facebook

Kobietnik - inna bajka

"Rok z Findusem" - z kotem majsterkowanie i przyrody poznawanie!:)

13:25


Jak miło jest coś zrobić samodzielnie! Nastręcza to nieco problemów - bo po pewnym czasie mamy sporą kolekcję niezbywalnych wytworów rąk własnych pociechy, a gdy pociech więcej, to i robi się z tego mały problem... Własnoręcznie zrobione jajko (sic!;)), luneta, pacynki, akwarium, choinka z szyszki, królik, domek dla lalek, ptaszek i nie-wiem-co-jeszcze-bo-i-spamiętać-trudno;) Wydawnictwa służą pomocą, zatem nabyć możemy mnóstwo tytułów, które zawierają pomysły na dekoracje czy zabawki. Wystarczy wyciąć, skleić, czasem także ozdobić, ale bywa i tak, że to projekty nie wymagające użycia kleju i nożyczek. To na pewno warte uwagi pozycje, ale po pewnym czasie już tak nie cieszą - oczywiście powstaje coś miłego dla oka, choć przewidywalnego. Warto więc dla odmiany rozwijać własną kreatywność, ulepszać, modyfikować projekty. A gdy przy okazji mamy możliwość zagospodarowania materiałów zbędnych, uważanych za niepotrzebne, to radość jest tym większa!

"Rok z Findusem" to właśnie pozycja pełna inspirujących zadań: w tej książce znajdziemy Pettsona, mnóstwo Findusa;), mukle, humor, ciekawe pomysły, niebanalne propozycje działań. Na dodatek wpisuje się ona także w nurt ekologiczny - już najmłodsi zrozumieją potrzebę ochrony przyrody, będą z zainteresowaniem obserwować zmiany w otoczeniu. Jeśli do tego towarzyszem w tych eksploracjach będzie wszędobylski, niestrudzony Findus, wówczas nawet ci "oporniejsi", mniej zainteresowanie manualnymi działaniami czy światem natury, przekonają się, że warto - i tworzyć, i szanować, poznawać przyrodę!

A jest ona opisana tak zajmująco i przedstawiona tak pięknie (Sven Nordqvist tradycyjnie oczarowuje: wszędobylskie kury, ochoczo podejmujący się wszelkich działań Findus, dżdżownica wyglądająca jak żywa, zresztą i mukle także!). 

Dobrym pomysłem jest wykorzystanie do twórczych projektów tego, co znajdziemy wokół nas, tego, co czasem wyrzucamy - plastikowa butelka, patyczki od lodów, puszka po konserwie, opakowanie od czekoladek... Przydadzą się także wszelkie "znaleziska", które najmłodsi tak ochoczo znoszą do domu - szyszki, patyki, liście. Na dodatek kolejne rozdziały przynoszą porcję wiedzy przekazywanej mimochodem - właśnie jako wyjaśnienie do wykonywanego projektu. Razem z Findusem poznajemy tajniki pielęgnacji roślin, stadia rozwoju żaby, dowiemy się, jak ważne są dżdżownice i jak zrobić ogródek ziołowy (warto!).

Dzięki tej lekturze okaże się też, że działania małych czytelników nie muszą ograniczać się jedynie do wykonania zabawek czy dekoracji - autorzy zachęcają do zrobienia "czegoś pożytecznego": jak właśnie wspomniany wyżej ogródek ziołowy, pyszne ciasto oryginalnie ozdobione, zdrowe kiełki czy kompost - by wszystkie nasze rośliny rosły jeszcze piękniej!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki









"Rok z Findusem"
Autor: Eva-Lena Larsson, Kennert Danielsson
Ilustrator: Sven Nordqvist
Wydawca: Media Rodzina
Oprawa: twarda
Liczba stron: 64
Format: 21 x 29,7 cm
ISBN: 978-83-8008-047-8



Read On 1 komentarze

"Głosy ptaków. Oglądaj i słuchaj" - uczta dla oczu i uszu!

10:25


Weekend to tradycyjnie doskonała okazja, by wybrać się do lasu! Bez względu na porę roku jest to miła wyprawa, ale wiosną szczególnie je lubimy. Wiadomo - wiele się dzieje, jest zielono, kwitnąco - pięknie! A ile słychać!;) Wprawdzie i w mieście rozśpiewane bractwo daje o sobie znać, ale w lesie jesteśmy jakby w ptasiej operze - jest stereofonicznie, kwadrofonicznie, są występy solo, w duecie i jakie tylko chcecie:) Można się zasłuchać, tylko głowa od kręcenia;) - bo chciałoby się i wypatrzeć tych małych śpiewaków, a to nieproste. Wydaje się, że przecież gdzieś obok muszą siedzieć, bo słychać tak donośnie, ale nawet teraz, gdy liści jeszcze niewiele, oczarowujący wykonawcy pozostają często anonimowi... Nam udało się dostrzec jedynie ziębę, a właściwie zięby dwie, które najpierw na leśnej drodze coś interesującego zobaczyły, a potem - gdy się zbliżaliśmy, przeleciały na pobliską leszczynę, później przenosząc się coraz dalej w głąb lasu. 

Ale nie jesteśmy na szczęście skazani na świadomość ograniczającą się do faktu, że oto jakiś bliżej nam nieznany ptak właśnie pięknie się na zaprezentował wokalnie! Może nie dostrzeżemy konkretnego śpiewaka, ale możemy zidentyfikować go po głosie. To bardzo przyjemna świadomość, a do tego imponująca - jak miło jest wiedzieć, któż to się odzywa z gęstwiny drzew, krzewów czy trzcin, czyje trele uprzyjemniają nam odpoczynek na łonie natury. Autorem ptasich portretów w niniejszej publikacji, która dostarcza mnóstwa ciekawych wiadomości, jest niekwestionowany autorytet w tej dziedzinie - Andrzej G. Kruszewicz jest doskonale znany miłośnikom ptaków, pasjonatom-ornitologom, wielbicielom fauny latającej (i nie tylko - że wspomnimy choćby książkę "Andrzej Kruszewicz opowiada o zwierzętach"). 

Tym, którzy dla ptaków bez reszty stracą głowę, warto polecić piękne opracowanie - również dwutomowe - "Ptaki Polski". Bezcenne kompendium zawiera wnikliwe przedstawienia gatunków ptaków spotykanych w naszym kraju, są i ciekawe opisy, i obrazowe rysunki, mnóstwo zdjęć portretujących tych latających przedstawicieli fauny w różnych sytuacjach. Ciekawi treści tego tytułu bez trudu mogą podejrzeć zawartość książki (na przykład na stronie wydawnictwa), trudniej znaleźć takie materiały dotyczące niniejszej pozycji... A przecież jest ona tak piękna, że nie wątpimy, iż w wielu osobach wzbudzi ona żądzę posiadania! Spójrzcie tylko na te parę fotografii wnętrza "Głosów ptaków", które znajdują się poniżej! Wprost trudno wyrazić, jakie wrażenie one robią - piękne, zachwycające, przykuwające uwagę, zachwycają niebanalnymi ujęciami, oryginalnością, pomysłowością. Zresztą - nic w tym dziwnego: wśród nazwisk ich twórców znajdziemy same sławy - wykonali je między innymi Agnieszka i Włodek Bilińscy, Grzegorz Bobrowicz, Saturnina i Artur Homanowie, Paweł Fabijański, Grzegorz i Tomasz Kłosowscy, Henryk Kościelny, Grzegorz Leśniewski, Łukasz Łukasik, Mateusz Matysiak, Renata i Marek Kosińscy, Marcin Karetta... 

Podtytuł książki brzmi "Oglądaj i słuchaj" - i do takiej właśnie połączonej "lektury" zapraszają autorzy. Ciekawe opisy autorstwa Andrzeja G. Kruszewicza, z których dowiemy się, gdzie dany gatunek można spotkać, jak ptak ów wygląda, jak opiekuje się swoimi pociechami, czym się żywi możemy odczytać sami lub wysłuchać ich - do każdego tomu dołączona została płyta, na której ptasie portrety przybliża nam Krystyna Czubówna, a same ptaki wdzięcznie prezentują swoje głosy:) 

To piękna pozycja - także dla młodych odbiorców, wśród których nie brak pasjonatów ornitologii. Do tej lektury wciąż się wraca i na pewno zaprocentuje ona i najbliższe spotkania z ptakami pozwolą na bezbłędne określenie - z kim mamy do czynienia! 

Polecam
Katarzyna

















"Głosy ptaków. Oglądaj i słuchaj"
Autor: Andrzej G. Kruszewicz
Wydawnictwo: MULTICO Oficyna Wydawnicza
Oprawa: twarda + etui
Liczba stron: 208
Format: 23 x 26 cm
ISBN: 978-83-7763-333-5



Read On 0 komentarze

"Pokój NIEgościnny" - odkryjcie jego sekret!:)

13:55




Ależ to tajemnicza książka!;) Jeśli pokusicie się o szukanie jej w internetowych księgarniach (zamiast skorzystać z linku poniżej i bardzo sympatycznej ceny:)), to okazać się może, że ma ona zupełnie innego autora (autorkę!), a do tego i innych bohaterów;) Zatem parę słów prawdy - o książce, której autorem jest Grzegorz Kasdepke (bardzo przez nas lubiany pisarz - o czym tu, tu i tu). Jej bohaterowie... O, to bardzo ciekawe grono! "Młodzieniec" Bunio i jego rodzice przyjeżdżają nad morze, by odpocząć, ale w sezonie bez wcześniejszej rezerwacji niełatwo znaleźć lokum... I tu pojawia się tytułowe miejsce, niepokojące, pełne sekretów, niezwykłe...

Ów pokój gościnny, tak pomysłowo przemianowany, oferuje spotkanie z panami Wąsatym i Szczeciniastym, są i dwie osobniczki płci żeńskiej - pani Straszna i Straszniejsza. Nic nie działa prawidłowo, a gospodyni bardzo lakonicznie kwituje wszelkie prośby czy uwagi...

Pewnie sądzicie, że to lektura dla osób o mocnych nerwach? Ilustracja na okładce, której autorem jest Daniel de Latour może nas utwierdzić w tym mniemaniu. Ale przecież jednocześnie rzecz cała dzieje się w pogodny czas kanikuły, w pięknym miejscu, wynajmująca pokój starsza pani wypowiada zabawne uwagi. Pojawia się też towarzystwo dla Bunia - dwie dziewczynki, na dodatek bliźniaczki...

Autor w ciekawy sposób zestawia obiektywny, "dorosły" odbiór rzeczywistości z tym, co widzą najmłodsi; pokazuje, jak dzięki wyobraźni dzieci tworzą inny świat, przekształcają otoczenie choćby inną nazwą, jak dzięki sekretom, wspólnej umowie coś na pozór zwykłego może zmienić swoją postać. 

Bardzo adekwatny jest podtytuł serii: "Połykam strony" - oczywiście z zamierzeniu odnosi się on do biegłości czytelniczej młodych odbiorców, bo lektura to spora (liczy 56 stron plus słowniczek oraz specjalny dodatek, o którym za chwilę), ale możemy go rozumieć i przenośnie - ta sensacyjna, zagadkowa opowieść, pełna tajemniczych bohaterów tak przykuwa uwagę i zachęca do czytania, do jak najszybszego poznania, co też kryje się za wydarzeniami, że - no właśnie - nie sposób jej odłożyć! 

W książce znajdziemy też zachętę do pisania!;) To właśnie ów dodatek - gdy zaspokojona zostanie już nasza ciekawość, jak też się skończy ten zapowiadający się nieco przerażająco weekend, to młodzi czytelnicy mogą w części zatytułowanej "Notuję sobie" odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących ulubionych zajęć, zabawa, marzeń, a także poprowadzić dziennik - może notatki te okażą się bardzo udanymi próbami pisarskimi i skłonią do kontynuowania tego typu działań?

Wspomnę jeszcze o ilustracjach - Daniel de Latour tworzy postacie charakterystyczne, wielowymiarowe, potrafi oddać w portrecie i rzeczywisty wizerunek, i wyobrażenia, które się z danym bohaterem wiążą. Biało-czarne rysunki świetnie wiążą się z tajemniczą aurą całej historii. 

Dajcie się namówić na lekturę tej wakacyjnej, emocjonującej opowieści!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki







"Pokój NIEgościnny"
Autor: Grzegorz Kasdepke
Ilustrator: Daniel de Latour
Wydawnictwo: Egmont
Oprawa: miękka
Liczba stron: 64
Format: 14,5x18,5 cm
ISBN: 978-83-237-7091-6



Read On 0 komentarze

"Kim będę? Mój pierwszy alfabet" - uczymy się liter "zawodowo";)

10:50



Starszej pewnie nie trzeba będzie wyjaśniać zawiłych kwestii matematycznych;) - to może takie życzeniowe myślenie, ale z drugiej strony świetnie się w świecie liczb odnajduje, dobrze liczy, interesują ją te zagadnienia, sama nawet opracowała niebanalny sposób na dodawanie i odejmowanie (wyjaśnię, że używa do tego... kalendarza!). Co innego pisanie, czytanie... Litery zdają się mieć jakieś magiczne umiejętności, bardzo "przypominają" jedna drugą, zatem o pomyłki nietrudno. Zatem wciąż się z nimi zapoznajemy niejako na nowo - a książka "Kim będę? Mój pierwszy alfabet" świetnie się sprawdza w takiej właśnie funkcji - i nie tylko!

Na pewno zwracają uwagę imponujące rozmiary - zatem i ilustracje, i litery umieszczone przy każdym wierszyku są spore, zapadają w pamięć, doskonale widoczne pozwalają też na odwzorowywanie kształtu litery, etapów jej pisania. Czterowersowe wiersze to krótkie portrety osób wykonujących dany zawód, uzupełniają je ilustracje w zabawny sposób przedstawiajace opisywane postacie. Nieco karykaturalne, ale zawierające charakterystyczne elementy, więc bez wahania można "zidentyfikować" bohaterów i przypomnieć - czasem w takiej nieco odwrotnej kolejności - o jakiej literze tu mowa - pan z czołówką na kasku, z kilofem w ręce - "Ach, to górnik!" - zatem to litera "g"! 

Spotkałam się z opinią, że dobór zawodów nietrafny, że mógłby być broker czy webmaster - według mnie to kiepskie pomysły - po pierwsze z powodu tego, iż są to nazwy obcojęzyczne, wątpię też, czy domena działania osób je wykonujących jest ciekawsza dla najmłodszych. Poza tym wydaje mi się, że celem tej lektury jest przede wszystkim przybliżenie alfabetu, takie właśnie skojarzenie litery ze znanym zawodem, by w ten sposób utrwalić je, by zapadły one dobrze w pamięć małych "użytkowników" książki.

Zresztą każdy wybór jest obciążony koniecznością dokonania ustępstw i sądzę, że autor dobrze sobie z tym zadaniem poradził: są zabawne zaskoczenia - na przykład łyżwiarz, oryginalnym wyborem jest astronom, jest i kucharz - a Starsza właśnie postanowiła zostać w przyszłości kucharką:) Kluczem jest chyba łatwość identyfikacji zawodu, by dzięki temu i nauka liter była maksymalnie efektywna. A potem możemy korzystając z zestawienia liter na wklejce sprawdzić, czy nauka nie poszła w las!;)

Polecamy
Katarzyna i Starsza










"Kim będę? Mój pierwszy alfabet"
Autor i ilustrator: Krzysztof Kiełbasiński
Wydawnictwo: Wilga
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 30,8 x 21,8 cm
ISBN: 978-83-280-1374-2




Read On 0 komentarze

"Liczypieski" - liczcie, czytajcie, zachwycajcie się!

15:40



Nasza dobra znajoma wpisała w internetową wyszukiwarkę "oddam kotka" oraz nazwę naszego miasta - i niebawem stała się właścicielką cudownej, szylkretowej koteczki, którą pokochali domownicy i którą zachwycają się wszyscy - i my jesteśmy nią zauroczeni. Jak to dobrze, że bohater "Liczypiesków" - pan poszukujący czworonożnego przyjaciela, zamiast skorzystać z Internetu, w bardziej "tradycyjny" sposób poinformował o swoim zamiarze - klasyczne, pięknie wykaligrafowane ogłoszenie pojawiło się w kilku miejscach PSopotu;)

A dlaczego dobrze? Bo taki zamieszczony na słupie ogłoszeniowym anons także może trafić do wielu odbiorców, a jak się przekonamy po lekturze - również do samych zainteresowanych! Nie pytajcie, w jaki sposób pieski posiadły umiejętność czytania, to tajemnica, autorka nam jej nie zdradza, sama zresztą nie wie o nich wszystkiego - na przykład skąd biorą rowery, którymi zmierzają w stronę domu przy ulicy Kociej, gdzie mieszka samotny pan poszukujący towarzysza-czworonoga. Ale z kolei wie naprawdę sporo o każdym z piesków - niestety, wszystkie one nie miały do tej pory szczęścia do ludzi... Smutna historia ma na szczęście bardzo pomyślny finał, bo choć pan deklarował gotowość zaopiekowania się jednym, najwyżej dwoma pieskami, chociaż pieski wcześniej doznały wielu przykrości ze strony opiekunów, którzy nie byli godni tego miana, to okazuje się, że tam, gdzie jest serce, dobroć, serdeczność, tam znajdzie się wyjście i z pozornie bardzo trudnej sytuacji. 

Piękna jest ta opowieść, ma krzepiący (i wyciskający łzy wzruszenia - ostrzegam!) finał, a do tego jest zachwycająca wizualnie. Pieski są przeurocze, plan PSopotu przykuwa uwagę, ilustracje olśniewają precyzją i pomysłowością wykonania. Pieski prezentują się jak żywe, zresztą ptaki i koty też (po parę pięknych egzemplarzy wielbiciele znajdą w tej książce), a do tego mamy możliwość zobaczenia przeróżnych rowerów - klasycznego, z koszykiem, tandemu, zabytkowego welocypedu. PSopot to nadmorskie miasteczko, co pięknie nam ukazuje także jego plan: jest plaża, latarnia morska, rzeka wpływająca do morza, na mapie znajdziemy wszystkie istotne punkty: kościół, ratusz, park, malutkie budyneczki, drzewa, stację kolejową, jest nawet dźwig przy nowo budowanym obiekcie!:) A i odczytywanie nazw ulic przyniesie nam wiele radości! Do tego - przepiękna wklejka, która na dłużej przykuła uwagę Młodszej. 

A jak się tę książkę czyta? Fenomenalnie! Kolejna lektura to nie mniej powodów do radości - Młodsza - zgodnie z tytułem - liczy pieski, które są umieszczone na planie miasteczka, pyta: "A co to za litera?" (czyli cyfra;)), ćwiczymy to liczenie i do siedmiu idzie nam jak z płatka;) Nie wątpię, że pieski niebawem i do dziesięciu nauczą liczyć Młodszą! 

Na końcu książki znajdziemy jeszcze prośbę o wymyślenie imion dla dziesięciu piesków, a to niełatwe zadanie i trudno dojść do konsensusu, zatem dywagujemy, jakie imię pasuje do którego psiaka, zmieniamy je, szukamy odpowiedniejszych - zadanie na długo, lektura na wiele razy, zachwycające "Liczypieski" skradły nasze serca!

Polecamy
Katarzyna i Młodsza











"Liczypieski"
Autor, ilustrator: Ewa Kozyra-Pawlak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format: 22x22 cm
ISBN: 978-83-10-12867-6



Read On 0 komentarze

"Przekroje: owoce i warzywa" - skuteczne "oswajanie" darów natury!;)

12:05



W piątek byłam świadkiem rozmowy Olka - chłopczyka z grupy Starszej, z tatą. Olek zdając relację z przedszkolnego dnia powiedział, że poprosił o dokładkę sałatki. Tata spytał, jaka to była sałatka. Okazało się, że "buraczkowa" - "Twoja ulubiona" - stwierdził tata. "Nie" - powiedział Olek - "najbardziej lubię pomidorkową":) Wyznam, że poczułam zazdrość słuchając tej rozmowy... Co prawda Starsza preferuje właśnie tę piątkową buraczkową, ale w jej przypadku jest to jedyna surówka, którą w ogóle je. Można by żartobliwie stwierdzić, że jest wielką patriotką, bo jedynie te najbardziej rodzime warzywa spotykają się z jej uznaniem. Jakaś papryka, brokuły, szpinak, ogórki czy pomidor nie mają żadnych szans, by być spróbowane... Młodsza z kolei jedynie na brokuły patrzy przychylnie. Na dodatek bardzo mylące okazuje się przekonanie, że dzieci lubią owoce. Starsza owszem - w ilościach homeopatycznych, Młodsza w tym aspekcie okazuje się być patriotką i je jedynie jabłka.

Ileż się trzeba nagimnastykować, by przemycić pięć porcji warzyw i owoców! A i tak często wysiłki te są daremne, bo pada oskarżycielskie pytanie: "Co to to czerwone?!" czy zdecydowane veto: "Nie jem tego, to niedobre" - pewnie wielu rodziców stwierdza u swoich pociech tę niezwykłą umiejętność oceniania smaku potrawy już na pierwszy rzut oka, bez próbowania...

A "Przekroje: owoce i warzywa" mogą tego dokonać - już nastąpiło małe poszerzenie akceptowalnych produktów z tych grup, no i trzymamy kciuki za postępy w tej materii (na razie pojawiła się obietnica spróbowania borówki amerykańskiej;))! Nie sposób nie podziwiać pomysłu autorki - zamiast nudnego wymieniania kolejnych minerałów, związków, pierwiastków, grupowania ich, drobiazgowego opisywania działania każdego z nich mamy właśnie "przekroje", które działają na wyobraźnię, zapadają w pamięć, wyjaśniają znaczenie warzyw i owoców w naszej diecie. 

Na początek - widoczne na pierwszym zdjęciu poniżej - zabawne zobrazowanie, co też się w tych darach natury kryje albo lepiej - kto je zamieszkuje;) I nie mamy tu na myśli robaczka z rozpoczynającego książkę wiersza Agnieszki Frączek. Autorka - Agnieszka Sowińska w zabawny sposób przedstawia "mieszkańców" owoców i warzyw. Witaminy, minerały, pierwiastki, składniki odżywcze - wszystkie one zostały zabawnie upersonifikowane, mają kształty podobne do naszych - ludzkich, analogiczne jak i my pasje, zajęcia, usposobienie, choć i różnią się nieco - a to kolorem, a to nieco kształtem, ilością "odnóży";) Barwne postacie zamieszkują owoce oraz warzywa, mają tam wygodne mieszkania i zajmują się tym, co lubią najbardziej. Pewnie nie wiedzieliście, że Witamina C to złota rączka, a Pektyna - pracuś! Magnez jest optymistycznie nastawiony do świata, a Żelazo jest zaradne i opiekuńcze. W taki niebanalny sposób wyjaśnia autorka działanie każdego z bohaterów - nawiązanie do pojęć znanych najmłodszym pozwala zapamiętać, jaki wpływ na nasze zdrowie, kondycję mają składniki mineralne czy witaminy zawarte w spożywanych produktach, a co za tym idzie - jak istotne jest właśnie to, by sięgać po nie codziennie! 

Oglądając na barwnych rozkładówkach imponujących rozmiarów przekroje siedmiu owoców oraz piętnastu warzyw najmłodsi mogą odnajdywać poznanych uprzednio bohaterów, ćwiczyć pamięć i zyskiwać przekonanie, że bez spożywania ich nie ma mowy o zdrowiu! A "przy okazji" - jaka to świetna zabawa: bo "mieszkańcy" warzyw i owoców mają w nich bardzo sympatycznie urządzony dom - jest kuchnia, pokoje, łazienka, sypialnia, pomieszczenia do pracy, spiżarnia, biblioteka, ba - nawet basen! 

A takie miłe przyswajanie wiedzy niewątpliwie sprawi, że zapadnie ona w pamięć. Na dodatek możemy od razu sprawdzić się w tej materii - i pokonać supertrudny labirynt!;) Na koniec jeszcze propozycja dań z darami natury - by dobrze zapamiętać, iż pięć porcji owoców i warzyw każdego dnia to niesłychanie ważna sprawa!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki











"Przekroje: owoce i warzywa"
Ilustrator: Agnieszka Sowińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format: 24 x 32 cm
ISBN: 978-83-10-12739-6





Read On 0 komentarze

"Fajna ferajna" - o najmłodszych i najdzielniejszych powstańcach

23:55



Być może tytuł już nasuwa Wam pewien trop odnośnie treści książki, na pewno wiele o niej mówi okładka autorstwa Elżbiety Chojny - i zachęca zainteresowanych do sięgnięcia po "Fajną ferajnę". Przyznam, że ja czekałam na tę pozycję od czasu pewnej wcześniejszej lektury - również napisanej przez Monikę Kowaleczko-Szumowską, a mianowicie od "Galopu 44". Kto czytał, ten niewątpliwie dobrze ją pamięta - bo to opowieść niezwykle poruszająca, w pomysłowy sposób przybliżająca młodym odbiorcom walkę i codzienność powstańców w Warszawie 1944 roku. Historia tak zobrazowana zaciekawia nawet osoby o nieco odległych zainteresowaniach - i jest to wielka zasługa pisarki, bo pod emocjonującymi zdarzeniami przemycone zostały prawdziwe obrazy, portrety rzeczywistych uczestników powstania znanych z kart opracowań historycznych, ale i tych mniej pamiętanych, "zwykłych" powstańców, których zaangażowanie w walkę i poświęcenie było nie mniejsze niż tych pierwszych. Opowieść o swoistej podróży w czasie dwóch współcześnie żyjących młodych warszawiaków - Wojtka i Mikołaja, zapada w pamięć, a obraz powstania stworzony przez Monikę Kowaleczko-Szumowską jest lekcją historii i pięknym upamiętnieniem jego uczestników. Po lekturze "Galopu 44" ukazało się wiele wywiadów z autorką, w których wspominała ona o kolejnej mającej się ukazać pozycji - właśnie "Fajnej ferajnie" - przyszło nam, czytelnikom, nieco poczekać na nią, ale rozbudzone oczekiwania na pewno nie zostały zawiedzione!

Naprawdę trudno aż wyrazić, jak ciekawa, wartościowa i potrzebna jest ta lektura. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to pozycja bardzo starannie opracowana: od strony ilustracyjnej mamy świetnie pasujące do dramatycznych zdarzeń rysunki utrzymane w tonacji czerni, szarości, z dodatkiem bieli i czerwieni - naszych barw narodowych, co sprawia, że są one jednocześnie w pewnym sensie symboliczne - przywodzą na myśl dramatyzm wydarzeń, ale i cel nadrzędny, który kierował młodymi bohaterami - patriotyzm, chęć walki za ojczyznę. Treść przekazana została w sposób klarowny, prosty, a przecież tak poruszający (wszelkie sformułowania czy wyrażenia niejasne zostały wytłumaczone, a wyjaśnienie znajduje się na tej samej stronie). Każda ze sportretowanych osób traktowała to, co robiła, jako rzecz naturalną, nie było kalkulacji, że lepiej będzie unikać zagrożenia, że to nie moja sprawa, że ktoś inny może więcej zdziałać - w miarę swoich możliwości, w miarę sił - a często i ponad te siły dziesięcioletni czy nieco starsi bohaterowie wypełniali powierzone obowiązki, walczyli, ryzykowali życiem. 

Dziewczynki i chłopcy, sieroty i zmuszeni do negocjowania z rodzicami udziału w powstaniu, wyglądający nieco poważniej, a czasem i nawet młodziej, co wydawało się być wówczas największą przeciwnością losu - wszyscy opisani przez Monikę Kowaleczko-Szumowską bohaterowie są osobami, które można stawiać za przykład - ze względu na ich empatię i altruizm, umiejętność ryzykowania wiele dla ojczyzny, dlatego, że byli patriotami, a jednocześnie nie traktowali tego, co robili, jako czegoś szczególnego. To był po prostu naturalny odruch, jedyny sposób działania, który im przychodził na myśl. 

Piękne są te historie i poruszające - autorka we wstępie dziękuje "bohaterom i przyjaciołom" - i jest to doskonale widoczne w tych opowieściach: ta serdeczność, prawda zawarta w przedstawionych zdarzeniach, skromność wspominających. Trudno się oderwać od tych świadectw - można jedynie żałować, że coraz mniej osób może je nam przekazać, zatem to tym bardziej cenna i wyjątkowa lektura.

Polecam
Katarzyna














"Fajna Ferajna"
Autor: Monika Kowaleczko-Szumowska
Ilustrator: Elżbieta Chojna
Wydawnictwo: Bis
Oprawa: twarda
Liczba stron: 128
Format: 16,4 x 23,5 cm
ISBN 978-83-7551-407-0

Read On 0 komentarze

"Straszny sen słonia" - przygód mrowie, które się wprost nie mieszczą w głowie;)

11:00



Jeśli sami nie jesteście rodzicami dziecka, które "nie przepada za wierszami", to z całą pewnością słyszeliście o takich przypadkach. Proza bez problemów zyskuje wielu i wiernych odbiorców, a z kolei sama wierszowana forma utworu już po pierwszym zetknięciu budzi sprzeciwy. Nie trzeba przekonywać, że niesłuszne! Bywa że zwykła na pozór historyjka przekazana w formie mowy wiązanej zyskuje wdzięk, przykuwa uwagę, cieszy zaskakującymi sformułowaniami. 

A o bohaterach wierszy autorstwa Małgorzaty Pietrzyk można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że są zwykli! To doprawdy wyjątkowe okazy fauny! Z jednej strony to portrety wiernie ukazujące zwierzęta - hipopotam ma słuszne rozmiary, je "sporo", lubi kąpiele, chętnie - błotne, a chomik skrzętnie gromadzi - ale... ten pierwszy chętnie słucha kołysanek będących adekwatnymi do jego stylu życia trawestacjami, jada pięć drugich śniadań, a drugi zbiera i "chomikuje" między innymi mydlane bańki i kleksy z zeszytów!:) 

Dodać warto, że to przecież tylko dwóch bohaterów wierszy zebranych w tym zbiorku. Świat fauny jest tu godnie reprezentowany - prócz wyżej wymienionych osobników poznamy tytułowego słonia mającego dość męczące sny, jeżyka marzącego o owinięciu się lisią kitką, kotka chętnie odwiedzającego spiżarnię - i jeszcze inne koty - w bardzo romantycznym nastroju, pomysłową żyrafę, pchły i ich "chodzącą stołówkę" - psa, wiewiórkę i jej braciszka-łakomczuszka, nietypową małpę, do której wyrażenie "małpie figle" nie pasuje ani odrobinę, wreszcie - kolibrynę! Nie znacie takiego słowa?! Sądzicie, że chodzi być może o kolubrynę? Poniekąd macie rację - bo pani kolibrowa rzeczywiście dość okazale się prezentuje w wyniku zamiłowania do słodyczy... 

Nie tylko zwierzęta prezentują swoje wizerunki czy też swoje perypetie w wierszach Małgorzaty Pietrzyk - świat roślin reprezentuje melon, są i inni bohaterowie - pluszowy miś, również jak koty zakochany, ale bardzo nietypowo;), jest beczka śmiechu, a wiersz o niej jest okazją do przywołania wielu związków frazeologicznych związanych ze śmiechem, radością, zabawnym zachowaniem. 

Zresztą język wszystkich utworów zwraca uwagę - teksty prozatorskie są na ogół bardziej zbliżone do zwykłych wypowiedzi, każde nietypowe użycie wyrazu zwraca uwagę, musi być uzasadnione - wiersze podlegają innym prawom - ich lektura dostarcza też przyjemności z obcowania z niebanalnymi określeniami, metaforami, hiperbolami. Jest dowcip, są niezwykłe, oryginalne pomysły, które w materii wiersza doskonale pasują, tworzą zapadający w pamięć obraz, skłaniają do snucia marzeń, do spojrzenia na rzeczywistość w nieco odmienny sposób. Nie ma tu dydaktycznych pouczeń, jest zaproszenie do świata fantazji.

A do tego jest tomik ten pięknie zilustrowany - niezmiennie zachwycają nas prace pani Emilii Dziubak świetnie oddające emocje bohaterów, w pomysłowo nakreślonej scenerii, radosne, przykuwające uwagę.

Polecam
Katarzyna









"Straszny sen słonia"
Autor: Małgorzata Pietrzyk
Ilustrator: Emilia Dziubak
Wydawca: Media Rodzina
Liczba stron: 32
Format: 21 x 22,7 cm
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-8008-046-1


Read On 0 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Dwór" (Widnokrąg)
- "Proszę słonia" (Wilga)




Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *