facebook

Kobietnik - inna bajka

"Moja pierwsza księga pojazdów" - polarowymi pojazdami w świat wyobraźni!

10:45


Elżbieta Wasiuczyńska to mistrzyni gwaszowych kreacji przesympatycznych bohaterów - takie też było nasze pierwsze spotkanie. Ale okazało się, że technik stosowanych przez artystkę jest "niezliczone mnóstwo";) I że wszystkie prace nas zachwycają! Wyznam, że ze ścian naszego mieszkania zerka cała drużyna sympatycznych zwierzątek - wszystkie autorstwa pani Elżbiety!:)
Zatem to chyba już "nałóg"... Dodam tylko, że każdy nabytek to niesamowita radość! A jako że bardzo podobają się nam pojazdy wszelakie - bo łamiemy stereotypy i dziewczyny nie ograniczają się do piastowania lalek;) - zatem "Moja pierwsza księga pojazdów" zagościła u nas tuż po ukazaniu się, a swój nadal niezły wygląd zawdzięcza bardzo solidnemu wykonaniu, gdyż przeglądana jest... wprost notorycznie;) 
Tekstu - jak widzicie - nie jest wiele, ale są to niezwykle inspirujące słowa;) Każda ilustracja to okazja do puszczenia wodzy fantazji, do zabaw w naśladowanie głosów, do sprawdzania umiejętności liczenia najmłodszych odbiorców. A na dodatek - cała akcja dzieje się w "Zwierzątkowie" - jak określiły to dziewczyny, zatem tymi pięknie przedstawionymi środkami lokomocji przemieszczają się tak uroczy podróżnicy jak przeróżne ptaki, sporo owadów, małpka, świnka i... "całe stado kotów";) - co oczywiście także cieszy nas niezmiernie.
I pomyśleć, że wszystkie te zachwycające ilustracje powstały ze ścinków materiału, różnobarwnych nitek o rozmaitej grubości, koralików, innych drobnych akcesoriów krawieckich... Zatem oglądamy, podziwiamy, bawimy się i ćwiczymy wyobraźnię! Niekończąca się przyjemność "podróżowania":) 
Polecam
Katarzyna





"Moja pierwsza księga pojazdów"
Autor: Elżbieta Wasiuczyńska
Wydawnictwo: Edukacyjny Egmont
Oprawa: twarda
Liczba stron: 16
Format: 23,3x30 cm
ISBN: 978-83-237-5330-8




Read On 0 komentarze

"Mysi domek. Sam i Julia w teatrze" - w uroczym świecie myszek

12:00





Pierwszy rozdział książki "Mysi domek. Sam i Julia w teatrze" wielu osobom wyda się bardzo znajomy... Ba, być może lwia cześć czytelników stwierdzi: "To już było!" Nic dziwnego - jest to powtórzenie treści, które rozpoczynały pierwszą część: "Mysi domek. Sam i Julia". Ci, którzy nabyli tamtą pozycję, pewnie już zaopatrzyli się i w ten tom lub planują jego zakup - bo nie da się ukryć, że świat myszek stworzony przez Karinę Schaapman urzeka, olśniewa drobiazgowością i pieczołowitością odtworzenie w pomniejszonej skali naszych własnych domów, mieszkań, lokali o przeróżnym przeznaczeniu.

Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę? Spotkałam się z opiniami, że tekst nie jest mocną stroną tej publikacji. Mnie z kolei bardzo przypadły do gustu historyjki o przygodach myszek. Przypominają mi bardzo przygody Julki i Julka (autorstwa Annie M. G. Schmidt), są to codzienne zdarzenia, podobne do tych, które mają miejsce w życiu dzieci, choć jest w nich i posmak "egzotyki" - dziadek-marynarz czy tata-badacz, szmaciarz, malarz mający atelier w Mysim Domku. Autorka książek chce pokazać małym odbiorcom inne, nieznane im może sprawy, rzeczy. A nowa cześć to nowe lokalizacje, inne problemy, zajęcia. Tym razem poznamy kulisy pracy nad "prawdziwym" występem. Sam będzie ćwiczył grę na trąbce, gdyż ma akompaniować tańczącej koleżance. Zobaczymy zatem teatr (imponująca rozkładówka!), ale i kilka innych zakamarków mysiego świata. Będziemy towarzyszyć myszkom podczas różnych zdarzeń: wśród nich będzie pogrzeb dziadka Sama, poznawanie innych religii, zarabianie pieniędzy poprzez pomoc szmaciarzowi, pomoc rodzicom.

Możemy też dowiedzieć się, skąd wziął się pomysł takiej książki. Na końcu tej części są zdjęcia Kariny Schaapman i jej komentarz. Jak zdradza autorka, wiele z opisanych przygód zaczerpnęła ze swoich przeżyć lub z doświadczeń jej męża.

Oczywiście bardzo intrygują ilustracje - co też jest zaletą, bo mali "oglądacze" spędzą na ich studiowaniu sporo czasu, odkrywając coraz to nowe, ciekawe szczegóły. A i dorośli z zainteresowaniem będą wnikać, "jak to jest zrobione";) 

Polecamy rodzinnie -
Młodsza, Starsza i Katarzyna






"Mysi domek. Sam i Julia w teatrze"
Autor i ilustrator: Karina Schaapman
Wydawnictwo: Media Rodzina
Oprawa: twarda
Liczba stron: 68
Format: 26,5x31 cm
ISBN: 978-83-7278-828-3



Read On 0 komentarze

"Krowa Matylda nie może zasnąć" - w poszukiwaniu inspiracji do spania;)

11:00


Jeśli komuś wydaje się, iż krowa nie jest zbyt atrakcyjną bohaterką lektury, to czas zweryfikować ten mylny osąd. Heroiną wydarzeń jest typowa holenderka - o biało-czarnym umaszczeniu. Ale powszechnie wiadomo: "Habit nie czyni mnicha"! Matylda jest niezwykle towarzyska, wprost niewiarygodnie pomysłowa, niestrudzona w dążeniu do celu, przeurocza i w mig zjednuje sobie sympatię czytelnika. 
A polubiliśmy ją wszyscy! Nawet tata dziewczynek, który raczej nie przepada za lekturami dla najmłodszych (taki "poważny człowiek";)), sam sięgnął po tę książkę i nie odłożył, póki nie przeczytał;) Historia jest niedługa, a sam problem Matyldy - dość powszechny. Otóż - tak jak informuje tytuł - nie może ona zasnąć. Na szczęście nie jest to norma, ale tej akurat nocy sen nie przychodzi. Cóż robić w takiej sytuacji? Poznamy całą gamę - wydawałoby się niezawodnych - sposobów na bezsenność, w tym znaną choćby z opowieści o baranku Bronku metodę liczenia baranów. Ale co zrobić, gdy nie ma ich zbyt wiele na podorędziu? 
Znowu szczęśliwy traf sprawia, że bohaterka uświadamia sobie pewną prawidłowość: nikt nie śpi sam! Rzeczywiście, miło jest mieć jakieś towarzystwo - wiedzą to wszystkie maluchy, które każdej nocy opuszczają swoje łóżeczko i wędrują do taty, do mamy;) A kto przygarnie krowę? Polecamy lekturę tej książki, bo przyniesie ona nam wiele radości, no i chyba nie zepsujemy przyjemności z czytania informacją, że w końcu każdy przecież zasypia, zatem i Matylda zapadnie w błogi sen. 
Alexander Steffensmeier potrafi nas przekonać, że zwierzęta są niezwykle wdzięcznymi obiektami do przedstawiania - zarówno Matylda, jak i cała czeredka zamieszkująca kurnik są tak sympatyczne, że od razu wywołują uśmiech na twarzach. Zresztą i przemiła gospodyni, która tak przekonująco, po części inscenizując czyta bajki na dobranoc swojemu inwentarzowi, i listonosz, bohater poprzedniej części ("Krowa Matylda na czatach") zapadają w pamięć i budzą radość nie tylko u młodego czytelnika. 
Zatem czekamy na kolejne książki o perypetiach Matyldy (a jest ich jeszcze sporo, zatem to może być przyjaźń na długo!:)).

Polecam
Katarzyna






"Krowa Matylda nie może zasnąć"
Autor i ilustrator: Alexander Steffensmeier
Wydawnictwo: Media Rodzina
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format: 23x30 cm
ISBN: 978-83-7278-814-6



Read On 0 komentarze

"Europa pingwina Popo" - wyprawa z polotem - z przemiłym nielotem;)

11:00


Wakacyjne wyjazdy są doskonałym potwierdzeniem słów, iż "podróże kształcą". Jesteśmy bogatsi o bagaż doświadczeń zyskanych podczas bliższych i dalszych wypraw. To najcenniejsza zdobycz, zatem warto tak właśnie spędzać czas. A jeśli nie stać nas na dalekie eskapady, to takim medium zastępującym je są ciekawe lektury. A taką na pewno jest "Europa pingwina Popo". Sięgając po nią odbędziemy podróż zarówno w przestrzeni, jak i w czasie, poznamy przeróżne zagadnienia, a zamykając książkę będziemy nie tylko bogatsi o zdobytą wiedzę, ale i o wrażenia wizualne.

Bo też jest to niezwykła pod względem ilustracyjnym, graficznym pozycja. Każdy element tworzy przemyślaną całość - na wklejce widzimy płynącego na krze pingwina - to z nim właśnie będziemy wojażować. Swoistym przewodnikiem, kompasem w tej naszej wspólnej podróży po kontynencie jest... alfabet! Popo poznaje Europę poprzez kolejne hasła tego nietypowego leksykonu. Nietypowego, bo znajdziemy zawsze tylko jedno hasło na daną literę, w sumie dwadzieścia pięć intrygujących wyjaśnień, zachwycająco zilustrowanych - bo wyrazista kreska, bo czyste barwy, czasem zabawne, najczęściej symboliczne, zapadające w pamięć obrazy.

Podróż po Europie przynosi też inne korzyści - w postaci bliższego poznania słów może przez młodego człowieka rzadziej używanych, w wielu przypadkach nowych. Poruszamy się przede wszystkim w kręgu tematów związanych z kulturą, ale też i z kwestiami społecznymi, poznajemy tradycje i sławne postacie. 
A gdy już dotrzemy - zaczynając od Atlantydy, poprzez między innymi corridę, jarmarki, operę i uniwersytet - do zoo, wówczas skończy się ta pouczająca podróż; tym razem Popo wyruszy w dalszą drogę statkiem, który zobaczymy na drugiej wklejce.

Kogo tak jak nas zachwyciła ta pozycja, ten niech koniecznie zajrzy też na stronę autora - Jana Bajtlika, gdzie znajdzie wiele innych intrygujących prac: 

Polecam
Katarzyna






"Europa pingwina Popo"
Autor: Jan Bajtlik
Wydawnictwo: Dookoła Świata
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 25x20,2 cm
ISBN: 978-83-62754-01-4



Read On 1 komentarze

"Podróże Tappiego po Szumiących Morzach" - warto zawrzeć znajomość z tym sympatycznym wikingiem!

10:30






Tappi to wymarzony sąsiad, druh i sprzymierzeniec;) Wprawdzie wikingowie nie mają zbyt dobrej opinii, ale - przyznajmy - uogólnianie nie zawsze prowadzi do słusznych wniosków. Zatem w tym przypadku warto zaznajomić się z tym nietuzinkowym bohaterem i dostrzec, jaki jest naprawdę. A jeśli to zrobimy, to okaże się, że z niecierpliwością będziemy wypatrywać kolejnej części przygód, bo chyba tak możemy rozumieć ostatnie zdanie powieści: "Ale to już zupełnie inna historia".

Jaki jest Tappi? Niesamowicie serdeczny, pomocny, wrażliwy na krzywdę innych, do tego ma jednak coś z prawdziwego wikinga, czyli zamiłowanie do podróży, przygód. Ci, którzy mieli okazję zetknąć się z Tappim przy okazji pierwszej powieści o jego perypetiach - "Tappi z Szepczącego Lasu", na pewno bez wahania sięgną po kolejną część. Powód jest prosty: niezwykle sympatyczne są te historie, radosne i pogodne, mimo czasem dość ponurych bohaterów. Bo też roi się w powieści od przeróżnych, czasem dziwnych postaci: są czarodzieje, trolle, wodniki, elfy, mówiące zwierzęta, pradawne duchy lasu... Na szczęście zawsze następuje szczęśliwe zakończenie, krzepiące rozwiązanie problemów.

Pomoc udzielana potrzebującym przez Tappiego owocuje zyskaniem grona sprzymierzeńców, wiernych przyjaciół, którzy staną za nim murem. Dzięki takiej postawie zdobył też przyjaźń renifera Chrobotka - tę historię młodzi czytelnicy mieli okazję poznać w pierwszej części przygód. To właśnie z tym pomysłowym, nieco bojaźliwym, ale i bardzo oddanym towarzyszem wyrusza Tappi w podróż po Szumiących Morzach. Wiele się może zdarzyć podczas takiej wyprawy - i oczywiście - mnóstwo się dzieje. Znowu dzielny wiking będzie przychodził w sukurs potrzebującym, znów rozprawi się z paroma gagatkami, zyska nowe sympatie, rozbawi czytelników, no nauczy małych pasjonatów jego przygód paru ważnych rzeczy. Niektórzy uważają ten aspekt lektury za sztuczny (czytałam takie opinie) - na mnie jednak te bezpośrednie zwroty do młodych czytelników czy też "słuchaczy" zrobiły dobre wrażenie. Są pomysłowe, nienachalne, zatem taki zamysł uważam za udany.

