facebook

Kobietnik - inna bajka

"Co się zdarzyło w piórniku" - przybory szkolne mają głos!;)

21:40





Nożyczki dla praworęcznych i dla leworęcznych, taki sam zestaw ołówków, ulubione kredki (szczerze polecam Trilino - dzięki nim Starsza nauczyła się prawidłowego trzymania "narzędzi piszących"!), do tego plastelina - koniecznie w maksymalnie szerokiej gamie kolorów;), bloki i zeszyty kolorowego papierów - tu z kolei ważne są rysunki na okładce - zakupy przedszkolnych akcesoriów to jedna ze spraw najmilszych (z punktu widzenia najmłodszych;) albo z bardzo męczących - gdy spytamy o zdanie rodziców... "Te nie, one są dla chłopaków!", "A złota jest?" (kredka, plastelina, farba, karta w bloku papierów samoprzylepnych), "Mogą być różowe?" (Starsza), "Niebieskie?" (Młodsza), "Chcę ten klej, z księżniczkami!" (oczywiście, wszak taki na pewno lepiej klei;)) - sądzę, że za czas jakiś te wyprawy będziemy wspominać z uśmiechem, mam taką nadzieję...

Pierwszego września w tym roku to bardzo wyczekiwany dzień - wyznam, że już od połowy lipca, a im bliżej - tym niecierpliwość większa. Nie ma zatem mowy o konieczności "oswajania" - a w tej roli książka Izabeli Mikrut i Marty Kurczewskiej sprawdzi się doskonale - wyjaśnianie przeznaczenia poszczególnych elementów wyprawki pomoże przełamać lęk, zabawne zadania wywołają uśmiech na buziach, a barwne rysunki  ożywionych przyborów szkolnych na pewno będą zachętą do wypróbowania tych wszystkich przedmiotów. 

W naszej rodzinie "od zawsze" mamy bzika na punkcie zwierząt, zatem widoczna poniżej strona z nietypowo ubarwionymi zwierzętami jest tą ulubioną - podobnie jest z labiryntem, który niezmiennie raduje i prowokuje do szukania rozwiązania przy każdorazowym oglądaniu "Co się zdarzyło w piórniku".

Oprócz poszerzenia wiadomości na temat przeznaczenia przeróżnych przyborów, książka budzi też niepokój: "A my tego nie mamy!", "Musimy kupić kolektor!" - trudne słowo i niełatwo wyjaśnić, że podobnie jak cyrkla na razie go dziewczyny nie potrzebują. Udało się im wynegocjować zakreślacze, które sprawdzają się też w roli mazaków;) 

Pani Marta Kurczewska podbiła nasze serca przy okazji "Listu w butelce" (do tej pory sięgamy po niego), potem zauroczyła przestawieniami bogów i bohaterów ukazanych w "Mojej pierwszej mitologii", zatem nic dziwnego, że i ta pozycja bardzo nam się ilustracyjnie podoba. 

Książka ma identyczny format jak wcześniejsza publikacja Naszej Księgarni - "Chodzi o to, czy wiesz co to. Zwierzęta" - spore rozmiary, twarde kartki i zaokrąglone brzegi sprawią, że książka przetrwa bez szwanku wielokrotne wertowanie. Jednak tematyka jest poważniejsza, poziom trudności zadań - nieco wyższy, zatem pozycja ta sprawdzi się doskonale w przypadku przedszkolaków (pięcio- czy sześciolatków) lub debiutujących uczniów - pierwszoklasistów. 

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki









"Co się zdarzyło w piórniku"
Autor: Izabela Mikrut
Ilustrator: Marta Kurczewska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: twarda
Liczba stron: 28
Format: 20x28
ISBN: 978-83-10-12653-5









Read On 0 komentarze

"Ula i Urwisy. Idę do zerówki!" - Hej ho, hej ho, do szkoły by się szło!;)

11:10


To już za tydzień - ubrani na galowo pomaszerują do podstawówek, gimnazjów, do szkół średnich. Nastroje mieszane - wakacji żal, ale spotkać koleżanki, kolegów - rzecz bezcenna. Czasem gdy pogoda nie dopisywała lub nie było możliwości wyjazdu, to i ten powrót nie jest takim dramatem. 

A bywa i tak, że na pierwszy dzień nowego roku szkolnego czeka się z wielkim utęsknieniem! Wyznam, że u nas tak to właśnie wygląda. Starsza idzie do zerówki, ale to z pewnych powodów zerówka przedszkolna, były plany, by to obowiązkowe przygotowanie odbyło się w szkole, jednak odłożyliśmy szkolny debiut na za rok. Zatem Starsza od paru miesięcy czeka na pójście do szkoły - w 2015 roku;) Ma plecak, kompletuje rzeczy i nigdy nie omieszka powiedzieć: "To moja szkoła!" - gdy przechodzimy czy jedziemy obok tego budynku. 

Ula na pewno by zrozumiała Starszą. Też się rozpoczęcia nauki w szkolnej zerówce nie może doczekać. Wierni fani tej serii wiedzą, że Ula zyskała nowych kolegów w osobach "Urwisów" - bliźniaków, którzy zamieszkali u babci, w sąsiednim domu. Ale do tej pory nie chodziła do przedszkola, cieszy się zatem, że pozna nowe osoby, że będzie się uczyć, brać udział w konkursach, zawodach i biegać po boisku! A na dodatek obawy cioci nie sprawdzą się - bo ciocia jako traumę wspomina to, że została sama "wśród obcych osób". Ula uspokaja - przecież ona idzie do zerówki razem z Mirkiem i Sławkiem, czyli Urwisami! 

Co się stanie, gdy okaże się, iż bliźniacy zachorowali?! Moc pozytywnych oczekiwań Uli sprawi, że ten pierwszy dzień zapadnie na długo w pamięci. To taka krzepiąca lektura, która rozwiewa obawy, pokazuje, jak ważne jest dobre nastawienie. W końcu wiele dzieci znajduje się w takiej samej sytuacji: są "wśród obcych", a na szczęście w tym wieku nie trzeba wiele, by zdobyć bratnią duszę, zakolegować się i - tak jak Ula - można jednego dnia zyskać dwadzieścioro nowych przyjaciół!

Jeśli pamiętacie dylemat z poprzedniej części - "Ula i Urwisy. Dzieciństwo jest super!", to wiecie, że nieco obaw dziewczynki i jej kolegów budziła osoba dyrektora... Z obawą wspominali swe zetknięcie z dyrektorem zarówno rodzice, jak i trzynastoletni kuzyn bliźniaków. Zdradzę, że Ula niejako od razu chwyciła byka za rogi;) Już pierwszego dnia trafiła do gabinetu pani dyrektor - jak do tego doszło - przeczytajcie sami! 

My już kolejny raz kibicujemy pierwszym krokom Uli w szkolnej zerówce - zatem potwierdzamy - lektura sympatyczna, niezwykle zabawna (przy fragmencie o biżuterii trudno powstrzymać się od śmiechu;) no i ci rodzice wciąż kontemplujący sufit...), a do tego i z przesłaniem, które pomoże rozpoczynającej dopiero naukę w szkole dziatwie!:)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki





"Ula i Urwisy. Idę do zerówki!"
Autor: Katarzyna Majgier
Ilustrator: Kasia Kołodziej
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: miękka
Liczba stron: 96
Format: 13x19,2 cm
ISBN: 978-83-10-12617-7




Read On 0 komentarze

"Jak zostałam wiedźmą" - dajcie się porwać i oczarować!

21:50



Jeśli zechcecie skonfrontować moją ocenę z opiniami blogerów czy też wnikliwymi ocenami recenzentów, to zapewne w wielu przypadkach doświadczycie dysonansu poznawczego. Wymachując szabelką z zaangażowaniem godnym podziwu wyszukują oni każdy asonans i konsonans, nie darują braku sylaby w wersie (nie daj Boże dwóch!!!), oniryczność nie bawi, przesłanie nie ciekawi - zatem wręczają wilczy bilet, Masłowska staje się egzulem literatury czwartej (jak to znawcy lubią określać książki dla młodego odbiorcy).

Mnie się podoba. Można by powiedzieć, że prawem serii czy siłą rozpędu, bo od "Wojny polsko-ruskiej" jestem wierną czytelniczką, jedynie "Koty" mnie ominęły (być może nie definitywnie), ale tę lekturę szczerze polecam, a przyznam, że nie rekomenduję tak gorąco rzeczy, które nie są według mnie tego warte. Oczywiście - to mój gust, ale wyznam - wzięłam do ręki i już nie odłożyłam, póki nie skończyłam lektury, a dodam, że chwila na czytanie nie była bardzo sprzyjająca, zatem - "Jak zostałam wiedźmą" naprawdę przykuwa uwagę. 

W utworze tym połączone zostały różne porządki: świat rzeczywisty (widzowie w teatrze) ze  światem przedstawienia teatralnego, a do tego - oniryczna podróż przez senne marzenia, a czasem koszmary. Światy te mieszają się i przenikają - wiedźmę odwiedza jej znajoma, akwizytorka sprzedająca nader oryginalne kosmetyki, która to na dodatek do rzucania czarów używa iPuderniczki. 

Znakiem rozpoznawczym autorki jest ekwilibrystyka językowa, która i tu bawi, zaskakuje, skłania do refleksji (zwłaszcza ten "refrenowy" motyw o posiadaniu "więcej, więcej i więcej"). Są w tym tekście jakieś echa greckich tragedii, reminiscencje średniowiecznych tekstów - tych wierszowanych (toutes proportions gardées), a z drugiej strony - typowe dla naszych konsupcyjnych czasów reklamy - wciąż te same - są przerywnikiem w historii wiedźmy, która mieszka "na świata skraju" i dojście tam  zabiera dwa lata, jest bardzo głodna, a jako że żywi się dziećmi, to odpowiedniego okazu szuka niestrudzenie. Brzmi nieco przerażająco? Uspokajam - w naszych stechnicyzowanych, pozbawionych magii czasach wiedźmie jedynie będziemy współczuć. Chwyta się wszelkich sposobów, by zaspokoić apetyt, ale nie na wiele ją stać, a przemieszanie porządków sprawia, że i prawa rządzące nimi są nader elastyczne, a cała historia zmierza do typowego dla autorki finału.


Warto tę książkę poznać, może nie jest to pozycja dla najmłodszych, pewnie dobrze byłoby, gdyby jej lektura połączyła rodziców i dzieci, taki zresztą postulat możemy wysnuć i z opisanych zdarzeń. Niebanalna i oryginalna historia, do tego warte uwagi ilustracje Marianny Sztymy - polecam!

Katarzyna









"Jak zostałam wiedźmą"
Autor: Dorota Masłowska
Ilustrator: Marianna Sztyma
Wydawnictwo Literackie
Oprawa: twarda
Liczba stron: 168
Format: 16,5x24 cm
ISBN: 978-83-08-05362-1


Read On 0 komentarze

"Czytamy bez mamy" poziom I - dobrze mieć rodzeństwo!

17:40



Debiutujący czytelnicy szybko się zniechęcają, to prawda oczywista. Gdy dopiero niedawno składanie liter w wyrazy przestało sprawiać większe problemy, lektury muszą być szczególnie starannie dobrane.

Jak widać na zdjęciach - książki z serii "Czytamy bez mamy" Wydawnictwa Debit należące do pierwszego poziomu nazwanego "Pierwsze kroki", to idealne historie na pierwsze spotkania ze słowem pisanym. 

Ich niewielka objętość pozwala poznać treść nawet "za jednym posiedzeniem", choć jeśli mali czytelnicy nie są jeszcze bardzo sprawni, to lekturę można podzielić na części, co jest możliwe choćby dzięki wyodrębnionym rozdziałom.

Kolejna kwestia to mnóstwo ilustracji - kolorowe i wesołe stanowią miłe urozmaicenie. A przy tym nie zapomniano o tym, co najważniejsze: tekst jest zapisany duży, czytelnym drukiem. 

Historyjki są ciekawe i bardzo zabawne: poznajemy sympatyczną dziewczynkę i jej rodziców, ale to właśnie z punktu widzenia kilkuletniej Niny dowiadujemy się, o wielkich zmianach w rodzinie - otóż ma się niebawem pojawić nowy domownik - braciszek! Odczucia dziewczynki są dalekie od entuzjazmu, to naturalne. Ale uchylę rąbka tajemnicy - to się zmieni!

Druga książeczka to kolejne przygody rodzeństwa - w ich domu zjawia się nowa opiekunka. I znów podobny schemat - niezbyt entuzjastyczne początki mają bardzo radosny finał.

Niezwykle miłym akcentem są umieszczone na końcu notki od autorek - pisarki Mymi Doinet oraz ilustratorki Coralie Vallageas. Osobiste wspomnienia, pełne ciepła i zabawnych refleksji są świetnym pomysłem na przybliżenie tej lektury młodym czytelnikom.

Solidna okładka, dobre klejenie, miejsce na podpisanie książeczki - to wszystko sprawia, że seria może się podobać - zarówno najmłodszym, jak i ich rodzicom.

Polecam
Katarzyna


"Braciszek? Tylko nie to!"


"Opiekunka? Tylko nie to!"



"Braciszek? Tylko nie to!", "Opiekunka? Tylko nie to!"
Seria: Czytamy bez mamy
Autor: Mymi Doinet
Ilustrator: Coralie Vallageas
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: miękka
Liczba stron: 32
Format: 14 x 20,5 cm
ISBN: 978-83-7167-953-7, 978-83-7167-957-5




Read On 0 komentarze

Albert Albertson i spółka;)

10:30



Na pytanie, co sobie Młodsza życzy na śniadanie, córka odpowiada: "A może poczytamy o Albercie?";) To pomysł pod każdym względem dobry, bo czytanie o Albercie to coś, co nie nuży. A jako że już jakiś czas temu ten sympatyczny chłopiec zagościł w naszym domu, zatem możemy powiedzieć autorytarnie: "O Albercie można czytać wciąż, zawsze i na okrągło!":)

Coś takiego ma w sobie ten bohater i oczywiście te książki, że dzieci je kochają. I wbrew mniemaniu, że o chłopcu to "dla chłopaków" - dziewczyny uwielbiają Alberta. Mówią do siebie Albertem;), a gdy czytam te książki, to okazuje się, że wystarczy parę słów, a już panny dopowiadają resztę tekstu na danej stronie umieszczonego! Ba - ostatnio toczyła się debata na temat smoków - o tym, że nie istnieją obie dziewczyny są przekonane, ale gdy już doszły do tej konstatacji, Młodsza zapytała: "A Molgany?". "Molgany są" - powiedziała bez wahania Starsza. Jakże by inaczej!;)

Książki dla najmłodszych na ogół poruszają tematy bliskie dzieciom, takie "codzienne zdarzenia" - i pozwalają znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Podobnie jest z Albertem - ale właśnie: "podobnie", bo autorka pokazuje nam mniej oczywiste sprawy, rzadziej pojawiające się w pozycjach dla najmłodszych, niebanalne, lecz i ważne, bo przecież poranne ociąganie się przy wychodzeniu do przedszkola i wymyślony przyjaciel, który odpowiada za wszelkie psoty i przewinienia, i problem z akceptacją przez starszych kuzynów to sprawy bliskie wielu dzieciom, a nie tak często poruszane.

Albert nie został przedstawiony "protekcjonalnie", nie ma tu pouczeń i dydaktycznych napomnień. Wprost przeciwnie - mały odbiorca widzi, że uczucia i pomysły chłopca są szanowane, akceptowane. Ta perspektywa sprawia, że książki są niezwykle bliskie najmłodszym. I choć pewne realia mogą zastanawiać - choćby fakt, iż Albert sam wychodzi na podwórko - to zostały one tak ujęte, że te sprawy nie stanowią problemu. Dziewczyny bardziej intrygowała fajka, która jest w istocie pewnym novum w ich świecie;)

Nasze ulubione to "ciastka" (czyli "Sprytnie, Albercie"), poranek ("Pospiesz się, Albercie") oraz "Kto obroni Alberta?" - bo kwestia znalezienia bratniej duszy to u nas od dłuższego czasu gorący temat... Co nie znaczy, że pozostałe dwie kurza się - dziewczyny postulują sumienną lekturę, zatem czytamy po kolei pięć posiadanych przez nas części.

Ilustracje są ważnym elementem tych historii: "dopowiadają", co się dzieje, pokazują wiernie opisane zdarzenia, nie ma tu zbędnych szczegółów, jest to, co najistotniejsze, ale z kolei proporcje tekstu do obrazu są idealnie wyważone, zatem nie ma prób przekładania kartek z niecierpliwości. 

A same historyjki choć pozbawione morałów wyrażonych wprost mają wpływ na małych odbiorców, co potwierdza przykład naszych "odbiorczyń". Jedyną wadą serii jest to, że motywuje do kompletowania - jeszcze nie mamy wszystkich do tej pory wydanych tytułów, a już Zakamarki zapowiadają kolejne. Ale tak poważnie już temat ujmując: sprawdzają się te lektury bez względu na płeć, pod każdą szerokością geograficzną (książki Gunilli Bergström zostały przetłumaczone na kilkadziesiąt języków!) - bo poruszone tematy są uniwersalne, a myśli i emocje Alberta - bliskie wszystkim dzieciom, mimo upływu lat (pierwsza książka o tym bohaterze została wydana czterdzieści dwa lata temu). 

Polecamy
wielkie fanki Alberta - Katarzyna i dziewczynki:)

PS. Takie kronikarskie wiadomości na koniec tekstu - zatem jeszcze jedna tego typu informacja - Zakamarki w sierpniu kończą siedem lat! Gratulujemy i czekamy na następne piękne rocznice oraz kolejne intrygujące lektury!


"Pospiesz się, Albercie"


"Kto obroni Alberta?"


"Nieźle to sobie wymyśliłeś, Albercie"


tekst: Gunilla Bergström
ilustracje: Gunilla Bergström
Wydawnictwo: Zakamarki
Oprawa: twarda
Liczba stron: 28
Format: 17 x 23,5 cm




Read On 0 komentarze

"Spacerkiem po Łodzi" - niebanalne zaproszenie do odwiedzin

12:00



Wakacyjne ścieżki prowadzą nas nad morze, nad jeziora, zatem choć Łódź nominalnie łączy się z takimi kierunkami wypraw, to nieczęsto chyba jest miejsce, które za cel urlopu wybieramy. Niesłusznie! Co więcej - krótki pobyt to za mało, zatem zazdrościmy mieszkańcom tego miasta czy też okolic, którzy mogą częściej je odwiedzać i poznać naprawdę dobrze, bo jest i co oglądać, jest mnóstwo instytucji, które oferują rozrywkę, przekazują wiedzę. 

"Spacerkiem po Łodzi" to przewodnik dla dzieci. Przyda się małym mieszkańcom tego miasta, ale przede wszystkim to doskonała lektura dla osób mieszkających nieco dalej, planujących wyprawę do tego miasta, tak różnie nazywanego - "ziemią obiecaną", "polskim Manchesterem" czy "Kominogrodem". 

Jakie skojarzenia przychodzą na myśl w związku z tym miastem? Zapewne przemysł włókienniczy, niewątpliwie też postać pochodzącego z Łodzi Juliana Tuwima, wytwórnie filmów, ulica Piotrkowska... To tylko kilka spraw - zatem warto sięgnąć po ten niebanalny przewodnik i przekonać się, jak wiele jeszcze niezwykłych miejsc, ciekawych osób, wartościowym przedsięwzięć z Łodzią się wiąże!

Przemysł włókienniczy pozostawił wiele fabryk - dziś to obiekty, w których znajdują się muzea, galerie, sklepy, ale i mieszkania (lofty). Słynne postacie z miastem związane to także genialny pianista Artur Rubinstein, fabrykanci - Karol Scheibler (polecamy także inną pozycję Wydawnictwa Literatura o rodzinie Scheiblerów - "A u nas w domu. Opowieści dzieci fabrykanta"), Izrael Poznański, poza tym dyplomata Jan Karski czy autorzy powieści dla młodzieży - Zbigniew Nienacki oraz Andrzej Sapkowski, noblista Władysław Reymont. Łódź to bardzo "filmowe" miasto, tu powstały ulubione dobranocki najmłodszych - o Misiu Uszatku, o Coralgolu, Pingwinku Pik-Pok, jest tu Aleja Gwiazd, szkoły filmowe, wiele filmów tu właśnie kręcono, a bohaterem najsłynniejszego chyba - "Ziemi obiecanej" - jest właśnie samo miasto. 

Wprost trudno wyliczyć wszelkie atrakcje, jakie oferuje mieszkańcom i osobom odwiedzającym Łódź: miejsca warte zobaczenia znajdą fani sportu, wielbiciele wszelkich sztuk, interesujący się fauną, florą, pasjonaci historii i techniki... 

Książka dodatkowo zawiera mały słowniczek wyrazów używanych przez łodzian, a także sporo ciekawostek odnośnie kuchni typowej dla tego miasta, a nawet kilka przepisów do wypróbowania. Spodobała się nam strona graficzna książki - wiele zdjęć, mnóstwo rysunków, ciekawostki w "dymkach", nietypowy spis treści... Interesująco została też przedstawiona historia Łodzi, życie fabrykantów i robotników, dzięki którym to miasto rozkwitło. 

Wspominam mój krótki pobyt w Łodzi, która mnie zauroczyła imponującą zabudową, rozległościa miasta i planuję kolejną wyprawę - wszak miasto o prawie sześćsetletniej historii (rocznica powstania za dziewięć lat!), trzecie pod względem liczby mieszkańców, czwarte co do wielkości w Polsce kryje w sobie wiele tajemnic, oferuje mnóstwo intrygujących propozycji - imprez, obiektów do zwiedzania... 

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki








"Spacerkiem po Łodzi"
Autorzy: Aleksandra Jonas, Karolina Kołodziej, Maciej Kronenberg
Ilustrator: Iwona Cała
Wydawnictwo Literatura
Oprawa: twarda
Liczba stron: 160
Format: 17x22,5 cm
ISBN: 978-83-7672-267-2



Read On 0 komentarze

"Figle i psoty Kaktusa i Skloty" - przyjaciele na medal - razem raźniej i weselej;)

21:30



Pamiętam, że jako kilkulatkę dziwiły mnie słowa mojego taty, który powiedział, że stojący w jednym z pokoi kredensik wpadł mu w oko;) Takie językowe nieporozumienia są często udziałem najmłodszych, wprost rozumiejących rozmaite frazeologizmy. Tego typu problemy są nieobce i Sklocie - wiele z historii opisanych w "Figlach i psotach..." na dosłownym pojmowaniu rozmaitych powiedzeń polega. 

Dlatego też Sklota i jej przyjaciele podejmują przeróżne zabawne postanowienia, czasem ich dobre chęci wywołują wprost odwrotny efekt, niekiedy na szczęście kończy się wszystko pomyślnie, tylko dorośli ze śmiechem komentują  niewiarygodne pomysły najmłodszych...

Sklota jest uczennicą pierwszej klasy, zatem i szkolne tematy się pojawią w tej lekturze: jak sobie poradzić z nieznośnym kolegą, który uwielbia dokuczać młodszym? Jak poradzić sobie z przechwalającym się rówieśnikiem, dla którego liczą się tylko dobra materialne? 

Na szczęście - co dwie głowy, to nie jedna - a gdy "głów" jest jeszcze więcej, to i na dobry pomysł wpaść nietrudno! Sklota ma siostrę, koleżanki, kolegę, jest też i grono ich futrzastych pupili, którzy... też zabierają głos w dyskusjach! Przyznam, że to zaskakujący pomysł - my znamy tylko niniejszą pozycję, drugą książkę o przygodach Skloty i jej kota - Kaktusa, zatem domyślamy się jedynie, iż w pierwszej części kwestia ta została szczegółowiej przedstawiona. 

Druga część przygód tej sympatycznej gromadki to osiem kolejnych historii. Zabawne, wywołujące nie tylko uśmiech na twarzach, ale i wybuchy śmiechu opowiadania są dowodem na to, że dzieci są bacznymi obserwatorami świata dorosłych i interpretują go nader oryginalnie. Zapewne wiele powiedzeń, których nie znała Sklota i jej przyjaciele, będzie obcych i małym słuchaczom - zatem lektura stanie się doskonałą okazją do poznania nowych wyrażeń i zwrotów. Historyjki te mogą nas także zainspirować do rozmów - jak dbać o przyrodę, jak postąpić, gdy ktoś przechwala się, czy warto wierzyć we wróżby...
Polecamy zerówkowiczom i pierwszoklasistom!:)

Katarzyna i dziewczynki






"Figle i psoty Kaktusa i Skloty"
Autor: Agnieszka Gadzińska
Ilustrator: Artur Nowicki
Wydawnictwo: Skrzat
Oprawa: twarda
Liczba stron: 72
Format: 20x27 cm
ISBN: 978-83-7915-044-1


Read On 0 komentarze

"Zosia i Gosia. Na psa urok!", "Zosia i Gosia. Co trzy głowy, to nie dwie!" - "Une per deux, deux per une!"

22:40



Podejrzewam, iż nie jestem osamotniona w moim dziecięcym marzeniu, by mieć siostrę bliźniaczkę;) Ach, taka siostra-przyjaciółka, identyczna, zatem z takimi samymi poglądami, marzeniami, planami... Jako że starsze rodzeństwo "było na stanie", młodsze - jak wynikało z moich obserwacji;) - generowało przede wszystkim sporo hałasu i konieczność opieki nad brzdącami, to tylko taka opcja jak bliźniaczką wchodziła w grę... :) Ci, którzy mają to szczęście być właśnie w takiej sytuacji, bądź w innym sposób z bliźniakami się stykają, wiedzą doskonale, że z tą identycznością bardzo różnie bywa, ba - czasem wręcz trudno o podobieństwo!

Tak właśnie jest w przypadku sióstr Podkowińskich. Zosia i Gosia są jak ogień i woda: inne marzenia, odmienne zainteresowania, różne charaktery i kontrastujący styl bycia. Zosia pasjonuje się teatrem, śpiewem, ma lęk wysokości, jest nieśmiała, boi się psów, a jej pupilem jest chomik, któremu przydziela funkcję swego menadżera;) Gosia jest odważna, bardzo energiczna, wysportowana i marzy o psie. Obie są sympatyczne i mają mnóstwo pomysłów, zatem sięgając po książki autorstwa Antje Szillat o bliźniaczkach Podkowińskich o nudzie nie może być mowy!

Na dodatek ich mama jest Francuzką i śpiewa w operze, tata - prowadzi sklep i przygotowuje Gosię do zawodów w bieganiu, oboje mają zabawne przyzwyczajenia i są bardzo kochani, zatem dziewczynki nie chcą ich martwić, więc same borykają się z przeróżnymi problemami, które spadają na nie jak grom z jasnego nieba... A wśród tych "plag" jest przypadkowo znaleziony "pies-cielak", porzucony w parku, na którego natknęła się Gosia. Dziewczynka oczywiście uznała to za zrządzenie losu (wszak o psie od dawna marzyła!). Dlatego jej reakcja mogła być jedna: olbrzym "potajemnie" zasiedlił ogrodową altankę! Ale czy tak okazałego psa uda się "ukryć"? I jak rozwiązać problem udziału w biegu, gdy stłuczone kolano nie pozwala na to? Takie dylematy przeżywa Gosia. Zosia zaś stresuje się, bo pragnie szerszemu gronu zaprezentować swój talent śpiewaczy, a gdy jest się tak nieśmiałą osobą, to nie jest to sprawa prosta...

Drugi tom przygód dziewczynek to nowe wyzwania: jak zdobyć przyjaciół, jak poradzić sobie z niesfornym pupilem i wreszcie - co dzieje się z dziadkiem Ryszardem, którego przemiana bardzo niepokoi dziewczynki. 
Książki na pewno spodobają się młodym czytelniczkom, bo raczej "dziewczyńskie" problemy i taki też punkt widzenia tu spotkamy. Jeśli zaś chodzi o wiek odbiorczyń, to jest to pozycja dla 10-12-latek. 

Plusem lektury jest tłumaczenie autorstwa Agaty Janiszewskiej. Autorka jest Niemką, ale pozycja została doskonale spolszczona, zatem nie czuć "obcości". Są jeszcze zabawne ilustracje, które przywodzą na myśl rysunki tworzone podczas nudnych lekcji w zeszytach szkolnych;) Wartka akcja wciąga i bawi, zatem nie wątpię, że po przeczytaniu pierwszej części szybko sięgniecie po drugą!

Polecam
Katarzyna


"Zosia i Gosia. Na psa urok!"


"Zosia i Gosia. Na psa urok!"


"Zosia i Gosia. Co trzy głowy, to nie dwie!"


"Zosia i Gosia. Na psa urok!", "Zosia i Gosia. Co trzy głowy, to nie dwie!"
Autor: Antje Szillat
Ilustrator: Nina Dulleck
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: miękka
Liczba stron: 182
Format: 14,5x21,5 cm
ISBN: 978-83-7167-956-8, 978-83-7167-965-0



Read On 0 komentarze

"Lumpetta" - wbrew stereotypom, w zgodzie z uczuciami...

16:40



Uczucia i emocje nastolatków są niezwykle intensywne. Jeśli chodzi o ich siłę rozumianą jako "trwanie-w-czasie", to różnie z tym bywa: wielka fascynacja może się okazać chwilowym zauroczeniem, ale bywa i tak, że błahe z pozoru zdarzenie może stać się przyczynkiem do długotrwałej pasji. 

Na pewno dość widoczne wśród młodzieży są podziały - choćby ze względu na wiek. Rok czy dwa różnicy to "niewyobrażalna przepaść", zatem młodsi są uważani za smarkaczy, z kolei starsi "wywyższają się", zatem Glaca i troje jego przyjaciół-rówieśników z niecierpliwością oczekują na nowych lokatorów, którzy zasiedlą dom sąsiadujący z domem Glacy z jednej strony i Lokatej z drugiej. Oprócz tych dwojga, których pseudonimy wiążą się z ich fryzurami (chłopiec goli głowę, dziewczyna ma bujne loki), jest jeszcze Kleszcz i Kieł. Można byłoby powiedzieć, że przydałaby się dziewczyna do choć częściowego wyrównania sił;) 

I tak się właśnie dzieje: którego wakacyjnego popołudnia Glaca jest świadkiem pojawienia się nader oryginalnego pojazdu w dziwacznych barwach, z którego wysiadła równie kolorowa para, potem... Loretta - dziewczyna o niezwykłej osobowości, pełna pomysłów, energii, radosna - po prostu "inna", choć z drugiej strony tak bliska. 

Już to pierwsze spotkanie uświadomi chłopakowi, że nowa sąsiadka jest dla niego kimś więcej niż tylko koleżanką. Wydawać by się mogło, że różni ich zbyt wiele: stan posiadania, zwyczaje, styl życia. Loretta fascynuje bezpretensjonalnością, otwartością. A choć z jej opowieści wynika, iż życie jej rodziny to w zasadzie szkoła przetrwania i egzystencja na granicy minimum, to dziewczyna wydaje się być szczęśliwa, cieszy się z nowego domu, nie narzeka na brak czegokolwiek. A codzienność to handlujący starzyzną rodzice, którzy oddają młodszego braciszka rodzinie zastępczej, spore luki w edukacji, mieszkanie przypominające śmietnik, brak jedzenia i opieki. Loretta nie przejmuje się niedogodnościami, w trudnej sytuacji radzi sobie, jak potrafi. 

Ale ta na pozór radosna swoboda, która jest jej udziałem, gdy rodzice wyjeżdżają, ma drugie dno. Mieszkańcy osiedla niechętnie patrzą na nowych sąsiadów. Przeszkadza głośno puszczana muzyka, nieestetyczne przedmioty znajdujące się na podwórku, nieprzestrzeganie niepisanych zasad, swobodne zachowanie Loretty. Ironia losu sprawia, że to właśnie matka Glacy, który tak bardzo polubił Lorettę, jest najbardziej krytyczna, podejmuje przeróżne próby, by pozbyć się nowych lokatorów i to ona nazywa dziewczynę "Lumpetta". Dziewczyna zaś szuka akceptacji, cieszy się z wszelkich przejawów sympatii, bo po prostu brakuje jej tego. 

Autorka podejmuje w tej lekturze wiele tematów: sprawa podstawowa to właśnie pierwsze uczucia - miłość, która zdaje się przesłonić cały świat. W obliczu tej siły nic nie jest ważne, zatem i w zachowaniu Glacy zachodzi wielka zmiana. A na dodatek to uczucie okazuje się być bardzo trwałe, a chłopak - skłonnych do poświęceń i walki o ukochaną, o możliwość bycia z nią. Ale to nie jedyny temat: Christine Nöstlinger porusza też kwestię o tolerancji, opisane zdarzenia są swego rodzaju apelem o pozwolenie innym, by żyli według własnych zasad. Dostrzec też można społeczne zaangażowanie - Loretta nie zostaje sama ze swoimi problemami - rodzice są nieobecni, sąsiedzi - wrogo nastawieni, jednak historia dziewczyny na w pewnym sensie pomyślny finał. A miłość? Autorka nie ma wątpliwości, że i ona zwycięży.

To mądra i wartościowa lektura, a na dodatek - z ciekawymi obserwacjami społecznymi, intrygującymi postaciami i godnym uwagi przesłaniem.

Polecam
Katarzyna







"Lumpetta"
Autor: Christine Nöstlinger
Ilustrator: Agnieszka Semaniszyn-Konat
Wydawnictwo: Skrzat
Oprawa: miękka
Liczba stron: 144
Format: 13,8x19,5 cm
ISBN: 978-83-7915-028-1


Read On 0 komentarze

"Czarownica i kociaki", "Czarownica i tajemnicza mikstura" - nowe przygody dobrej znajomej i jej pupila:)

22:00



Zapewne słyszeliście to powiedzenie: "Koty są jak chipsy, nigdy nie kończy się na jednym";) Sporo w tym prawdy, bo nie da się ukryć, że ci mruczący, chodzący swoimi drogami futrzaści przyjaciele dają tyle radości, że po prostu chce się ją multiplikować;) Sami jesteśmy tego najlepszym przykładem, bo "od zawsze" mieliśmy dwa koty w porywach do trzech:) 

Dlatego też i nowe książki o sympatycznej czarownicy podbiły od razu nasze serca. Na okładkach - jak widzicie - kotów wprost zatrzęsienie!;) Chronologicznie wcześniejszy tytuł to "Czarownica i kociaki". Jak się pewnie domyślacie niespodziewane spotkanie z tymi maluchami zaowocowało powiększeniem się grona domowników... Jak mogłoby być inaczej?! Zatem kolejna cześć - "Czarownica i tajemnicza mikstura", już dość okazałe grono zwierząt przedstawia. 

Kochający koty będą zadowoleni - autorka opisała ich psoty, zabawne przygody, niebanalne pojawienie się w domu staruszki, a Alicja Karczmarska-Strzebońska z wdziękiem przedstawiła tę radosną czeredkę. Kotki są różnie umaszczone, ale wszystkie niezwykle ciekawskie, energiczne i przesympatyczne. 

Można by się zastanawiać, z czego wynika popularność serii. W końcu młodym odbiorcom pewnie bliższe byłyby postacie ich rówieśników, może bardziej przyjazne byłyby jakieś pogodne istoty takie jak krasnoludki czy wróżki - jednak przemiła czarownica zyskuje od razu naszą sympatię: jest niezwykle serdeczna, wyrozumiała, jej wytrwałość w dążeniu do celu imponuje, a pogoda ducha sprawia, że jest bohaterką, która przyciąga uwagę i zapada w pamięć. Nieco czasu minęło od wydania poprzednich książek o jej przygodach, ale Młodsza momentalnie rozpoznała miłą postać na okładce, zażyczyła sobie natychmiastowego przeczytania obu części - i oczywiście na jednokrotnej lekturze nie poprzestała! Teraz zatem czytanie trwa dość długo, bo jak opuścić choćby jedną część?! Najwięcej radości budzi opowieść o powiększeniu się czeredy kotów do trzech osobników, choć i emocjonujące poszukiwania ingrediencji w części o miksturze również wywołują wybuchy śmiechu. 

Niebanalna bohaterka o złotym sercu i jej przemili podopieczny na pewno przypadną do serca wielu osobom!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki











"Czarownica i kociaki", "Czarownica i tajemnicza mikstura"
Autor: Maja Strzebońska
Ilustrator: Alicja Karczmarska-Strzebońska
Wydawnictwo: Skrzat
Liczba stron: 32
Format: 20x27 cm
ISBN: 978-83-7915-038-0, 978-83-7915-039-7


Read On 0 komentarze

"Piegowate niebo" - z bocianem za pan brat

22:45



Choć nieraz zdarzy nam się uśmiechnąć podczas lektury tej pozycji, to jednak ma ona nieco inne cele, niż li tylko bawienie czytelnika. Można zauważyć wyraźne przeniesienie akcentów w stosunku do "typowych" powieści młodzieżowych. Zamiast fajerwerków dobrego humoru i akcji w szybkim tempie zmierzającej do szczęśliwego finału oraz pomyślnego rozwiązania każdego problemu, znajdziemy w "Piegowatym niebie" niepolukrowany obraz codzienności nastolatki: z młodzieńczymi dramatami, pierwszymi fascynacjami płcią przeciwną, sporo nieporozumień na gruncie rodziny i trudności z adaptacją w nowym środowisku, w szkole, grupie rówieśniczej. 

Sama bohaterka nie jest chodzącym ideałem: wciąż kłóci się z siostrą, czasem pod wpływem emocji nie przebiera w słowach, w czasie lekcji pisuje pamiętnik lub próbuje swych sił w twórczości literackiej. Ale też i los nie szczędzi jej trudnych doświadczeń: przeprowadzka na wieś nie jest szczytem marzeń, a kuszące obietnice rodziców o własnym pokoju i upragnionym psie odwlekane są na bliżej nieokreśloną przyszłość. Niekiedy Ince zdaje się, że wszyscy są przeciwko niej, a "szczególnie zasłużony" na tym polu jest jej tata, pasjonat przyrody, z zamiłowania ornitolog. To za jego sprawą zamiast wymarzonego psa do czeredy nietypowych domowych pupili (bo jest to i mysz, taka "dzika" i aksolotl!) dołącza bocian ze złamanym skrzydłem. Mimo że inwalida, daje się we znaki wszystkim - jego apetyt powoduje sporo niemiłych wydarzeń, a sama jego obecność prowokuje do kpin ze strony rówieśników. 

Przyznać jednak trzeba, że Inka (a właściwie Alina - otrzymane imię również jest powodem frustracji...), próbuje znaleźć wyjście z trudnej sytuacji - zdobyć przyjaciół, wytrwać z bocianem "pod jednym dachem" (choć ściśle rzecz ujmując ów pierzasty podopieczny mieszka na podwórku - na "poletku"), rozwija też swą pasję literacką. Ale problemów jest naprawdę sporo. Relacje z młodszą siostrą są trudne, Inka nie ma żadnej bratniej duszy w klasie, szkole, wprost przeciwnie - staje się obiektem docinków, drwin. Okazuje się też, że kilka osób ma nie najlepszą opinię na temat jej ojca. 

Ale parafrazując przysłowie, że "kto mieczem wojuje, od miecza ginie", można by powiedzieć, że "kto przez bociana ma problemy, tego bocian uratuje";) Alina zabłyśnie na arenie klasowej dzięki temu niecodziennemu domownikowi, zmienią się jej relacje w grupie rówieśników, a i jej tata zyska w oczach krytykantów. 

Zaletą lektury są nieprzesadnie proste rozwiązania, ba, niektóre problemy nie mają szczęśliwego finału, nie wszystko układa się idealnie - autorka udanie portretuje życie nastolatków, pokazuje jasne, ale i ciemniejsze strony życia rodzinnego, relacji między rodzeństwem. Jest też sporo okazji do uśmiechu - bawi choćby niebanalne opowiadanie Inki napisane podczas niezbyt intrygującej lekcji. 

Uwagę zwraca język powieści - Inka nie stroni od nieco dosadniejszych określeń, czasem jej opinie są dosadne, a zachowanie niekoniecznie godne pochwały. Jednak dzięki temu lektura nabiera prawdziwości, a jej przesłanie, sens przedstawionych wydarzeń są krzepiące, dodają otuchy.

Polecam
Katarzyna



"Piegowate niebo"
Autor: Dorota Suwalska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: miękka
Liczba stron: 224
Format: 14 x 19,2 cm
ISBN: 978-83-10-12535-4



Read On 2 komentarze

"Wakacje grzecznego psa" - dwa miesiące pełne emocjonujących przygód:)

11:30


To, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, to sprawa oczywista, ale po lekturze tej książki nabieramy także przekonania, że i człowiek nieźle się jako przyjaciel spisuje;) Czworonożny tytułowy bohater wabi się Winter i jest przedstawicielem rasy alaskan malamut. Poza tym to pełen werwy, niespożytej energii i śmiałych pomysłów przywódca stada, w którego skład wchodzą cztery osoby oraz jeszcze jeden pies - Rudy. Ludzie miewają czasami nieco odmienne pomysły niż ich przywódca stada - Winter, "grzeszy" tym przede wszystkim Henryk, tata Alka i Julki oraz mąż Hanki, ale obdarzony znaczną siłą i sporą inwencją alaskan malamut zazwyczaj potrafi przeforsować swoje zdanie... I dlatego właśnie możemy nieco współczuć Henrykowi i podziwiać jego hart ducha - bo Winter wciąż pakuje swego pana w tarapaty, niejednokrotnie staje się sprawcą przeróżnych szkód, zatem cierpi duma i kieszeń właściciela...;)

Trzecia część przygód "grzecznego psa" to kolejna dawka przezabawnych historii, niesamowitych przygód i kolejnych dowodów na to, że Winter - jak sam się przedstawia - to "bardzo grzeczny, mądry i rozsądny pies", który doskonale radzi sobie ze swoim stadem;) No właśnie - Winter przedstawia się, gdyż to on opowiada o perypetiach rodziny. I poczynając od decyzji, gdzie spędzić wakacje, poprzez wybór idealnego hotelu, tropienie duchów, zmianę przyzwyczajeń bardzo opornego w tym względzie Henryka, po wytyczanie szlaków w górach - zawsze okazuje się, że alaskan malamut to istotnie niezwykle inteligentne stworzenie!

Co więcej - okaże się także, że jest świetnym detektywem, doskonale radzi sobie z wychowaniem dzieci, a gdy zajdzie konieczność - zadziała skutecznie jako stróż porządku i prawa! Taki pies to powód do dumy, zapewne dlatego Henryk godzi się z koniecznością pokrywania kosztu napraw, bo energiczny i bez namysłu realizujący swe postanowienie Winter zaskakująco często bywa ich mimowolnym sprawcą...

Szczerze mówiąc (albo raczej pisząc;)) - dobrze, że czworonóg o takim usposobieniu nie mieszka gdzieś w pobliżu... Winter nader często wykrada się z podwórka, biega po parku, urządza wyścigi, z entuzjazmem wita się z napotkanymi ludźmi, który nie zawsze potrafią z zimną krwią przyjąć jego ekstatyczne skoki i wybuchy emocji!;) Na szczęście jako bohater lektury sprawdza się lepiej niż znakomicie! Bawi, zaskakuje trafnością obserwacji - "psie spojrzenie na świat" dostarcza mnóstwo radości!

Zdradzę co nieco na temat wakacyjnych perypetii Wintera oraz "jego stada" - otóż podczas pobytu w górach spotykają... kotka! I wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że "grzeczny pies" w kolejnej części przygód będzie musiał zmierzyć się z zadaniem wychowywania kolejnego podopiecznego!:)

Przezabawna lektura, wakacyjne klimaty, świetne ilustracje - autorstwa Joanny Rusinek - polecamy gorąco!

Katarzyna i dziewczynki






"Wakacje grzecznego psa"
Autorzy: Wojciech Cesarz, Katarzyna Terechowicz
Ilustrator: Joanna Rusinek
Wydawnictwo Literatura
Oprawa: twarda
Liczba stron: 160
Format: 14,5 x 20,5 cm
ISBN: 978-83-7672-313-6


Read On 0 komentarze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Nasza strona główna

Agnieszka z Lawendowego Kredensu dla Kobietnik.pl

Napisz do nas:

inna-bajka(at)kobietnik.pl
Technologia Blogger.

Niebawem:

- "Ars Dragonia" Joanna Jodełka (Egmont)
- seria "Co to jest? Sprawdź, czy wiesz" (Arkady)
- seria "Czytamy bez mamy" (Debit)
- "Apetyt na Wietnam. Nem" Anna Nowacka - Devillard (Widnokrąg)
- "Rok 1989. Mała książka o pewnej kurtynie, czekoladzie i wolności" Michał Rusinek (Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej)
- "Słońcem na papierze. Wesoła opowieść o Kornelu Makuszyńskim" Anna Czerwińska-Rydel (Akapit Press)
- "Deszczowa zagadka inspektora Nielubca" Agnieszka Tyszka (Akapit Press)
- "Lato i Ptaszynka" Katherine Catmull (Akapit Press)
i wiele, wiele innych:)

Recenzje wg autorów:

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Followers

Archiwum bloga