"Och! Książka pełna dźwięków" - radosna lekcja muzyki:)



Lektura pozycji dla najmłodszych siłą rzeczy jest udźwiękowiona;) Z zapałem imitujemy głosy i odgłosy, zmieniamy tonację, ba, nawet w przypadku klasycznych książek obrazkowych nagadamy się do zdarcia gardła, bo pytamy, opowiadamy, wyjaśniamy... Z czasem udział najmłodszych w czytaniu staje się coraz większy - maluchy uwielbiają pozycje, w których rysunki zastępują słowa i to właśnie młody człowiek może wypowiadać je, dumy, że pomaga rodzicom;) Bardzo miło jest też dopowiadać rymujące się wyrazy, stąd wielka popularność wierszy i prozy rymowanej.

To olbrzymia radość dla czytelników in spe móc brać czynny udział w lekturze. A gdy jeszcze można podziałać, uaktywnić małe paluszki, to przyjemność z czytania jest jeszcze spotęgowana! Obiecujcie sobie zatem wiele chwil radość podczas poznawania "Och! Książki pełnej dźwięków" - i powracania do niej, bo takie miłe seanse lekturowe powtarza się ochoczo i często:)

Nowa pozycja Hervé Tulleta zaznajamia maluchy ze światem muzyki - dźwiękami i tonami, uczy modulacji, zmiany natężenia dźwięku. To oczywiście wiedza intuicyjna, dobre wprowadzenie "do tematu", ale właśnie dobre, bo dzięki zabawie, zatem budzi pozytywne emocje. 

A "materiał" tej książki jest znowu bardzo skromny - podobnie jak w "Naciśnij mnie". Tam były to "raptem" trzy kolory, z których posłużyły do przekazania zapadających w pamięć informacji o tajnikach mieszania barw. Zapewne niejeden młody artysta poczuł wenę i tworzył, tworzył, tworzył... 

Tu z kolei do czynienia mamy z jednym "niepozornym" wykrzyknikiem zawartym w tytule - och skojarzyło się autorowi z niebieską barwą i chyba przyznamy rację, że to trafne zestawienie: podobnie jak kolor "ach" (które dołącza do towarzysza) - czerwony, rzeczywiście - ma to słowo takie silniejsze emocje. A "wow" w spolszczonej formie - "łał"?;) To nowy wyraz aprobaty w naszym języku (przed chwilą został mi podkreślony na czerwono, czyli uznany za błąd - taka to nowinka;)). Pan Tullet nadał mu żółtą barwę (bywa przypisywana uczuciu zazdrości i rzeczywiście zdarza się, że w naszych podziwach jest nutka tego uczucia...), choć w przypadku "naszych" wykrzykników nie ma mowy o wielkich antagonizmach! No właśnie, bo ta lekcja muzyki bazuje na codziennych naszych emocjach, zdarzenia obserwowanych przez najmłodszych: dźwiękowi bohaterowie bawią się, skaczą, kłócą i godzą, smucą i cieszą, idą na spacer i jadą na przejażdżkę, biorą udział w pełnej zaskakujących wyzwań lekcji śpiewu i - wraz z nami - tworzą wymyślony, nader oryginalny język! 

A przy tym pracują małe paluszki - dotykają, celują, trafiają, przeskakują z kropki na kropkę - autor nakłania najmłodszych do bardzo miłych (nienużących i nieuciążliwych!) ćwiczeń małej motoryki:)

No właśnie - nasze czynne, zaangażowane uczestnictwo to warunek sine qua non, aspekt niezbędny czytelniczego procesu poznawania dźwięków poprzez świetną zabawę. Nie mam jednak wątpliwości, że nawet jeśli początkowe nastawienie malucha do lektura nie jest pełne entuzjazmu, to wystarczy chwila dorosłego "ochania" i już nastąpi zarażenie;)  Tylko ostrzegam - nawiązując do słów wcześniej napisanych odnośnie "Naciśnij mnie" - wnet okaże się, że macie w domach bardzo zaangażowanych młodych śpiewaków! To bywa bardzo miłe - bo wprawia w świetny nastrój, ale dwie próbujące swych sił twórczynie piosenek w nowych, własnych językach to nieco nadto...;) Jednak przyznajemy - tyle w tym radości, że nie sposób nie cenić "Och! Książki pełnej dźwięków":)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki












"Och! Książka pełna dźwięków"
Autor: Hervé Tullet
Wydawnictwo: Babaryba
Oprawa: twarda
Liczba stron: 68
Format: 22cm x 22cm
ISBN: 978-83-62965-47-2



Komentarze