Warto też wspomnieć o ilustracjach. Jedynie okładka jest tak barwna, wewnątrz znajdziemy biało-czarne rysunki, jednak nie jest to wada: doskonale wpasowują się one w klimat lektury zarówno pod względem formy, jak i treści. I jeszcze stylowe winiety - razem - pomysłowo opracowana całość.
Przygody Tappiego przypominają mi nieco perypetie Wiedźmina w wersji dla najmłodszych czytelników. Świetna lektura, polecam!
Katarzyna






"Podróże Tappiego po szumiących morzach"
Autor: Marcin Mortka
Ilustrator: Marta Kurczewska
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Oprawa: twarda
Liczba stron: 160
Format: 16,5x21,5 cm
ISBN: 978-83-7895-316-6




Read On 0 komentarze

"Przedszkole żyrafki. 6-latek" - najmilsza podróż w świat nauki

11:00


Sześć lat to już bardzo poważny wiek;) Zatem i zdania przeznaczone dla takich "prawie już dorosłych" młodych ludzi są odpowiednio skomplikowane. Dlatego "Przedszkole żyrafki. 6-latek" to propozycja kolorowa, pełna naklejek, które zawsze bawią i zajmują, ale też i wymagająca już pewnej wiedzy czy też gotowości na jej przyswajanie.

Ci, którzy zaczynają przygodę z poznawaniem liter, rozróżnianiem cyfr, będą mieli okazję ćwiczyć te właśnie umiejętności. Na kolejnych stronach książeczki "Litery i sylaby" znajdziemy najpierw samogłoski, następnie spółgłoski, ich połączenia - sylaby, a do tego mnóstwo zabawy: wyszukiwanie wyrazów na daną literę, labirynty, zagadki, są i naklejki, zatem nauka taka na pewno nie będzie uciążliwa ani nużąca.

Z kolei "Cyferki" wprowadzają w świat matematyki. Te sympatyczne i nietrudne zadania pozwolą utrwalić wiedzę na temat liczenia, nauczą cyfr oraz działań w zakresie dziesięciu.

Sympatyczną pozycją są "Szlaczki". Jak w pozostałych książeczkach, tak i tu główną bohaterką jest żyrafka. W tej jednak części mamy przedstawioną pewną historyjkę, kolejne przygody wybierającej się w podróż żyrafki, miejsca, które odwiedziła oraz szczęśliwy powrót do domu. Wiele tu labiryntów, sporo zadań polegających na rysowaniu po śladzie, a do tego - podobnie jak w innych częściach - naklejki-nagrody za właściwe wykonanie polecenia.

Pomysłowe, ciekawe książeczki, kształcące i dostarczające rozrywki - polecam!

Katarzyna







"Przedszkole Żyrafki. 6-latek"
Autor: Elżbieta Lekan, Joanna Myjak
Wydawnictwo: Olesiejuk
Oprawa: miękka, teczka
Liczba stron: 56
Format: 22x30,5 cm
ISBN: 978-83-7844-968-3


Książki Wydawnictwa Olesiejuk do nabycia w Fabryka.pl.



Read On 1 komentarze

Nauka z Adelą - i dzieci się weselą!:)

11:01

Pisanie w wyznaczonych liniach liter, zapisywanie w ten sposób całych stron nie jest najradośniejszym zajęciem na świecie, zatem choć efektem będzie przyswojenie sobie trudnej sztuki czytania i pisania, to i tak czynność ta nie nabiera wielkiego powabu... Tym, którzy uważają, że nie można inaczej, polecam zeszyty z kurą Adelą! Książce o przygodach tej sympatycznej kurki towarzyszą dwa zeszyty: "Szlaczki i znaczki" oraz "Piszę i liczę".

Pierwszy z nich - doskonały już dla sześciolatków poznających litery - to mnóstwo pomysłowych zadań utrwalających kształt liter. Autorzy imponują inwencją - zatem maluchy będą kolorować według instrukcji, łączyć ziarenka pszenicy czy segregować pranie, a nawet tworzyć gwiazdozbiory;) Wszystkie te zadania pomogą zapamiętać litery, którym te zeszyty są poświęcone: "b", "d" oraz "p". A poza tym dzieci będą miały wiele możliwości ćwiczenia sprawności manualnej przy rysowaniu tytułowych szlaczków - i znowu nie w liniach, jako kolejne, żmudne powtarzanie, ale w bardzo pomysłowych zadaniach - na przykład wykonując wzory na tkaninach i strojach kurki czy rysując desenie na skrzydłach motylka.

Propozycja dla o rok starszych dzieci to książeczka "Piszę i liczę". Ta sugestia wynika z pewnych wiadomości, na których bazują ćwiczenia zawarte w tym zeszycie. Ci, którzy znają już alfabet i umieją liczyć do dwudziestu, wykonywać działania w tym zakresie, będą mogli rozwiązać mnóstwo ciekawych zadań: pogłówkować przy odczytywaniu szyfrów, poćwiczyć spostrzegawczość, spróbować swoich sił w rozwiązywaniu krzyżówek. I poznają także alfabet Morse'a!

Pomysłowym zadaniom towarzyszą zabawne rysunki autorstwa Zenona Wiewiurki.
Dzięki takim książeczkom nauka jest przyjemnością, a wiedza sama wchodzi do głowy!

Polecam
Katarzyna








"JAK KURA ZGUBIŁA PIÓRA - szlaczki i znaczki"
"JAK KURA ZGUBIŁA PIÓRA - piszę i liczę"
Autor: Joanna Krzyżanek
Ilustrator: Zenon Wiewiurka
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: miękka
Liczba stron: 24
Format: 20,5x26 cm
ISBN: 978-83-7167-907-0, 978-83-7167-857-8




Read On 0 komentarze

Moc zabawy dla malucha - brzdąc dotyka, no i słucha!:)

12:00

Stworzyć dobrą lekturę dla najmłodszych to nieproste zadanie! Choć "lektura" to też nie do końca trafna nazwa. W końcu tym, co liczy się najbardziej w takich książeczkach, jest obraz. Zatem warunków sine qua non jest sporo;) Musza być radosne, w żywych kolorach ilustracje, które zaciekawią, przyciągną uwagę, zaintrygują detalami, fakturą, książeczka powinna także być trwała, bo to najmłodsi czytelnicy-oglądacze lubią także na wszelkie sposoby testować wytrzymałość swego księgozbioru;) Nierzadko książka bywa gryziona, maluch bada jej solidność wszystkimi kończynami, a te, choć niewielkie, mogą siać zniszczenie...;)
Dlatego warto mieć na uwadze te kwestie, gdy wybieramy książeczkę dla pociechy. Z ręką na sercu przyznajmy, że denerwuje nas, gdy książeczka przeznaczona właśnie dla takiego małego adresata i w założeniu trwała, rozsypuje się przy pierwszym obejrzeniu. Mamy w swoich zbiorach takie "cudo" - i choć nie planowaliśmy, że będzie to skarb dla wielu pokoleń, to jednak nie nastawialiśmy się na to, że to "jednorazowa" publikacja, bo cena była niemała... A i te szumnie nazywane "twardostronicowymi" dość łatwo ulegają zniszczeniu. W przypadku najnowszych publikacji sygnowanych przez wydawnictwo Olesiejuk możemy być pewni, że maluchy szybciej "wyrosną" z tych książeczek, niż je zniszczą. Są naprawdę wyjątkowo solidnie wykonane: bardzo grube strony, odporne na próby zgięcia, a do tego w poręcznym formacie. Rozmiary są idealne dla małych rączek, co też jest istotną sprawą, gdy mały człowiek przeżywa etap zachłyśnięcia się samodzielnością i wszystko chce robić "sam";)
Często jest tak, że księgozbiór malucha jest dość obszerny: kupujemy książeczki niejako "przy okazji", w kiosku, w supermarkecie, wybór bywa różny, zatem pozycje dublują się, nie wszystkie odpowiadają nam pod względem treści, ilustracji, wiele z nich to właśnie wspomniane "jednorazówki". Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż te pierwsze książeczki często będą służyły nawet dwa lata, nierzadko więcej niż jednemu maluchowi, to chyba warto nabyć nieco droższą, solidną pozycję, niż ryzykować, że ukochana książeczka ulegnie zniszczeniu, co zostanie okupione gorzkimi łzami.
A do tego najnowsze pozycje wydawnictwa Olesiejuk zachwycają zawartością! "Dotykanki" fascynują żywymi, intensywnymi barwami, sympatycznymi przedstawieniami zwierzątek, różnymi fakturami, których odkrywanie będzie dla malucha najmilszym zadaniem na bardzo długi czas. Wspomniana już solidność i w tym wypadku jest nie do przecenienia, zatem dotykanie nie powoduje destrukcji (my mamy takie książeczki "na sumieniu"...)
Najmłodsi cenią sobie takie wyraźne kształty, żywe kolory, ale lubią także szeroko pojętą "interaktywność" - to właśnie oferują dwie pozycje z serii "Światełka i dźwięki" - naciśnięcie jednego z czterech przycisków sprawia, że z panelu usytuowanego u góry płyną melodyjki, miłe dla ucha dźwięki, malucha bawią też kolorowe, migające światełka. To pozycje dla "ciut" starszych maluszków - jest tu krótka historyjka do przeczytania, możemy opowiadać o tym, co widać na ilustracjach.
Bardzo sympatyczne książeczki!
Polecam
Katarzyna









"Dotykanki. Zwierzęta"; "Dotykanki. Kolory"
"Światełka i dźwięki. Świeć na niebie, mała gwiazdko"; "Światełka i dźwięki. Kręcą się maluszki..."
Wydawnictwo: Olesiejuk
Oprawa: twarda całokartonowa
Liczba stron: 10 (Dotykanki), 8 (Światełka i dźwięki)
Format: 18x18 cm (Dotykanki), 16x15,5 cm (Światełka i dźwięki)
ISBN: 978-83-274-0362-9; 978-83-274-0363-6
           978-83-274-0365-0; 978-83-274-0364-3

Książki Wydawnictwa Olesiejuk do nabycia w Fabryka.pl.



Read On 0 komentarze

"Kura Adela. Jak kura zgubiła pióra" - czytajmy przygody kury Adeli - pisać się nauczymy i będziemy weseli!

11:00



Jeśli tak jak i my należycie do wielbicieli Cecylki  oraz jej przyjaciółki gąski Walerii, to pokochacie i kurę Adelę! I to nie tylko z tego powodu, że i Waleria, i Adela należą do drobiu;) Otóż autorami trzech sympatycznych historyjek o kurce zawartych w tym zbiorze są Joanna Krzyżanek i Zenon Wiewiurka, którzy stworzyli także w duecie wiele opowieści o przygodach Cecylki Knedelek i jej wiernej towarzyszki, gąski Walerii. Jeśli ktoś zetknął się z tymi pozycjami, to wie, że nie tylko bawią, ale i uczą: dobrych manier, gotowania, ortografii, a przede wszystkim - uczynności, bycia pomocnym i życzliwym.

W tym przypadku także autorom udało się upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu - poznajemy zabawne perypetie kury Adeli, a "przy okazji" najmłodsi utrwalają czy też poznają pisownię liter. Jak widać na okładce, ten tom (bo w zapowiedziach wydawnictwa są już kolejne) poświęcony jest "b", "d" oraz "p". Kolejne opowiadanie to inna litera: zatem znajdziemy w nim sporo wyrazów rozpoczynających się od niej właśnie, a na końcu - w zabawny sposób przedstawione skojarzenia z nią związane. Opis jest tak zachęcający, że od razu po lekturze pierwszej historyjki Starsza wzięła się za rysowanie brzuszków literom "b";), a po przeczytaniu całości - pracowicie zapełniała kartkę wszystkim literami po kolei.

Wyznam, że lektura była małym wyzwaniem - to ja czytałam dziewczynkom, a Starsza po prostu uznała, że książka nie może zostać odłożona ani na chwilę, nie mówiąc już o dokończeniu jej kolejnego dnia czy choćby później. Po prostu otworzyłyśmy "Kurę Adelę" i przeczytałyśmy ją od deski do deski - z krótką przerwą na "brzuszki" litery b;) To chyba dobra rekomendacja - możecie wierzyć, że historyjki są przezabawne, pomysłowe, intrygujące. Mnie też się bardzo spodobały, a wielkim wsparciem dla czytającej matki okazały się ilustracje - taka "rozkładówka", jaką widać poniżej, znajduje się na każdej parze stron - jedna z nich to tekst, obok widzimy sympatyczny, barwny, pełen szczegółów rysunek obrazujący przygody Adeli. Zatem jest zabawnie, kolorowo, radośnie, no i "edukacyjnie";)

A co do tytułu, to zastanawiamy się, czy chodziło o śmieszne obrazki na wklejce, czy też może i kura Adela swoich piór używała do ćwiczeń w pisaniu literek? Niegdyś w tym celu używano piór gęsich, które się zdecydowanie lepiej nadają do takich zadań, ale może kura niestrudzenie próbowała? A może Wy nam podpowiecie? Sięgnijcie po tę lekturę, naprawdę warto!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki





"Kura Adela. Jak kura zgubiła pióra"
Autor: Joanna Krzyżanek
Ilustrator: Zenon Wiewiurka
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: twarda
Liczba stron: 96
Format: 21x26,5 cm
ISBN: 978-83-7167-886-8




Read On 0 komentarze

"Tuwim. Wiersze dla dzieci" - wydawnictwo Skrzat - recenzja

10:30

Któż nie zna wierszy Tuwima? Cenimy je, kochamy, to wprost kultowe lektury najmłodszych. Rodzice z rozrzewnieniem wspominają wydania z ilustracjami Jana Marcina Szancera, nowe wydania zapewne dla młodych czytelników będą dostarczać równie miłych wspomnień.

W roku poświęconym Tuwimowi - 27 grudnia minie sześćdziesiąt lat od jego śmierci - ukazało się kilka zbiorów jego wierszy. Na pewno warto zwrócić uwagę na ten wydany przez Skrzata. Ilustracje dla dzieci bywają przesadnie kolorowe, ale też bardzo przewidywalne, choć zdarzają się i takie, w których autorzy silą się na oryginalność, unikatowość. Ta publikacja jest doskonałym przykładem wyważenia proporcji. Jest barwnie, radośnie, pomysłowo i różnorodnie. Autor ilustracji zaskakuje: z jednej strony znajdziemy proste formy z bardzo wyrazistym, czarnym konturem, ale jest też delikatna kreska, szczegóły, fantazyjne formy. Zdarza się też, że styl zmienia się w obrębie jednego wiersza - tak jest w przypadku utworu "Pan Maluśkiewicz i wieloryb". Znajdziemy też swoistą zabawę kolorem - jak choćby w "Ptasich plotkach" czy "Skakance".

Sam Artur Gulewicz mówi o swoim stylu, iż jest on "kolorowy, zabawny, pełen detali".
Ci, którzy polubili te ilustracje, powinni zajrzeć do galerii na stronie ich autora:  http://www.arturgulewicz.pl/galeria.html

Dziewiętnaście wierszy (w tym mój ulubiony - "Pstryk"), ilustracje - całostronicowe, intrygujące, zapadające w pamięć - to bardzo udana publikacja, warto ją mieć w swoich zbiorach.

Polecam
Katarzyna







"Wiersze dla dzieci"
Autor: Julian Tuwim
Ilustrator: Artur Gulewicz
Wydawnictwo: Skrzat
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 20x27 cm
ISBN: 978-83-7437-926-7



Read On 0 komentarze

"Lato Stiny" - o wymarzonych wakacjach w najpiękniejszej formie

12:00





Nad morzem bywa różnie;) Wprawdzie podobno w tym roku nader słonecznie (tak, nad "naszym", zimnym morzem!:)), ale że nie zawsze tak, jak sobie wyobrażaliśmy, to jasne. Chciałoby się takiego morza, by możliwe były spacery, żeby była przestrzeń, okazja do chłonięcia piękna przyrody, a nie polowanie na skrawek wolnego miejsca, a potem znoszenie czasem bardzo męczącej bliskości bliźnich...
Zatem by złapać oddech od miejsc przesyconych konsumpcją, warto sięgnąć po "Lato Stiny". Ta książka to idylliczna wizja nadmorskich wakacji.

Hmm... Może amatorzy plażowania i tych najbardziej typowych atrakcji nie zgodzą się z tą opinią, ale za to każde dziecko przyzna, że taki wyjazd nad morze, do dziadka to szczyt marzeń. Jeśli jest się, tak jak Stina, poszukiwaczem skarbów, to każdy dzień przynosi mnóstwo niespodzianek, coraz to nowe, piękne znaleziska. A poza tym dziewczynka towarzyszy dziadkowi w codziennych czynnościach. Wszyscy wiedzą, że dla dzieci to niezwykła atrakcja: móc robić to, co dorośli;) Zatem razem płyną łódką, by sprawdzić, czy w sieci złapały się jakieś ryby, na zmianę sprzątają po kolacji... Dziadek traktuję małą wnuczkę jak partnera, stwierdza "złowiliśmy", nie torpeduje jej pomysłów, wysłuchuje i wspiera. To chyba klucz do uroku tej lektury: szacunek, zrozumienie, czas poświęcony sobie nawzajem, brak pośpiechu. Cudowne lato, nawet mimo sztormu, który właśnie okazuje się czymś ekscytującym, bo gdy oglądany jest z dziadkiem u boku, to ani trochę nie jest straszny - choć tego dopiero Stina musi się dowiedzieć i zrewidować swoje pomysły o natychmiastowym, samodzielnym realizowaniu swych zamierzeń.

Druga opowieść zawarta w tej książce nosi tytuł "Stina i morskie opowieści". Dziadek i dziewczynka, przygotowawszy uprzednio mały posiłek, wybierają się do przyjaciela dziadka, noszącego nie bez powodu przezwisko Bujda. Tego dnia ma on imieniny. I okazuje się, że nie można przyjemniej spędzić takiego święta, niż w towarzystwie przyjaciół, snując nieco chyba wyimaginowane wspomnienia o fantastycznych przygodach;) To świetny przykład tolerancji, akceptacji drugiej osoby.

Książkę pokochała Młodsza - za te przepiękne ilustracje, które są niezwykle urokliwe i same tworzą historię (w tej chwili jesteśmy na etapie samodzielnego opowiadania książek;)), potem i Starsza się do niej przekonała (choć na ogół dłuższe fabuły czytujemy;)) - ale od razu po lekturze powiedziała z rozczarowaniem: "To już koniec?" Ach, ja też nad tym boleję, choć czuję, że w przypadku historii o Stinie, to ile by ich nie było, zawsze byłoby za mało... ;)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki





"Lato Stiny"
Autor i ilustrator: Lena Anderson
Wydawnictwo: Zakamarki
Oprawa: twarda
Liczba stron: 76
Format: 20,5 x 26 cm
ISBN: 978-83-7776-042-0


Read On 0 komentarze

"Emigracja" - by upamiętnić i poruszyć...

11:00




Książka "Emigracja", którą napisał José Manuel Mateo, a zilustrował Javier Martinez Pedro, to pozycja poruszająca podobne problemy, jak przedstawiana już przez nas wcześniej lektura "Apetyt na Meksyk. Familia." Tam jednak znajdziemy pogodną, radosną wersję wydarzeń. Kuzyni, którzy wyemigrowali z Meksyku do Stanów Zjednoczonych zaaklimatyzowali się w nowym środowisku, znaleźli swoje miejsce, zatrudnienie, przyjaciół. Ich wizyty w ojczyźnie to miła okazja do spotkań, rozmów, wymiany wrażeń.

Bohater "Emigracji" bardzo niedawno opuścił rodzinne strony. Wraz z mamą i siostrą trafił w niezbyt przyjazne, niepiękne otoczenie. Ale i to jest wielkim szczęściem. Wcześniejsze życie wspomina jako szczęśliwe, radosne - do czasu... W pewnym momencie te beztroskie chwile zabaw, bezpieczeństwa, pewności kończą się. Ze wsi wyjeżdża coraz więcej osób, opuszcza ją także ojciec małego bohatera.

Ich wyjazd łączy się z ryzykiem - nielegalnie przekraczają granicę, podróżują bez biletu, narażają się na aresztowanie, deportację, a na miejscu czekają ich trudne chwile, ciężka i nisko płatna praca. Jest to jednak - paradoksalne - wielkie szczęście, swoisty "awans" w stosunku do osób, które zostały w kraju.

Zatem i mały Meksykanin wraz z mama i siostrą opuszczają rodzinne strony. Czytamy dramatyczny opis podróży, niezwykle poruszający, chwytający za serce. I wreszcie poznajemy miejsce, w którym rodzina zamieszkała: przeludniony dom, pełen ludzi w identycznej sytuacji. I chyba nie tylko małemu bohaterowi jest smutno, gdy wspomina pozostawionego gdzieś tam, daleko pieska o imieniu Gazul, który nie lubi być sam...
Granica meksykańsko-amerykańska ma ponad trzy tysiące kilometrów. Nielegalni emigranci trafiają do "wymarzonego raju" przeróżnymi środkami lokomocji, wszyscy mają nadzieję na lepsze życie. Często ich dalsze losy są bolesne, czasem nawet tragiczne...

To bolesna, poruszająca, ale i bardzo ważna lektura. Jest doskonałym punktem wyjścia do rozmowy na takie tematy, na pewno też realizuje cel, jaki sobie postawili autorzy: "Przede wszystkim chcemy, by pamiętano i mówiono o dzieciach nieistniejących dla swego kraju. Kiedy emigrują, nie mogą samodzielnie dowieść swojego nazwiska ani wyrobić sobie dokumentów, a czasami nie sposób nawet stwierdzić, ile naprawdę mają lat. Dlatego stworzyliśmy tę książkę, żeby nie zapomnieć, że emigrujący dziewczynki i chłopcy istnieją i cierpią, a także dlatego żeby przypomnieć, że oni również mają pełne prawo żyć w innej rzeczywistości".

Książka ma nietypową formę - "harmonijkową", z jedną obejmującą wszystkie strony ilustracją stworzoną na papierze amate, na którym, jak się dowiadujemy, zapisywano to, co najważniejsze dla danej zbiorowości. Ta historia na pewno na to zasługuje...

Polecam
Katarzyna





"Emigracja"
Autor: José Manuel Mateo
Ilustrator: Javier Martínez Pedro
Wydawnictwo: Widnokrąg
Oprawa: twarda
Liczba stron: 10
Format: 32x16 cm
ISBN: 978-83-932984-4-0



Read On 0 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Mgnienie oka" (Muchomor)

- "Dlaczego sztuka jest pełna golasów?" (PWN)
- "Dom nie z tej ziemi" (Nasza Księgarnia)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Chłopiec z Lapedusy" (Literatura)
- "Husarskie skrzydła. Zdarzyło się w Polsce" (Literatura)



Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *