facebook

Kobietnik - inna bajka

"Sprężynek na tropie tajemnic" - ekologia - ważna sprawa, a do tego - świetna zabawa!

13:00




W naszym domu wejście jest od północy, a kuchnia – po południowej stronie. Zatem tak się składa, że trochę się nabiegam w ciągu dnia nosząc przeróżne niepotrzebne rzeczy do znajdującej się tuż przy wejściowych drzwiach werandy. Dlaczego? Bo tam właśnie są nasze „pojemniki” – worki do segregacji odpadów. Choć z drugiej strony – chyba nie biegam aż tak dużo, bo waga ani drgnie;) A już serio ten temat ujmując – to staramy się, by tych surowców było jak najmniej – jednak co i rusz w skrzynce znajdujemy okazały plik ulotek, a dziewczynki – choć rysują po obu stronach kartki, to też czasem jakieś nieudane prace przeznaczają do wyrzucenia. Nie da się ukryć, że największy jest zawsze worek z tworzywami sztucznymi – wszak wszelkie sosy czy jogurty są w taki sposób pakowane, czasem nawet książki są zafoliowane. A dziewczynki doskonale wiedzą, gdzie co wrzucać – także w pobliskim sklepie, gdzie znajdują się pojemniki na baterie i świetlówki.

Nieco gorzej jest oszczędzaniem prądu czy wody, ale pracujemy nad tym – „Kropla drąży kamień nie siłą, lecz częstym spadaniem” – mam tylko nadzieję, że napomnienia nie znużą…  Jeśli macie też takie obawy, to dobrym pomysłem jest lektura „Sprężynka”! Z niewyjaśnionych przyczyn tacy sympatyczni bohaterowie bajek czy książek jakoś łatwiej trafiają ze swoim przekazem do serc i głów najmłodszych;) 

W tym przypadku jest to tym bardziej miła i przekonująca lektura, gdyż opisane zostały w niej przygody pewnej rodziny bardzo świadomej ekologicznie, a składającej się z mamy, taty, Antka i Zosi. Najmłodsi bohaterowie to dzieci takie jak i mali odbiorcy – dzięki temu mogą stanowić przykład, poza tym zaciekawiają swymi perypetiami i pomysłami, łatwo się z nimi utożsamiać, bo to postaci pozytywne, budzące żywe emocje i ciepłe uczucia. 

Ale te cztery wymienione osoby nie wyczerpują listy bohaterów: jest jeszcze kot Klusek i pies Makaron (jamnik, zatem imię jest chyba zrozumiałe;)), a także niezwykle ważna postać – Sprężynek, czyli jak pomysłowo określa autorka – „ktoś z niczego”. To taki niebanalny towarzysz Antka, którego chłopiec zrobił z kilku niepotrzebnych już przedmiotów, wcielając w życie zasady recyklingu. Ów Sprężynek wie bardzo wiele o świecie – wszak jak sam mówi - z nie byle jakiej szuflady pochodzi! Ale okazuje się wkrótce, że sporo kwestii dotyczących ekologii jest mu nieznanych… A przyznajmy szczerze: w dzisiejszym świecie bez tej wiedzy ani rusz! Wie doskonale o tym Antek, który jest dosłownie alfą i omegą w sprawach ekologii – albo naprawdę bardzo niewiele do tego tytułu mu brakuje.  Wiedzę na temat recyklingu ma w małym paluszku, świetnie wie, jak zachować się w lesie, w jaki sposób tworzy się dziura ozonowa, dlaczego warto używać mniej detergentów (i nie chodzi tu tylko o względu finansowe!) oraz jak robić „zakupy z głową”! Taki sympatyczny nauczyciel – nawet jeśli czasem odrobinkę się „mądrzy” – to prawdziwy skarb, bo często sobie nie uświadamiamy, jak wiele możemy zrobić dla ochrony środowiska, by nasze życie było dzięki temu lepsze. 

Autorka w pomysłowy sposób łączy opowiada o wszystkich istotnych działaniach ekologicznych, które bez zbytniego wysiłku możemy wprowadzić w nasze życie – opisane przygody tworzą wciągającą historię, wynikają jedna z drugiej, łączą się ze sobą, zatem uwaga najmłodszych jest zapewniona. Zapewne wiele osób doskonale zna Agnieszkę Frączek jako autorkę wierszy – zabawnych, pomysłowych, wykorzystujących pewne niuanse naszego języka – perypetiom bohaterów też towarzyszą tego typu utwory – tym, którzy cenią taką twórczość, lepiej zapadną w pamięć ekologiczne sprawy.

A młodych czytelników przyciągną także ilustracje – ich autorką jest znana z książek o śniącym Bartku również opublikowanych przez Wydawnictwo BIS – Jola Richter-Magnuszewska. Jako że lubimy te opowieści, to dziewczynki od razy zaciekawiła warstwa wizualna niniejszej książki: radosne, kolorowe rysunki i pomysłowa numeracja rozdziałów.

Ochrona środowiska, życie w zgodzie z naturą, dbanie o zasoby naturalne – to niesłychanie ważne kwestie. Dzięki tej ciekawej lekturze staną się one bliższe najmłodszym czytelnikom. A mamy mogą skorzystać z pomysłowych przepisów na ekologiczne środki czyszczące!:)

Polecamy
Katarzyna  i dziewczynki 







"Sprężynek na tropie tajemnic"
Autor: Agnieszka Frączek
Ilustrator: Jola Richter-Magnuszewska
Wydawnictwo: BIS
Oprawa: twarda
Liczba stron: 96
Format: 20x25 cm
ISBN: 978-83-7551-406-3





Read On 0 komentarze

"Bajki - Fables" - dawne lektury na nowo odkryte

10:00



Nie da się ukryć, że tak wielka liczba pojawiających się nowych lektur sprawia, że niekiedy zapominamy o tych nieco wcześniej powstałych. Czasem faktycznie nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż ich czas minął, ale przecież nie dotyczy to wszystkich tekstów! Ba, wręcz przeciwnie – są takie, które z przyjemnością czytaliśmy w dzieciństwie czy też nawet były ulubionymi lekturami babć i dziadków, a i obecnie cieszą najmłodsze pokolenie. A są też utwory sprzed kilku wieków – nadal żywe, mądre, ciekawe, warte poznanie. Sięgnijmy zatem po wiersze „rodzimych” klasyków, przeczytajmy wspólnie zwierzęce bajki Jeana de La Fontaine’a! 

W tym ostatnim przypadku nadarza się świetna okazja: nowe wydanie bajek tego autora, która to publikacja została wzbogacona o niebanalne ilustracje ośmiorga twórców oraz o płytę z nagraniami wierszy czytanymi przez Elizabeth Dudę – znakomitą aktorkę polsko-francuską. Dzięki temu możemy cieszyć się nie tylko świetną interpretacją głosową tekstów, ale i ich dwiema wersjami – polską oraz w języku oryginalnym, w którym zostały one napisane – francuską. Na pewno ten fakt docenią przede wszystkim rodziny dwujęzyczne, osoby uczące się francuskiego, ale też może zdarzyć się i tak, że takie nietypowe zetknięcie z językiem obcym skłoni do poznania go, co będzie niejako „wartością dodaną” lektury;)

Ale nawet jeśli się tak nie stanie, to warto sięgnąć po to wydanie – bo to okazja, by przypomnieć sobie – czy też poznać utwory genialnego bajkopisarza, ale też zobaczyć, w jak różnorodny sposób mogą być one ilustrowane, jak rozmaite koncepcje i techniki zastosowali autorzy wyłonieni w drodze konkursu. Zadanie mieli tym trudniejsze, iż każdy wiersz ilustruje jedna praca umieszczona na dwóch stronach: to ciekawe wyzwanie – zawrzeć w rysunku-rozkładówce to, co charakterystyczne dla bohaterów, pokazać relacje między nimi, ich charakter, osobowość, spróbować zasygnalizować historię, którą przed chwilą mieliśmy okazję przeczytać. Bo układ „Bajek” jest taki właśnie: tekst polski, na sąsiedniej stronie francuski, a kolejne dwie to ilustracja, zatem możemy ją potraktować jako swego rodzaju podsumowanie tej historii, dzięki niej może przeczytany utwór mocniej do nas przemówić, głębiej zapaść w pamięć. 

Niedawno ukazała się inna publikacja Wydawnictwa Widnokrąg, która zachwyca i formą, i treścią – „Maja z Księżyca” – podobnie jest z „Bajkami” La Fontaine’a: poczynając od okładki, na której widzimy bohaterów wierszy (motyw ten znalazł się również na obwolucie płyty), poprzez wyklejkę, niebanalnie przedstawiony życiorys autora, ciekawy sposób przybliżenia sylwetek ilustratorów za pomocą ich odpowiedzi na trzy pytania, a wreszcie i same rysunki oraz to, co najważniejsze – wciąż aktualne, wciąż zachwycające teksty – książka przykuwa uwagę i sprawia wielką przyjemność podczas obcowania z nią.

Polecam
Katarzyna 









"Bajki - Fables"
Tekst w oryginale: Jean de La Fontaine
Przekłady: W. Noskowski, I. Krasicki, S. Komar, F. Kniaźnin
Ilustracje: A. Srokosz, A. Świętek, A. Birecka, M. Piestrak, P. Mildner, M. Jaworowska-Duchlińska, J. Bartosik, A. Chmielnik
Interpretacja aktorska tekstu: Elisabeth Duda
Wydawnictwo: Widnokrąg
Oprawa: twarda
Liczba stron: 64
Format: 20 x 20 cm
ISBN: 978-83-938652-8-4            

Read On 0 komentarze

Tu powstała Polska - by odległe dzieje stały się nam bliższe

18:45




Bez wątpienia można stwierdzić, że początki państwowości polskiej to temat modny;) - choć może inaczej: intrygujący, godny uwagi, zajmujący młodszych i starszych. Ostatnio czytałam kilka publikacji tych spraw dotyczących: pomysłowo przedstawiająca naszych władców książka autorstwa Pawła Wakuły w przystępny, a jednocześnie ciekawy sposób opisuje także i Piastów, w poniedziałkowym dodatku do „Gazety Wyborczej” pojawił się cykl „Objazdowe muzeum historii Polski” – taka swego rodzaju lekcja historii dla nieco starszych czytelników. A niniejsze pozycje wydane przez Media Rodzina, choć z pozoru mogą wydawać się być książkami dla młodszych odbiorców, to bogactwem interesujących szczegółów zaskoczą chyba i pasjonujących się tą tematyką dorosłych (przede wszystkim tych niezwiązanych z nią niejako „zawodowo”).

Niedługie opracowania tematów mają idealnie wyważone proporcje: jest tu rzeczowe wyjaśnienie, klarowne, sformułowane prostym językiem, do tego schematy, ilustracje, mapy. Szczegółowo opisane sprawiają, że łatwiej jest zrozumieć pewnie kwestie, które w nawet najbardziej dokładnych opisach mogą być nie do końca jasne. Co ciekawe – to książki autorskie: napisane i zilustrowane przez Jarosława Grygucia.

I znów warto docenić to, iż przedstawiony został aktualny stan wiedzy, a choć liczące po nieco ponad dwadzieścia stron pozycje nie mają ambicji być całościowym opracowaniem, to jednak ilość zawartych w nich wiadomości jest naprawdę imponująca! Tata dziewczynek jest pasjonatem historii – wprawdzie zwłaszcza tej najnowszej, ale i wcześniejsze dzieje nie są mu obce, a jednak sporo szczegółów go zaskoczyło, zaciekawiło – może się więc okazać, że kupiona dla młodego miłośnika historii książka sprawdzi się jako interesująca i kształcąca lektura dla całej rodziny.

Stanie się tym bardziej użyteczna, o ile planujemy wakacyjne wyprawy właśnie szlakiem dawnych piastowskich zabytków architektury czy też jeśli zechcemy odwiedzić muzea lub rezerwaty archeologiczne prezentujące czasy pierwszych Piastów. Wiele ilustracji bowiem to wierne rysunki przedmiotów czy obiektów w tych właśnie miejscach się znajdujących. Zatem jeśli zdobyta wiedza rozbudzi nasze apetyty na ujrzenie opisywanych miejsc na własne oczy, wówczas te pozycje mogą stać się swego rodzaju mini-przewodnikiem. Ale nawet jeśli nie uda nam się zrealizować takiej wycieczki, to już sama lektura czterech opracowań da nam możliwość bliższego poznania naszych przodków.

Tym, co sprawia, że są to tak wartościowe pozycje, jest zasób, zakres informacji. Jakże często autorzy podręczników ograniczają się do lakonicznego podania informacji, że w danym roku miało miejsce jakieś zdarzenie. Koniec, kropka – nic ciekawego w takim stwierdzeniu nie ma i zapamiętanie samej daty nie wzbogaca specjalnie naszej wiedzy. A Jarosław Gryguć pisząc o chrzcie Polski wyjaśnia, że możemy nawet ustalić datę dzienną – i skąd to domniemanie mamy, jak się ów obrzęd odbywał, jak wyglądała koronacja (czy wiedzieliście, że król ubrany był w szaty biskupie?). Szczegółowo opisane są też kwestie bardziej przyziemne – takie jak strój, zwyczaje związane z higieną (nasi przodkowie – ci najzamożniejsi – czyścili uszy przy pomocy małych łyżeczek!). A czy wiecie, czym był kiścień? Albo dlaczego tarcze używane przez wojów trzeba było wymieniać po każdej walce na nowe – lub chociaż naprawiać? Takich wiadomości-ciekawostek jest w tych czterech pozycjach bardzo wiele, zatem nawet obeznani z tematem znajdą w niniejszych tytułach coś dla siebie.

Poza tym opracowania niniejsze systematyzują, porządkują wiedzę, pozwalają dostrzec powiązania między różnymi faktami.

Ci, którzy uwielbiają historię lub właśnie dzięki lekturom autorstwa Jarosława Grygucia odkryją w sobie tę pasję, mogą zajrzeć także na strony: WWW.tupowstalapolska.pl oraz WWW.kulturapiastowdladzieci.pl  - znajdziecie tu mnóstwo informacji oraz propozycje wycieczek poszerzających naszą wiedzę na temat życia w czasach Piastów. 

Polecam

Katarzyna 











Autor i ilustrator: Jarosław Gryguć
Wydawnictwo: Media Rodzina
Oprawa: miękka
Liczba stron: 24
Format: 23x 27 cm
ISBN: 978-83-8008-051-5,  978-83-8008-052-2, 978-83-8008-053-9, 978-83-8008-054-6



Read On 0 komentarze

"Kocioludek długowłosy" - o sprawach ważnych w niebanalnym ujęciu

10:00




Przyznam, że na niejednym koncercie Habakuka byłam. Mnie się ta muzyka bardzo podoba, zatem nazwa zespołu ma pozytywne konotacje. Zresztą przecież jest to imię proroka, autora jednej z ksiąg Starego Testamentu. A oznacza ono po hebrajsku serdeczny uścisk, objęcie. I taki właśnie jest kapitan Habakuk - serdeczny, troskliwy, opiekuńczy, z poświęceniem działa na rzecz zwierząt znajdujących się w niewoli. Zatem to taki nietuzinkowy obrońca fauny - uwalnia zwierzęta, tworzy ich wyczerpujące opisy i wypuszcza je w naturalnym środowisku. 

Działania kapitana idą gładko - porusza się latającym statkiem, który jest na tej imponującej rozkładówce przedstawiony - zatem bez problemów dostaje się do zoo i oddala się z uwolnionym okazem - ale do czasu. Otóż pewnego razu natyka się na tytułowego "kocioludka długowłosego". Gdzie taki oryginał żyje? Co lubi, co je, jakie są jego ulubione zajęcia? Nieprosta to sprawa zbadać nowy, nieznany okaz. Na szczęście w tym przypadku sympatyczny kocioludek sam chętnie o sobie wszystko opowiada!

Niewiarygodne? Musicie zatem poznać bliżej ten niezwykły okaz (mamy chęć automatycznie napisać: „fauny”, ale tu to wyrażenie się nie sprawdzi;)). Intrygującą nazwę „kocioludek długowłosy” wymyślił sam jej nosiciel! A przyczyna, dla której znalazł się w klatce, jest prosta, choć jednocześnie i smutna: otóż do zoo wybrali się pewien chłopczyk oraz jego bardzo zajęty tato. Dla tego ostatniego była to nieco wymuszona wizyta, zatem gdy pojawiła się okazja – dodajmy związana z intratnym interesem –  zostawiwszy synowi spory banknot i upewniwszy się, że pamięta on adres, tata udał się do swego biura. 

Samotne zwiedzanie nawet tak atrakcyjnego dla najmłodszych miejsca jak ogród zoologiczny nie jest wcale bardzo przyjemne… Lubimy dzielić się wrażeniami, z bliską osobą każde miłe przeżycie jest jakby spotęgowane. Okazuje się też, że żadne ze zwierząt – a chłopczyk wnikliwie przeczytał informacje zamieszczone na tabliczkach znajdujących się przy ich wybiegach – nie lubi żyć w klatce – dlatego były smutne. Być może dlatego też smutny chłopczyk postanowił zamknąć się w klatce…

Na szczęście pojawił się kapitan Habakuk, został stworzony „Zeszyt kocioludka” i wszyscy zainteresowani tym tematem, mogli dowiedzieć się, iż kocioludki  nie pijają wody (bardzo im szkodzi!), żywią się słodyczami, trzeba z nimi grać w gry (i to bardzo intensywnie!), a na dodatek nie mogą zbyt wiele razy przegrywać…;) Nie wiem, jakie są Wasze refleksje w związku z tymi informacjami – nas zdumiały one, bo okazało się, że mamy w domu dwa okazy kocioludków!!! O dziwo, Starszą bardzo rozśmieszyły te wiadomości;) 

Zatem nie tylko przy ulicy Sztampfer 17 – dokąd odwiózł kapitan najnowszy uwolniony przez siebie okaz – mieszkają kocioludki! Warto o tym pamiętać: i choć ten punkt o słodyczach należy wziąć w cudzysłów, to inne sugestie najmłodszych są warte uwagi. W przeciwnym razie mogą sprawdzić się słowa mamy bohatera skierowane do ojca chłopca: że kiedyś „naprawdę pożałuje” tego, iż nie spędzał z synem więcej czasu… 

Etgar Keret w ciekawy sposób przedstawia tę historię – połączenie elementów realistycznych i pierwiastka magicznego, fantastycznych zdarzeń jest typowe dla dziecięcego patrzenia na świat, a poza tym czyni tę opowieść otwartą na rozmaite interpretacje. Jednocześnie autor porusza ważne tematy: istotę bycia rodziną, to, co stanowi o jej spójności, o dobrych wzajemnych relacjach, ale też przy okazji kwestię zasadności istnienia takich miejsc jak zoo. Niezbyt długi tekst świetnie uzupełniają rysunki autorstwa Aviela Basila: znakomicie oddające emocje bohaterów i ciekawie portretujące postaci opisane w tej historii.

Świetna, niebanalna, mądra lektura – polecamy!
Katarzyna i dziewczynki 










Autor: Etgar Keret
Ilustrator: Aviel Basil
Wydawnictwo: WAB
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 21x29,5 cm
ISBN: 978-83-280-1899-0




Read On 0 komentarze

"Pan Tygrys dziczeje" - wbrew regułom, w zgodzie z naturą!:)

10:00



Przeróżne konotacje ma to słowo: mówimy o „zdziczeniu obyczajów”, znamy wyrażenie „dzikość serca”, czasem określamy kogoś na poły żartobliwie „dzikiem”, a choć jest w tym i sympatia, to jednak dominuje nutka dezaprobaty. No cóż, bycie dzikim raczej nie jest uznawane ze coś pozytywnego… 

O tym, że może być inaczej, przekonuje nas Peter Brown oraz Pan Tygrys. Czy nie macie czasem ochoty zrzucić z siebie bagaż konwenansów? Czy nie jest cudownie przełamać rutynę, zadziałać niebanalnie, nie patrzeć na to, co myślą inni? Lato to doskonała pora na to;) 

Jeżeli nie wiecie, dlaczego warto to zrobić, zajrzyjcie do książki „Pan Tygrys dziczeje”! To oczywiste, że działając zgodnie ze schematami, postępując przewidywalnie nie jesteśmy kreatywni, nie tworzymy niczego zaskakującego, niebanalnego. Co więcej – taka unifikacja sprawia, że zatracamy naszą osobowość, naszą unikalność. 

Pan Tygrys dziczeje, co nie podoba się innym mieszkańcom bardzo uporządkowanego, jak spod linijki wyglądającego miasta. Zgodnie z sugestią udaje się do miejsca wprost dyszącego dzikością;) Jest tu cudownie, ale przyjaźń ma swoje prawa… W pewnym momencie zaczynamy tęsknić za osobami, z którymi łączą nas te szczególne więzi… 

Czy można być jednocześnie dzikim i „nie-dzikim”? Owszem! Tę pozorną sprzeczność można szczęśliwie połączyć w jedno! Pokazuje nam to Pan Tygrys i jego przyjaciele. To bardzo krzepiąca myśl – i inspirująca! Warto zatem wcielić ją w życie, spróbować niekonwencjonalnych połączeń w każdej dziedzinie – podczas zabaw, zestawiania ubiorów, tworzenia nowych potraw, w czasie działań plastycznych, w codziennym życiu, także tym „dorosłym”, by nie zaśniedzieć;), by nie zdusić swych pasji, swej unikatowej osobowości.

Książka Petera Browna zachwyca pomysłem przekazanym w lekki, niebanalny sposób oraz uroczymi ilustracjami. Młodszym spodobają się zapewne zwierzęcy mieszkańcy miasteczka, a wszyscy docenią inspirujące przesłanie – by wyluzować nieco, by odrobinkę zdziczeć  – nie tylko latem!:)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki 









Autor, ilustrator: Peter Brown
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: twarda
Liczba stron: 40
Format: 22x22
ISBN: 978-83-10-12831-7


Read On 1 komentarze

"Dasz radę, Marcelko" - o przyjaźni, która pomaga pokonać wszystkie przeciwności

10:00



Posiadanie pieska to marzenie mnóstwa dzieci – już samo spotkanie z takim czworonogiem daje wiele radości, a o ile przyjemniej byłoby mieć swego własnego pupila, na co dzień, by pocieszał w chwilach smutku, by się wspólnie bawić. To jednocześnie duża odpowiedzialność, bo nie tylko radości wiążą się z takim własnym zwierzątkiem - są i obowiązki. A czy podoła im dziewczynka, która chodzi o kuli?

Nic dziwnego, że mama Marcelki nie pali się do pomysłu przygarnięcia znalezionego przez ciocię pieska. Wszak dziewczynka porusza się bardzo wolno, na szczęście jest coraz sprawniejsza – niegdyś jeździła na wózku inwalidzkim, dziś już nie musi mieć dwóch kul, wystarczy jedna, ale kolano nadal boli, Marcelka nie może się forsować. 

A dziewczynka ma wiele problemów – i nie tylko mniejsza sprawność jest powodem smutku. Pewnie można by się spodziewać, że osoba taka zostanie otoczona życzliwą opieką, otrzyma wsparcie, ale zamiast pomocy Marcelka ze strony koleżanek i kolegów zyskuje tylko drwiny, staje się obiektem złośliwych żartów, jest wyśmiewana. Przoduje w tych działaniach pewna niesympatyczna dziewczynka – Nikola, która jednocześnie potrafi wpływać na inne osoby, dokuczać im, jeśli nie postępują zgodnie z jej oczekiwaniami, zatem niebawem okazuje się, że cała klasa jest wrogo lub w najlepszym przypadku obojętnie nastawiona do poruszającej się o kuli koleżanki…

Jakby tego było mało, tata Marcelki musiał wyjechać do pracy za granicę, bo leczenie córki pochłonęło sporą sumę pieniędzy. To wszystko martwi dziewczynkę. W jej życiu brak jaśniejszych chwil, ale pojawienie się pieska może być jedną z nich. Niestety, mama jest nieprzejednana… Jednak nie bez powodu na okładce widzimy dziewczynkę obejmującą sympatycznego psiaka! Zatem opór mamy zostaje przełamany i nowy domownik, który otrzymuje zabawne imię Rozrabiak,  pojawia się pod dachem Marcelki i jej mamy. 

Czy to już koniec smutnych chwil? Byłoby wspaniale, ale przecież nawet najcudowniejszy piesek nie sprawi, że wszystkie problemy znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki… Nikola nadal prześladuje Marcelkę, dziewczynka wciąż jest samotna i źle się czuje w klasie, w szkole. Mogę jednak zdradzić, że zdarzenia zmierzają do szczęśliwego końca! 

Opowiedziane z punktu widzenia dziewczynki wydarzenia przykuwają uwagę małego odbiorcy. Prosty język, obrazowo przedstawione uczucia bohaterki, jej przeżycia bliskie i innym dzieciom sprawiają, że lektura zaciekawia, dostarcza tematów do rozmów, uświadamia problemy, jakie wiążą się z klasowym ostracyzmem często spotykającym dzieci najwrażliwsze, które w niczym nie zawiniły. 

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki 








Autor: Marcin Pałasz
Ilustrator: Katarzyna Sadowska
Wydawnictwo: BIS
Oprawa: miękka
Liczba stron: 96
Format: 12,3 x 19,5 cm
ISBN: 978-83-7551-404-9




Read On 0 komentarze

"Biblioteka pana Lemoncella" - pasjonująca historia nie tylko dla książkowych moli!;)

14:00



Umieszczone na okładce wyrażenie: „Światowy bestseller!” sugeruje młodym odbiorcom, że jest to książka warta uwagi. Skoro święciła ona sukcesy sprzedaży w wielu krajach, nie może być nudna czy choćby „letnia” – to musi być niesamowicie wciągająca opowieść! I tak jest w rzeczy samej, choć miejsce akcji wydawać by się nam mogło niezbyt stosowne do przeżywania pasjonujących przygód: biblioteka kojarzy się nam z ciszą, skupieniem, mnóstwem książek, czasopism, szufladkami z katalogami… Tak obraz mają przed oczami nieco starsze osoby, bo młodzi wiedzą, że obecnie komputery ułatwiają nam odnajdywanie poszukiwanych pozycji, a w oddziale dziecięcym znajdziemy oprócz książek wiele atrakcji – „u nas” jest basen z piłeczkami, domek Kubusia Puchatka i mnóstwo zabawek!

Zaś nowy gmach biblioteki stworzony przez pana Lemoncella to miejsce, które olśniewa, oszałamia, zaskakuje. Szczegóły powstawania tej niezwykłej budowli są okryte tajemnicą i zanim wnętrze zostanie przedstawione wszystkim zainteresowanym osobom, będą je mogli obejrzeć młodzi autorzy najlepszych esejów - tych dwanaścioro dwunastolatków dostaje też niezwykłą szansę – jeśli zdecydują się wziąć udział w oryginalnej grze, otrzymają fantastyczną nagrodę. 

Pan Lemoncello to niezwykle kreatywny twórca mnóstwa gier – planszowych i komputerowych – ich wymyślanie to jego wielka pasja. Są one różnorodne, dotyczą rozmaitych dziedzin, pozwalają w przeróżny sposób sprawdzić swoją wiedzę, umiejętność kojarzenia, spostrzegawczość. Ale ten, kto chce wygrać, musi być nie tylko fanem gier, nie mniej ważne jest oczytanie, swobodne poruszanie się w świecie książek! W końcu – jak wyznaje ekscentryczny fundator biblioteki – to w tym miejscu przed laty mógł tworzyć prototypy swych gier i dzięki pomocy pracującej w starej bibliotece miejskiej Alexandriaville pani Tobin rozpoczęła się jego wielka kariera. 

Popularne i uwielbiane gry są znane i zaproszonym niejako „przedpremierowo” nastolatkom, dzięki temu mają oni szansę wziąć udział w zmaganiach o wyjątkową nagrodę. Ale lubią też czytać – i to właśnie jest klucz do sukcesu! Wszak jedna z ulubionych maksym pana Lemoncella to słowa Dra Seussa: „Im więcej czytasz, tym więcej wiesz. Im więcej się uczysz, tym więcej poznajesz miejsc”. 

W nowej bibliotece są sale gier, interaktywne prezentacje, ciekawe kolekcje, mechanizmy ułatwiające poruszanie się, ekrany projekcyjne, hologramy uprzyjemniające przyswajanie wiedzy, sale konferencyjne, ale przede wszystkim – to oczywiste! – książki! To przecież dzięki nim biblioteka to tak radościowe miejsce! Nie znacie tego słowa? Wymyślił je pan Lemoncello – i świetnie oddaje ono istotę biblioteki , która prócz tego jest użyteczna i pomocna, daje możliwość rozwijania swoich pasji, realizowania marzeń, poznawania świata – i dobrej zabawy!

Bez książek ani rusz! Przekonają się o tym uczestnicy zabawy. Dowiedzą się też, że warto być uczciwym, że współdziałanie daje lepsze efekty niż robienie sobie na złość. Przeżyją emocjonujące chwile i niebanalne przygody – i my wraz z nimi: ta książka dostarcza rozrywki, a do tego listy świetnych tytułów do przeczytania (jeśli nie wszystkie znacie, na pewno warto po nie sięgnąć). 

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić młodych czytelników do lektury – książka jest świetna, nie sposób się od niej oderwać! Gwarantuje emocje, takie jak przy sensacyjnym serialu czy pomysłowej grze komputerowej – albo po prostu przy świetnej lekturze!

Polecam
Katarzyna 



Autor: Chris Grabenstein
Wydawnictwo: WAB
Oprawa: miękka
Liczba stron: 336
Format: 14,2 x 20,2 cm
ISBN: 978-83-280-1820-4





Read On 0 komentarze

"Rupieciarnia na końcu świata" - sekrety, kłamstwa i wiersze Osieckiej

17:50



Główna bohaterka tej niemałej pozycji to szesnastoletnia Maryla. Imię możemy otrzymać z różnych powodów – czasem choćby dzień urodzenia jest traktowany jako wróżba. Jednak w tym wypadku tak się nie zdarzyło – inne względy zaważyły nad takim wyborem. Jakie skojarzenia przywodzi to imię? To chyba oczywiste – Maryla Wereszczakówna, ukochana Adama Mickiewicza, której poślubienie nie było mu jednak dane, a także znana, ceniona, uwielbiana, od lat śpiewająca gwiazda estrady – Maryla Rodowicz. W swym repertuarze ma utwory rozmaitych świetnych autorów, a wśród nich i Agnieszki Osieckiej. Nie bez powodu o tym wspominam – ta genialna poetka  przyczyni się do rozwiązania tajemnicy sprzed lat, a dokładnie rzecz ujmując – sprawią to jej wiersze – smutne, nostalgiczne, o miłości – nieszczęśliwej, o ludziach – „innych”, nierozumianych, niepoddających się konwenansom.

Rodzice bohaterki rozstali się – „z dnia na dzień” (trochę mi brakowało tego ojca w początkowych partiach książki…), a efektem tego jest niespodziewana przeprowadzka Maryli oraz jej mamy do rodzinnego miasta tej ostatniej – Tomaszowa. Główna bohaterka ma problemy z odnalezieniem go na mapie, zatem spodziewa się, że dla niej – warszawianki „z krwi i kości”, trudno będzie zamieszkać w takim miejscu. Prawda okazuje się jeszcze trudniejsza. Maryla nie tylko musi zostawić w stolicy swoich przyjaciół, ulubione miejsca, swoje rytuały, to, do czego jest przyzwyczajona – instytucje kultury, sklepy – na dodatek w rodzinnym domu matki spotyka się z wręcz lodowatym przyjęciem. O dziwo – szesnastolatka jest tu po raz pierwszy, mama tłumaczy jej, że nie wspominała o babci, bo tak się jakoś „składało”, a babcia jest osobą, którą i z powodu wyglądu, ale przede wszystkim z powodu lodowatego przyjęcia jakie zgotowała córce i wnuczce nie sposób polubić. Na dodatek babcie są dwie! Oprócz matki mamy – Małgorzaty, jest jeszcze jej babcia – Marcelina, prababcia Maryli, ale i w tym przypadku trudno podejrzewać, iż będzie ona sympatyczną starszą panią przygotowującą wnuczce pyszności, tak, jak to naiwnie spodziewała się główna bohaterka… 

Zamiast pysznych zup, aromatycznych wypieków i opowieści z dawnych czasów Maryla „otrzymuje” listę zakazów, dowiaduje się, że w tym domu nikt nie wchodzi sobie w drogę – a dokładnie – każdy unika innych osób, relacje są formalne, chłodne. Tak zresztą jak i sam dom – wydawać by się mogło, że oszczędzanie na ogrzewaniu jest pasją mieszkanek: w domu jest lodowato, w pokoju Maryli straszy tapeta sprzed lat, zamknięte na klucz szuflady, wystrój sprzed lat… 

Wspomniałam na początku o tym, że wiersze Agnieszki Osieckiej pomogą bohaterce w rozwikłaniu skomplikowanych spraw z przeszłości, które kładą się cieniem na życie jej rodziny: jej samej, jej rodziców, babci, prababci. Brzmi to zagadkowo i być może spodziewacie się, że romantyczna, rozpoetyzowana Maryla będzie w tych utworach szukać interpretacji zdarzeń. Nic podobnego! Główną bohaterkę możemy raczej określić nieco żartobliwie mianem nastoletniego detektywa, który nie zawaha się przed niczym, by dotrzeć do prawdy, znaleźć odpowiedzi na pojawiające się pytania, ustalić, czemu matka przed laty wyjechała z rodzinnego miasteczka, dlaczego nigdy przez te szesnaście lat jej tu nie było i z jakiego powodu postanowiła jednak wrócić. Wiele trudnych pytań, a w trakcie tego swego rodzaju „dochodzenia” pojawią się kolejne – także starsze panie – Małgorzata i Marcelina, ukrywają rozmaite tajemnice, jest i sekretne pudełko mamy pełne osobliwych przedmiotów o niejasnym pochodzeniu… A gdyby tego było mało, Maryla zostaje wrzucona w środowisko, w którym wszyscy wszystko o sobie wiedzą, znają swoją przeszłość, pamiętają wszelkie przewinienia i z zaciekawieniem obserwują bliźnich, dzieląc się potem tymi ploteczkami. Klasa dziewczyny to bardzo zgrana paczka, „nowa” jest poddawana przeróżnym sprawdzianom, zanim zostanie uznana za swoją, zyska kumpli, a nawet więcej – przyjaciół, kogoś bliskiego jej sercu… Nie zapominajmy bowiem, że rzecz dotyczy nastolatków, którzy są w wieku, gdy pojawiają się pierwsze miłości, udane lub nie związki, rozstania i powroty… Na dodatek okaże się, że te romantyczne uniesienia nie są typowe tylko dla młodych – i nieco bardziej zaawansowane wiekowo postaci takie perypetie będą przeżywać. 

Po lekturze całości może się wydawać, że niektóre zdarzenia są nieco naciągane – skąd wziął się zegarek podarowany przez mamę jej ojcu właśnie w jej rzeczach? Przyznam też, że nie są mi znane wszelkie arkany budownictwa, ale mam wrażenie, że  „zaniedbany budynek z czerwonej cegły” niekoniecznie poddałby się takim „przeróbkom” jak zrobienie wizjera w ścianie czy też w podłodze… Takich „drobiazgów” jest parę, ale przyznać trzeba, że umiejętnie prowadzona akcja, kolejne tajemnice z przeszłości, bogactwo wydarzeń i dobry język powieści tuszują je. Autorka potrafi ciekawie przedstawić postacie, scharakteryzować je w paru słowach lub sukcesywnie budować skomplikowany obraz, dodając kolejne wiadomości. W powieści spotykają się przedstawiciele kilku pokoleń, zatem tym bardziej karkołomnym zadaniem było formułowanie ich wypowiedzi – tak by „nie zgrzytały” – i udało się to Agacie Mańczyk doskonale. Jej obrazy Warszawy, które pojawiają się we wspomnieniach głównej bohaterki, czy też Tomaszowa – „dziury zabitej dechami” (ta ocena Maryli niebawem bardzo się zmieni!) są sugestywne, plastyczne. Pod względem literackim „Rupieciarnia na końcu świata” to bardzo dobra pozycja. Opisana historia przykuwa uwagę – i to nawet starszych nieco  czytelników;) – zatem nastolatki będą się mogły podzielić lekturą choćby z mamami;) 

Polecam
Katarzyna 


Autor: Agata Mańczyk
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 544 
Format: 13,5x20,4 cm 
ISBN: 978-83-10-12806-5



Read On 0 komentarze

"Maja z Księżyca" - lektura poruszająca, mądra, piękna...

19:00


„Maja z Księżyca” to książka, która zachwyca swym wyglądem: atłasowa w dotyku okładka, delikatny rysunek śpiącej dziewczynki-księżniczki z burzą włosów spływającą jakby w nieskończoność, niezwykła czcionka zastosowana do zapisu imienia sprawiająca, że staje się ono swego rodzaju ornamentem, oryginalny kolor – jakby złoty – tak pięknie wydana pozycja zawiera też niebanalną historię – pełną uroku, magii, wzruszającą…

O bohaterkach dowiadujemy się niewiele: sześcioletnia Ala wraz z tatą odwiedza starszą o rok Maję, którą nazywa Księżniczką Księżyca. Ze słów młodszej dziewczynki wyłania się smutna prawda o tym, co się stało. Wcześniej siostry były razem, wymyślały mnóstwo zabaw typowych dla swego wieku: udawały, że mają cudowne stroje – z księżycowego pyłu, że uczestniczą w balu – jakże by inaczej – księżycowym! Te opowieści o ich wspólnych chwilach sprzed „przemiany” Mai tym bardziej poruszają, gdy dowiadujemy się, co stało się później… 

Maja zamieszkała „w białym pokoju”, a Ala widzi ją tylko czasem, przez uchylone drzwi… Dziewczynka mogłaby zarazić czymś siostrę, a to byłoby bardzo ryzykowne dla jej zdrowia, życia – stąd te środki ostrożności. Na dodatek ani słowem nie jest wspomniana mama dziewczynek, zatem możemy i w odniesieniu do tej kwestii domyślać się różnego rozwoju wypadków. 

Ta odległa siostra, tak niegdyś bliska, kochana, z którą dzieliło się czas, sekrety, pomysły, która proponowała zabawy jest teraz obecna w życiu Ali w tak incydentalny sposób: odległa, otoczona innymi osobami, „odbierająca” młodszej siostrze tatę. Zrozumienie tego, co się stało, pogodzenie się tym, jest niełatwym zadaniem dla każdego człowieka, tym bardziej dla kilkuletniej dziewczynki.

Dzieci potrafią sobie jednak na swój sposób tłumaczyć rozmaite zdarzenia, wymyślać niezwykłe historie, tworzyć koncepcje, które zdumiewają, bawią, ale i zaskakują, oczarowują. Siostra – towarzyszka „księżycowych” zabaw staje się zatem w wyobraźni Ali Księżniczką Księżyca. Niebawem przejmie rządy w swoim królestwie, a to, co się jej tam być może przydarzy, to według małej Alicji tak cudowne, niebanalne, oryginalne przygody, że nie sposób się smucić. Po prostu takie jest właśnie przeznaczenie Mai, tak musi się stać: na starszą siostrę czekają przeróżne ważne zadnia do wykonania, księżycowe zwierzęta i inne niezwykłe istoty. 

Niewykluczone, że ta historia zasmuci starszych czytelników – niektórzy z nas przeżyli tego typu doświadczenie, zdają sobie sprawę z ciężaru takich chwil dla bliskich chorej osoby, ale pomysły Ali – tak fantastyczne, świeże i zaskakujące sprawiają, że nie sposób nie uśmiechnąć się, nie dać oczarować wyobraźni sześcioletniej bohaterki. Taka pozycja może być wielką pociechą i wsparciem.

Koniecznie trzeba także wspomnieć o ilustracjach – autorska książka Katarzyny Babis tworzy całość spójną, urokliwą, podnoszącą na duchu i zachwycającą. Pastelowe barwy, lekko rozmyte kolory, fantastyczne przedstawienia, obrazowanie bliskie snom czy marzeniom na jawie – chyba nikt, kto sięgnie po tę pozycję nie pozostanie obojętny. Jest ona prawdziwym arcydziełem – zarówno pod względem treściowym, jak i wizualnym. 

Polecam
Katarzyna 







"Maja z Księżyca"
Autor i ilustrator: Katarzyna Babis
Wydawnictwo: Widnokrąg
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 20x20 cm
ISBN: 978-83-938652-6-0

Read On 0 komentarze

"Żabki i żabki, czyli słowne pułapki" - nauka na wesoło:)

10:00



Z racji wieku dziewczyny są bardzo zafascynowane księżniczkowymi klimatami;) A wiadomo, gdzie tego typu osóbki mieszkają – w zamkach! Choć może raczej w pałacach? Jednak pannom bardziej przypadła do gustu koncepcja zamków, zatem wypatrują ich wszędzie… Gdy ostatnio przejeżdżaliśmy przez miejscowość, w której wcześniej nie były, z daleka wypatrzyły wieże kościoła i z entuzjazmem pytały, czy zwiedzimy ten zamek;) Równie podekscytowane były, gdy wzięły mnie na spytki, co też nabyłam podczas zakupów. Gdy okazało się, że zamek, ich radości nie było końca, więc tym bardziej zrozumiałe było rozczarowanie na ich buziach, kiedy pokazałam im… suwak do kurtki;)

Homonimy są obecne w naszym języku i w przypadku najmłodszych jego użytkowników sprawiają sporo problemów. Dorośli najczęściej bezbłędnie domyślają się znaczenia z kontekstu, ale maluchy nie zawsze sobie z tym radzą. Choć i my – rodzice – mieliśmy ostatnio dylemat, gdzie przyklejać niezawodnie działający plasterek (z misiami, zatem wszelki ból znika jak ręką odjął;)), bo Młodsza tłumaczyła, że uderzyła się w nogę, a pokazywała rękę. Okazało się, że doświadczyła niefortunnego spotkania ze stołem – a konkretnie z nogą stołu, a ucierpiała jej rączka… Na szczęście ulubiony raczek (nie ten z rzeki, lecz z fabryki  cukierków;)) stał się remedium na wszelkie dolegliwości.

Tego typu zbieżność brzmienia zaintrygowała autora „Żabek i żabek” – Maurycego Polaskiego. Znany artysta po raz kolejny chwycił za pióro, by sprawić radość najmłodszym odbiorcom. Jego poprzedni zbiór zatytułowany „Wierszyki na giętkie języki” to sympatyczna propozycja pozwalająca ćwiczyć bezbłędną wymowę, nienaganną dykcję, kształtować umiejętność radzenia sobie nawet z prawdziwymi językowymi łamańcami. Tym razem także zabawne wiersze mają spełnić dodatkowe zadanie – oprócz wywołania uśmiechu na twarzach czytających czy słuchających, zaznajamiają przy okazji z pojęciem homonimii, na przykładzie niebanalnych zestawień pokazują, czy ona jest. Tak niecodzienne połączenie w wierszach wyrazów o takim samym brzmieniu, a różnym znaczeniu pozwala lepiej sobie utrwalić to pojęcie. 

Bardzo często nauczyciele przekazując nowe treści posiłkują się różnymi rymowankami, by poznawane wiadomości lepiej zapadły w pamięć. Utwory autorstwa Maurycego Polaskiego świetnie sprawdzą się właśnie w takiej roli. Oprócz tych najczęściej przywoływanych homonimów takich jak właśnie „zamek” czy „piłka”, twórca tych wierszy umieszcza w nich inne ciekawe pary: pisze o gąsienicy, która spotyka czołg (wiadomo, w jaki sposób się taki pojazd porusza), brawurowo łączy w wierszu rakietę kosmiczną i tenisową, w innym utworze spotykają się ekspres-pociąg i ekspres – urządzenie do parzenia kawy. 

Rozmaita czcionka zastosowana przy zapisie wierszy, śmieszne ilustracje narysowane charakterystyczną, nieco karykaturalną kreską, wiele przykładów homonimów – tak by każdy znalazł coś dla siebie, co ułatwi mu zapamiętanie, czym tego typu wyrazy są – to niewątpliwe zalety tej pozycji. A na dodatek została ona wzbogacona o płytę CD, na której autor wierszy prezentuje swoje utwory. Wzorowe wykonanie jest naprawdę bardzo przyjemne dla ucha!

Polecam
Katarzyna 







"Żabki i żabki, czyli słowne pułapki"
Autor: Maurycy Polaski
Ilustrator: Agnieszka Semaniszyn-Konat
Lektor: Maurycy Polaski
Wydawnictwo: Skrzat
Oprawa: miękka
Liczba stron: 36
Format: 20x19 cm
ISBN: 978-83-7915-235-3




Read On 0 komentarze

"Elementarz współczesny" - ciekawy, wartościowy, nieodzowny!

16:00



Czerpanie z dobrych wzorów to działanie godne pochwały! „Elementarz współczesny” autorstwa Anny Boboryk przywodzi na myśl analogiczną pozycję Falskiego – podobny jest format, w najnowszej propozycji Egmontu dla uczących się czytać przyjęto zbliżoną koncepcję wprowadzania materiału. Najpierw umieszczono kilka ilustracji, które zostały wzbogacone o przeróżne napisy – od rozmowy na ich temat, uważnego przestudiowania, dostrzeżenia, jak ważna jest umiejętność czytania zaczyna młody odbiorca swą przygodę z „Elementarzem współczesnym”. I od razu konstatuje: bez znajomości liter, bez czytania ani rusz! 

Ba, ta umiejętność otwiera przed nami tyle możliwości! Książki dostarczają wiedzy i rozrywki, są lekarstwem na nudę, rozwijają pasje, budzą ciekawość świata, pomagają w nauce, uwrażliwiają na problemy drugiego człowiek… Nie sposób się bez nich obejść, zatem nic dziwnego, że już kilkulatki dopytują: „A co to za litera?”, a gdy znają ich kilka – ze skupieniem literują napotkane napisy. Jeszcze do składnia ich w całość droga daleka, a dobrze opracowany podręcznik może ją ułatwić i uprzyjemnić!

Nie będę kryć – u nas hasło sięgnięcia po tego typu pozycję budzi głośny protest, wywołuje łzy… Z jednej strony widzimy, że Starszą „literki” intrygują, zna je wszystkie, niektóre tylko (te bardzo podobne) myli – u i n, d i b. Jednak odczytanie pojedynczych liter nie może zostać określone jako zdobycie umiejętności czytania. Jakoś ten As i osy nie podbiły serca Starszej – według niej to zresztą „pszczoły”, bo jakoś są jej bliższe;) 

Tak to jest i z lekturami – te umiejscowione w nieco bardziej odległych czasach nie zawsze budzą entuzjazm. Okazuje się, że odmienne realia, konieczność tłumaczenia zawiłości świata, archaiczne nieco słownictwo są barierą w lekturze: wątek się gubi, problemy są niezrozumiałe, zainteresowanie dalszymi losami bohaterów niknie…  Z żalem muszę stwierdzić, że ukochane książki mojego dzieciństwa nie robią specjalnego wrażenia na dziewczynkach. Jedynie „Otwórz okienko” Heleny Bechlerowej przyjęły z niekłamanym zachwytem i czytałyśmy ją za każdym razem po wielokroć. Pozostałe pozycje wywoływały u odczytujące je matki łzy wzruszenia, a co córki reagowały bardzo sceptycznym wyrazem twarzy…

Być może – mam taką nadzieję, wszak lista lektur obowiązkowych obfituje w tego typu pozycje – za parę lat i takie książki będą pochłaniały z wypiekami na twarzy lub chociażby z zainteresowaniem. Na razie cenią teksty aktualne, stworzone  z myślą o współczesnych odbiorcach, napisane klarownym językiem. Jeśli do tego towarzyszą im niebanalne ilustracje, to trudno przerwać lekturę, a w przypadku krótszych pozycji nieodzowne jest jej natychmiastowe powtórzenie;)

Dlatego tak cennym wydawnictwem jest nowy „Elementarz współczesny”! Mogłoby się wydawać, że stworzenie tego typu pozycji nie jest trudnym zadaniem. Wprowadzanie kolejnych liter, krótkie teksty, do tego barwne ilustracje – i sztukę czytania każde dziecko bez problemów opanuje. Jak się jednak okazuje, kolejność poznawania liter może być różna i nie zawsze przyjęte rozwiązanie jest fortunne – jak możemy to stwierdzić w odniesieniu do obowiązujących podręczników. W niniejszej pozycji opracowanej przez Annę Boboryk układ ten nie budzi wątpliwości. Jest niejako naturalny, dość szybko pozwala na tworzenie tekstów przy użyciu poznanych liter, zatem dziecko może wkrótce cieszyć się pierwszymi sukcesami w tej dziedzinie. 

Wyznam szczerze, że czasem trudno pasjonować się sformułowaniami z podręczników do nauki czytania. Banalne teksty, które są po prostu okazją do użycia w nich poznanych liter mogą zniechęcać. Prozaiczne opisywanie tego, co otacza nas, nie wywołuje silniejszych emocji. A takie nastawienie nie pomaga w pokonywaniu trudności. Ciekawy sposób na przyciągnięcie uwagi został zastosowany w „Elementarzu współczesnym” – teksty umieszczone w tej publikacji to fragmenty książek dobrze znanych wiernym fanom serii „Czytam sobie” – przykuwające uwagę, zabawne czy też intrygujące historię pokazują, że dzięki lekturze możemy w interesujący i wartościowy sposób spędzić czas. Te opowieści naprawdę zajmują, więc chęć poznania dalszych losów bohaterów pomaga wytrwale próbować, przezwyciężać trudności, ćwiczyć biegłość czytania. Wszak kolejne ciekawe historie są coraz dłuższe, ich teksty zawierają więcej liter, ale żeby poznać dzieje bohaterów, trzeba opanować następne litery! 

Umieszczony w „Elementarz” fragment podsyca chęć poznania całości danej historii. Można to nazwać swego rodzaju promocją wydawnictwa, ale z drugiej strony to świetny sposób, na rozbudzenie czytelniczej pasji. Co też przydarzyło się tej sympatycznej dziewczynce, która znalazła jajo smoka, a w innej ze swych przygód - ufoludka? Jaką psotę wymyśli latający urwis w wielobarwnym sweterku i czapce-pilotce? Co stało się z naukowcem badającym dinozaury? Takich niebanalnych, przykuwających uwagę opowieści jest w tej książce bardzo wiele. Najpierw te najprostsze, z pierwszego poziomu „Czytam sobie” – szybko pozwalają cieszyć się możliwością odczytania krótkich tekstów opisujących ilustracje. Potem proporcje się zmieniają – słów jest coraz więcej. W miarę jak rośnie czytelnicza pasja pojawiają się także poważniejsze tematy: wyprawa na biegun południowy, historia motoryzacji. Poznanie pasjonujących przygód bohaterów to kusząca nagroda, zatem trud poświęcony na składanie liter w wyrazy opłaca się!

Nie można nie wspomnieć o ilustracjach autorstwa Marianny Oklejak, które pozwalają rozwijać spostrzegawczość, bogacą słownictwo i - co chyba najistotniejsze - dostarczają świetnej rozrywki, zatem taka przerwa od poznawania liter poświęcona odnajdywaniu wyrazów rozpoczynających się na "k" czy zawierających "ź" to forma relaksu, ale też zachęta dla najmłodszych, by sięgać po tę książkę.

A do tego "Elementarz współczesny" został wzbogacony o nietypowy zeszyt - "Piszę sobie", dzięki któremu i sztukę pisania mogą najmłodsi ćwiczyć w sposób przyjemny i nienużący.

Polecam
Katarzyna



















"Elementarz współczesny"
Autor: Anna Boboryk
Seria wydawnicza: Czytam sobie
Wydawnictwo: Egmont
Oprawa: twarda
Liczba stron: 160
Format: 22x20 cm
ISBN: 978-83-281-0913-1



Read On 1 komentarze

Niebawem:

- "Rok z Kubą i Bubą" Grzegorz Kasdepke (Literatura)
- "Bajki" La Fontaine (Widnokrąg)
- seria "Tu powstała Polska" Jarosław Gryguć (Media Rodzina)
- "Piotruś Pan" James Matthew Barrie (Media Rodzina)
- "Psierociniec" Agata Widzowska (Wilga)
- "Jestem miasto. Kraków" Artur Wabik (Wilga)
- "Wiosna w Klinice Małych Zwierząt w Leśnej Górce" Tomasz Szwed (BIS)
- "Sprężynek na tropie tajemnic" Agnieszka Frączek (BIS)
i wiele, wiele innych:)

Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Kobietnik

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Pani Zorro podpowiada

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *