facebook

Kobietnik - inna bajka

"Będziemy rysować" - by mistrzowsko władać ołówkiem;)

11:20




Musimy się nieco pochwalić: jeśli chodzi o rysowanie, to prace Starszej nas zachwycają - bogactwem tematyki, bo wcale nie jest tak, że tylko królewny pojawiają się na kartkach, są też i smoki, rekiny, krokodyle, rysowane są samochody, miasta i z wielką pasją - rodzina. To oczywiście rysunki pięciolatki zatem to nie genialne odwzorowanie rzeczywistości nam się podoba, ale oryginalne przedstawienia, pomysłowość tych prac, dobór kolorów (wcale nie jest "tęczowo"!).

Czasem jednak pojawia się chęć, by obrazek był jednoznacznie zidentyfikowany (niestety, przyznaję się, czasem moje domysły odnośnie tego, co córka narysowała, są bardzo nietrafne...) - i Starsza "jęczy": "Nie umiem tego narysować, pomóż, pokaż". Z "pokazywaniem" jest różnie, "moja" technika to od szczegółu do ogółu, trudno mi przezwyciężyć to przyzwyczajenie, zatem o pomoc proszony jest tata dziewczynek, ale ze względu na liczne obowiązki nie zawsze jest "pod ręką"... Ale na szczęście zawsze wsparciem służy nam pewna "magiczna" książka o rysowaniu!

Zapewne niektórzy zetknęli się z nazwiskiem autorki przy okazji przeróżnych lektur, bo pochodząca z Katalonii ilustratorka ma na swoim koncie mnóstwo prac do pozycji dla młodych czytelników. Swą pasją dzieli się także z najmłodszymi w kolejnych książkach zdradzających tajniki rysowania. Poprzednie pozycje ukazały się na naszym rynku parę lat temu, nie są już dostępne, dlatego tak bardzo ucieszyła nas niniejsza publikacja. "Będziemy rysować" to naprawdę "magiczna" pozycja, bo okazuje się, że wystarczy umiejętność narysowania kilku figur geometrycznych, by powstały prace cieszące oko i dające satysfakcję. Zerknijcie na zdjęcia: zaczynamy od kół, owali, trójkątów, prostokątów. Formy są proste, nie onieśmielają, a kolejne stadia rysowania nie frustrują - dorysowujemy detale, wygładzamy linie, chwytamy za kredki czy farby... I już ogr jak żywy;), kurka - jakby za chwilę miała zagdakać, a przerażający duch wprost budzi grozę! Znajdziemy też rozdziały dotyczące perspektywy, światłocienia, sposobów oddania ruchu w rysunku. 
Książka według opisu wydawcy jest przeznaczona dla dzieci od szóstego roku życia, ale Starsza z zapałem próbuje swoich sił i tworzy prace inspirowane radami autorki. Czasem inspiracje kolorystyczne bywają dość luźno potraktowane, ale przecież mały artysta ma prawo podążyć za głosem swojej własnej (nomen omen;) muzy!

Tych, którzy mają szczęście mieć w swoich zasobach poprzednie publikacje Rose M. Curto uczące rysowania, nie trzeba przekonywać do nabycia kolejnej (a tylko uspokoję, że propozycje nie powtarzają się). W niniejszej znajdziemy mieszkańców wód, wiele zwierząt gospodarskich, bajkowe postacie (skrzaty, wróżki, jednorożca) i mnóstwo postaci, które najmłodsi uwielbiają rysować - kosmitów, roboty, dinozaury, smoki, Indian, cyrkowców, rodzinę królewską... Klarowne wyjaśnienia i efekty, które od razu widać - to sprawia, że korzystający z tej pozycji nie zniechęcają się, a wręcz przeciwnie - mają ochotę spróbować swych sił w kolejnych pracach. Ba, nawet dorośli (bo trzeba towarzyszyć Starszej - nie posiadła jeszcze sztuki czytania;)) nabierają chęci do sięgnięcia po przybory do rysowania!

Polecam
Katarzyna












"Będziemy rysować"
Autor: Rosa M. Curto
Wydawnictwo: Muza
Oprawa: miękka
Liczba stron: 96
Format: 22,6 x 26,8 cm ISBN: 978-83-7758-418-7
Read On 0 komentarze

"Czego uszy nie widzą" - postaw na rodzinę!

10:00



Agnieszkę Tyszkę polubiłyśmy za sprawą sympatycznej lektury o Zosi i jej nieco zwariowanej rodzinie. Galeria bohaterów imponuje, a zabawne charakterystyki sprawiają, że od razu czujemy sympatię do bliskich, przyjaciół Zosi, no i oczywiście do samej tytułowej postaci. W przypadku tej lektury jest podobnie - trzy siostry Bronzik, ich nader oryginalny dziadek Melchior, a także grono nietuzinkowych przyjaciół i znajomych to osoby, które być może trudno spotkać na co dzień, ale w książce takie osobowości sprawdzają się znakomicie i dostarczają miłej rozrywki.

Książka "Czego uszy nie widzą" jest przeznaczona dla nieco starszych czytelników niż seria o Zosi. Najstarsza z sióstr Bronzik - Michalina, kończy gimnazjum, Karolina jest w ostatniej klasie szkoły podstawowej, najmłodsza jest pięcioletnia Zuzia. W wyniku pewnych zawirowań opiekę nad nimi sprawuje dziadek - mama musiała wyjechać w dość długą delegację, a tata z niezbyt jasnych powodów przebywa już od dłuższego czasu poza granicami kraju. 

Wrześniowe dni upływają Misi - głównej bohaterce, dość szybko, bo też dzieje się wiele. Dziadek zaprowadza swoje dość kontrowersyjne według dziewcząt porządki, w domu pojawia się kot z dzwoneczkiem, zatem siostry postanawiają odnaleźć jego właściciela, ale poza tym pełną parą rusza rok szkolny - a każdy z nauczycieli nie daje zapomnieć o tym, że to właśnie jego przedmiot jest najważniejszy, na dodatek wszyscy uświadamiają uczniom bezmiar ich niewiedzy... Gdy dodamy do tego pojawienie się nowej, intrygującej koleżanki, zauroczenie kolegą z klasy oraz niebanalną nauczycielkę prowadzącą zajęcia teatralne, w których udział bierze także Misia, wówczas okaże się, że to lektura przezabawna, pełna zwrotów akcji, wciągającą - a na dodatek kształcącą. Okazuje się bowiem, że dziadek Melchior jest wielbicielem przysłów i propagowanie ich stawia sobie za punkt honoru, a siostry nie pozostają obojętne na tę wiedzę, ba - czytelnik będzie miał też okazję poznać przykłady ich własnej twórczości w tym zakresie. 

Dość zaskakującą informacją jest fakt, iż państwo Bronzik nie mają dostępu do Internetu, zatem wszelkie wątpliwości, jakie się pojawiają, dziewczyny rozwiewają sięgając po encyklopedie i słowniki - to też krzepiący przekaz - tego typu zachowanie. Nie mniej wartościowe jest przesłanie całej lektury - okazuje się, że rodzina jest wartością najważniejszą, a otwartość i serdeczność w kontaktach są nie do przecenienia.

Tradycyjnie już w książkach autorstwa Agnieszki Tyszki znaleźć można sporo nazwisk znaczących, przezwisk, nawiązań tej materii dotyczących, jest też nieco zwierzęcych bohaterów, a także wiele uwag odnośnie kondycji współczesnej szkoły, relacji rodzinnych - choćby w będących ciekawym dopełnieniem zamykającym książkę scenariuszach "napisanych" przez Misię. 

Polecam
Katarzyna



"Czego uszy nie widzą"
Autor: Agnieszka Tyszka
Wydawnictwo: Akapit Press
Oprawa: miękka
Liczba stron: 192
Format: 13x20 cm
ISBN: 978-83-64379-24-6




Read On 2 komentarze

"Pinokio" - ponadczasowa opowieść warta poznania

13:30




"Pinokio" bywa oceniany niezbyt pozytywnie - niektórzy zarzucają mu zbyt dużą obecność dydaktycznych wtrętów, autor moralizuje, poucza, napomina, przestrzega i piętnuje... Można zatem uznać na podstawie tych informacji, że jest to nudna i ciężka w odbiorze pozycja. Warto się przekonać o tym, że jest zupełnie inaczej. 

Zmienne koleje losu niepoprawnego pajacyka przykuwają uwagę nawet najmłodszych słuchaczy. Dorośli dostrzegają w tej lekturze maralizatorstwo, ale dzieci kibicują pragnieniu pajacyka, by przemienić się w chłopca, śledzą niesamowite przygody Pinokia, oczarowuje je Błękitna Wróżka, wzrusza szczęśliwe zakończenie historii. 

Pamiętam, że i mający zazwyczaj problemy z przebrnięciem przez szkolne lektury uczniowie z emocjami opowiadali o losach Pinokia, przeżywali wszystkie jego potknięcia i szczęśliwe zwroty akcji. Także i Starsza, choć niezbyt akurat zdrowa, w kiepskim nastroju, bardzo przejęła się tą opowieścią i odłożenie jej na później nie wchodziło w grę. 

Niniejsza pozycja jest bliźniaczo podobna do czytanej przez nas wcześniej "Alicji w Krainie Czarów" (obie z Wydawnictwa Olesiejuk), ale jeśli chodzi o treść to "Pinokio" jest bardziej podatny na takie zabiegi jak adaptacja na potrzeby najmłodszego odbiorcy. Dzieje pajacyka poddają się dość dobrze tego typu działaniom, a skrócenie nie zubaża historii w sposób znaczący. 

Także i w tej książce znajdziemy fragmenty zapisane w odmiennej formie, co także przykuwa uwagę odbiorcy. Intrygują też ilustracje autorstwa Manueli Adreani - ich tonacja wchodzi w dialog z tekstem, uwypuklają to, co najistotniejsze, pogłębiają wymowę opisanych wydarzeń.

W księgarniach znajdziemy sporo wydań "Pinokia", są nawet wersje okrojone do maksimum - kartonowe książeczki dla maluchów. Warto sięgnąć po tę publikację - zachwyca ilustracjami, a jeśli chodzi o treść - jest dobrym kompromisem między pełnym wydaniem a bardzo uproszczonymi wersjami fabuły. 

Polecamy
Katarzyna i Starsza








"Pinokio"
Ilustrator: Manuela Adreani
Adaptacja tekstu: Giada Francia
Tłumaczenie: Anna Matusik-Dyjak
Wydawnictwo: Olesiejuk
Oprawa: twarda
Liczba stron: 80
Format: 29,5x36,5 cm
ISBN: 978-83-274-1325-3

Książki Wydawnictwa Olesiejuk do nabycia w Fabryka.pl.




Read On 0 komentarze

"Mały mistrz kuchni. Proste przepisy" - najmłodsi przygotowują pyszności!

11:10


Wielkimi krokami zbliżają się szczególne święta - Dzień Matki, Dzień Dziecka - obie te okazje to sposobność do przygotowania czegoś pysznego - bo to zawsze poprawia humor, a na dodatek to oczywiście bardzo przydatna umiejętność. 26 maja wszystkie dzieci starają się wyręczyć mamy, zatem i zrobienie własnoręcznie obiadu wchodzi w grę - zwłaszcza gdy ma się taka pomoc jak książka "Mały mistrz kuchni. Proste przepisy". Z kolei Dzień Dziecka jest okazją, by namówić rodziców na zrobienie całej góry pyszności - a łatwiej ich będzie przekonać, gdy mały amator łasuchowania zaoferuje swoją pomoc w procesie powstawania kulinarnych atrakcji;)

Zachwyciła nas ta książka - i to pod każdym względem. Bardzo często przepisy dla małych kuchcików są w rzeczywistości przeznaczone jednak dla rodziców, opiekunów, bo udział dziecka ogranicza się do umycia czegoś, wymieszania, dosypania... Prace ważne, ale nie da się ukryć, że nie sprawiające, iż można powiedzieć z dumą: "Sam to zrobiłem", "Sama to przygotowałam". Także w tym przypadku obecność dorosłej osoby jest konieczna, ale przepisy są tak dobrane, że mogą pokusić się o wykonanie tych dań nawet bardzo nieletni amatorzy kucharzenia. Niewątpliwą zaletą jest różnorodność tych przepisów. To nie tylko słodkości, ale i dania obiadowe, przekąski, sałatki, propozycje na śniadanie czy kolację. W wielu przepisach podstawowym składnikiem są warzywa, a zdarza się (znamy to autopsji...), że bardzo niechętnie są one zjadane... Zatem takie samodzielnie przygotowane danie może przełamać niechęć, a może nawet okaże się, że warzywa da się lubić?;) 

Nie sposób nie docenić pomysłowości w przedstawieniu przepisów. Są one szczegółowo zilustrowane fotografiami, widzimy dokładnie każdy etap przygotowania dania, co więcej - na zdjęciach są właśnie "mali mistrzowie kuchni", co z pewnością ośmieli nawet najbardziej niepewne swych sił osoby. Widzimy kolejne czynności i ostateczny efekt, są podane informacje dotyczące czasu przygotowania potrawy, a dostępność składników sprawia, że jeśli mamy ochotę na wypróbowanie którejś receptury, to z realizacją nie będzie problemów. 

Przepisów jest sporo - nam przypadła do gustu zapiekanka à la pizza oraz rogaliki z oryginalnym nadzieniem. A jeśli najmłodsi nabiorą już wprawy i będą mieli ochotę przygotować inne pyszności, to mogą sięgnąć po kolejną pozycję wydaną przez Debit - "Mały mistrz kuchni. Udane przyjęcia" i olśnić gości niecodziennymi, odświętnymi potrawami. 

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki









"Mały mistrz kuchni. Proste przepisy"
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 21 x 28,5 cm
ISBN: 978-83-7167-951-3




Read On 0 komentarze

"Emma chce grać jazz!" - o sile prawdziwej pasji

11:00



Od dawna każda kolejną książkę Przemysława Wechterowicza witamy z entuzjazmem. Uwielbiamy "Anastazego", emocjonująca historia opisana w książce "Wilk, pies i owce" wciągnęła nas bez reszty, a najcieplejsza i najsympatyczniejsza opowieść o dwóch serdecznych misiach zawsze poprawia nam nastrój. 

Niniejsza pozycja jest nieco inna. Wprawdzie i każda z przywołanych lektur jest jedyna w swoim rodzaju, odmienna jeśli chodzi o świat przedstawiony, język, pomysł, jednak dostrzec w nich można swego rodzaju zabawę językiem, umiejętność skupiania uwagi czytelnika. Czytanie przygód Emmy jest nieco karkołomnym zajęciem - i nie chodzi o słowa piosenek wplecione w tekst. Przyznam, że chwilami z niedowierzaniem przewracałam kilkakrotnie kartkę, bo opowieść nieco zbacza, pojawiają się nie do końca uzasadnione wątki. Oczywiście to jedynie moje skromne zdanie, na pewno wiele osób stwierdzi, że to ciekawa i wartościowa historia. Nie można jej odmówić wartości dydaktycznych.

Szukająca swej drogi życiowej małpka Emma (swoją drogą dziwi to, że rodzice nie próbowali córce wytłumaczyć, iż pasja może pojawić się z czasem, że planowanie przyszłości nie powinno być traktowane tak "zadaniowo") stwierdza, że chce zająć się muzyką - grać jazz. Znajduje grono przyjaciół, a choć są bardzo różni, to wspólnie tworzą zgrany (nomen omen) zespół - ich dokonania w dziedzinie muzyki są przyjmowane przez znajomych z entuzjazmem, ale problemem jest nauka... Szkolna wiedza wydaje się małpce zbyteczna i nalegania rodziców, by poświęciła więcej uwagi swoim obowiązkom, puszcza mimo uszu. W końcu jednak (tu też bodziec jest trudny do zidentyfikowania - skąd ta decyzja?) postanawia sumiennie uczyć się, a jej pasja także w końcu znajduje urzeczywistnienie. W jaki sposób? O tym przekonacie się, jeśli sięgniecie po lekturę. Sporo tu elementów zaskoczenia, tradycyjnie - nieco językowej ekwilibrystyki (choć chyba mniej zabawnej niż ta, którą do tej pory autor prezentował), są i ilustracje - wielobarwne, stylizowane na sztukę Czarnego Lądu, w nasyconych, intensywnych kolorach. 

Książka uczy odpowiedzialności, ale też i determinacji w dążeniu do celu, pokazuje także, jak ważna jest przyjaźń, jak wiele znaczy wsparcie dobrze nam znanych osób, które życzą nam jak najlepiej. Spora porcja wartości dydaktycznych. Na zachętę dodam, że udało się nam przeczytać ją od razu w całości, zatem ma ona moc przykuwania uwagi.
Katarzyna






"Enna chce grać jazz!"
Autor: Przemysław Wechterowicz
Ilustrator: Anna Nowocińska-Kwiatkowska
Wydawnictwo: Skrzat
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 28,5x20 cm
ISBN: 978-83-7915-027-4



,

Read On 0 komentarze

"Marcel i zagadka pradziadka" - o szukaniu skarbów i odnajdywaniu przyjaźni

22:00



Wakacyjne klimaty zwiastują lekturę nieco lżejszą, przygodową, zabawną. W ubiegłym roku Wydawnictwo Skrzat zachwyciło nas "Lipcowymi przypadkami Agatki", w porównaniu z którą tegoroczna pozycja plasuje się na zaszczytnym drugim miejscu podium;) Może to bohater - w tym przypadku chłopiec - zadecydował o tej ocenie? Chyba nie, choć Agatka rzeczywiście była przesympatyczna, "charakterna", z głową pełną pomysłów, odważna i błyskotliwa. Marcel to również miły chłopiec i podobnie jak Agata stawia sobie za cel pewne detektywistyczne zadanie.

Tym razem chodzi o rodzinny skarb. Domysły ludzi mieszkających w sąsiedztwie, pogłoski przez nich rozpowszechniane mają jednoznaczny przekaz - przodkowie Marcela byli w posiadaniu sporego majątku, tajemniczych dóbr, które zostały ukryte.

Zatem choć perspektywa wakacji na wsi nie uradowała chłopca (tata był zmuszony przełożyć letni wyjazd w góry), dalsze wypadki sprawiły, że kolejne dni mijały w okamgnieniu, nie brakowało ciekawych zajęć, a wspólne - wraz z sympatyczną sąsiadką Martyną - rozwiązywanie zagadek wymyślonych przez pradziadka, a mających doprowadzić do skarbu, stało się wymarzonym sposobem spędzania dni kanikuły. 

Nie brakuje tu zwrotów akcji, a dzielnym małym detektywom przeszkadza antypatyczny chłopak z sąsiedztwa. Niezbyt duża objętość lektury sprawia, że dość gładko wszelkie trudności są rozwiązywane, by nie powiedzieć - jak z płatka. To tylko moja skromna opinia, ale niektóre pomysły nieco zaskakują - bogata sieć tuneli łącząca dość zaskakujące miejsca, ślub hrabianki z chłopem, wyjaśnienie odnośnie kontaktów Martyny i Jacka. Choć być może młody czytelnik skupi się na innych kwestiach - wciągnie go wartka fabuła, podejmie próbę rozszyfrowania zagadek, będzie bawiła go sympatyczna siostra Marcela, Ola, będzie podziwiał zmyślność czworonożnego przyjaciela - "prawie" owczarka szkockiego, Maksa. 

Niektóre zdarzenia odrobinę przerażają, ale choć czasem robi się nieco mrocznie, to wszystko zmierza do szczęśliwego finału. Okazuje się też, że warto dać komuś drugą szansę, że wytrwałość popłaca, a skarb nie jest wcale tym, co daje szczęście. Marcel opiekuje się młodszą siostrą, przyjaźni się z dziewczynką, pomaga babci i dziadkowi, ba - sam ochoczo włącza się do różnych prac. Zatem mamy oprócz wciągającej historii także "wartość dodaną". Dobra pozycja na letnie dni i na wolne chwile - na dodatek może rozbudzić pasję poznawania przeszłości swojej rodziny. 

Polecam
Katarzyna







"Marcel i zagadka pradziadka"
Autor: Anna Boderek-Pocheć
Ilustrator: Agnieszka Semaniszyn-Konat
Wydawnictwo: Skrzat
Oprawa: miękka
Liczba stron: 168
Format: 13,8x19,5 cm
ISBN: 978-83-7915-030-4


Read On 0 komentarze

"Alicja w Krainie Czarów" - magiczne, olśniewające ilustracje

21:30



Opublikowana blisko 150 lat temu "Alicja w Krainie Czarów" to książka, która doczekała się niezliczonej ilości wydań - różnią je tłumaczenia, zawartość treściowa (tak jak w tym przypadku - bo mamy tu do czynienia z adaptacją historii na potrzeby najmłodszych czytelników). Odmienne są ilustracje, format. Te dwie ostatnie sprawy to coś, co zwraca uwagę w odniesieniu do tego wydania. 

Sięgający po nią najmłodsi mogą poczuć się tak, jakby właśnie spróbowali magicznego ciasteczka czy czarodziejskiego napoju, które sprawiają, że nasze gabaryty w okamgnieniu zmieniają się - w tym przypadku mamy wrażenie, że ulegliśmy miniaturyzacji;) Po rozłożeniu książki otrzymujemy płaszczyznę o wymiarach blisko czterdzieści centymetrów na niespełna sześćdziesiąt centymetrów! Umieszczone na takiej rozkładówce obrazy przykuwają uwagę, intrygują, zachwycają. I to nie tylko rozmiarami! Manuela Adreani stworzyła postaci o wydłużonych, smukłych kształtach, gama barw jest stonowana: nie ma tu tęczy, brokatu, w jednym rysunku raptem parę barw w kilku odcieniach, a przecież to prace, które zapadają w pamięć, skłaniają do kontemplowania ich. 

Nierealne zdarzenia opisane w tekście zostały idealnie podkreślone onirycznymi obrazami. Alicja w stylowych sukniach i we fryzurze na pazia przemierza Krainę Czarów/Dziwów i spotyka postacie odziane z równą starannością jak ona sama - kwiatowe wzory sąsiadują ze stylizowanymi lilijkami, są ornamenty roślinne i serca - wszak jedną z głównych postaci jest władcza Królowa Kier! Obrazy są przecierane, linie wyraźne, a choć niektóre przedstawienia nieco zadziwiają (choćby suseł czy Niby-Żółw), ale na pewno nie można im odmówić zdolności oczarowywania odbiorcy. 

Niniejsze wydanie to tłumaczenie włoskiej adaptacji, przekładu dokonała Lucyna Stetkiewicz. Tekst został okrojony do możliwości percepcyjnych młodszych słuchaczy, choć i tak podzieliłyśmy tę lekturę na trzy wieczory, bo naszej pięciolatce trudno było dłużej skupić uwagę. Ciekawym zabiegiem, niezbyt często spotykanym, jest zapisanie tekstu w jakimś kształcie - w tym przypadku dymu snującego się z fajki czy łzy. 

Walory estetyczne tej publikacji są niezaprzeczalne, a uproszczony tekst sprawi, że i młodsi będą mogli zapoznać się z niezwykłą przygodą Alicji, która goniąc Białego Królika trafiła w miejsce pewne dziwów, zaskakujących postaci i niesamowitych zdarzeń.

Polecamy
Katarzyna i Starsza









"Alicja w Krainie Czarów"       
Adaptacja tekstu: Giada Francia
Tłumaczenie: Lucyna Stetkiewicz
Ilustrator: Manuela Adreani
Wydawnictwo: Olesiejuk
Oprawa: twarda
Liczba stron: 80
Format: 29,5x36,5 cm
ISBN: 978-83-274-1326-0

Książki Wydawnictwa Olesiejuk do nabycia w Fabryka.pl.



Read On 2 komentarze

"Moja pierwsza książeczka" - mistrzowska kreska, klasyczne teksty - pozycja idealna!

18:05



Po medialnej burzy dotyczącej rozdawanej świeżo upieczonym rodzicom książki zatytułowanej „Pierwsza Książka Mojego Dziecka” wiele osób zaczęło się zastanawiać, jak tego typu publikacja winna wyglądać. Nawet laicy nie mieli wątpliwości, że sfinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego projekt jest raczej chybionym przedsięwzięciem. Mnóstwo dość chaotycznie użytych barw, postacie o zdeformowanych proporcjach, zadziwiające kształtami zwierzęta, a jeśli chodzi o teksty to oprócz klasyki znalazło się i sporo banalnych, mało sensownych rymowanek. To zmarnowany potencjał - tym bardziej, że dobre wzory istnieją, od lat temat pierwszych lektur leży w kręgu zainteresowań pedagogów, psychologów, rodziców, zatem wiele wartościowych publikacji się już ukazało. 

Jedną z nich jest pozycja, która została wydana sześćdziesiąt siedem lat temu, w 1947 roku - "My First Nursery Book". Cztery klasyczne opowieści to historie bliskie każdemu małemu Anglikowi. Okoliczności śmierci kogucika Robcia, historia ucieczki Piernikowego Ludzika i emocjonujących prób złapania go podejmowanych przez coraz to szersze rzesze ludzi i zwierząt, znana w różnych wersjach historia trzech świnek, ich trzech domków i żarłocznego wilka oraz opowieść o Złotowłosce, która dość bezceremonialnie poczynała sobie w domku niedźwiedzi - zabawne, przyciągające i skupiające uwagę teksty wciąż ciekawią, intrygują. Teksty przełożył Robert Stiller, tłumacz, pisarz, a także językoznawca, znany choćby ze swego brawurowego przekładu "Mechanicznej pomarańczy" w dwóch wersjach - "angielskiej" i ze słownictwem pochodzącym z języka rosyjskiego. Dlatego sięgając po tę książkę zetkniemy się z tekstami dopracowanymi pod względem doboru słów, często zrytmizowanymi (teksty prozatorskie), z kolei w wierszach tłumacz sięgnął po szyk przestawny i przerzutnię. Przyznam, że u nas lektura wywołała niedosyt... "To już koniec?" - powiedziała Starsza, gdy skończyłam czytać ostatnią historię - "Trzy misie". 

Na pewno niebagatelną rolę odegrała świeżość tych opowieści. Wprawdzie pierwszy tekst - wiersz "Kto zabił Robcia Kogucika?" znamy w nieco odmiennej wersji, z tytułowym bohaterem kotem (wiersz "Kto zabił kota Mruczka?" autorstwa Danuty Wawiłow zamieszczony w antologii "Wiersze dla niegrzecznych dzieci"), to jednak wymowa jego jest zupełnie inna, pierwszy raz zetknęłyśmy się z historią o Pierniczaku;), zaskoczyła nas pointa bajki "Trzy świnki", a "Trzy misie" oczarowały zabawnym motywem różnicowania głosów bohaterów, który skwapliwie wykorzystałyśmy podczas czytania. 

Ale "Moja pierwsza książeczka" to teksty i ilustracje - elementy równorzędne - i równie zachwycające. Można by powiedzieć, że przeciwnie do tekstów, strona wizualna nie była aż tak wielkim zaskoczeniem... A to dlatego, że wśród wielu wydań wierszy Jana Brzechwy do naszych ulubionych należy "Tańcowała igła z nitką", do którego ilustracje stworzyła... oczywiście Franciszka Themerson! Prace w jednej i drugiej książce pochodzą z podobnego okresu - ów zbiór wierszy Brzechwy ukazał się w 1946 roku. Charakterystyczna kreska, wysmakowane barwy, przemyślana kompozycja ilustracji - prace Franciszki Themerson są łatwo rozpoznawalne, zapadają w pamięć, są równoważnym aspektem lektury (przywołać można na przykład zabawne dopowiedzenia/"dorysowania" finału, choćby dziejów wilka w "Trzech świnkach).

Niezwykle utalentowana Franciszka Themerson tworzyła rysunki, scenografię, projekty graficzne, malowała, w kręgu jej zainteresowań znajdowała się także produkcja filmowa, zatem w pełni uzasadniony jest dodatek do niniejszej pozycji - "Moja pierwsza książeczka" to publikacja wzbogacona o płytę DVD. Znajdziemy na niej między innymi film animowany! To bardzo ciekawa propozycja - tekst pierwszego utworu - "Kto zabił Robcia Kogucika?" został zanimowany na podstawie ilustracji. Film, choć stworzony w dość nietypowy sposób, przykuwa uwagę i zachwyca, można tylko żałować, że to tak unikatowa produkcja... Kolejna niespodzianka to audiobook - wiersz o Robciu w mistrzowskim wykonaniu Piotra Fronczewskiego, genialny aktor pokazuje, jak można głosem oddać bogactwo emocji, zbudować nastrój - i oczarować!

Dla wielu osób imię i nazwisko Franciszka Themerson łączy się nierozerwalnie z osobą jej męża - Stefana Themersona - wspólnie stworzyli wiele książek dla najmłodszych (na przykład tak lubianą i cenioną opowieść o budowie;) - "Pan Tom buduje dom"), ale choćby przywołana przeze mnie lektura - wiersze Jana Brzechwy z ilustracjami tej awangardowej artystki, dowodzi, że pracę jej autorstwa spotkamy nie tylko w książkach napisanych przez jej męża (nawiązuję do bardzo często popełnianego przez księgarnie internetowe błędu - w wielu z nich jako autor tekstów w "Mojej pierwszej książeczce" figuruje właśnie Stefan Themerson...).

Pięknie i starannie wydana książka z multimedialnym dodatkiem jest pozycją, po którą warto sięgnąć. A jeśli ktoś się jeszcze waha, to warto zajrzeć na stronę Fundacji Festina Lente - można tu obejrzeć zawartość "Mojej pierwszej książeczki" i - nie mamy wątpliwości - zachwycić się ponadczasowością tej lektury!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki












"Moja pierwsza książeczka"
Ilustrator: Franciszka Themerson
Wydawnictwo: Fundacja Festina Lente
Oprawa: twarda
Liczba stron: 68
Format: 19 x 24,5 cm
ISBN: 978-83-7904-217-3




Read On 1 komentarze

"Dzienniki Nikki. Ja wiem lepiej!" - doskonała lektura na poprawienie humoru!

10:00



Umieszczone na okładce słowa: "Światowy bestseller" to nie czcze przechwałki - seria o przygodach Nikki jest niezwykle popularna i bardzo lubiana. Książki przetłumaczono na 28 języków, kolejne tomy osiągają rekordowe nakłady i coraz więcej osób może powiedzieć o sobie, że są fankami sympatycznej Nikki, która pakuje się w kolejne kłopoty, dzielnie przeciwstawia się przeciwnościom losu, próbuje zachować równowagę psychiczną, a jest niełatwe, bo:
a) nie należy do ełefelek,
b) jest skrycie zakochana w Brandonie,
c) ma młodszą siostrę (która z kolei ma mnóstwo pomysłów i jest dość bezpośrednia, a także potrafi głośno domagać się spełnienia jej żądań...),
d) uwzięła się na nią niejaka MacKenzie ("DOBERMAN w błyszczyku i najmodniejszych dżinsach"!),
e) zalazłoby się jeszcze to i owo;)
Brzmi nieco enigmatycznie? Nic dziwnego, wszak życie nastolatek jest nader skomplikowane! Na szczęście Nikki zawsze może liczyć na pomoc przyjaciółek - Chloe i Zoey - choć trzeba też przyznać, że wspólnie wpadają na pomysł, który ma niezbyt miłe reperkusje... W sylwestrową noc, którą spędzają wspólnie, postanawiają zemścić się na MacKenzie za jej wszystkie niemiłe zachowania względem nich i obrzucają jej dom papierem toaletowym. Niestety, w trakcie tej czynności zaskakuje je znienawidzona koleżanka...

Piąty tom przygód obejmuje pierwszy miesiąc nowego roku, ale ilość zdarzeń i komplikacji z całą pewnością nas oszołomi. Dzieje się bardzo wiele: w szkole, w rodzinie, w życiu uczuciowym, ba - Nikki staje się osobą niezwykle znaczącą, choć i jednocześnie... nierozpoznawaną;) Otóż zajmie się "zawodowo" udzielaniem rad potrzebującym wsparcia. 

Przezabawna książka jest lekturą na bardzo krótki czas;) Choć wydaje się być obszerna (336 stron!), to czytanie nie zajmie Wam zbyt wiele dni: i to nie tylko ze względu na spory druk oraz wiele ilustracji, szybkie tempo akcji i wciągające przygody sprawiają, że nie sposób odłożyć ją na dłużej. 

Rysunki są zabawnym komentarzem do opisywanych treści, mnóstwo tu emotikonów, obrazowych określeń, hiperbolizacji przeżyć i zdrzeń, zatem o uśmiech na twarzy podczas czytania nietrudno! Pisana w formie pamiętnika lektura bawi, ale i zawiera budujące przesłanie - przekonuje o sile przyjaźni, odpowiedzialności, uczy otwartości.

Ci, którzy nie mieli okazji zetknąć się wcześniej z sympatyczną bohaterką, mogą na razie (bo zapewne zechcą nadrobić ten brak;)) przeczytać tę pozycję - bo choć należy ona do serii, to sposób przedstawiania zdarzeń sprawia, że nie jest problemem zrozumienie relacji między postaciami. Choć oczywiście dla fanów zabawnych lektur fakt, iż Wydawnictwo Akapit oferuje i inne tomy o przygodach Nikki będzie najmilszą wiadomością. Po ich przeczytaniu będziecie na pewno z niecierpliwością oczekiwać na pojawienie się w księgarniach kolejnej, szóstej części...;)


Polecam
Katarzyna






"Dzienniki Nikki. Ja wiem lepiej!"
Autor: Rachel Renée Russell
Wydawnictwo: Akapit Press
Oprawa: miękka
Liczba stron: 336
Format: 13 x 20 cm
ISBN: 978-83-64379-32-1






Read On 2 komentarze

„Różności na uroczystości przedszkolne i szkolne”

11:00


O czym jest książka?
Pozycja ta jest przede wszystkim o uroczystościach, świętach związanych z naszym krajem i kulturą, ale także sposobie i pomysłach na ich spędzanie, przeżywanie i po prostu świętowanie.

Co możemy w niej znaleźć?
Składa się z wstępu oraz 19 rozdziałów. Każdy rozdział to inne święto:   
Nowy Rok, Karnawał, Dzień Babci i Dzień Dziadka, Walentynki, Dzień Kobiet, Pierwszy dzień          wiosny, Wielkanoc, Dzień Matki, Dzień Dziecka, Dzień Ojca, Noc świętojańska, Dzień Chłopaka, Święto pieczonego ziemniaka, Dzień Nauczyciela, Halloween, Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, Andrzejki, Adwent, Boże Narodzenie.
We wstępie przedstawiona zostaje rodzina Przyjaznych: mama Basia Przyjazna, tato Michał Przyjazny, dzieci; Marcelina i Kacper Przyjaźni oraz pies Bambus. Razem z bohaterami książki- rodziną Przyjaznych wybieramy się w podróż przez najważniejsze święta obchodzone w naszym kraju w ciągu całego roku.     
Na początku każdego rozdziału opisane jest dane święto, jego specyfika oraz związane z nim zwyczaje. Następnie proponowane są sposoby spędzenia tego dnia, sposobu jego świętowania. Propozycje te to zarówno zabawy, czynności jak i prace twórcze, czy też pomysły na różnego rodzaju podarunki.    

Kilka zdjęć wybranych „propozycji świętowania”:

prezent dla dziadka

niespodzianka walentynkowa


ozdoby wielkanocne

prezent na dzień chłopaka


Do kogo jest kierowana?
Książka kierowana jest do dzieci za równo w wieku przedszkolnym jak i wczesnoszkolnym, ale także i do rodziców oraz nauczycieli przedszkoli i klas początkowych. Każdy znajdzie tu coś dla siebie; sposób na wspólne spędzenie czasu, wyjątkowe świętowanie, pielęgnowanie rodzimych tradycji, pomysły na wyjątkowe prezenty, czy też ozdoby i dekoracje związane z różnymi świętami.

Ocena pozycji
Książkę jest dobrą pozycją do rodzinnego świętowania i szukania pomysłów na kreatywne i miłe spędzanie wolego czasu i oczywiście świętowanie. Jestem nieco rozczarowana pod pewnym względem jako nauczyciel, gdyż spodziewałam się w tej pozycji znaleźć więcej pomysłów na nieco bogatsze organizowanie i spędzanie różnego rodzaju świąt z podopiecznymi. Większość pomysłów jest mi bardzo dobrze znana, co nie oznacza, iż książka jest zła. Sądzę, że wiele rodziców i opiekunów znajdzie dzięki tej pozycji sposób na wspólne, rodzinne świętowanie.
I tego wszystkim gorąco życzę!
Magda


Autor:   Ewa Miedzińska
Wydawnictwo:   Papilon
Seria wydawnicza:   Centrum Edukacji Dziecięcej
Oprawa:   twarda
Liczba stron:   120
Format:   290x205mm



Read On 0 komentarze

„Moja księga eksperymentów”

10:00


O czym jest książka?
Oczywiście o eksperymentach ;) tych małych, ale także i dużych, które z powodzeniem możemy przeprowadzić w domu, czy też w szkole. Ma to na celu przybliżenie dziecku pewnych zjawisk zachodzących w najbliższym otoczeniu oraz objaśnieniu krok po kroku jak skonstruować np. łódkę z napędem odrzutowym, elektromagnes, czy kalejdoskop. Organizacje i przebieg eksperymentów objaśniają nam i towarzyszą mali badacze- bohaterowie książki: Magda i Piotruś.

Co możemy w niej znaleźć?
Składa się z wstępu oraz 6 rozdziałów.        
We wstępnie znajdziemy krótkie słowo kierowane do rodziców, min. informacje, iż eksperymenty dzieci mogą wykonać samodzielnie przy niewielkim wsparciu opiekuna. Znajdziemy także sugestie i rady dotyczące przygotowania, o czym powinniśmy pamiętać, w co się zaopatrzyć i na co zwrócić uwagę.        
W książce tej znajdziemy rozdziały takie jak: świat i wszechświat, czas i pogoda, ruch i siły, energia i elektryczność, zjawiska optyczne, komunikacja. Na końcu książki natkniemy się na ABC naukowca, to nic innego jak mały słownik trudnych pojęć i zjawisk.
Przy każdym eksperymencie z boku strony narysowane się oraz podpisane ilustracje rzeczy, które będą niezbędne do przeprowadzenia owego eksperymentu. Następnie opisane są kolejno etapy konstruowania przedmiotów, wynalazków oraz informacje, które warto wiedzieć.
Kilka zdjęć wybranych eksperymentów:



Do kogo jest kierowana?
Książka kierowana jest do dzieci. Za równo do przedszkolaków jak już do szkolniaków.
Inspirację i pomoc znajdą tu także nauczyciele przedszkoli oraz szkół. Pozycja ta okaże się niezwykle pomocna w objaśnieniu pewnych zjawisk, ale także w urozmaiceniu zajęć i zaciekawieniu podopiecznych obserwacją świata i wszystkim co nas otacza, a co za tym idzie nauką, badaniami i eksperymentami, bez których pozostalibyśmy w przysłowiowej jaskini ;)

Ocena pozycji
Książkę oceniam celująco. Swoją nieprzeciętnością, bogactwem pomysłów, eksperymentów zaspokoi niejednego ciekawskiego i pomoże znaleźć mu odpowiedź na niełatwe pytania dotyczące dnia codziennego. Forma książki jest jasna, przejrzysta i przystępna, rysunki kolorowe i wzbudzające ciekawość.

Gorąco polecam
Magda

Autor:   Francesca Massa
Wydawnictwo:   Papilon
Seria wydawnicza: Centrum Edukacji Dziecięcej
Oprawa:   twarda
Liczba stron:   48
Format:   297x235mm



Read On 0 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Husarskie skrzydła. Zdarzyło się w Polsce" (Literatura)



Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *