facebook

Kobietnik - inna bajka

"Życie według Duni" - letnie atrakcje i gorące emocje

17:15



Nieco radośniejsze chwile w życiu Duni nastały. Nie da się ukryć, że przy lekturze poprzednich tomów chwilami miałam łzy w oczach, bardzo nas poruszały kolejne zdarzenia, które spotykały dziewczynkę. Mimo wszystko starał się być szczęśliwa – pamiętać o tych radosnych chwilach, pielęgnować te najmilsze wspomnienia.

Tym razem nie smutek, ale inne uczucia będą nam towarzyszyć podczas poznawania kolejnej części opowieści o Duni: złość, ale także radość, uśmiech, zaskoczenie.

Czas akcji to najmilsze chwile – zgodzi się z tym każdy, zwłaszcza teraz, gdy sierpień dobiega końca… Nie ma jak wakacje! A jeśli na dodatek spędza się je nad morzem, na wyspie, z najserdeczniejszą przyjaciółką. I  choć przecież w „Kiedy ostatnio byłam szczęśliwa” tata Duni został potrącony przez samochód, trafił do szpitala, odniósł poważne obrażenia, to na szczęście powoli dochodzi do zdrowia, a letnie miesiące wspólnie spędzane z Fridą w tak uroczym miejscu muszą być czasem niezwykle radosnym.

„Zawłaszczanie” rodziców to wcale nie taki rzadki problem – zdarza się, że dzieci starają się zdominować rozmowę, którą prowadzimy ze znajomymi, w czasie tego typu spotkań mają mnóstwo niecierpiących zwłoki spraw, demonstracyjnie pokazują, iż nudzą się, gdy jesteśmy gdzieś z wizytą czy też wpadają w „czarną rozpacz”, jeśli mają zostać w domu pod opieką innych osób, by dorośli mogli gdzieś się wybrać – zdarza się nawet, że decydujemy się odwołać zaplanowane spotkanie… 

Ale czy właśnie tak możemy określić postępowanie Duni? Czy nowa znajoma taty tak niespodziewanie pojawiająca się na wyspie, wkraczająca w życie dziewczynki, która do tej pory była najważniejszą osobą w życiu ojca powinna oczekiwać radosnego przyjęcia? Czy tata słusznie ma żal do córki za niestosowne według niego zachowanie?

Czwarta część przygód Duni przynosi radosne obrazy beztrosko spędzanego czasu – Frida i Dunia obserwują przyrodę, bawią się i kąpią prawie na okrągło, z entuzjazmem realizują wszystkie pomysły, zaczynają też zarobkować w nader pomysłowy sposób (a propos – mama Fridy jest rzeczywiście wyjątkowa! Ja piekę jedynie dla domowych głodomorów, którym latem bardzo apetyt dopisuje, a i tak nieco już jestem znużona „piekarskimi” zajęciami;)). Miło się czyta o niebanalnych zajęciach, które wypełniają dziewczynkom dni na wyspie. Okazuje się też, że równie zdecydowane, operatywne i stanowcze są w innych kwestiach: dobitnie przedstawiają swoje zdanie na każdy temat, potrafią bronić swoich racji i jest to też zaleta tej lektury – bo najmłodsi, choć lat mają niewiele, to mają też prawo być traktowani z szacunkiem, uczciwie, ich zdanie jest także ważne i powinno być wzięte pod uwagę.

Najlepiej jest spotkać się w połowie drogi – wzajemne pójście na ustępstwa pozwala wypracować najlepsze rozwiązanie. Liczymy zatem, że w piątej części przygód Duni poznamy bliżej Werę, a tata nie będzie tylko w kuchni przygotowywać jedzenia;)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki











Autor: Rose Lagercrantz
Ilustrator: Eva Eriksson
Wydawnictwo: Zakamarki
Oprawa: twarda
Liczba stron: 108
Format: 15 x 21,5 cm
ISBN: 978-83-7776-109-0



Read On 0 komentarze

"Południowa Łąka" - o niełatwym poszukiwaniu szczęścia

18:20


To już trzeci audiobook z opowiadaniami Astrid Lindgren wydany przez Naszą Księgarnię. W pierwszym – „Nils Paluszek” – słyszeliśmy głosy Teresy Lipowskiej i Mariana Opani; „Dzielna Kajsa” to popis talentu znanej z pierwszej płyty aktorki, zaś niniejszy to teksty czytane przez Mariana Opanię. 

Niewiele tytułów tu znajdziemy: cztery opowiadania, jedno podzielone na dwie części, utwory różniące się od nagrań z poprzednich płyt nastrojem, sposobem obrazowania. Wszystkie je łączy to, że bohaterowie to dzieci znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej – osierocone lub żyjące w bardzo ubogiej rodzinie, bez nadziei na poprawę swego losu, ciężko pracujące, zmagające się z trudnościami, których nie brak w ich codziennym życiu. 

Elementem łączącym te historie jest pierwiastek magiczny, fantastyczny – każdy z małych bohaterów przeżywa coś niezwykłego, niewytłumaczalnego w zwykły, zdroworozsądkowy sposób. Dla nich ich doznania są prawdziwe, wierzą w realność tego, czego doświadczają, zatem i słuchacze dają się porwać tym opowieściom. Z zapartym tchem, z wiarą w przemianę losu słuchamy zatem jak ubogie, osierocone rodzeństwo znajduje niezwykły ogród, w którym mogą bawić się, jeść do syta i zapomnieć o smutnej rzeczywistości wypełnionej ciężką pracą. Ufamy, że istotnie z ziarnka grochu może wyrosnąć lipa – tak jak to wymarzyła sobie pragnąca czegoś pięknego mała sierotka, która trafiła do przytułku. A czy opisujące tragiczną napaść wilka na stadko owiec opowiadanie „Dwa, dwa, dwa!” nie może jednak mieć szczęśliwego finału? Jeśli jego bohaterką uczyni się tak dzielną dziewczynkę jak Stina Maria, to bez wątpienia taki pomyślny bieg wypadków może nastąpić! Bardzo poruszająca opowieść zamyka tę płytę: ciężko chory najstarszy syn zostaje sam w domu, rodzice muszą wypełnić swoje obowiązki, a on, złożony chorobą, z bardzo wysoką gorączką – no właśnie – śni na jawie? Odbywa podróż w czasie? Paź Nils przedsięwziął śmiały plan – chce uratować uwięzionego króla. Ale czy jeden nawet bardzo dzielny, ofiarny, pomysłowy i sprytny chłopiec da radę przezwyciężyć znaczne siły przeciwnika?

To wszystko sprawia, że „Południowa Łąka” to audiobook adresowany do nieco starszych słuchaczy. Nie brak w tych opowiadaniach chwil dramatycznych, porażająco smutnych, a choć sami bohaterowie odnajdują w swym nielekkim życiu momenty szczęścia, to jednak jest to bardzo poruszające doświadczenie – spotkanie z nimi, poznanie ich losów. Dodatkowo poszczególne nagrania są sporo dłuższe niż te znajdujące się na dwóch poprzednich płytach. Przyznam szczerze, że gdybym musiała czytać je dziewczynkom, to z całą pewnością głos by mi się łamał, na pewno sporo byłoby przerw – bo jesteśmy takimi bardzo przeżywającymi trudne losy postaci odbiorczyniami. To bardzo dobrze zatem, że możemy poznać te pełne emocji, tak zapadające w pamięć opowieści dzięki panu Marianowi Opani, dzięki najnowszemu audiobookowi Astrid Lindgren wydanemu przez Naszą Księgarnię.

Polecam
Katarzyna 




"Południowa Łąka"
Autor: Astrid Lindgren
Tłumacz: Anna Węgleńska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Forma wydania: AUDIOBOOK CD
Format: CD
ISBN: 978-83-10-12891-1



Read On 0 komentarze

„Encyklopedia dla pierwszaka” - i już o świecie prawie wszystko wiecie;)

10:00



Wprawdzie tytuł mówi, iż książka jest adresowana do bardzo poważnego już odbiorcy – pierwszaka, to jednak i zaciekawieni otaczających ich światem nieco młodsi znajdą tu coś dla siebie. Można nawet tak przekornie stwierdzić, że właśnie lepiej się ona sprawdzi w przypadku przedszkolaków. Zwłaszcza ci nieco starsi – pięciolatki, czyli zerówkowicze znajdą w niej ciekawe treści dla siebie.

Twarda okładka ozdobiona wieloma kolorowymi rysunkami kryje w sobie mnóstwo treści, które zostały podzielone na siedem części. Najpierw mali odbiorcy mogą poznać litery, cyfry, liczby, a także cztery podstawowe działania matematyczne: dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie. Kolejny dział szczególnie zachwyci młodszych – „Moje pierwsze słowa” to siedem rozkładówek, które tworzy pełna szczegółów ilustracja oraz małe rysunki na sąsiedniej stronie – niektóre z nich można odnaleźć na tej całostronicowej ilustracji. Ciekawym pomysłem jest to, że kolejne zagadnienia przedstawiają postacie z coraz to innej, popularnej bajki, na przykład poznajemy kwestie związane z rodziną za pośrednictwem postaci znanych z opowieści o Arielce, dom i jego wnętrze pokaże nam Śnieżka i jej mali towarzysze – krasnoludki, bogactwo ubiorów poznamy dzięki Dżasminie, a na wieś wybierzemy się wraz z Kubusiem Puchatkiem. 

Kolejny rozdział dotyczący pór roku ucieszy małych wielbicieli zagadek: mają one rozmaitą formę – są wierszyki, rysunki, na ilustracjach spotykają się bajkowe postacie i realistyczna sceneria odzwierciedlająca przemiany zachodzące w przyrodzie. 

Sporo ciekawych zadań czeka na młodych czytelników w części zatytułowanej „Zasady dobrego wychowania”: zgadywanki, rebusy, wyszukiwanki, tradycyjnie już – bajkowi bohaterowie oraz rymowanki, które maluchy lubią – wszystko to pozwala w nienużący sposób przekazać prawidła bon tonu, zasady ważne w naszym codziennym życiu, w sytuacjach odświętnych, w domu, w szkole, wśród przyjaciół, na ulicy.

Na chwilę żegnamy się z postaciami z bajek, bo rozdział „Świat zwierząt” to wyprawa do świata fauny: tu królują zwierzęta, a krótkim opisom zawierającym najistotniejsze kwestie ich dotyczące towarzyszą fotografie ukazujące przedstawiane gatunki w naturalnym środowisku. Mamy zatem możliwość poznać zwierzęta bliskie nam – mieszkańców lasu, ale także faunę dżungli, sawanny, pustyni i prerii, zakątków zimnych i gorących, świat mórz i oceanów. 

Ostatni rozdział to rzeczywiście treści skierowane już do uczniów: język angielski w przedszkolach opiera się głównie na mówieniu, dzieci poznają słówka, uczą się krótkich piosenek, a w niniejszej pozycji młodzi odbiorcy mogą poznać niuanse wymowy, pisownię, sporo użytecznych wiadomości dzięki którym nauka angielskiego będzie łatwiejsza i bardziej przyjemna.

„Encyklopedia dla pierwszaka” sprawdzi się świetnie jako lektura dla przedszkolaków i „szkolniaków”, zatem można ją podsunąć już nieco młodszym niż to wynika z tytułu pociechom – na pewno zaowocuje to zdobyciem sporej porcji wiadomości, a poza tym jej oglądanie, poznawanie będzie miłym sposobem na nudę!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki 














"Encyklopedia dla pierwszaka"
Autor: praca zbiorowa
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Olesiejuk
Liczba stron: 152
Format: 21,5x29 cm
ISBN: 978-83-274-3655-9




Read On 0 komentarze

"Wyspy" - kolorowe podróże w urokliwe strony

10:00



O zaletach kolorowanek dla nieco starszych;) większość chyba słyszała: odstresowują, relaksują, pozwalają nawet osobom obdarzonym nieco mniejszym talentem plastycznym stworzyć coś ciekawego, niebanalnego: sukces murowany – wystarczy zaopatrzyć się w opakowanie cienkopisów i… działać:) Niebawem – choć przyznajmy – skomplikowane i pełne drobniutkich elementów rysunki nie tak szybko pokryjemy kolorem – zatem może lepiej: „po pewnym czasie” możemy z dumą prezentować efekt. 

Zresztą to dobre zadanie i swego rodzaju wyzwanie dla młodszych – zaintrygowani tym, że rodzice chwytają za kredki, podbierają im pisaki, chętnie towarzyszą tym poczynaniom, obserwują efekty i nabierają chęci do spróbowania swych sił. Na pewno mogą się zdarzyć nieco frustrujące momenty, ale drobne niedociągnięcia nie psują efektu, a przecież trening czyni mistrza i takie wspólne kolorowanie może być także miłym sposobem spędzania czasu. 

Szczególnie wdzięcznym polem do popisu są takie mniej abstrakcyjne formy. Wprawdzie są i zagorzali fani wzorów, arabesek, ornamentów, jednak tego typu rysunki wymagają przestrzegania pewnych reguł, chyba jednak lepiej jest dbać o symetrię, w sposób stonowany łączyć kolory, czasem wręcz wzór narzuca nam bazowanie na wielu odcieniach tej samej barwy, co może być kłopotliwe. Nie neguję takich wyzwań i podziwiam efekty, ale mnie samej zdecydowanie bardziej przypadły do gustu takie bardziej realistyczne przedstawienia: zauroczył nas „Tajemny ogród”, czekamy z niecierpliwością na „Zaczarowany las”, a nasze rodzime „Wyspy” autorstwa Anity Graboś okazały się cudownym spotkaniem z przyrodą i architekturą, z bogactwem fauny, ze światem urokliwym, fantazyjnym, kuszącym.

A co znajdziemy na tych kartach? Koty i ptaki, gęstą zabudowę uliczek, wnętrza pełne rozmaitych przedmiotów, szafy wypchane strojami, mnóstwo książek, przeróżne środki lokomocji, drzewa w scenerii kolejnych pór roku, no i wreszcie same tytułowe wyspy – widzimy je i przez okna mieszkań, są grupy wysp, niektóre duże, z liczną zabudową, inne malutkie, skaliste. Wyspiarze uwielbiają czytać, „a z każdej przeczytanej książki codziennie powstaje nowa wyspa-marzenie” – zdradza nam autorka, Anita Graboś. Zatem spodziewajmy się takich właśnie rysunków – bogatych w detale, nieco fantastycznych w formie, przypominających nasz „zwykły” świat, ale jednocześnie ze szczyptą magii, dużą dozą fantazji, przeczących prawom fizyki, ale genialnie zgadzających się z prawami wyobraźni!:) 

Spotkanie z „Wyspami” to nie tylko ciekawe zadania plastyczne, to także znakomita przygoda, zachęta, by stworzyć własne opowieści o bohaterach pojawiających się na kartach tej pozycji, wymyślić, kto też może mieszkać w tych maleńkich domkach, kto z kim sąsiaduje, o czym śpiewają ptaki, których tak wiele na kolejnych stronach (uwielbiamy!), jak się nazywają te urocze koty (lubimy jeszcze bardziej!:)). 

A do tego to bardzo „funkcjonalne” wydawnictwo: na końcu książki znajduje się gruba, sztywna tektura pozwalająca nam w różnych warunkach oddawać się przyjemności kolorowania, bez konieczności wygospodarowywania odpowiedniego miejsca. Na dodatek jesteśmy zachęcani do pochwalenia się swoją twórczą pasją, bo kartki łatwo można po skończonej pracy wyjąć z książki i powiesić w oczekiwaniu na zachwyty otoczenia czy też podarować miłej sercu osobie.

Polecam
Katarzyna 











"Wyspy"
Autor, ilustrator: Anita Graboś
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 64
Format: 21x29,7 cm
ISBN: 978-83-10-12916-1




Read On 0 komentarze

"Z muchą na luzie ćwiczymy buzie, czyli zabawy logopedyczne dla dzieci" - taki trening to przyjemność!:)

14:10



Nasze kłopotliwe głoski to „c”, „s” i „r”, mamy już sporo materiałów, ćwiczymy. Czwartkowe popołudnia miałyśmy zatem zajęte – bo spotykałyśmy się z panią logopedą. Nawet w wakacje przez pewien czas chodziłyśmy na spotkania. Mamy oczywiście świadomość, że równie ważne jest regularne ćwiczenie w domu. Ci, których to dotyczy, wiedzą, że nie jest to tak łatwe, miłe i bezproblemowe jakby się mogło wydawać. W poradni jest inna atmosfera, „nasza” pani Emilka ma mnóstwo gier i jeszcze więcej pomysłów, by w ciekawy sposób zachęcić do ćwiczeń, działa też świadomość, że to szczególny czas, przeznaczony właśnie na pracę nad wymową. Na  co dzień o rozmaitych porach „przypomina się” nam, że trzeba poćwiczyć, zdarza się niestety, że ta myśl umknie, czasem okazuje się, że odrywamy pociechę od zabawy, coś rozprasza. Na szczęście Młodsza traktuje te ćwiczenia jako coś interesującego, ale z kolei chce nam towarzyszyć, powtarzać z nami, więc i ten entuzjazm ma swoje dobre i nie do końca dobre strony.

Jednak najtrudniejsze jest zaintrygowanie Starszej. Ćwiczy od dawna, pani logopeda chwali ją za zauważalne postępy, ale i naturalne chyba znużenie nastąpiło. Zatem nie muszę chyba wyjaśniać, jak ucieszyły nas przygody muszki Fefe! Na ogół bywa tak, że po dwóch – trzech ćwiczeniach pada pytanie: „Długo jeszcze?”, a tym razem choć każdej przygodzie przedstawionej na kolejnych dwóch stronach towarzyszy pewne polecenie dla małych słuchaczy, to nie było mowy o odłożeniu lektury, a zadania były wykonywane o wielkim zapałem. To chyba klucz do sukcesu – zaciekawienie, rozbawienie najmłodszych, dzięki czemu zapominają, że to co właśnie robią, to intensywny trening narządów artykulacyjnych;)

Mucha jest wbrew pozorom bardzo wdzięcznym bohaterem – wszak taka „persona” może robić wszystko: biegać w maratonie, gasić pożary, pędzić autem przez miasto, zostać nieco nietypowym dżokejem, latać balonem… Sporo konsumuje, co też sprzyja ćwiczeniu – „na sucho”;) – buzi i języka, bo my poznając jej emocjonujące przygody towarzyszymy bohaterce: naśladujemy odgłosy, podziwiamy wyczyny Fefe, śpiewamy, chrapiemy. Z taką muchą nie sposób się nudzić, a gdy najmłodsi zorientują się, że kolejne strony przynoszą nowe, niebanalne perypetie, to o przerwaniu lektury nie może być mowy! Zresztą czujemy się niejako zobowiązani do poznania wszystkich przygód – bo już na początku tej opowieści autorka prosi nas o ustalenie, czy Fefe jest „muchą jak każda inna”. Upersonifikowana muszka wygląda niebanalnie, w wielu poczynaniach przypomina nas samych, ale ma i takie „owadzie” zwyczaje, co sprawia, że ta historia jest zaskakująca i zabawna. 

Osoba czytająca prezentuje, jak wykonać każde z ćwiczeń, zatem przyznam, że po lekturze mamy poczucie odbycia dobrego treningu;) Dodam, że niektóre zadania mogą się bardzo spodobać najmłodszym i później trzeba wyjaśniać, że robienie burzy w szklance przy każdej okazji nie jest najszczęśliwszym pomysłem, choć małą pociechą może być to, że ćwiczymy wargi i podniebienie miękkie… 

Nie można nie wspomnieć o ilustracjach – Fefe jest pierwszoplanową bohaterką, na niej skupiona jest uwaga, zatem rysunki przedstawiają to, co najistotniejsze w danej przygodzie, bez zbędnych szczegółów, drobiazgowego odmalowywania tła, mamy zatem żywe barwy postaci oraz pastelowe tło. Specyficzny sposób kadrowania sprawia, że widzimy to dokładnie i rozumiemy doskonale – to nie mucha jak inne! To niebanalna i intrygująca istotka, jeszcze nieraz przeczytamy o jej przygodach, zwłaszcza że potrafią one zachęcić do ćwiczeń – i to tak intensywnych!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki 









"Z muchą na luzie ćwiczymy buzie, czyli zabawy logopedyczne dla dzieci"
Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustrator: Joanna Kłos
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 22x22 cm
ISBN: 978-83-10-12907-9





Read On 0 komentarze

"Kopidoł i Kwiaciareczka" - prawdziwe życie, prawdziwe emocje

10:00




Lato, czas wakacji – zatem odpoczynek, zabawa, przyjemne spędzanie wolnych chwil, ucieczka od codziennych obowiązków. Chyba bardzo wiele osób takie właśnie ma skojarzenia, gdy myśli o tej porze roku, o miesiącach wakacyjnej kanikuły. Ale przecież jednocześnie część osób zamiast planować dalekie podróże, przygotowuje się na te chwile w zupełnie inny sposób – gromadząc materiały potrzebne do remontu, szukając zatrudnienia na letnie miesiące czy po prostu pomagając w tym czasie w rodzinnych firmach, zakładach. Tak właśnie wygląda sprawa w przypadku głównych – tytułowych bohaterów książki Kazimierza Szymeczko „Kopidoł i Kwiaciareczka”. 

Hetmaniokowie od kilku pokoleń prowadzą rodzinną firmę i zdążyli wyrobić sobie markę w branży pogrzebowej – być może Wiktor będzie kontynuował tę tradycję. Ojciec Małgosi ma stragan na bazarku – tu sprzedaje owoce, warzywa i kwiaty. Latem pracy jest bardzo dużo, więc córka także pomaga. Dzięki temu poznamy parę tajemnic obu branży, dowiemy się niejako od kuchni jak wygląda praca w tych miejscach, jakie problemy mają tacy prywatni przedsiębiorcy. Bohaterów poznajemy w szczególnym momencie: koniec roku szkolnego, koniec kolejnego etapu nauki – gimnazjum. Czas pożegnań, ale i okazja do rozliczeń – niesmaczny żart kolegi zapadł Wiktorowi w pamięć i teraz przyszła chwila, by odpłacić za ten brak taktu. Bójka kończy się niezbyt szczęśliwie dla żartownisia, a Wiktora czeka rozprawa. Oczekiwanie na nią mają mu wypełnić prace społeczne – dobre referencje mogą mu pomóc w tej niezbyt komfortowej sytuacji…

A zgłoszą się oboje – Wiktor i Małgosia. Trafią do Caritasu - i to właśnie kolejne miejsce, które poznamy od podszewki. Na ogół pewnie młodzi ludzie nie do końca zdają sobie sprawę, jak wygląda życie takiej placówki, co robią przebywające w niej z konieczności osoby, na czym polega opieka nad nimi, jakie mają potrzeby i co młody człowiek, wolontariusz pojawiający się na parę godzin może wartościowego zrobić. Okazuje się to sprawą niełatwą, może i nieco frustrującą, bo efekty są nie tak spektakularne, jakby młodzi chcieli, jednak ta ofiarność, serdeczność, zwykłe bycie obok ma także niebagatelne znacznie.

Sporo spraw zostało poruszonych w tej niedługiej powieści. Nieco ponad dwieście stron, osiem dni pełnych codziennych i nieco mniej powszednich zdarzeń. Problemy zwykłe – tak jak niezbyt odpowiedzialna siostra, która przedkłada buszowanie po Internecie nad opiekę nad dziećmi, kwestie związane z prowadzeniem własnej firmy, sklepu, starania podejmowane podczas prac społecznych, a do tego rodząca się zażyłość między bohaterami, budzące się uczucie, ale i przykre zdarzenie, które jednoczy Wiktora i Małgosię: sprawa dilera, która namówił jednego z podopiecznych Caritasu do zażycia „tabletki na mądrość” – szeroka gama uczuć, emocje prawdziwe, silne, lojalność, solidarność, ochrona słabszych, uczciwość, docenienie uczciwej pracy – wprawdzie to takie „niemodne” sprawy, wydawałoby się, że mało atrakcyjne do przedstawienia, lecz czytając te historię poznajemy ludzi wartościowych, żyjących według pewnych zasad. I ta opowieść wciąga i naprawdę porusza.

Autor oddaje na zmianę głos dwojgu głównych bohaterów, zatem poznajemy te same zdarzenia z różnych punktów widzenia, kibicujemy rodzącemu się uczuciu, widzimy prawdziwe intencje bohaterów – i mimo woli – choć nie zawsze są ideałami, to swym postępowaniem zdobywają nasze ciepłe odczucia. 

Ciekawe, niebanalne zdarzenia, bardzo prawdziwe portrety bohaterów – i krzepiące przesłanie. Dobra lektura nie tylko na czas wakacji – ale jeśli sięgnięcie po nią teraz, to z pewnością przeczytacie ją jednym tchem!

Polecam
Katarzyna 


Autor: Kazimierz Szymeczko
Ilustrator: Elżbieta Chojna
Wydawnictwo: Literatura
Oprawa: twarda
Liczba stron: 224
Format: 14,5 x 20,5 cm
ISBN: 978-83-7672-220-7


Read On 0 komentarze

"Duża kieszeń na kłopoty" - przygody są dobre na wszystko!;)

17:30



Zaintrygowała mnie „Rupieciarnia na końcu świata”, zatem widząc nazwisko Agaty Mańczyk na okładce, bez wahania sięgnęłam po „Dużą kieszeń na kłopoty”. Tym razem nie będziemy mieć do czynienia ze skomplikowaną historią rodzinną, z poplątanymi relacjami między bohaterkami – bo to właśnie płeć piękna dominuje w tej pierwszej z przywołanych lektur. Tym, co łączy obie opowieści, jest tajemnica, a także związki uczuciowe młodych bohaterów. Jednak „Duża kieszeń na kłopoty” to nieco inna lektura, może nieco mniej refleksyjna, poświęcona głównie przygodom, które spotykają czworo młodych ludzi pragnących odnaleźć… skarb! Nie, nie ma tu żadnej pomyłki – widoczni na okładce bohaterowie znajdują się przypadkiem w tej samej smażalni, do której trafia dwóch podejrzanych osobników. Nieco lekceważą oni swych towarzyszy mimo woli i bez skrępowania opowiadają o zakopanych znacznych sumach pieniędzy. 

Co ciekawe, młodzi ludzie nie znają się zupełnie – dwoje z nich przyjechało tu na wakacje, dwoje mieszka w Jarosławcu, ale wcześniej się nie spotkali. I nic chyba w tym dziwnego – gdy poznajemy bliżej bohaterów, okazuje się, że się bardzo różnią – mają odmienne doświadczenia życiowe, inne priorytety, różne pasje, a ich sposób bycia, osobowość, charakter mogłyby być dowodem na to, że przeciwieństwa się przyciągają. Ale przecież ich połączyło coś innego! Każde z nich marzy o zdobyciu ukrytych pieniędzy, choć motywacje są różne – czasem problemy rodzinne, troska o zdrowie bliskiej osoby, jedna z dziewcząt pragnie przeżyć ekscytującą przygodę, gdyż z powodu licznych nękających ją chorób spędza czas przede wszystkim w towarzystwie lektur. Można się także doszukać pewnego niezbyt radosnego pierwiastka wspólnego – wszyscy czworo mają rozmaite problemy: czy to w rodzinie, czy w grupie rówieśniczej, nie mogą znaleźć wspólnego języka z rówieśnikami, czasem z powodu kompleksów odsuwają się od nich, stwarzają pozory obojętności, by nie narazić się na zranienie, nie pokazać swych prawdziwych uczuć, nie cierpieć…

Choć zatem to głównie kolejne etapy karkołomnych poszukiwań będziemy śledzić na kartach tej powieści, to niejako przy okazji udaje się autorce przemycić nieco obrazów codziennego życia młodzieży, jej problemów, dylematów. Czworo młodych poszukiwaczy przygód (i skarbu!) to nastolatki, ale ich troski i obawy są prawdziwe, realne, niełatwo sobie z nimi poradzić. Trzeba przyznać, iż Agata Mańczyk bardzo dobrze poradziła sobie z tą warstwą psychologiczną powieści. Można by nieco ponarzekać na wymyśloną przez nią intrygę: raczej trudno uwierzyć w jej prawdopodobieństwo, niekiedy zdarzenia są konstruowane tak, by jak najbardziej skomplikować zadanie bohaterów, czasem wręcz niemal w myśl zasady: „zabili go i uciekł”. Część tych poczynań można usprawiedliwić, gdy poznamy już zakończenie powieści (nie będę kłamać, że takiego biegu zdarzeń oczekiwałam, ale przyznam, że w tym kierunku biegły moje domniemania…;)). Jednak  nie wszystkie wątki zostały tak zgrabnie opracowane – na przykład kwestia walizki pełnej pieniędzy – w pewnym momencie ten kuszący trop zostaje zupełnie porzucony. W pewnym momencie pojawia się też policja, która nagle jakby rozpłynęła się we mgle – chyba że to swego rodzaju ocena pracy stróżów porządku;)

Na pewno sama emocjonująca i pełna zwrotów akcji opowieść zachęca do odwiedzenia nadmorskich okolic , które nawet w deszczowe dni jawią się jako ciekawe miejsce. Nie można też zapomnieć o słowach, które stały się niejako mottem do zaistnienia całej tej historii, a zostały także ujęte w tytule – owa „kieszeń na kłopoty” to dobry pomysł, by poradzić sobie z przerastającymi nas kłopotami. A pomóc w tym mogą przyjaciele. Zatem – przyjaźń ponad wszystko! I ekscytujące przygody! Takich życzymy na koniec wakacji! A jeśli będzie Wam ich za mało, to sięgnijcie po tę lekturę, by przeżyć razem z Gretą, Polą, Gutkiem i Nikodemem kilka emocjonujących dni, gdy olbrzymi skarb był w zasięgu ręki;)

Polecam
Katarzyna 


"Duża kieszeń na kłopoty"
Autor: Agata Mańczyk
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 352
Format: 135x204 mm
ISBN: 978-83-10-11844-8



Read On 0 komentarze

"Bery, gangster i góra kłopotów" - z humorem o sprawach ważnych

14:00



Drugie słowo tytułu sugeruje od razu z jakiego typu lekturą mamy do czynienia – skoro to książka dla młodego czytelnika, zatem możemy być pewni, że będzie to emocjonująca, pełna przygód, niespodzianek, zaskakujących zwrotów akcji historia. A gdy dodać jeszcze sporą dawkę dobrego humoru i zabawnych zdarzeń, to otrzymujemy opowieść, która wciąga, bawi, ba – może się okazać, że nawet osoby niezbyt do tej pory doceniające przyjemność czytania, przekonają się, że książki dają nam wiele miłych chwil!

Zdradzę Wam, że na okładce widzicie głównego bohatera (przezywanego przez kolegów z klasy „grubą Pchłą”) oraz jego najlepszego przyjaciela w momencie, gdy chowają się za latarnią, bo śledzą poczynania gangstera;) Takich zabawnych scen znajdziecie w niniejszej historii po prostu mnóstwo! Chłopcy będą chcieli uciec z domu – najlepiej do innego wymiaru, zatem pójdą w ślady Harry’ego Pottera, a wiadomo, że mały czarodziej musi mieć swoje zwierzątko, więc zaczają się w piwnicy, by złapać szczura, którego potem mają w planach oswoić… 

Co skłoniło chłopców do podjęcia decyzji o ucieczce? Główny bohater – Kuba, nie jest zbyt lubiany w klasie, do tego ma kompleksy – jest niewysoki, nieco pulchny, nie zawsze pamięta o odrobieniu lekcji, więc uważa, że jego wychowawczyni – pani Marta uwzięła się na niego. Rodzice także go nie rozumieją, a starszy brat zostaje pod wielkim wrażeniem dwóch dziewcząt, zatem bardziej zajmują go romantyczne porywy serca niż opieka nad „maluchem”;)

Na szczęście – bo ucieczka, jak się pewnie domyślacie, nie udaje się i trzeba stawić czoła problemom – w otoczeniu Kuby są także osoby, które go wspierają – Wojtek, przyjaciel z klasy, ukochany dziadek mieszkający nieopodal, jego sympatyczny sąsiad, nieco wiekowy, ale bardzo młody duchem pan Wiesław zwany pan A Ty Kto, a także pies pana Wiesława, niezbyt urodziwy, lecz niezwykle serdeczny, energiczny, zabawny Bery. 

Zdarza się, że opowieści o małych detektywach rażą absurdalnością pomysłów – nieletni bohaterowie potrafią rozwiązać wszystkie problemu, bez trudu ustalają przebieg zdarzeń, rozszyfrowują najtrudniejsze zagadki i osiągają to, co znacznie liczniejszej grupie dorosłych się nie udawało – na pewno są i amatorzy takich historii. W tej książce mamy do czynienia z zupełnie innym, sympatycznym rozwiązaniem fabularnym – domniemania małych bohaterów co do tożsamości tytułowego gangstera okazują się nie do końca trafne, podejrzane zachowanie innych postaci także zostaje wyjaśnione i mamy poczucie, że choć faktycznie wiele się działo w życiu Kuby, to jednak takie przygody faktycznie mogły mieć miejsce. A dzięki temu i różne przekazy zawarte w tej historii lepiej trafiają do młodego odbiorcy – traktuje je jako prawdziwe i warte uwagi – bo takie właśnie są! Autorka w zabawny sposób przywołuje hasło „Cała Polska czyta dzieciom”, ale też ciekawie udowadnia tezę, że książki są ciekawe, a czytanie jest zajęciem kształcącym i łączącym ludzi. Przygody Kuby uświadamiają nam również, że warto mieć sprzymierzeńców w swoich poczynaniach, że mówienie prawdy może być sposobem na rozwiązanie kłopotów, które nas spotykają. Okazuje się też, że nierzadko bywa tak, iż nasze wyobrażenia o kimś są mylne – wygląd nie przesądza o tym, kim ktoś jest, a i zachowania bywają mylnie odczytywane – wówczas może pomóc szczera rozmowa. To również historia o dotrzymywaniu danego słowa, o gotowości do pomocy osobom, które jej potrzebują. Dużo ważnych tematów – lektura zatem godna uwagi. Pod płaszczykiem przygód i dobrej zabawy dostrzegamy wiele istotnych spraw. Nic dziwnego zatem, że „Bery, gangster i góra kłopotów” nagrodzono tytułem Książka Roku 2006, uhonorowano ją też Małym Dongiem 2006. 

Polecam
Katarzyna 









"Bery, gangster i góra kłopotów"
Autor: Małgorzata Strękowska-Zaremba
Ilustrator: Monika Pollak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 208
Format: 14 x 19,2 cm
ISBN: 978-83-10-12793-8




Read On 0 komentarze

"Mój pierwszy atlas Polski", "Mój pierwszy atlas świata" - najmłodsi poznają świat

11:45



Podróże – małe i duże – to pasja, którą dzielą wszystkie dzieci. Tak naprawdę chyba nikt nie może oprzeć się propozycji, by wybrać się na wycieczkę, zobaczyć coś nowego, poznać inne zakątki – odmienne od rodzinnych stron miejsca. Niekiedy najmłodsi nie mają wystarczająco dużo cierpliwości, by obejrzeć wszystkie zabytki, ale dobrze zaplanowana wycieczka, uwzględniająca potrzebę zabawy, odpoczynku, rozrywki oraz pewną dozę zwiedzania zawsze uraduje, a do tego zapadnie w pamięć i będzie długo wspominana. Inna kwestia to sama podróż w sensie dotarcia na miejsce – bardzo często według pociech trwa zbyt długo… Obie te sprawy – chęć poznawania nowych zakątków oraz znalezienie ciekawego zajęcia na dłużący się czas przemieszczania się różnymi środkami lokomocji – staną się prostsze, a ewentualne problemy znikną, jeśli sięgniemy po najnowsze publikacje Wydawnictwa Olesiejuk!

Tata dziewczynek uwielbia studiować mapy, geografia to jego pasja – zatem starał się zainteresować tym tematem córki. Pierwsze próby nie były zbyt spektakularne. Nie da się ukryć, że takie „klasyczne” atlasy, choć barwne – bo taką przecież przyjęto zasadę przy tworzeniu map fizycznych czy politycznych, to jednak nie zajmowały kilkuletnich adeptek w stopniu wystarczającym. Zerknęły, wysłuchały grzecznie, ale już za chwilę usłyszane wiadomości ulatywały z głowy, nie pojawiał się zapał do dalszego poznawania naszego kraju czy świata. 

Zatem niezależnie od tego, czy chcemy obudzić pasję podróżniczą, czy też zaspokoić ciekawość świata, odpowiedzieć na stawiane przez pociechy pytania, warto sięgać po publikacje, które są dostosowane do możliwości percepcyjnych maluchów – dzięki takiemu poznawaniu tajemnic świata przyrody, zabytków, ciekawostek, charakterystycznych strojów, zajęć ludzi żyjących w różnych zakątkach świata, dziecko zyskuje pewną całościową wiedzę, którą może powiązać z ilustracjami. Taką właśnie metody zastosowały autorki „Mojego pierwszego atlasu Polski” oraz „Mojego pierwszego atlasu świata”.

Tym, co na pierwszy rzut oka zwraca uwagę odbiorcy, jest nietypowy kształt książki. A gdy dodamy do tego kolorowe rysunki zdobiące okładkę, wówczas sukces murowany – atlasy zaciekawiają, skłaniają do tego, by je otworzyć i poznać lepiej nasze najbliższe okolice, naszą ojczyzną, a także cały świat!:) Taka podróż jest możliwa w każdej chwili, dzięki „wędrówkom” po mapach – i zaowocuje ona na pewno zdobyciem sporej porcji wiedzy!

Czemu to warta uwagi pozycja? Wszak pewnie atlas znajdziemy w każdym domu, po co nabywać kolejny? Jeśli zerkniecie na zdjęcia, wszystko będzie jasne! Każda mapa to nie tylko fragment naszej ojczyzny czy też przedstawienie któregoś z kontynentów – umieszczone na nich rysunki sprawiają, że po przestudiowaniu danej ilustracji zdobędziemy mnóstwo wiadomości! „Mój pierwszy atlas Polski” najpierw zapoznaje najmłodszych z naszymi symbolami narodowymi, widzimy mapę naszej ojczyzny, a także flagi sąsiadujących z nią państw. Kolejne karty to przedstawienie regionów: każdemu poświęcono dwie rozkładówki – pierwsza to szczypta historii, wiadomości o przeszłości, zabytki, ważne miejsca, stroje ludowe, tradycyjne potrawy. Następne dwie strony ukazują przyrodniczy obraz danego regionu: świat fauny i flory zobrazowany zabawnymi przedstawieniami to ciekawa lekcja przyrody. A to nie wszystko! Chyba większość dzieci lubi wyszukiwanki – odnajdywanie drobnych rysunków umieszczonych na marginesach na ilustracji pełnej detali to zajęcie, które się nie nudzi, a w tym przypadku niejako „przy okazji” zapadają małym poszukiwaczom w pamięć ciekawe wiadomości. 

Takie czytanie/oglądanie, taka zabawa mogą przerodzić się w prawdziwą pasję. I tu ważna okaże się kolejna zaleta tych atlasów: grubsze kartki są niezwykle wytrzymałe, zatem książki posłużą długo i być może niejednemu małemu odkrywcy świata!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki 









"Mój pierwszy atlas Polski"
Autor: Anna Wiśniewska, Joanna Myjak (ilustr.)
Wydawnictwo: Olesiejuk
Oprawa: książka całokartonowa
Liczba stron: 24
Format: 24x30,5 cm
ISBN: 978-83-274-3404-3

"Mój pierwszy atlas świata"
Autor: Anna Wiśniewska, Joanna Myjak (ilustr.)
Wydawnictwo: Olesiejuk
Oprawa: książka całokartonowa
Strony: 24
Format: 24x30,5 cm
ISBN: 978-83-274-3207-0



Read On 1 komentarze

"O Stephenie Hawkingu, Czarnej Dziurze i myszach podpodłogowych" - o pasjach, dorastaniu, przyjaźni, miłości...

13:00




Na długi tytuł książki zwraca uwagę polecająca tę pozycję Joanna Papuzińska. I jest to bardzo gorąca zachęta do przeczytania – co zupełnie nie dziwi, bo mnie także ta opowieść oczarowała, poruszyła, zaciekawiła. Docenili ją również jurorzy kilku konkursów. Zatem nawet jeśli tytułowe zagadnienia nie wydają się Wam z jakichś powodów intrygujące, to sięgnijcie po tę lekturę – przekonacie się, że to historia niebanalna, prowokująca do myślenia, wpływająca na odbiorcę i jego życiową postawę. Historia o chłopcach, ale i dla dziewczyn, z dziewięcioletnim narratorem, lecz nie tylko dla takich „nieletnich” – i nieco starsi odnajdą w niej przesłanie ważne, mądre refleksje, okazję do przewartościowania swoich spraw, innego spojrzenia na świat.

Wracając jeszcze do tytułu – można by uznać, że jego długość niejako rekompensuje nam lakoniczne tytuły rozdziałów: kolejne numery opatrzone rysunkiem myszek, poza tym nieco ponad sto pięćdziesiąt stron historii, która zapadnie w pamięć, ale też – nie mam wątpliwości – skłoni do zastanowienia się nad sobą. Te rozdziały to nie kolejne fascynujące czy zabawne przygody – to historia zmian zachodzących w życiu Piotrka-Bratka, jego obaw, pasji, przemyśleń, ewolucja postaw.

Przyznam, że z pewnych względów przeżycia głównego bohatera są mi bliskie. W klasie Piotrka gros uczniów mieszka w blokach, nieopodal szkoły. Tylko on i Artek mają nieco dalej, lecz nie tylko odległość sprawia, że chłopiec jest nieco wyobcowany: jego starszy brat Stefan z powodu choroby bardzo rzadko opuszcza swój pokój. Ale choć jego kondycja fizyczna nie jest dobra, chociaż dokuczają mu różne dolegliwości, to jednocześnie jest osobą niejako rekompensującą sobie te braki w innych dziedzinach: ma szerokie zainteresowania, olbrzymią wiedzę, a dzięki swym pasjom tworzy urządzenia, które ułatwiają mu codzienne funkcjonowanie.

Wiem doskonale, że taka „odległość” od kolegów, koleżanek z klasy to „wielka przeszkoda” – oni mają swoje sprawy, znajomych z podwórka. Ta wydawałoby się mało ważna różnica jaką jest miejsce zamieszkania może okazać się bardzo istotna, gdy chodzi o te pierwsze, dziecięce przyjaźnie. W przypadku Piotrka to myślenie, do którego prowokuje go starszy brat, staje się też problemem – bo rówieśników zajmują inne sprawy, ich codzienność to zupełnie odmienne kwestie.

Główny bohater dostrzega te różnice, zaczyna go uwierać to izolacja do spraw innych, przeszkadzają też inne rzeczy – nie chce być tym, który ustępuje, tym, który się boi. To historia dorastania, zmian zachodzących w nas samych, gdy „wypływamy na szerokie wody”, zaczynamy nieco uniezależniać się od rodziny, nieco większą rolę zaczynają odgrywać przyjaciele, koleżanki, koledzy… Piotrek przestaje być tylko Bratkiem – młodszym bratem. Zmienia się jego sposób patrzenia na świat – inaczej widzi starszego brata, inaczej odbiera to, że ojciec związał się z inną kobietą. Także jego kolega – Artek, „eurosierota”, jest przez niego inaczej traktowany, staje się przyjacielem. Główny bohater dostrzega złożoność zagadnień – i udowadnia, że w każdym, nawet tak młodym wieku, jest możliwość zmiany. Z kolei dzięki Stefanowi uświadamiamy sobie, że niepełnosprawność to nie ograniczenie wiążące się ze sprawnością fizyczną – „niepełnosprawność to brak myślenia” – a tego właśnie unika starszy Jastrzębski – myśli, działa, szuka nowych rozwiązań, inspiruje innych, pomaga…

To ciekawa i niebanalna lektura. Polecam!
Katarzyna 


Autor: Katarzyna Ryrych
Ilustrator: Elżbieta Chojna
Wydawnictwo: Literatura
Oprawa: twarda
Liczba stron: 160
Format: 14,5x20,5 mm
ISBN: 978-83-7672-246-7







Read On 0 komentarze

"Wiosna w Klinice Małych Zwierząt w Leśnej Górce" - fauny o zdrowie starania, zwierzęce przyjaźnie i z człowiekiem spotkania;)

19:00



Znakomicie się ze Starszą uzupełniamy;) Ona lubi jesień, zimę i lato, a ja kocham wiosnę! Każda z pór roku ma swe zalety, ale wiosna to czas szczególny: rozśpiewany, kolorowy, radosny – soczyste barwy, tak diametralna odmiana po miesiącach chłodnych, czasem ponurych to coś najmilszego na świecie;) I co roku jesteśmy tak cudownie obdarowywani:) Czasem zima bywa bezśnieżna, a lato – deszczowe, ale wiosna zawsze jest urokliwa, urzekająca, piękna!

Dlatego z wielką przyjemnością powróciłam do tych cudownych chwil dzięki lekturze „Wiosny w Klinice Małych Zwierząt w Leśnej Górce”. To takie krzepiące opowieści – świat zwierząt traktujących się nawzajem z wielkim szacunkiem, doceniających wkład każdego stworzenia we wspólne dzieło, solidarnych, pomocnych, zdolnych do poświęceń. Choć czasem wybuchnie sprzeczka, gdy w jadłodajni skończą się pyszne pędraki, to jednak w sytuacji zagrożenia, gdy czyjeś zdrowie ucierpiało, wszyscy biegną na ratunek, ze wszelkich sił starają się pomóc na miarę swoich możliwości. 

Niniejszy tom przynosi kilka ważnych lekcji. Autor w kilku opowiadaniach porusza temat zwierząt udomowionych i „dzikich”, a raczej – wolnych. Podkreśla naturalność tej drugiej postawy, maluje w jasnych barwach obraz życia na łonie przyrody, w przeciwieństwie do bytowania tuż obok siedzib ludzkich, kiedy to zwierzęta muszą dostosowywać się, wyrzekać się naturalnych swych cech, by zyskać przychylność opiekunów… Człowiek nie jest pozytywnym bohaterem, nie jest postacią bez skazy – choć – jak się okazuje – bywają wyjątki!

Chyba każdy wie, kim był święty Franciszek z Asyżu – niezwykły człowiek, któremu zwierzęta były tak bliskie, iż rozmawiał z nimi, a one z ufnością do niego lgnęły. Pamiętamy i „brata wilka”, i kazanie do ptaków. Okazuje się, że jest on znany i w świecie fauny! Według legendy ma się on ponownie pojawić między zwierzętami. I właśnie to szczególne spotkanie zostało opisane na kartach tej książki. Mały przyjaciel zwierząt, który zamieszkał wraz z mamą nieopodal lasu i Kliniki to chlubny przykład tego, że wobec braci mniejszych potrafimy zachować się w sposób należyty – szanować mieszkańców łąk i leśnej głuszy, być ich przyjaciółmi – nie wrogami czy bezmyślnymi szkodnikami.

Tomasz Szwed portretuje zwierzęta w sposób niezwykły – w ich zachowaniach widzi charakterystyczne dla nas, ludzi, postępowanie, motywacje, ale też pokazuje je jako przedstawicieli gatunków, do których należą. Takie połączenie sprawia, że przygody personelu, pacjentów i przyjaciół Kliniki Małych Zwierząt w Leśnej Górce zaciekawiają, budzą żywe emocje, pozwalają dostrzec pewne analogie i w naszych codziennych sprawach, zdarzeniach, ale też i jest to niebanalna lekcja przyrody, dzięki której świat fauny i flory staje się nam bliższy, a w taki sposób przekazywana wiedza szybciej i łatwiej zapada w pamięć.

Tych, którzy zwierzęta lubią, ucieszy wizualna strona tej lektury: ilustracje, które stworzyła Aneta Krella-Moch są naprawdę zachwycające – piękne, żywe barwy, wierne przedstawienia zwierzęcych bohaterów, rysunki z nutką humoru, pełne emocji, są kolejny wabikiem przyciągającym do tej pozycji. A jakby tego było mało, książka została wzbogacona o płytę – pięć utworów nawiązujących do treści tych wiosennych opowiadań utrzymanych zostało w klimacie country. Wpadają w ucho, niebawem nucimy, śpiewamy wraz z autorem-piosenkarzem i tylko można żałować, że to jedynie pięć tak uroczych piosenek na płycie znajdziemy.

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki 












Autor: Tomasz Szwed
Ilustrator: Aneta Krella-Moch
Wydawnictwo: BIS
Oprawa: twarda
Liczba stron: 120
Format: 16,8 x 24 cm
ISBN: 978-83-7551-435-3



Read On 0 komentarze

"Piotruś Pan" - magiczna opowieść, urokliwe ilustracje

19:00




Całe rzesze młodych osób w swych profilach na FB jako miejsce nauki ma wpisaną Nibylandię, imieniem tytułowego bohatera niniejszej książki określa się mężczyzn-lekkoduchów, mało realnie patrzących na świat, myślących o przyjemnościach – ale mimo tej popularności pewnych aspektów lektury, „Piotruś Pan” wydaje się być nie do końca znaną książką. Chyba wiele osób zetknęło się z nią jedynie w taki „zapośredniczony” sposób, poprzez adaptacje filmowe czy teatralne. Najmłodsi pewnie znają seriale czy też animowane filmy, w których bohaterowie z tej lektury się pojawiają – opowieści o Dzwoneczku i jego przyjaciółkach-elfach czy bajkę „Jake i piraci z Nibylandii”, gdzie wprawdzie jest i kapitan Hak, któremu przeciwstawia się grupa dzielnych dzieciaków, ale poza tym niewiele wspólnego ma ona z oryginałem. A przecież warto go poznać – to tak niezwykła, magiczna, urokliwa opowieść!

Spotkałam się z opinią osoby, której także w dzieciństwie nie było dane przeczytać historii trojga rodzeństwa z niezwykłym towarzyszem wyprawiających się do baśniowej krainy. Była ona nieco zaskoczona nieco drastycznymi zdarzeniami – tropieniem, podstępnymi atakami, śmiertelnym niebezpieczeństwem grożącym dzieciom. Zapewne nie jest to lektura dla najmłodszych, nieco starsze pociechy będą lepszymi adresatami, poza tym to specyficzna historia – pełna absurdalnych pomysłów, paradoksalnych zdarzeń,  udawania, odgrywania ról. Sięgając po tę książkę musimy być przygotowani na to, że w krainie fantazji – na wymarzonej wyspie, mogą dziać się bardzo emocjonujące rzeczy, że czasem te wyśnione przygody nie są takie znowu „grzeczne”. 

Cóż zatem na tej niezwykłej wyspie można zobaczyć? Czego doświadczyć? Jej mieszkańcami są i piraci, i Indianie, mnóstwo dzikich zwierząt, ale też elfy i syreny. Przygoda goni przygodę, niewiarygodnych perypetii jest tyle, że trudno opisać je wszystkie, wiele zostaje zapomnianych, bo ciągną się nieprzerwanie, wciąż zdarza się coś niewiarygodnego, mrożącego krew w żyłach – choć oczywiście z pomyślnym finałem, nowe wydarzenia przyćmiewają minione – w krainie fantazji nie ma czasu na nudę, to oczywiste!

Ale głównym celem powstania tej książki nie jest przecież opisywanie niesamowitych przygód: autor chciał raczej uchwycić specyfikę tego niezwykłego okresu w życiu każdego – czyli dzieciństwa, kiedy to świat stoi przed nami otworem, działamy powodowani impulsami, niezbyt chętnie patrzymy w przyszłość, a potrzeby innych wydają się nam mało ważne – o ile nas samych w jakimś stopniu nie dotyczą. Troje rodzeństwa porzuca dom bez wahania, skuszeni atrakcjami, które mają na nich czekać, wyruszają wraz z Piotrusiem Panem nie myśląc o konsekwencjach. Nie myślą o rodzicach, są pewni, że ci będą zawsze na nich czekać, podczas pobytu w Nibylandii niewiele myśli poświęcają mamie i tacie, wszak czekają przygody, każdy tu może realizować swoje marzenia, postępować tak, jak mu się podoba. A rodzice? Nie zawsze zachowywali się tak, jakby dzieci chciały, a poza tym: czy ta opiekuńczość nie krępuje najmłodszych? Czy troska jest prawdziwa, nieudawana, szczera? Można dostrzec w obrazach tworzących tę historię swego rodzaju krytyczną ocenę prawdziwych intencji bohaterów. Z jednej strony dzieci zachowują się tak, jak jest im wygodnie, nie zważając na uczucia innych, ale z kolei dorośli nie traktują najmłodszych poważnie, ich autorytarne decyzje są dobitnym dowodem na to, że wiek ma być dowodem mądrości, nieomylności. Pan Darling postępuje według swego widzimisię, chce być doceniany, podziwiany, szanowany. Dzieciom z kolei wydaje się, że rodzice nie mogą nie czekać z wytęsknieniem na nich – mimo upływającego czasu. 

Czy tak będzie w istocie? Mamy jednak pewne obawy… Wszechwiedzący narrator jeszcze nas utwierdza w tym, że nie wszystko pójdzie tak gładko, jak to w książkach dla najmłodszych bywa… Czy dobro zwycięży? Czy na pewno jest dobrem? Niejako uprzedzając tok wydarzeń narrator sygnalizuje, co się za chwilę stanie – to też ciekawy zabieg, na który zwrócą uwagę pewnie przede wszystkim starsi odbiorcy. Oni też docenią niezwykłość pewnych rozwiązań fabularnych, odczytają sens tej historii zawarty w dziejach Wendy. Młodszych na pewną zachwycą pasjonujące przygody i będą je śledzić z wielkim skupieniem – ale i emocjami. A wszyscy na pewno będą pod wrażeniem ilustracji! Ich autor, Quentin Gréban, dokonał rzeczy niezwykłej – warstwa ilustracyjna jest dopracowana w najdrobniejszych szczegółach – zachwyca i zaskakuje: począwszy od wyklejek – odmiennych na początku i na końcu książki, poprzez prace zajmujące całą stronę czy nawet rozkładówkę, aż po mniejsze rysunki – ludzi czy zwierząt uchwyconych w ważnym momencie zdarzeń. Ale to nie wszystko – ilustracje przyciągną uwagę tych, których może (o ile są tacy...) od razu fabuła nie zafrapuje – przykują uwagę, pobudzą wyobraźnię i sprawią, że i oni staną się wiernymi odbiorcami tej opowieści. Poza tym w pewnym sensie mają one niezwykłą moc tonowania dramatyzmu zdarzeń – w taki sposób ujęte sprawiają, że nabierają one odrealnionego charakteru. 

Zatem mimo że to już nieco „wiekowa” pozycja – nomen omen – bo została właśnie wydana ponad wiek temu – nadal „Piotruś Pan” zaciekawia, zachwyca, wywołuje emocje, a najnowsze wydanie sygnowane przez Media Rodzina, w świetnym tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego, z urokliwymi ilustracjami Quentina Grébana jest książką, której nie sposób się oprzeć!

Polecam
Katarzyna 














"Piotruś Pan"
Autor: James Matthiew Barrie
Ilustrator: Quentin Gréban
Wydawnictwo: Media Rodzina
Oprawa: twarda
Liczba stron:160
Format: 21,5 x 28,8 cm
ISBN:978-83-8008-031-7


Read On 0 komentarze

Niebawem:

na pewno coś intrygującego;)

Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Kobietnik

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Pani Zorro podpowiada

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *