych znanych każdej miłośniczce kotów. W naszym domu na piętrze sąsiadka ma prawdziwą kocicę. Czytamy o kotach, śpimy z kotami, oglądamy z nimi bajki. O tak, mamy na ich punkcie kota! I w takim razie, jak mogłybyśmy nie posiadać książki Pani Agnieszki Frączek "Kotostrofy"?!

To wspaniały zbiór wierszyków. Kto jeszcze nie zna twórczości Pani Agnieszki, kociej mamy, koniecznie niechaj nadrobi :) Czytamy m.in. o kocie bezpańskim, który wcale nie powinien narzekać na swój los. I czy koty to kłopoty? O miłości człowieka i ... psa do kotów ; o tym jak to jest spać z kotami? Poznany kota, który buja w helikopterze w obłokach i o uczuleniu na mruczusie. Przeczytamy o sklepie, do którego psom wstęp wzbroniony i o instrukcji włączania kota. Pośmiejemy się zerkając na kota brudasa i jego kolegów w markecie. A o i czarnym kocie autorka nie zapomina i o tym... jak to pracuje się przy takim czworonogu ;)

Zbiór jest pięknie ilustrowany przez Panią Iwonę Całą, której rysunki znamy nie tylko z Wydawnictwa Bis. 

                                                      To nasz ulubiony tomik wierszowany. 
 I gdy tylko humor podły mamy,
 do książeczki zaglądamy :)

Polecamy
Gosia i Weronika :)








Kotostrofy czyli o kotach strofy 
Autor: Agnieszka Frączek   
Ilustrator: Iwona Cała   
ISBN 978-83-7551-241-0
format: 20,5 x 20,50 cm
stron 60
wydanie 1
oprawa: twarda
data wydania 2012-04-05 




Read On 1 komentarze

Lengren wciąż bawi! - "Gałgankowy skarb"

10:00


Bawi, choć sprawa jest poważna: ukochana laleczka zginęła! Czyja pociecha posiada taką ulubioną przytulankę, ten wie, że nie wolno bagatelizować takiego problemu. Zresztą - nie da się! Dziecię rozpacza, wszyscy zachodzą w głowę, gdzie ten skarb przepaść mógł, zaglądają w najmniej nawet prawdopodobne miejsca, gdy już te oczywiste zostaną przeszukane i rezultatów nie ma.

O tym właśnie jest ta sympatyczna książeczka: jest dramatyczna sytuacja zaginięcia laleczki, są bardzo szeroko zakrojone poszukiwania, w które włączają się bliscy, znajomi, sąsiedzi, a nawet piesek! A gdy nie przynoszą one żadnych efektów, wszyscy pragną jakoś pocieszyć zrozpaczoną Kasię, zatem proponują jej przeróżne podarunki. Ten fragment oraz opis poszukiwań to ulubione fragmenty córek, bo wtedy mogą pomagać mamie w czytaniu;) Miło jest dopowiadać, co niesie babcia, co ciocia, co fotograf...
No i szczęśliwe zakończenie tej przygody, które bardzo cieszy małego czytelnika - oby wszystkie takie zguby równie szybko się znajdowały...

Uwielbiam tę książeczkę, nawet "mimo tego" że jej lektura nie kończy się nigdy na jednym razie, na ogół trzeba ją przeczytać co najmniej cztery razy, by nasycić się tą historyjką;)
Dodam jeszcze, że ta "eksploatacja" w żaden sposób nie odbiła się na stanie tej pozycji - to bardzo solidnie wykonana książka, do tego ma "poręczny" format, świetnie nadaje się zatem do zabierania ze sobą, a przy jej lekturze nawet długi czas oczekiwania na poczcie czy do lekarza minie w okamgnieniu. 
Pamiętam ją doskonale z dzieciństwa, zatem to przy okazji przemiły powrót do przeszłości;) Dodam jeszcze, że widząc, jak się "Gałgankowy skarb" podoba naszym pannom, dałam w prezencie egzemplarz książeczki kuzynce dziewczynek, która mieszka za granicą. I okazało się, że wzbudził podobną euforię. Zatem jeśli ktoś ma w planach zakup lektury dla najmłodszych, to "w ciemno" polecamy - na pewno się spodoba!

Polecamy 
Katarzyna i dziewczynki







"Gałgankowy skarb"
Autor: Zbigniew Lengren
Ilustracje: Zbigniew Lengren
Wydawnictwo: Babaryba
Liczba stron: 14
Wymiary: 20,5x14 cm
ISBN: 978-83-931805-1-6




Read On 2 komentarze

Poznajcie "Panadoktora"! - "Po drugiej stronie okna - opowieść o Januszu Korczaku"

17:00

"Po drugiej stronie okna - opowieść o Januszu Korczaku" autorstwa Anny Czerwińskiej-Rydel ukazała się nakładem wydawnictwa Muchomor w serii "Biografie słynnych Polaków". Książka została wydana w 2012 roku, który to rok ogłoszono rokiem Janusza Korczaka. Wypadałoby pokusić się o taką refleksję: jak wiele wiemy o tej nietuzinkowej postaci - jeśli wciąż niezbyt dużo, to warto sięgnąć po tę lekturę. Wszystkie jej aspekty są godne uwagi - po pierwsze - godny podziwu bohater, człowiek, które można nazwać wręcz tytanem pracy. Leczył, kierował Domem Sierot, wykładał, prowadził audycje radiowe, redagował czasopismo dla najmłodszych - a wszystko z wielką pasją i z doskonałymi efektami. Był czuły na los dzieci, zatem dokładał wszelkich starań, by go poprawić, uczynić nie tylko znośnym, ale wręcz jak najlepszym, bo lata dzieciństwa procentują w późniejszym okresie życia. Kolejna sprawa to jego metody wychowawcze, ideały, zasady, które wcielał w życie. Wydawać by się mogło, że wychowanie pięćdziesięciorga dzieci musi się wiązać z bardzo rozbudowanym systemem kar i zakazów. A było wprost odwrotnie! Dzieci zawsze mogły liczyć na przebaczenie, nawet gdy zawiniły, a motywacją były raczej nagrody. Co więcej - mimo iż małe, to ich zdanie było równie ważne! Decydowały o wszystkich ważnych dla nich sprawach.

Warta uwagi jest też forma książki. Bohatera poznajemy jako kilkuletniego chłopca. Jego udziałem stają się smutne doświadczenia szkolne, ale i wsparcie ze strony babci, mamy; trudne warunki życiowe po śmierci ojca. Henryk Goldszmit był lekarzem, ale odnalazł w sobie także pasję pisarską. Stąd też bierze się pseudonim Janusz Korczak, pod którym jest tak znany - otóż takim godłem opatrzył prace wysłane na konkurs literacki. Wyróżnienie w tym konkursie uznał za dobrą wróżbę i ten właśnie pseudonim towarzyszył mu już zawsze.

Aby młody czytelnik jak najlepiej poznał realia życia w ówczesnych czasach, w książce znajdziemy wyjaśnienia trudnych słów pomysłowo umieszczone na marginesie, są plany, zdjęcia, a dodatkowo - myśli Janusza Korczaka zapisane na rogach stronic jak niegdyś sekrety w pamiętnikach.
Opowieść o życiu Janusza Korczaka na pewno nie pozostawi nas obojętnymi. To historia pełna wzruszających momentów, pokazująca trudne wydarzenia tamtych lat w sposób dostosowany do wieku młodego czytelnika. Piękna, poruszająca lektura.

Polecam
Katarzyna





"Po drugiej stronie okna - opowieść o Januszu Korczaku"
Autor: Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje: Dorota Łoskot-Cichocka, Tomek Głowacki/Poważne Studio
Projekt graficzny, zdjęcia: Małgorzata Frąckiewicz/Poważne Studio
Wydawnictwo: Muchomor
Oprawa: twarda
Format: 15x19,5 cm
Liczba stron: 164
ISBN 978-83-89774-54-5




Read On 0 komentarze

"Poczytaj mi mamo. Księga trzecia" czyli powrót rodzica do dziecięctwa ;)

17:30


Z okazji 90-cio lecia istnienia Wydawnictwa, Nasza Księgarnia przypomniała wiele pięknych bajek dla dzieci. Są pięknie oprawione, w twardej oprawie. A w środku... powracamy do książeczek  które tak dobrze sami pamiętamy.

"Poczytaj mi mamo" to była seria tanich książeczek. W jednej takiej kwadratowej mieściło się jedno opowiadanie. Autorami ich byli znani pisarze i poeci. To sprawiało, że małe książeczki cieszyły się ogromnym powodzeniem. W tomie, który prezentuje Nasza Księgarnia są te same historyjki i wierszyki w niezmienionej formie. Być może ktoś, tak jak Martussa, ma stare wydania? Jeżeli nie, to warto kupić którąś z trzech wydanych już ksiąg.

W tomie trzecim, który mam przed sobą, znajduje się dziesięć krótkich form:
- Sąsiedzi
- Boję się
- Warszawskim statkiem
- Wyładunek z przeszkodami
- Muzyka z krzywej wieży
- Kapeć
- O gadającym zegarze i maszynie do pisania wierszy
- Katar żyrafy
- Kameleon
- Przepraszam, smoku

Moje dzieci bardzo je polubiły. Są ponadczasowe. Wesołe, czasem smutne. Z pewnością pouczające.

W opowiadaniu o dzieciach, które budowały zamek z piasku jest Darek, zły chłopak. Jaka była u nas w domu radość, gdy dzieci usłyszały o bohaterach z bajki! A ile było przy tym też śmiechu... Syn natomiast dziwił się zabawom chłopczyka z innej historii, który w ogrodzie pod drzewem zbudował dom i stajnię, gdzie jabłka i gruszki były zwierzętami na niby. To zrodziło rozmowę o tym jak w czasach mamy (czyli mnie) można było zrobić zabawki z niczego. 

Na końcu zbioru można przeczytać informacje o autorach i ilustratorach. Wśród nich są m.in.: Edward Lutczyn, Małgorzata Musierowicz, Hanna Łochocka.

Polecamy serdecznie :)
Gosia i dzieci




Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Wymiary: 165 x 215 x 22
Oprawa: twarda
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-10-12269-8



Read On 0 komentarze

Taki Kantek to jest to! - "Tosia i pudełko"

16:00

Co jest najlepszym prezentem? Bardzo różnie bywa. Choć nieraz zdarza się tak, że nawet najstaranniej wybrane zabawki cieszą raptem chwilę, a ich opakowanie jest znacznie bardziej intrygujące;) Szeleszczący papier, folia, karton, który może być wszystkim: domem, łodzią, statkiem kosmicznym - to intryguje, inspiruje, pozwala cieszyć się własną pomysłowością i mnogością zastosowań przedmiotów.

O tym, że warto dać "drugą szansę" różnym na pozór niepotrzebnym rzeczom, przekonuje nas książka Agaty Loth-Ignaciuk. Po raz kolejny Tosia okazuje się być osobą, która choć lat ma niewiele, umie dbać o środowisko. Zresztą tu przykład idzie z góry. W garażu rodzice gromadzą wszelkie niepotrzebne rzeczy i segregują je. Są butelki, słoiki, gazety, kartony... Jest i Kantek - z wielkimi marzeniami, ambicjami, rozczarowany losem, który stał się jego udziałem. Bo Kantek trafił do domu Tosi razem z "teleczymśtam", niestety, zawartość wywołała zachwyt i pozostała na górze, a Kantek wylądował w garażu... Ale do czasu! Otóż któregoś dnia Tosię odwiedziła Franka, a potem obie dziewczyny odwiedziły garaż;) I wprawdzie Franka miała w rękach nożyczki, których bezceremonialnie użyła, ale efekt był jak najmilszy dla rzeczonego Kantka: bo "telecośtam" już nie było najważniejszym sprzętem - w końcu jak długo można oglądać telewizję? W centralnym punkcie pokoju znalazł się fantastyczny, pięknie ozdobiony domek-Kantek!
Do wykonania domku dziewczynki użyły kolorowych gazet, podobne wrażenie wywołują ilustracje autorki: do ich stworzenia użyto fragmentów gazet, folii, tektury, papieru milimetrowego. Intrygujące i inspirujące, bardzo barwne - są doskonałym uzupełnieniem tekstu książki.

To trzecia książką Agaty Loth-Ignaciuk z serii ekologicznej. Ich dopełnieniem jest strona http://www.tosiaizyga.com/ - warto tu zajrzeć, by znaleźć inspiracje do stworzenia czegoś z niczego, twórczego wykorzystania rzeczy, na które często nie zwracamy uwagi.

Polecam
Katarzyna




"Tosia i pudełko"
Autor: Agata Loth-Ignaciuk
Ilustrator: Agata Loth-Ignaciuk
Wydawnictwo: Muchomor
Liczba stron: 24
Oprawa: miękka
Format: 21x27 cm
ISBN 978-838977448-4


Read On 1 komentarze

Recenzja."Opowiastki dla małych uszu" Joanna Wachowiak

16:00


Już zapowiedź książeczki, którą można zobaczyć tu, sprawiła, że moja córcia i ja zapragnęłyśmy więcej! Tak przyjaźnie napisane opowiadania sprawiają, że zamienia się w słuch. Te historyjki doskonale pamięta, pokazuje na obrazkach co się dzieje i relacjonuje starszemu bratu :)

Co zawiera zbiór? Osiem opowiastek, w sam raz na czytanie wieczorem, ale nie tylko. Zapewniam Was drodzy rodzice, dziadkowie i ciocie, dziecko nie zadowoli się jedną bajeczką! Sami zobaczcie ile ciekawostek... O żabce, która spełniła swoje marzenie, wbrew temu, że szara sowa nie uważała jej pomysłu na skok na księżyc za dobry. O wiewiórce, która odkryła, że dzielenie się skarbami może uszczęśliwiać. O myszy, która chciała fruwać. O ślimaku, który okazał się być pomysłodawcą wielu inspirujących zabaw. O króliczku, który myślał, że można się wyspać lepiej w innym domku. O owadach, które przestały narzekać na to, że dzień jest za krótki. O dwóch  biedronkach, które różniła nie tylko ilość kropek. I o myszkach i ich skarbie.

To bardzo pouczające historyjki, nie tylko dla dziecka. Piękne rysunki, w sam raz format. Twarda, solidna oprawa, szyte strony. Jesteśmy zachwycone!

Mama Gosia i córka Weronika :)




Opowiastki dla małych uszu 
Autor: Joanna Wachowiak   
Ilustrator: Anita Głowińska   
ISBN 978-83-7551-313-4
format: 20,5 x 20,50 cm
stron 88
wydanie 1
oprawa: twarda 

Wydawnictwo Bis 2013



Read On 2 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Husarskie skrzydła. Zdarzyło się w Polsce" (Literatura)



Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *