O niezbyt sprytnej, niezbyt mądrej osobie mówi się, że nie umie ona zliczyć do trzech - zatem ta umiejętność jest symbolem ważnych predyspozycji, by radzić sobie w życiu. No właśnie - matematyka bywa piętą achillesową całych klas, a nawet roczników;), a przecież to przedmiot maturalny. Zatem wszelkie patenty na polubienie królowej nauk są na wagę złota - a jednym z nich są oczywiście gry. I taką też grą jest "Cheese Master"!
Tytuł przywodzi na myśl mistrza serowarstwa, ale to mylny trop, bo zamiast zgłębiać tajniki produkcji serów, będziemy je skrupulatnie liczyć. Proste? W teorii! Na ściance kostki może być jeden ser lub dwa, ewentualnie trzy. W sumie, jeśli użyjemy wszystkich sześćiu kostek i na każdej pojawią się maksymalne wartości "serowe" to otrzymamy liczbę dwanaście, więc nie wydaje się to bardzo trudne. Ale uwaga - prócz serów są myszki ("zwykłe" i Król myszy), koty, pies, karczmarz... Każdy ma swoje zamiary związane z tytyłowymi serami, więc liczenie musi uwzględniać sporo zmiennych.
Każda myszka - co zrozumiałe;) - zjada kawałek sera, kot "dezaktywuje" działanie jednej myszy, pies ma takie samo działanie względem kota, a karczmarz jest postrachem wszystkich zwierząt - oprócz Króla myszy, który zawsze swój kawałek sera capnie:) Dzieje się zatem wiele, więc warto powoli wprowadzać kolejne zasady: najpierw gramy przy użyciu żółtych kostek (tu są tylko sery, myszki i kot), potem dokładamy kolejne pomarańczowe, by w końcu kompletem sześciu rozgrywać mistrzowskie potyczki.
Prócz szybkiego liczenia i dobrego kojarzenia akcji kolejnych postaci podczas gry ćwiczymy refleks, spostrzegawczość i szybkośc dzialania. Do poprawnego wyniku powoli byśmy doszli, ale presja czasu sprawia, że o pomyłkę niełatwo. Musimy szybko policzyć, znaleźć wśród trzymanych w ręku kartoników ten z właściwą liczbą (do tego są one dwustronne!), położyć go przed sobą, chwycić jeden z dostępnych kawałków sera i przykryć liczbę znajdującą się na narysowanym talerzyku. A serów drewnianych serów do rozgrywki bierzemy o jeden mniej niż liczba uczestniczących w niej graczy, zatem ta najwolniejsza osoba od razu traci jeden punkt. Szczęśliwcy, którzy ser złapali, też mogą stracić punkty, jeśli okaże się, że doszło do pomyłki i nie uwzględnili jakiegoś niuansu zasad. W tej sytuacji tracą dwa punkty, są i punkty karne, zatem rozgrywka jest bardzo emocjonująca.
Autorzy zadbali też o nietuzinkowy patent na prezentację punktacji. W grze może wziąć udział aż osiem osób (a nawet drużyny możemy utworzyć, jeśli się jeszcze liczniejsza kompania nam zbierze). Każdy wybiera kartonik z postacią, który kładzie przed sobą tak, by u góry była cyfra siedem. W kolejnych turach, gdy będziemy tracić punkty, ten kartonik będzie przekręcany o dziewięćdziesiąt stopni, a gdy będziemy mieć mniej niż cztery punkty, przewracamy go na drugą stronę - tam są wartości od trzech do zera... Jeśli już do tej ostatniej dotrzemy, odpadamy z gry, a pozostali gracze usuwają jeden z kawałków sera, tak by zawsze było ich o jeden mniej niż graczy. Ostatnia osoba mogąca pochwalić się punktami na swoim kartoniku jest zwycięzcą!
Gra toczy się w piorunującym tempie, jest przezabawna (te humorystyczne ilustracje!), więc to i miła rozrywka, no i - przywołując te wszelkie umiejętności, które przy okazji ćwiczymy - ma niewątpliwie walor edukacyjny. Dodatkowy plus to dobrej jakości, trwałe elementy. Dajcie się namówić na wspólne liczenie serów!:)
Polecam!
Katarzyna
Katarzyna
Autorzy: Alexandre Droit, Johan Benvenuto
Wydawnictwo: Egmont
Liczba graczy: 2-8
Wiek: 8-108
Czas gry: 10 minut
Format: 20x20x4,5 cm
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz
Inna Bajka dziękuje :)