facebook

Kobietnik - inna bajka

"Inwazja bazgrołów. Książka do kolorowania" - dajcie się porwać tej pasji!:)

22:05



Nasze dziewczyny są często nazywane przez nas "łobuzerkami". Dziadek mówi na nie "urwipołcie";) Nasz kot z kolei, choć kochany do szaleństwa, bywa nazywany kociuchem, kocurzyskiem i łapserdakiem oraz powsinogą. To takie pełne serdeczności wyrazy, choć na pierwszy rzut oka (czy raczej "rzut ucha'';)) mogą dziwić. "Bazgroły" to prawdopodobnie czułe określenie tych mini-mikro-maciupki stworków duszkopodobnych, które tak licznie zaludniają ("zabazgrołowują";)) strony niniejszej publikacji. Ileż ich jest! Starsza oczywiście podjęła syzyfową próbę policzenia ich. Jako wielka fanka matematyki i wszelkich obliczeń z werwą wzięła się do działania. Wyznajemy: zapał był wielki i prób kilka, ale jako że zaczęła od strony z duszkami w butelce (a na tej stronie jest ich naprawdę wiele...), to musiała się poddać... Ale to tylko jedyne "niepowodzenie" z tą niezwykłą książką związane. Bo poza tym - same zalety widzimy!:)

Jeśli spojrzycie na okładkę, to zauważycie informację, że to kolorowanka przeznaczona już dla tych ciut starszych najmłodszych (czyli pięciolatków), ale sięgnąć po nią mogą osoby o parę lat starsze, ba - nawet o paręnaście czy parędziesiąt! To nowy nurt w tego typu wydawnictwach - publikacje pozwalające i starszym użytkownikom tak nieco artystycznie się wyżyć. Z rysowaniem  bywa różnie: czasem chęci są wielkie, ale umiejętności nieco mniejsze, a niedoskonały efekt finalny może frustrować. Dlatego takie kolorowanki to bezpieczniejsze wyjście - są ciekawe i niebanalne, pozwalają wypróbować różnego rodzaju sposoby kolorowania, mnogość elementów staje się małym wyzwaniem: jak ciekawie zestawić barwy? Jak dobrać kolory w obrębie jednej ilustracji? Ile można "wycisnąć" z posiadanych narzędzi do kolorowania? 

To także okazja, by wykorzystać wszystkie kredki, mazaki, pisaki, które gdzieś tam zapomniane leżą. Nie wiem, czy Wam także się zdarza (mam nadzieję, że tak...;), że nie jestem wyjątkiem;)) nabywać kolejne kredki, następny zestaw flamastrów, bo akurat w tym jest złoty kolor, czy to kredki dające ciekawy, oryginalny efekt, a gdy na dodatek mają dobrą cenę, to okazuje się, że oprzeć się trudno. Zatem my do kolorowania wyciągamy cały arsenał. Okazuje się, że dość okazały - kilka opakowań pisaków różnego rodzaju, do tego nie mniej pudełek z kredkami. Ileż to kolorów! To doskonała sposobność do wybierania ulubionych barw, rozmawiania o nich, zestawiania odcieni "na sucho", by efekt był jak najlepszy. Wybranie spośród dziesięciu czerwonych kredek tej właściwej nie jest łatwe, ale jednocześnie - jakie przyjemne! Świetne zajęcie i bardzo wciągające. Powoli na kartce pojawiają się kolejne plamy koloru, zestawiamy, rozmawiamy, szukamy, kolorujemy, zajęte ręce, głowa, języki;) Radość dla oczu, przyjemność wspólnie spędzonego czasu, duma z efektu... Same plusy!

Słówko o kwestiach "technicznych" - gruby papier sprawia, że nawet jeśli akurat mamy "przebijające" mazaki, to nie powinny poczynić szkód;) Kartki bardzo łatwo można wyjąć, obdarować babcię, dziadka, wujka czy ciocię, wyeksponować (niekoniecznie w solidnych ramkach, choć i o takie oprawienie można się pokusić - te rysunki są naprawdę tego warte!). Tylna część okładki została wzmocniona bardzo grubą tekturą, więc nawet w nieco "polowych" warunkach można puścić wodze fantazji, wyżyć się artystycznie;) U nas też się przydaje ten aspekt wydania, bo rozkładamy się na kanapie (tyle narzędzi do kolorowania trudno pomieścić na naszym stole;)). 

Dodam, że i Młodsza (której jeszcze nieco brakuje do "wieku minimalnego";)) również zapragnęła podziałać plastycznie - jest minimalistką, więc wybrała skromną paletę barw. A i tak powstała piękna praca!:) 

Polecamy rodzinnie:)
Katarzyna i dziewczynki











Dzieło Młodszej. Dodała jeszcze jabłonie;)




"Inwazja bazgrołów. Książka do kolorowania"
Autor: Zifflin
Ilustrator: Kerby Rosanes
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 104
Format: 210x297 mm
ISBN: 978-83-10-12866-9




Read On 1 komentarze

"Powiedz wilkom, że jestem w domu" - o uczuciach utraconych i odzyskanych...

11:15


Wbrew temu, co jest podawane na stronach księgarni internetowych, książka ta liczy nie sto dziewięćdziesiąt dwie strony, lecz czterysta - solidna porcja pasjonującej lektury, przenoszącej nas w inny świat, inne problemy, a mimo to tak bliskiej chyba wielu czytelnikom. Okładkowy blurb na pewno może zaintrygować: "Czternastoletnia June Elbus musi odnaleźć się w świecie bez najlepszego przyjaciela. Nikt bowiem nie rozumiał jej tak dobrze jak zmarły na AIDS wujek Finn. Na jego pogrzebie June zauważa tajemniczego mężczyznę, który kilka dni później proponuje jej spotkanie. Wkrótce dziewczyna dowiaduje się, że nie była jedyną osobą bliską Finnowi..." - ale od razu warto wyjaśnić, że nie sensacyjne tajemnice są tematem tej opowieści, lecz rodzinne relacje - pogmatwane, niełatwe, pełne niedopowiedzeń, silnych uczuć - tych pozytywnych i negatywnych. 

Mogłoby się wydawać, że to lektura daleka od problemów, jakie miewa gros młodych czytelników: wuj-artysta malarz, nieuleczalna choroba - na dodatek są to początki epidemii AIDS (akcja rozpoczyna się pod koniec roku 1986), chorzy traktowani są z rezerwą, unika się ich, a jako remedium pojawia się apel prezydenta, że "wszyscy - a zwłaszcza nastolatki - powinni przestać uprawiać seks". Jednak kwestie te nie wyczerpują tematyki książki - dotyczy ona wielu spraw. Można powiedzieć, że jest to opowieść o pragnieniu utrzymania więzi rodzinnych, dobrych relacji z bliskimi, a z drugiej strony - o chęci "rozprostowania skrzydeł", o niezależności, pragnieniu realizacji swoich marzeń. To powieść o miłości i przyjaźni, o samotności, problemach w porozumieniu się z osobami, które z racji tego, że są najbliższe, powinny właśnie najlepiej  nas rozumieć... 

June jest wyalienowana ze świata rówieśników - ma odmienne zainteresowania, pasjonuje ją średniowiecze, marzy o zostaniu sokolniczką. Wujek Finn, jej chrzestny, to dla niej wyjątkowa osoba. Podziwia go, wręcz admiruje, czas z nim spędzany to chwile wyjątkowe, wyczekane, wspólne sekrety łączą, wspólny język tworzy więzi. Jego pomysły są najlepsze, prezenty od niego olśniewają, każde spotkanie to jak święto. Dlatego też jego odejście bardzo ją dotyka i pozostawia pustkę - nie tylko ze względu na miłe chwile spędzane w przeróżnych oryginalnych miejscach, ale przede wszystkim z powodu tego pokrewieństwa dusz, które łączyło June i Finna. 

Żal po stracie bliskiej osoby jest tym bardziej zrozumiały, że właściwie wujek był tą najważniejszą osobą dla głównej bohaterki - z nim konsultowała swoje decyzje, jemu powierzała swoje plany. Może to dziwić, że o tyle lat starszy kuzyn jest bliższy June niż o jej siostra - Greta. O dwa lata starsza ma ona jednak zupełnie inne zainteresowania, wyraźnie okazuje June, że wiedza o świecie, o życiu młodszej siostry jest śmiesznie mała, że nie potrafi ona odczytać intencji ludzi i ośmiesza się swoim zachowaniem. Pasją Grety jest aktorstwo, wydaje się być rzeczywiście dziewczyną o sprecyzowanych planach na przyszłość i zupełnie niezainteresowaną sprawami młodszej siostry... 

Może w celu zbliżenia dziewcząt do siebie, wujek Finn postanawia namalować ich wspólny portret. Po jego śmierci obraz trafia do nich - i okazuje się, iż enigmatyczny tytuł książki to właśnie tytuł owego dzieła. Ale czy obraz może coś zmienić? Każda z sióstr ma własne sprawy i swoje sekrety: Greta bierze udział w przedstawieniu, które może stać się przepustką do kariery aktorskiej, June nawiązuje kontakt z tajemniczym mężczyzną dostrzeżonym na pogrzebie wuja - jego przyjacielem Toby'm. Przekazywane przez niego pamiątki po wujku, prezenty przygotowane za życia, a stanowiące swego rodzaju przekaz, informację, że myślał o June, sprawiają, że dziewczyna wbrew opinii siostry i matki dostrzega, iż Toby jest innym człowiekiem, niż mogłoby się wydawać na podstawie "obiektywnych" faktów. 

A to "odkrycie" nie jest jedyną wyjaśnioną tajemnicą: okazuje się, że dostrzeżenie spraw innych osób pozwala  zmienić nasze relacje. W kontaktach między najbliższymi czasem trudno o szczerość, liczymy na "domyślność", a i intencje nie zawsze są jasne i czytelne: pozory mylą - tak bywa, tak jest i w tym przypadku. June dorasta w ciągu tych paru miesięcy, inaczej patrzy na świat i bliskich. Zmieniają się także inni bohaterowie tej powieści. To historia wielkiej przemiany, opowieść poruszająca i zapadająca w pamięć, świetna lektura dla osób poszukujących własnej drogi. 

Polecam
Katarzyna 


"Powiedz wilkom, że jestem w domu"
Autor: Carol Rifka Brunt
Wydawnictwo: YA!
Oprawa: miękka
Liczba stron: 400
Format: 12,3 x 19,4 cm
ISBN: 978-83-280-0970-7




Read On 1 komentarze

Basia i Marta - bohaterki na medal!

13:15


Rodzinna legenda głosi, że czytać nauczyłam się jako czterolatka i to samodzielnie, odczytywałam innym przedszkolakom napisy na drzwiach i na tablicach, bo większość dzieci posiadła tę umiejętność dopiero w pierwszej klasie. Jednak wiem, że w grupie Starszej już troje dzieci czyta biegle, czworo - nieco wolniej, a "reszta" - do której i nasza córka się zalicza - składa litery i "tworzy" wyrazy... Wydawać by się mogło, że małe "douczanie" w domu i wszystko pójdzie jak z płatka. Niestety, raczej idzie jak po grudzie... Zatem bardzo cieszę się, że takie pierwszy sukces możemy odnotować: przeczytana lektura! 

Wyznam, że jednak wspólnie, bo po dwóch stronach Starsza powiedziała: "Teraz ty!", ale na kolejnych odczytywała pojedyncze wyrazy, a jako że historyjka wciągnęła, zatem nie można było odłożyć jej na później, a skoro warunkiem była wspólna lektura - to i możemy z radością oświadczyć, że udało się! Nic dziwnego, że przykuła ona uwagę córki - obie dziewczyny wciąż w ramach wieczornego czytania podsuwają kolejne tomy przygód Basi. Zatem przypominamy sobie historię własnego, autorskiego programu telewizyjnego, wizytę w zoo w upalny dzień i pojawienie się Kajetana, a nawet świąteczne przygotowania i pieczenie pierniczków (ukochana część, więc bez względu na porę roku wprowadzamy się w miły nastrój czytając ją). 

Tym razem Basia wpadła w małe tarapaty przez swą pomysłowość;) Nowy kask Janka staje się obiektem podziwu i zazdrości, więc rozpoczynają się poszukiwania mające zaopatrzyć i Basię w kask. Dziecięca inwencja może nas zaskoczyć - na głowie dziewczynki wyląduje kask papierowy, metalowy, a nawet... jadalny! Sympatycznej historii ze szczęśliwym finałem towarzyszą tradycyjnie ilustracje autorstwa Marianny Oklejak zabawnie portretujące Basię w kolejnych znaleziskach mających pełnić funkcję kasku. Książka jest jednocześnie okazją do rozmowy o bezpieczeństwie, potrzebie posiadania takiej ochrony głowy, gdy jeździmy rowerem, na łyżworolkach, na hulajnodze. Uczy też odpowiedzialności - by "mimochodem" powstały bałagan został sprzątnięty. 

Marta - bohaterka książki autorstwa Wojciech Widłaka, to nowa nasza znajoma. Nie miałyśmy okazji przeczytać pierwszej opowieści o tej dziewczynce - "Marta i ufoludek", ale z pewnością po nią sięgniemy, bo przygoda w tej pozycji opisana była nader intrygująca i zafascynowała nas. Jak widać - Marta lubi niecodzienne sytuacje albo też - one "lubią" ją;) Tym razem - zupełnie przypadkiem;) - wsiada do wehikułu czasu zbudowanego przez jej wujka... Jak się pewnie domyślacie, nie obyło się bez takiej właśnie podróży w przeszłość! Finał emocjonującej wyprawy pozostawił nas w niepewności, co też się jeszcze wydarzy w laboratorium wujka. To nieco odmienna opowieść - można pofantazjować, wymyślić własne zakończenie... I trochę w klimacie zbliżających się świąt;) - niebagatelną rolę gra w niej znacznych rozmiarów jajko!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki










"Basia i kask"
Autor: Zofia Stanecka
Ilustrator: Marianna Oklejak
Wydawnictwo: Egmont
Oprawa: miękka
Liczba stron: 32
Format: 14,5x18,5 cm
ISBN: 978-83-281-0558-4

"Marta i zagadkowy pojazd"
Autor: Wojciech Widłak
Ilustrator: Ewa Poklewska-Koziełło
Wydawnictwo: Egmont
Oprawa: miękka
Liczba stron: 32
Format: 14,5x18,5 cm
ISBN: 978-83-281-0492-1




Read On 0 komentarze

"Wszystko świetnie" - zabawnie i poważnie - z krzepiącym finałem!:)

12:20



To zdecydowanie książka dla płci pięknej;) I to nie tylko dlatego, że gros bohaterów to właśnie panie, dziewczęta, dziewczynki: mama zwana Pysiakiem, trzy córki - maturzystka, gimnazjalistka i czterolatka;) W tej sfeminizowanej rodzinie rodzynkiem jest tatuś, który został przedstawiony jako dość oryginalny i często zabawnie zachowujący się osobnik;) Naprawdę niełatwo nie cytować jego powiedzeń, a i zachowania tatusia są często przekomiczne. Jego krótka charakterystyka wymagałaby zaznaczenia, że jest on malkontentem, wydawałoby się, że szuka dziury w całym, pragnie mieć pod kontrolą całą rodzinę, a najbardziej lubi weekendy i spokojny odpoczynek. Niestety - cztery przedstawicielki płci pięknej skutecznie pozbawiają go złudzeń, że może decydować o wszystkich sprawach, z determinacją realizują swoje plany, zaskakują go swoimi poczynaniami - ale przecież także bardzo kochają i szanują! 

A i inni bohaterowie sprawiają, że podczas czytania pojawia się na twarzach uśmiech - najmłodsza pociecha wciąż "zmienia tożsamość": bywa Snoopym lub Gerdą, wciela się w rolę listonosza i obrończyni kretów, przeobraża nawet w strażaka (ach, ten zgubny wpływ lektur!;) - u nas także "Pali się!" było bardzo eksploatowaną lekturą:)) - ale strażaka à rebours, który wznieca pożar... Jest i grono sympatycznych przyjaciół - koledzy najstarszej córki, Malwiny - Ciemniawka i Śledziu, jej wakacyjny znajomy Jan, który przyjeżdża w odwiedziny, średnia Klara ma też sporo kontrowersyjnych pomysłów, które choć i zabawne, to czasem mają opłakane efekty... Obie starsze córki mają też i problemy: Klara z relacjami z rówieśnikami, z obroną własnego zdania wbrew "owczemu pędowi", chęci upodobnienia się do grupy przyjaciół. Sercowe rozterki są z kolei udziałem Malwiny, także dorywcza praca podjęta, by zarobić na wakacje, staje się powodem rozmaitych kłopotów. 

"Wszystko świetnie" to właśnie taka książka, która i rozbawi, i podsunie tematy do rozważania, pokaże trudne sytuacje, w jakich znaleźć się może wiele młodych osób, ale też i rozwiązania tych problemów. Choć tytuł brzmi optymistycznie, to młody czytelnik doskonale zdaje sobie sprawę, że być może Klara nie będzie jak do tej pory otoczona gronem przyjaciółek, że jej przeciwstawienie się niesympatycznym zachowaniom koleżanek i kolegów z klasy może zostać odebrane jako sztywniactwo, ale przecież zyskuje prawdziwego przyjaciela - i co najważniejsze - pewność siebie: potrafi bronić swych przekonań i nie naśladuje innych tylko po to, by zdobyć ich akceptację. 

Bohaterowie przechodzą przemianę - na naszych oczach lub też wspominają o niej - zatem jest to też sugestia, by nie szufladkować innych, dostrzec zachodzące zmiany. To też motywacja, by podjąć taką decyzję - zmienić się, zaryzykować, by odnieść sukces - tak jak Pysiak, czyli mama dziewczynek, która modyfikuje wygląd domu, ale i swój wygląd, a na dodatek podejmuje pewne tajemnicze działania... Może się wydawać, iż tak "wiekowa" osoba  nie będzie najlepszym przykładem dla nastoletnich czytelniczek - ale z drugiej strony: jeśli jej się udało, to i im tym bardziej się powiedzie! 

To pogodna, mądra lektura - dla wielbicieli szczęśliwych zakończeń - bo wszystkie wątki znajdują pozytywny finał, dla ponuraków - bo ich rozweseli, ale i dla optymistów - bo pokazuje świat właśnie w taki sposób! 

Polecam
Katarzyna


"Wszystko świetnie"
Autor: Beata Wróblewska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 192
Format: 14 x 19,2 cm
ISBN: 978-83-10-12748-8





Read On 0 komentarze

"Człowiek z czerwoną chorągiewką" - wyjątkowy tata i garść faktów o przeszłości motoryzacji

21:00



Można by zastanowić się, czym się wyróżniają historie należące do poziomu trzeciego: czy nie są to po prostu książki jakich już sporo na rynku? Otóż nie: bo choć już młody czytelnik na tym poziomie prezentuje pewną biegłość, to dość długi tekst może sobie dawkować mniejszymi "porcjami" - bo historie w tych publikacjach zostały podzielone na rozdziały. Niewiele tu słów trudnych, niezrozumiałych - a to sztuka tak sformułować tekst, by uniknąć powtórzeń, by słownictwo było proste, jasne - a te mniej powszechnie znane wyrazy są wyjaśnione w umieszczonym na końcu książki słowniczku, są tu też informacje o wymowie wyrazów obcojęzycznych. Dodatkowo te opowieści to nie banalne historie, których jedynym celem jest rozbawić - autorzy stawiają sobie za cel przybliżenie ważnych wydarzeń z przeszłości, zaciekawienie ważkimi kwestiami, pokazanie postaw wartych naśladowania. A i niezanudzenie;) I to się udaje - opowieść przykuwa uwagę, budzi emocje, zaciekawia tematem, jednocześnie jakby mimochodem autor przekazuje młodym czytelnikom tę prawdę, iż warto dążyć do realizacji swych pomysłów, nie poddawać się sugestiom innych osób, próbować spełnić swoje marzenia.

Być może nie zaprzątał nas do tej pory temat historii motoryzacji, pewnie wyobrażamy sobie, że niegdyś samochody były nieco wolniejsze, dawne automobile zadziwiają nas swoją formą, ale to przecież nie wszystko! Paweł Beręsewicz genialnie przybliżył nam przeróżne etapy modyfikacji, jakim ulegał samochód (zmieniła się nawet i nazwa - wszak niegdyś był to "powóz bez koni"!) - opowieść zaciekawia (ten kocioł, na którym "siedział" lord - pracodawca ojca bohatera książki), wynalezienie opon (intrygująca opowieść!), zabawne (z naszego punktu widzenia...) środki ostrożności - czyli właśnie praca, którą wykonywał ów tytułowy "człowiek z czerwoną chorągiewką" - historia aut kryje wiele tajemnic, ten tak popularny, niezastąpiony w dzisiejszych czasach środek transportu warto poznać bliżej. 

Takie bliższe przyjrzenie się szacownym przodkom przedmiotów, które są dla nas codziennością, pozwoli z pewnością docenić innowacyjne zmiany, które poczyniono, pomysłowość ludzką, chęć sprawienia, by rzeczy były wygodniejsze, tańsze, lepsze, dostępne dla wszystkich, maksymalnie niezawodne.

A do tego ta książka to krzepiąca opowieść o rodzinnych relacjach - tata i syn spędzają razem dużo czasu, rozmawiają, chłopiec podziwia ojca, jest z niego dumy, to dla niego prawdziwy autorytet. 

To taka historia "sprzed lat", zatem idealnie tu pasują monochromatyczne ilustracje autorstwa Tomka Kozłowskiego (którego nieco bardziej zaawansowani czytelnicy mogą pamiętać z najnowszego wydania "Pajączka na rowerze") - świetnie pomagają "utrwalić" poznane fakty z dziejów motoryzacji. 

Polecam
Katarzyna








"Człowiek z czerwoną chorągiewką"
Autor: Paweł Beręsewicz
Ilustrator: Tomek Kozłowski
Wydawnictwo: Egmont
Oprawa: miękka
Liczba stron: 64
Format: 14,5x18,5 cm
ISBN: 978-83-237-7127-2



Read On 2 komentarze

"Opowiadania i bajki" - garść wspomnień, nieco magii, historie piękne i niebanalne!

10:00



Żartobliwy jest tytuł tej pozycji - a raczej jego zobrazowanie na okładce książki. Towarzyszy mu kolorowy, zabawny wizerunek wilka, który zdaje się z tego czarodziejskiego kapelusza wyrzuca moc opowieści mający tę magiczną zdolność przykuwania uwagi najmłodszych. Jako leitmotiv paru wieczorów pojawiał się dialog: "Którą książkę czytamy?", "Tę z wilkiem!" - a gdy "ta z wilkiem" została w całości przestudiowana, a tradycyjna odpowiedź znowu się pojawiła, to mina Starszej była bardzo smutna... Powiecie, że można czytać po raz kolejny - i to prawda, na pewno tak zrobimy! Tyle, że pewnie za jakiś czas, bo opowieści bardzo zapadają w pamięć, w tej chwili mamy je "jak żywe" przed oczami, Starsza wspomina rozmowy z racuchami i nierozważne marzenie motylka, Młodszej, która czasami porzucała czytelnicze wieczory na rzecz gry w planszówki z tatą, najbardziej utkwiła w pamięci zwariowana kołdra (naprawdę niezwykła "osobniczka";)), a naszą wspólną ulubioną historią jest "Rózga" - wzruszająca opowieść o pragnieniu posiadania psa, o wielkiej determinacji Kornela, który chce dowieść, że jest odpowiedzialny, a jednocześnie czuje się tak nierozumiany, samotny... 

Dwuczłonowy tytuł ma swe odzwierciedlenie w treści - książka jest podzielona na dwie części - pierwsza z nich to opowiadania, których bohaterem jest sam autor. W większości historii prezentuje się nam kilkuletni Grześ, zatem najmłodsi z pewnością odnajdą w nim bratnią duszę - codzienne problemy w szkole, relacje z kolegami, koleżankami, domowe "zawirowania" - zwyczajne dni, a tak niezwykłe, bo ubarwione dziecięcą wyobraźnią, charakterystycznym dla dzieci sposobem patrzenia na świat, kreowaniem rzeczywistości zgodnie z marzeniami, pragnieniami ośmio- czy ciut więcej "latków". Są tu też historie o codziennych przedmiotach również ubarwione fantazją autora - o starym radiu, które może nas oczarować najpiękniejszymi melodiami, o liście bez znaczka cudem trafiającym do adresata, o tym, że jesteśmy tym, co jemy, więc nasza fizjonomia może (być może;)) przybrać niecodzienną formę.

"Bajki" to opowieści, w których spotkamy z kolei mnóstwo bajkowych postaci: królewny, księżniczki, królewiczów, mówiące zwierzęta... Są tu pogodne historie, ale też wiele z nich ma bardziej poważny nastrój - skłaniają do refleksji, do rozmowy. Taki paradoks - ani odrobiny nie ma w nich moralizatorstwa, a nie mam wątpliwości, że potrafią zmienić nasze zachowanie!

Książka dzieli się na dwie części, ma też i dwie ilustratorki - Ewa Poklewska-Koziełło przedstawiła perypetie małego Grzesia i zobrazowała inne opowiadania, w tym tę magiczną "Rózgę", która choć tuż przed Bożym Narodzeniem się rozgrywa, to potrafi oczarować i wzruszyć bez względu na porę roku! Magdalena Kozieł-Nowak jest autorką uroczyć przedstawień księżniczek, książąt (w tym żabiego księcia:)), podstępnego wilka, muzykalnych zajęcy, sporego grona innych przedstawicieli fauny i innych bohaterów "Bajek". I jedne, i drugie ilustracje są równie piękne!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki

PS. Jedna, malutka uwaga: pan Grzegorz użył w bajce "Paw" takiego sformułowania: "- Czyś ty zgłupiał do reszty?! - wrzasnął ojciec pawia, gdy zobaczył swego pierworodnego wysiadującego na grzędzie kurze jaja." - prostujemy: "wysiadującego w gnieździe", na grzędach (poziomych żerdkach) kury sypiają!:)










"Opowiadania i bajki"
Autor: Grzegorz Kasdepke
Ilustrator: Magdalena Kozieł-Nowak, Ewa Poklewska-Koziełło
Wydawnictwo: Literatura
Oprawa: twarda
Liczba stron: 200
Format: 17,5x22,5 cm
ISBN: 978-83-7672-225-2



Read On 0 komentarze

"Skarby leśnych braci" - baśniowy świat pełen emocjonujących przygód!

09:00


Jakże nam szybko "minęła" ta lektura! Minęła-mignęła - i to z pewnością jest najlepsza rekomendacja. Jeśli dzieciaki słuchają chętnie, proszą o kolejne rozdziały, przedłużają wieczorne czytanie - to za pewnik można uznać, że historie są ciekawe, pasjonują, przykuwają uwagę, rozbudzają wyobraźnię, poruszają emocje... Ba, podzielę się naszym rodzinnym zdarzeniem: otóż Starsza obudziła się tuż po siódmej, do przedszkola wychodzimy parę minut przed ósmą, zatem jeszcze chwilę powylegiwać się można... Nie tym razem! Akurat byłyśmy po wczorajszej wieczornej lekturze pierwszej opowieści. O co zatem zapytała Starsza? "Czy możesz mi teraz poczytać?" Na pytanie, co chciałaby usłyszeć - sądziłam zresztą, że prosi przez sen - odpowiedziała: "O tych dwóch leśnych braciach". I tak to zaczęłyśmy dzień od czytania:) 

Był to interesujący, choć i nieco dramatyczny poranek, bo okazało się, że pomoc okazana przez braci nie spotkała się z nagrodą czy podziękowaniami - chłopcy zostali uwięzieni, a uczyniła to osoba okrutna, mająca bardzo złe zamiary... Nie sposób było nie skończyć lektury - i szczęśliwy finał sprawił, że taki poranek należy zaliczyć do bardzo udanych!

Słówko o kwestiach "technicznych" - każda z opowieści liczy około trzydziestu stron, jest podzielona na podrozdziały, choć przyznajemy - trudno oderwać się od czytania, założyć, że zakończenie poznamy kolejnego dnia... Wszak tyle tu emocji, bohaterowie postawieni są w trudnych sytuacjach, muszą przezwyciężyć przeróżne przeciwności, walczyć z niegodziwymi osobnikami, obawiamy się wręcz czasami, czy wyjdą cało z opresji!

Poniżej widzicie cztery fotografie - każda z nich pochodzi z innej opowieści - i teraz nieco gorsza wiadomość: jest ich tylko tyle... :( Zatem... No właśnie - to lektura nie na długo! U nas - dokładnie na trzy dni;) Bo po porannym seansie czytelniczym był i wieczorny, dlatego też bardzo szybko okazało się, że jesteśmy na ostatniej stronie, która zostawia nas z sympatycznym przesłaniem (rozważałyśmy to, że jak Marcepan ma wielki skarb - brata Bazylego, tak i u nas dziewczyny mają siebie nawzajem - cudowne zrządzenie losu!). Takie właśnie pozytywne wartości przekazuje nam autorka: poprzez opowieści o perypetiach braci apeluje o ochronę przyrody, obronę słabszych, chłopcy pomagają potrzebującym, ale też są ciekawi świata, poznają jego bogactwo, dają się ponieść chwili i nagły impuls powoduje, że bez wahania rzucają się w wir przygód. To jednocześnie pochwała odwagi i pomysłowości. 

To już kolejna pozycja autorstwa Weroniki Kurosz opowiadająca o tym, co przydarzyło się Bazylemu i Marcepanowi - podobnie jak w części pierwszej przeplatają się tu obserwacje przyrody i niesamowite przygody, codzienne zdarzenia mieszają się z magicznymi, rzeczywistość i fantazja to tworzywo każdej z opowieści. Tym razem inna ilustratorka podjęła się zadania przedstawienia bohaterów tych historii - tekst ozdabiają piękne praca wykonane przez Aleksandrę Michalską-Szwagierczak (tu blog artystki). 

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki 












"Skarby leśnych braci"
Autor: Weronika Kurosz
Ilustracje: Aleksandra Michalska-Szwagierczak
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Oprawa: twarda
Liczba stron: 124
Format: 20x19 cm
ISBN: 978-83-7785-616-1



Read On 0 komentarze

"Kicia Kocia sprząta", "Kicia Kocia w kosmosie" - tematy bliskie najmłodszym!

14:00




Nierzadko zdarza się, że najmłodsi są pełni zapału i dobrych chęci, by pomóc rodzicom w porządkach! Pracowicie ścierają kurze, na wyścigi składają klocki, z dumą chowają uprane ubrania w odpowiednich miejscach. Jednak ten entuzjazm mija, ba - u niektórych osobników w ogóle go zauważyć nie można, a wręcz przeciwnie - można do znudzenia prosić o sprzątnięcie zabawek, odłożenie na półkę książek, złożenie kredek... "Nie umiem/pomóż mi/jutro sprzątnę" - pewnie rodzice mogliby dorzucić jeszcze kilka sztandarowych wykrętów. Doskonale sprawdza się też zrzucenie winy na rodzeństwo: "To nie ja", "Ja się tym nie bawiłam", czasem podejmowane są próby przekonania mamy, że to tata wyciągnął cały zestaw lalek i ich strojów - i to on porozrzucał je po pokoju;) 

Sprzątanie okazuje się być ważną kwestią - i nie chodzi tu tylko o ład - choć on też jest istotny. Ważne jest także wypełnianie obowiązków, dzielenie się zadaniami, odpowiedzialność, konsekwencja. Pewnie takie argumenty niekoniecznie trafiają do kilkulatków, ale niewątpliwie zgodzą się ze słowami taty Kici Koci: gdy wszystkie zabawki są porozrzucane, to nie ma miejsca na zorganizowanie innej zabawy! Ale jeśli się wyciągnie mnóstwo rzeczy, to później sprzątanie może stanowić problem... Śledząc poczynania Kici Koci maluchy zrozumieją, że nic nie jest trudne, nawet dla osób mających niewiele lat: dzielimy sprzątanie na etapy, a sukcesywnie powiększająca się uporządkowana przestrzeń cieszy oczy - także i dzieci (choć w ich przypadku nie na długo;)). A jak poradzić sobie z warczącym-przerażającym odkurzaczem? Sposób podsunie tata - i to też sympatyczny aspekt tej lektury - Kicia Kocia porządkuje wraz z nim, bo przecież "nie święci garnki lepią", nie tylko mama potrafi opanować domowy chaos;)

Nowy tytuł o przygodach sympatycznej bohaterki - "Kicia Kocia sprząta" - porusza temat bliski każdemu maluchowi, ale i w odniesieniu do drugiej pozycji możemy to samo powiedzieć - wszak kogo nie intryguje kosmos?!? Księżyc, który tak zmienia kształt, "wędruje" po niebie, gwiazdy - które czasem są, a czasem ich nie ma, odległe planety tworzące wraz z Ziemią Układ Słoneczny, podróże w kosmos, życie w tym "latającym domu", który stanowi czasem na wiele miesięcy rakieta - i zagospodarowanie go - te wszystkie kwestie ciekawią, prowokują do zadawania pytań. Jeśli dociekliwy pasjonat kosmosu ma jeszcze niewiele lat, to lektura musi być dostosowana do jego możliwości poznawczych. Niewiele zrozumie ze schematów, skomplikowanych objaśnień, lepiej posłużyć się kontekstami bliskimi dzieciom, wyjaśniać przy pomocy rysunków, zacząć od spraw, które pasjonują, by ciekawość została zaspokojona, a ogrom wiedzy nie frustrował. Dlatego "wyprawa" Kici Koci w kosmos odbywa się podczas wieczornego obserwowania nieba: wraz z rodzicami toczy rozmowę dotyczącą lotów rakietą, tego, jak wygląda księżyc, co tam można robić, co jest potrzebne podczas podróży, jak ona przebiega. Tata żartuje, że można polecieć tam latawcem, ale są to sympatyczne żarty - rodzice traktują poważnie Kicię Kocię, odpowiadają na jej wszystkie pytania, tłumaczą tak, by wyjaśnienia były zrozumiałe, by zostały zapamiętane.

Kolejne ciekawe pozycje napisane i zilustrowane przez Anetę Głowińską pełną funkcję dydaktyczną - ale bez przesadnego moralizowania, jak zwykle też przykuwają uwagę małych odbiorców: rysunki umożliwiają wspólną lekturę, a książki zachęcają do aktywności: odkrycia własnych pasji, a także... pokochania porządku;) 

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki






"Kicia Kocia sprząta", "Kicia Kocia w kosmosie"
Autor, ilustrator: Aneta Głowińska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Oprawa: miękka
Liczba stron: 24
Format: 19,2 x 19,2 cm
ISBN: 978-83-7278-983-9, 978-83-7278-984-6



Read On 0 komentarze

"Mój tato szczęściarz" - wielka, prawdziwa, ważna historia...

23:05




Bardzo osobista lektura - od razu rozumiemy, że Asiunia spacerująca z tatą i młodszym bratem Tomkiem po Starym Mieście to właśnie sama autorka, która wspomina te piękne i ważne chwile z przeszłości. Ale no właśnie - nie tyle "wspomina" z perspektywy kilkudziesięciu lat, lecz oferuje młodym czytelnikom, może i tylko słuchaczom swoistą podróż w czasie. Opowieść prowadzona jest w oryginalny sposób - jakby to właśnie kilkuletnia dziewczynka ją nam przedstawiała - dramat wojny, zniszczenia, które poczyniła, odbudowa miasta - to wszystko opowiadane jest z perspektywy dziecka, z zaakcentowaniem spraw, które dla najmłodszych są ważne, zrozumiałe, dostrzegalne. 

To jednocześnie historia, która nas porusza, staje się bliska czytelnikowi, bo ów tytułowy tato to przecież osoba ważna w życiu każdego dziecka. Czytając o jego dramatycznych wojennych przeżyciach, w których to na przemian miał szczęście i nieco pecha, choć ogólnie rzecz ujmując te pomyślne zdarzenia przeważały, czujemy tak jak Asiunia silne emocje, współczujemy, smucimy się i radujemy, gdy koleje losu jej taty do takich uczuć nas skłaniają. 

A choć wiemy, że powstańcze losy "taty szczęściarza" miały pozytywny finał, to nie mniej te zdarzenia do nas przemawiają - bo przecież nie każdemu udało się wyjść z przeróżnych opresji, nie wszystkich takie pomyślne zwroty spotykały. O tym też wspomina narratorka, co daje czytającym tę książkę osobom rozwinąć temat, przedstawić go szerzej - w sposób odpowiedni dla małych odbiorców. 

Rodzinne doświadczenia i historie opowiadane po wielokroć stają się okazją do uczczenia pamięci tych, którzy w powstaniu zginęli. Książka opiera się na pewnej tradycji - oddaniu hołdu poległym poprzez spacer przez Stare Miasto, wspominanie wojennych losów taty (Stanisława Papuzińskiego) pozwala dzieciom zapamiętać te zdarzenia, zachować je na długo w sercach, umysłach. To taka żywa lekcja historii, a jednocześnie w pewnym sensie przykład i dla nas, czytelników - zachęta, by od dziadków, rodziców, naocznych świadków czy uczestników pewnych zdarzeń wydobyć ich wspomnienia, spytać o to, co nas intryguje, zachować te opowieści w pamięci...

Stanisław Papuziński nie był "prawdziwym żołnierzem, co strzela z karabinu", był "żołnierzem pokojowym" - pomagał cywilom, przede wszystkim dzieciom - bo przecież nie tylko ci "prawdziwi" mają swe zasługi w czasie wojny, walk. Pisarka przedstawia inne przykłady takiej cywilnej działalności - pisze o budowaniu barykad, o harcerskiej poczcie, dzięki której warszawiacy mogli uzyskać wiadomości o swych bliskich, o teatrzyku "Kukiełki pod Barykadą" dodającym otuchy w tych ciężkich chwilach czy wreszcie o "Kubusiu" - niezwykłym wozie bojowym zbudowanym z drzwi kas pancernych. 

Znakomitym dopełnieniem tej historii są zdjęcia, fotografie autentycznych listów i dokumentów, a także ilustracje autorstwa Macieja Szymanowicza pozwalające najmłodszym lepiej zrozumieć te niełatwe sprawy, które zostały opisane w "Moim tacie szczęściarzu".

Polecam
Katarzyna







"Mój tato szczęściarz"
Autor: Joanna Papuzińska
Ilustrator: Maciej Szymanowicz
Wydawnictwo: Literatura
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 21x21 cm
ISBN: 978-83-7672-245-0



Read On 2 komentarze

"Czary. Nieco szerszy wybór wierszy" - poddajcie się magii tych utworów!

22:00



Jak to cudownie,  że "szerszy"! Nie da się ukryć - tego nam właśnie było trzeba: bo wiersze pana Marcina Brykczyńskiego czaruję nas (nomen omen;) - wszak taki właśnie jest tytuł tego zbioru) od lat wielu. Pamiętam jak bardzo mała Starsza zachwycała się psami, które w odwiedziny wędrowały, z rozrzewnieniem wspominamy wspólną lekturę "Liczydełka", gdy przy pierwszym wierszu o kurze, kogucie i jajku Młodsza słysząc kończące go pytanie zawsze odpowiadała rozkładając pulchne rączki: "Upaniło";) (czyli - upadło, pękło, ale z pozytywnym bardzo efektem - bo przecież pojawiło się kurczątko!). I te płatki śniegu siadające na nosie uwielbiały dziewczyny, i kominiarza na dziesięcioszczeblowej drabinie... Mnóstwo pięknych, zapadających w pamięć wierszy uroczo zilustrowanych przez Iwonę Całą. 

W tym wydaniu za stronę ilustracyjną odpowiada Artur Gulewicz; nasycone intensywnymi barwami rysunki przeplatają się z biało-czarnymi ilustracjami, wyraźne kontury sąsiadują z "wycinankami" z przeróżnych materiałów, jest i wiersz w pewnym sensie figuralny - "Wąż" - spójrzcie na fotografię poniżej, jak imponujące rozmiary ma ten gad! Często całe strony są pokryte kolorami - zatem jest ich tu tyle, ile barw, nastrojów i humoru w wierszach. 

Cztery części i posłowie - również wierszowane to trzydzieści jeden utworów, w których sportretowany został dom rodzinny: najbliższe, najważniejsze osoby, szczególne, świąteczne chwile, to także porcja poetyckich marzeń, wiele wizerunków zwierząt, które chyba są bardzo bliskie autorowi - bo tak można wywnioskować z ich wizerunków - pomysłowych, ale i poruszających (jak choćby wzruszający wiersz zamykający tę część - "Kto pamięta o zwierzętach") . Mamy też okazję zanurzyć się w baśniowy świat, pełen fantazji, niezwykły, zaskakujący.

Tym, co łączy wiersze o zwierzętach, jest spora dawka humoru: nasi bracia mniejsi maję niesamowite pomysły, przeżywają przygód co nie miara, bawią i zadziwiają, z kolei inne, "niezwierzęce" utwory cechuje serdeczność, pozytywne nastawienie do świata, do innych osób, dostrzeganie niezwykłości "zwykłych" chwil, celebrowanie odświętnych momentów. 

To wiersze pełne uczuć, wywołujące wzruszenie, nostalgię (u starszych "dzieci" - bo i dla nich tworzy autor, co zdradza na swej stronie: Piszę i tłumaczę książki dla dzieci. Nawet jeśli mają zupełnie siwe włosy.), zabawne, zaskakujące spostrzeżeniami, kreujące radosny, pogodny świat. Zbiór idealny - choć trochę przekornie powiemy, że niezupełnie;) - bo marzyłby się nam o wiele większy objętościowo wybór wierszy... Jest na to rada - my mamy kilka pozycji Marcina Brykczyńskiego, wiele jest dostępnych i nie wątpię, że po nie sięgną czytelnicy tego zbioru, bo to teksty, które zapadają w pamięć, podobają się i młodszym, i starszym!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki










"Czary. Nieco szerszy wybór wierszy"
Autor: Marcin Brykczyński
Ilustrator: Artur Gulewicz
Wydawnictwo: Literatura
Oprawa: twarda
Liczba stron: 96
Format: 17x22,5cm
ISBN: 978-83-7672-334-1



Read On 0 komentarze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Nasza strona główna

Pani Zorro podpowiada...

Napisz do nas:

inna-bajka(at)kobietnik.pl
Technologia Blogger.

Niebawem:

- "Ars Dragonia" Joanna Jodełka (Egmont)
- "Mrówka Zofia opowiada" Stefan Casta, Bo Mossberg (Multico)
- "Nela i tajemnice świata" Nela Mała Reporterka (Burda Książki)
- "Gdybym był dorosły" Eva Janikovszky (Nasza Księgarnia)
- "Hej, Jędrek! Przepraszam, czy tu borują?" Rafał Skarżycki (Nasza Księgarnia)
- "Parasol pana Pantalona" Zbigniew Dmitroca (Egmont)
- "Hania Humorek i Smrodek. Wielka, straszna ciemność" Megan McDonald (Egmont)
- "Hania Humorek i Smrodek. Poszukiwacze skarbów" Megan McDonald (Egmont)
i wiele, wiele innych:)

Recenzje wg autorów:

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Followers

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Archiwum bloga