facebook

Kobietnik - inna bajka

"Strzały na Służewcu" - opowieść retro, żywe emocje

23:40


Niewiele słów, niewiele stron, a tak gęsto od treści... Druga część komiksu autorstwa Michała Rzecznika i Leszka Wicherka to esencjonalna pozycja, w której dzianie się i warstwa psychologiczna są równie istotne. Czasem nawet górę biorą te międzyludzkie relacje, istotniejsze od tego, kto zrobił, jest to dlaczego, w jakim celu, z jakiego powodu...

To nie jest komiks, w którym łapiemy na gorąco, naskórkowo kolejne fakty i czym prędzej zmierzamy do rozwiązania historii - tu potrzebny jest namysł, refleksja. Śledztwo na wielką skalę, z rozmachem, w które zaangażowanych zostało mnóstwo funkcjonariuszy? Wręcz przeciwnie - dedukcja, wniknięcie w psychologię osób, z którymi przyszło się zetknąć porucznikowi Milicji Obywatelskiej, zmysł obserwacji, wyważone działanie - to znaki rozpoznawcze Bogusława Klaudiusza Kota.

O sobie mówi niewiele, ale i dobór tych paru faktów jest dla czytelnika wyraźnym sygnałem, z jakiego typu bohaterem mamy do czynienia. Zrównoważony, zawsze zachowuje zimną krew - nawet w zetknięciu z płcią przeciwną, a trzeba przyznać, że bywa to niełatwe. Jest ciekawym spojrzeniem dorzucającym kamyczek do wielogłosowego obrazu działania Milicji Obywatelskiej, który dzięki rozmaitym tekstom kultury mamy wyrobiony, utworzony.

Równie ciekawa jak fabuła, jest i forma - "okoliczności przyrody" to okazja do przywołania wiersza - i to niebanalnego autora - Jana Himilsbacha! Inne przywołane nazwiska to Jerzy Skolimowski, Wojciech Młynarski.  

Znawców wciągnie odnajdywanie nawiązań, pasjonatów sensacyjnych historii - kryminalny wątek, wielbicieli komiksów ucieszy niebanalna forma.

Polecam
Katarzyna










"Strzały na Służewcu"
Scenariusz: Michał Rzecznik
Rysunki: Leszek Wicherek
Wydawnictwo: Widnokrąg
Oprawa: miękka zeszytowa
Liczba stron: 32
Format: 17,6 x 25 cm
ISBN: 978-83-944971-5-6


Read On 2 komentarze

"Poczytaj mi, mamo. Księga siódma" - dziesieć opowieści do wielokrotnej lektury

21:50



Czy to nie niesamowite?! Kilka książeczek - tak różniących się treścią, formą, tematyką - i taki sukces?! Jak to możliwe, że kolejne księgi z serii "Poczytaj mi, mamo" są prezentem lepszym niż zabawki, że po wielekroć do nich wracamy, że z uwagą studiuje się zawartość i zewnętrzność?

Odpowiedź jest jasna i oczywista - świetni autorzy, doskonali ilustratorzy - i to wystarczy! Takie historie - barwne, w niebanalny sposób ujmujące temat, zilustrowane ciekawie, w sposób przykuwający uwagę to klucz do zainteresowania najmłodszych. A choć potem już finał i pomysł są znane, to nie umniejsza to przyjemności ze słuchania, oglądania.

Jak śpiewa Sting - "miłość jest siódmą falą" - a nasze uczucie do tej serii jest głębokie, niezmienne i każda nowa pozycja już na pierwszy rzut oka wywołuje gorące emocje i erupcję wulkanu entuzjazmu: "Dziś będziemy czytać? A całą nam przeczytasz?";) "Tak. Nie";) - szkoda tak na raz pochłonąć lekturę, zresztą warto porozmawiać o tym, co usłyszane. 

Całą gamę emocji wywołają teksty w tej części zebrane - będziemy współczuć i cieszyć się, bawić i wzruszać, nieobce nam będzie i poetyckie rozmarzenie, i magia legendarnych opowieści. Wśród dziesięciu tytułów znalazł się tylko jeden wierszowany - "Bracia miesiące" Ewy Szelburg-Zarembiny, ale jak się pewnie domyślacie - tworzy go aż dwanaście utworów. Wśród nich ten o dobiegającym właśnie końca miesiącu, który liście-listy w rozmaite zakątki i nieoczekiwane miejsca zanosi - pamiętam go z podręcznika z bardzo wczesnych lat szkolnych. Wyznam, że to jedyny tekst wcześniej znany mi z tego zbioru. Oczywiście legenda o złotej kaczce  wielokrotnie była przeze mnie czytana - także dziewczynkom, zatem od razu Młodsza deklarowała, że bardzo lubię tę opowieść, ale w słowa ubrał ją Artur Oppman, więc ta napisana przez Barbarę Lewandowską jeszcze bardziej spodobała się ze względu na obrazowość przedstawienia, szczęśliwy finał. 

Dla nas to zatem bardzo "nowa" lektura pod każdym względem. Choć teksty i ilustracje powstały wiele lat temu, to nie zestarzały się ani trochę - to zdecydowanie seria warta uwagi, od kilku już lat żelazny prezent na rozmaite okazje dla najmłodszych. Dziewczyny przeprowadzają różne rachuby i wg nich powinny ukazać się jeszcze dwa lub trzy tomy - a te spekulacje bardzo cieszą - także i mnie!:) 

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki










"Poczytaj mi, mamo. Księga siódma"
Autorzy: Ryszard Marek Groński, Jadwiga Jasny-Mazurek, Barbara Lewandowska, Hanna Łochocka,
Zdzisław Nowak, Danuta Wawiłow,
Ilustratorzy: Tomasz Borowski, Bohdan Butenko, Hanna Czajkowska, Krystyna Michałowska, Mirosław Pokora, Anna Stylo-Ginter, Maria Uszacka, Zdzisław Witwicki
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: twarda
Liczba stron: 280
Format: 16,5 x 21,5 cm
ISBN: 978-83-10-12982-6

Read On 1 komentarze

"Basia i zwierzaki" - najlepsze świąteczne patenty:)

12:10



To prawda, że oczekiwanie na miłe zdarzenie to przyjemna sprawa: marzymy, planujemy, odliczamy dni - choć czasem i słychać jęki: "Kiedy wreszcie?"... A świąteczny czas Bożego Narodzenia to najurokliwsze chwile - bo piękna choinka w wysprzątanym mieszkaniu cieszy, smakują wigilijne pyszności, wszyscy elegancko ubrani, stos prezentów... Ale żeby to wszystko zaistniało, trzeba sporo czasu, nakładu sił i środków. Najgorętszy okres zaczyna się parę dni przed Wigilią - wtedy właśnie panie domu często stwierdzają, że dobrze byłoby się rozdwoić, a nawet roztroić. W takiej chwili odwiedzamy rodzinę Basi. Tata wychodzi do pracy, mama zostaje z pociechami, świątecznymi przygotowaniami i obowiązkami zawodowymi. 

Jak się sprawdzą dzieci w roli pomocników?;) Doskonale wiemy, jak to bywa, bo choć chęci szczere, te wprawy jeszcze brakuje i często mamy tylko dodatkowe obowiązki po takiej pomocowej akcji... Autorka dla zobrazowania katastrofy, do jakiej doprowadziło tarcie buraczków przez Basię, odmalowała kuchnię, która właściwie nadawałaby się do remontu. Gdy pomyślimy o tym w kontekście przedświątecznych porządków, przygotowywania wigilijnych potraw i opieki nad trojgiem dzieci, to nie dziwią nerwy mamy i jej gwałtowna reakcja. Ale intencje najmłodszych są przecież szczere, a że żywioł zabawy bierze górę, to już inna sprawa... Dla nich ostre słowa mamy są okropnie krzywdzące i - przyznajmy to - zupełnie nie w klimacie świąt.

Jak załagodzić tę sytuację? Jak przeorganizować listę zadań, by nie zapomnieć o tym, co najważniejsze: że święta to czas dla rodziny, to okazja do bycia razem, miłego spędzania czasu (w końcu przecież po to angażujemy małych pomocników:)). Na propozycję mamy, że po akcji "buraczki" zrobią razem coś przyjemnego, Basia od razu pyta o zoo (pamiętacie pierwszą książkę z serii?;)) - dobrze, że jednak tam nie idą, dziś ogrody zoologiczne mają spore grono zagorzałych przeciwników... A zwierzęta nie tylko w zoo można spotkać, ba, można samodzielnie zrobić piękny zwierzyniec, zapełnić gospodarską zagrodę ulokowaną pod choinką, a na świątecznym drzewku zawiesić papierowe motyle czy ptaki. 

Nie tylko wspólne sprzątanie czy lepienie uszek lub ucieranie maku może zbliżać - jeszcze milej spędza się razem czas przy twórczych działaniach! Dlatego tytułowe zwierzaki połączą tego dnia rodzinę - zaroi się od nich w zakamarkach mieszkania, a ich wykonywanie stanie się katalizatorem świątecznej radości:) 

Święta bez mycia okien? Bez przygotowania do późna frykasów? Cóż to za święta?! Bardzo dobre - choć nie tak planowane;) Przekonajcie się sami! A jeśli nie wierzycie - wypróbujcie patent zaprezentowany w lekturze! Na końcu książki znajdziecie klarowną instrukcję, a obok części lekturowej - wycinankową;) - do wykonania własnego stada czworonogów i nie tylko!;) Sztywne, kolorowe kartki sprawią, że Wasze dzieła będą się pięknie prezentować, do tego jest ich tyle, że można się podzielić z rodzeństwem;) Do tego jest jeszcze sześć arkuszy naklejek do ozdobienia Waszych dzieł. A sama książka - piękna, aksamitna w dotyku, świątecznie połyskująca złotymi gwiazdkami - idealny prezent z okazji Mikołajek - bo choć oczekiwanie jest miłe, to niekiedy nieco się dłuży... Zatem niech ten grudzień upłynie nam pod znakiem tworzenia fauny!:)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki 







"Basia i zwierzaki"
Autor: Zofia Stanecka
Ilustrator: Marianna Oklejak
Wydawnictwo: Egmont
Oprawa: miękka
Liczba stron:64
Format: 20,5x29,5 cm
ISBN: 978-83-281-1457-9


Read On 0 komentarze

"Wielka księga Basi i Franka 2" - wielkie sprawy małych obywateli;)

13:10



Dyżurny żart w naszej rodzinie związany z rozmaitymi świętami dotyczy telewizyjnych propozycji filmowych - "Jest Znachor? To znaczy, że są święta!";) Ale wyznajemy, że choć widziany tyle razy, to wciąż miło jest na niego zerknąć (zwłaszcza na nasz ulubiony fragment o "niebywałej intuicji chirurgicznej"). Dziewczyny też mają taki hit - to "Kraina lodu" (a wyznam, że tak mimochodem i ja się zapoznałam dogłębnie z tą produkcją, zatem podrzucam kwestie bohaterom;)), są i ulubione seriale, które choć dobrze niekiedy znane, to wciąż bardzo cieszą i nadal spotykają się z gorącym przyjęciem - podobnie jest z książkami o Basi! Z przyjemnością sięgamy po te znane, mamy też pewność, że nowe spodobają się również - tak jak to jest choćby w przypadku serialu o kucykach;) - ukochani bohaterowie to niejako gwarancja sukcesu (i tak to autorzy, twórcy staja się szarymi eminencjami - cały splendor spływa na ich dzieła;)).

Przygody Basi i Franka to jak dobry serial familijny - kolejne rozdziały stanowią pewną całość, mają swoją małą dramaturgię, bohaterowie borykają się z rozmaitymi problemami, ale też i wiele radosnych chwil przeżywają... Kilka stron - a tyle emocji! Udzielają się one i małym odbiorcom. Miło jest mieć pewność, że każda trudna sprawa znajdzie swój szczęśliwy finał, najmłodsi chłoną opowieści, proszą o kolejne, a historie te to także lekcja życia, zasad postępowania, savoir-vivre'u, traktowania innych, unikania niebezpieczeństw, zachowania w różnych sytuacjach. 

Niniejsza pozycja opatrzona jest cyfrą dwa - mamy pierwszą część, choć dziewczyny z "Frankowego" wieku już wyrosły. Wyznam, że niebacznie podzieliłam się lekturami z młodszym kuzynem... Wśród książek, które do niego trafiły, była też pierwsza "Wielka księga Basi i Franka". No i oczywiście okazało się bardzo szybko, że zrobiłam rzecz niewybaczalną;) - bo to ulubiona lektura (dużo mamy takich ulubionych, na dodatek ta liczba się tylko zwiększa...), zatem czym prędzej trzeba było uzupełnić tę niepowetowaną stratę;) Mamy zatem obie książki, tę pierwszą Starsza czytywała w ramach swoich pierwszych kroków w dziedzinie czytelnictwa. I teraz może płynnie przejść do drugiej!:) 

Choć tytuł sugeruje kontynuację, to różnice między tymi publikacjami są spore. Pierwsza część zbierała treści zawarte w kartonowych książeczkach dla maluchów. Tytuły dwunastu krótkich historyjek brzmią: "Basia, Franek i ..." - po tym "i" pojawiają się sprawy ważne dla maluchów, tworzące ich mały świat: jedzenie, ubieranie, zwierzęta, kolory... Niedługa historyjka to przygody dwojga rodzeństwa, dużo ilustracji, niewiele tekstu, bo i zdolności percepcyjne najmłodszych i ich cierpliwość mają swoje granice;) Sympatyczna lektura wprowadzała nowe pojęcia, przynosiła podstawową wiedzę na najistotniejsze tematy. Ale przecież każdy rośnie!;)

Nawet mały Franek nie jest już bobasem, coraz lepiej się komunikuje, jego doświadczenia są coraz bogatsze, ma marzenia i pasje, próbuje nowych rzeczy, umie coraz więcej... Dlatego druga część przygód, w których jego osóbka wysuwa się na plan pierwszy to książka o wiele obszerniejsza;) Rozmiarowo - nawet nieco mniejsza;), ale stron jest odrobinę więcej, opowiadań - dwa razy tyle, a najmilsza wiadomość dla fanów przygód dziewczynki w pasiastej bluzeczce i jej małego brata - to bardzo treściwe historie!;) Tu już nie spotkamy stron z kilkoma zdaniami oraz mnóstwa ilustracji - owszem, jest ich sporo, ale dominuje tekst. To dłuższe opowiadania, swą formą i treścią przywodzące na myśl pierwszą księgę o Basi - i ta zbieżność nie jest przypadkowa. I w tamtej pozycji, i w tej znajdziemy teksty publikowane wcześniej w periodyku dla rodziców, a obok nich - nowe opowiadania autorki. Oprócz historii, które przywołują codzienne zdarzenia z życia wielu maluchów (kamyk wepchnięty do nosa, pierwszy ząbek, który tak opornie się pojawia, rozmaite pomysły twórczych zabaw nie zawsze spotykające się ze zrozumieniem ze strony dorosłych... - i wiele innych przygód) w nowej publikacji, podobnie jak i w pierwszej części znajdziemy strony z zadaniami dla małych słuchaczy - wyszukiwanki z mnóstwem kolorowych elementów zajmą z pewnością maluchy i ucieszą je na równi z opowiadaniami, tak prawdziwymi, sympatycznymi, pozwalającymi kolejny raz zajrzeć do domu pełnego ciepła, radości, miłości, pomimo drobnych przeciwności losu:)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki

PS. Poniżej te strony "bardziej" zilustrowane, bo stwierdziłam, że to lepszy wybór niż dwie strony tekstu (a i takich jest wiele!) ;)










"Wielka księga Basi i Franka 2"
Autor: Zofia Stanecka
Ilustrator: Marianna Oklejak
Wydawnictwo: Egmont
Oprawa: miękka
Liczba stron: 168
Format: 16x20 cm
ISBN: 978-83-281-1448-7




Wpis w ramach projektu Przygody z książką.
Sprawdźcie, co się tam dzieje!:)  
Read On 3 komentarze

"Tata w sieci" - Przy komputerze czas leci... A dzieci?!

23:30


W przypadku każdej osoby takie wpadnięcie w sieć jest sprawą niepokojącą, trudną, problematyczną i wykaraskać się z takiej matni niełatwo... Ale właśnie tatowie są szczególnie narażeni na taką pułapkę - często pracują przy komputerze (jak wiele zawodów wymaga takich właśnie działań!), w domu muszą uzupełnić jakieś zaległości, sprawdzają finanse, wyniki meczy, chcą być na bieżąco w kwestii aktualnych wydarzeń, a przecież ciężko pracującym należy się relaks - zatem kolejna godzina mija na stronach mediów społecznościowych, przy grach, w poszukiwaniu ciekawych wiadomości, wertowaniu stron związanych z hobby...

Niegdyś szukając informacji sięgaliśmy po encyklopedię - dziś wystarcza komputer z dostępem do Internetu. Niestety, coraz więcej potrzeb zaspokajamy dzięki dostępowi do sieci, internetowym stronom, wirtualnym przyjaciołom, grom on-line, zakupom w internetowych sklepach... Tak właśnie zachowuje się na co dzień tata małego pingwinka. Nie ma czasu na rozmowę, zabawę, nie odpowiada na pytania, nie nawiązuje rozmów - ba, nawet nie podejmuje tematu, bo przecież w wirtualnym świecie dzieją się takie ciekawe rzeczy! 

Jakie to może mieć konsekwencje? Niektórzy tatusiowe mogą tłumaczyć się, że przecież są w domu, zatem niejako "pod ręką", więc cała rodzina powinna być zadowolona! Ale to tym bardziej przykre, bo choć obecni ciałem, duchem są daleko od nas - to, co obok, jest mało istotne, liczą się internetowe przyjaźnie, konwersacje, sprawy. Maniacy potrafią jeść posiłki przy komputerze, ich pierwszą czynnością rano jest "odpalenie" komputera, włączenie się do sieci... Każdą prośbę o pomoc, o poświęcenie uwagi traktują jako zamach na ich osobę. 

Co jest największym dramatem? Jest kilka takich kataklizmów: brak prądu, awaria komputera, no i wreszcie problemy z zasięgiem... O, to denerwuje szczególnie - jak to? Płacimy i nie ma?! Zgroza!;) Takie nieszczęście dotknęło głowę opisywanej w książce rodziny - nie ma zasięgu, sygnał nie dociera, mimo wędrowania po okolicy z laptopem, który znienacka przestał spełniać swą ważną funkcję.
Jak poradzić sobie w takiej sytuacji? A co zrobić, gdy natura pragnąc chyba zakpić z problemu taty pingwina zsyła go na krze na morze?! Taka dramatyczna historia może przerazić, ale zdradzamy, że zakończenie tej opowieści jest pomyślne i krzepiące! Górą prawdziwe życie!;) 

Polecamy
Katarzyna i Młodsza









"Tata w sieci"
Autor, ilustrator: Philippe de Kremmeter
Wydawnictwo: Muchomor
Oprawa: twarda
Liczba stron: 28
Format: 22,6 x 16,7cm
ISBN:  9788389774965

Read On 1 komentarze

"O cię Florek! Profesor Florian wśród zwierząt" - artystyczne przygody w świecie przyrody:)

12:30


Pierwszoklasiści to bardzo zapracowane osobniki - ćwiczą literki, przepisują teksty, uzupełniają całe strony zadań, więc gdy jeszcze trzeba na koniec zrobić szlaczek, to zaczynają się negocjacje: "A po co?", "A mogę dziś nie robić?", "Taka jestem zmęczona...";) Nic dziwnego, że Starsza z entuzjazmem sięgnęła po literkową pozycję Wydawnictwa Dragon - to poważna publikacja, którą można nawet podciągnąć pod książkę uzupełniającą te ważne treści poznawane na lekcjach (polecam gorąco i niezmiennie!:)), zaś Młodszą - fankę fauny, admiratorkę wszelkich przyrodniczych programów, ba - znawczynią gatunków nawet bardzo egzotycznych, choć i tych rodzimych także, wędrówki i obserwacje profesora Floriana zauroczyły. Zresztą jako rasowy przedszkolak kolorowanie uwielbia, ale przyznajemy, że i ją nieco rozmiary tej pozycji przytłoczyły;) W pozytywnym sensie rzecz jasna - kolejne strony są pracowicie zapełniane, a jeszcze tyle ich jest! To zdecydowanie książka na długie jesienno-zimowe wieczory, na długą jesień i zimę!

Prezentujący się nam na okładce w stroju podróżnika profesor Florian Szczękoczułek (typowa dla autora zabawa słowami, więcej takich przykładów znajdziecie w "Książce na złość") to prawdziwy obieżyświat! Gdzież on nie był! A ile zwierząt spotkał, poznał i nam przedstawił! Poczynając od naszych domowych pupili, poprzez mieszkańców wiejskiego podwórka, zwierzęta leśne, polne, te nam najbliższe, aż po najbardziej egzotyczne, z najodleglejszych zakątków kuli ziemskiej - tak wiele gatunków prezentuje się na kolejnych stronach, że nawet wybitni mali znawcy znajdą tu coś nowego, ciekawego.

A najmłodszych użytkowników tej pozycji zajmą nie tylko intrygujące wiadomości - zaskakujące, w zabawny sposób przekazane, ale też mnóstwo niebanalnych zadań! Wspominałam o kolorowaniu, ale to bardzo niesprawiedliwe zawężenie, zatem już uzupełniam listę poleceń: najmłodsi będę mieli okazje malować, wycinać i kleić - do tego używać przeróżnych "materiałów", trzeba więc będzie przetrząsnąć swoje skarby, by stworzyć portrety zwierząt, na których zaprezentują się one jak żywe;)
Niektórzy narzekają na odtwórczość kolorowania, ale w tej pozycji znajdziemy również wiele inspirujących poleceń polegających na samodzielnym działaniu - dokończeniu ilustracji, narysowaniu detali czy "całych" okazów fauny.

Nie od dziś wiadomo, że najlepiej poznaje się różne treści poprzez działanie - i taki właśnie sposób zaznajamiania się z przyrodą proponuje Dariusz Wanat. Najmłodsi podchodzą do tego typu zadań z entuzjazmem, a gdy z zapałem rysują, kolorują, tworzą, to zapamiętują przy okazji kształty, rozmiary, umaszczenie zwierząt. Krótkie informacje będące komentarzem także zapadają w pamięć. Warto dodać - dla tych, którzy jeszcze nie są przekonani do nabycia tej pozycji, że znajdziemy tu i zadania ćwiczące koordynację oko-ręka. Jest też okazja, by popracować z nietypowymi materiałami, rozbudzić ciekawość świata, pokazać jego bogactwo i różnorodność.

Polecamy
Katarzyna i Młodsza










"O cię Florek! Profesor Florian wśród zwierząt"
Autor: Dariusz Wanat
Wydawnictwo: Dragon
Okładka: miękka, klejona
Liczba stron: 224
Format: 206 x 283
ISBN: 978-83-7887-196-5







Read On 0 komentarze

"Książka na złość" - Nerwowa sytuacja? Odzew: twórcza akcja! :)

11:30


Dla starszaków, którzy wyrośli z kolorowanek, ale pobazgrać, pogryzmolić, "potworzyć" sobie nieco lubią, będzie to pozycja bezcenna. Doskonale sprawdzi się i w przypadku uczniów ostatnich klas szkoły podstawowej, ale też spojrzą na nią przychylnie poważni gimnazjaliści.

Nie przypadkiem przywołuję tu określenia wieku związane ze szkołą - bo gros zadań w tym właśnie miejscu zostało ulokowanych, dlatego bohaterami się uczniowie, nauczyciele, scenerią bardzo często jest szkolna klasa czy też inne pomieszczenia tego przybytku, w którym małoletni pobierają nauki;)

Młodzi ludzie skłonność do psikusów mają we krwi, robienie żartów to dla nich okazja do popisania się pomysłowością, ale też rzecz jasna - do dobrej zabawy. Dowcipy realizowane czasem ad hoc nie zawsze przyjmowane są z radością i zrozumieniem, bywa że genialnego pomysłodawcę czeka surowa kara... Zatem o wiele lepiej jest obmyślać strategię, dopracowywać szczegóły, a potem pozostawić dane przedsięwzięcie w sferze planów - niech cieszy nas pomysłowość, a nie smucą konsekwencje...

Tak zwane "głupie żarty" rzadko uchodzą płazem, a dzięki "Książce na złość" ta sztuka może się udać! Uratowane też będą szkolne zeszyty, bo to one często stają się polem do popisu dla małoletnich, sfrustrowanych artystów... Na nieszczęście nauczyciele rzadko rozumieją, że okładka czy nawet ostatnie strony kajetu pokrywają karykatury, scenki komiksowe, wyznania i komentarze, lekcyjna korespondencja z kumplem czy kumpelą z ławki;) Zatem by nie zarabiać minusów u belfrów,  sięgnijcie po niniejszą pozycję!

Znajdą tu nader oryginalne zadania i domorośli przyrodnicy, bo wiele propozycji związanych jest z rozmaitymi przedstawicielami fauny - można zatem "upiększyć" lub zmodyfikować wiele okazów, a twórcze to działanie z pewnością oderwie myśli od naszych problemów...

Jeśli lubicie takie pozycje, to przygotujcie ołówki, kredki, długopisy, farby, nożyczki, klej i parę innych akcesoriów (bo autor sugeruje wypróbowanie różnych technik!) - no i rzecz jasna tę odstresowującą publikację - i do dzieła! 

Katarzyna








"Książka na złość"
Autor: Dariusz Wanat
Wydawnictwo: Dragon
Okładka: miękka, klejona
Liczba stron: 240
Format: 13,5 x 20,5 cm
ISBN: 978-83-7887-186-6






Read On 0 komentarze

"Bajkomat i jego bajki plasterki na dziecięce rozterki" - wypróbowane patenty na problemy najmłodszych

20:00


Jakie gorące uczucia budzi ta pozycja, niech zaświadczą słowa Młodszej. Gdy zobaczyła tylko tę książkę, od razu wyartykułowała błagalną prośbę: "Niech ona będzie moja, dobrze?". Takie pragnienia nie mogą nie zostać zaspokojone, nie można też było odkładać na dłużej lektury;) Pierwsze posiedzenie czytelnicze pozwoliło nam poznać połowę historyjek, potem sobie już dawkowałyśmy przyjemność zgłębiania przygód sympatycznych bohaterów, ale i tak wnet okazało się, że oto mamy już za sobą ostatnią opowieść - o kłótliwych smokach, które nie potrafiły zrozumieć odmienności sąsiada... Ale tak miłą lekturę warto powtarzać!:)

Niezwykli są ci bohaterowie, bo oprócz poznania owych smoków zawrzemy znajomość z elfem, wróżką i skrzatem, a do tego z sympatycznymi zwierzętami - jeżem, sroczką, żabkami, jaskółką, bardzo pomocną sarenką oraz mieszkańcami mrowiska. Dlaczego zatem w tytule książki czytamy o "plasterkach na dziecięce rozterki", jeśli postacie to nie są małoletni?;) Otóż wszystkie przygody bohaterów - choć na pozór odległe - odzwierciedlają problemy, które przytrafiają się dzieciom. 

Czy obawy o odnalezienie się w nowym miejscu pracy nie przypomina w pewnym sensie strachu przed pójściem do przedszkola, do szkoły? Czy nie zdarza się czasem, że znaleziona zabawka tak się nam spodoba, że nie mamy ochoty oddać jej właścicielowi, choć doskonale wiemy, do kogo ona należy? Podobny dylemat miała sroczka Karmelka... A jaskółka Czarnopiórka, która dała się namówić wróbelkowi, który wyśmiewał przestrogi jej rodziców - czy nie przywołuje sytuacji, gdy namowy kolegów przyjmujemy za dobrą monetę? 

Pan Bajkomat potrafi znaleźć dobrą radę, podsunąć sugestię, jak poradzić sobie z problemem, który zaprząta głowy najmłodszych. Co najważniejsze, nie jest to łopatologia, raczej sugerowanie, dobry przykład. Do tego tak ciekawie zostały przygody bohaterów opisane, że najmłodsi słuchają jak zaczarowani;) 

Nie można nie wspomnieć o ilustracjach - uroczych, zabawnych, barwnych. Nasycone kolory, antropomorfizacja zwierzęcych postaci, sympatyczny tytułowy bohater, który choć ma nieco zgeometryzowany kształt, to uśmiecha się tak miło do małych słuchaczy - strona wizualna jest niezwykle przyjemna dla oka najmłodszych odbiorców. 

Pan Bajkomat jest jak najlepszy przyjaciel - wspiera, pociesza, pomaga - a jego opowieści to prawdziwe plasterki - pomagają w problemach, ale też podpowiadają, jak ich uniknąć.

Polecamy
Katarzyna i Młodsza








"Bajkomat i jego bajki plasterki na dziecięce rozterki"
Autor: Joanna Winiecka-Nowak
Ilustrator: Anna Gensler-Buraczyńska
Wydawnictwo Święty Wojciech
Oprawa: twarda
Liczba stron: 64
Format: 19,5x19,5 cm
ISBN: 978-83-7516-984-3



Read On 0 komentarze

"Królestwo Liter" - takie pisanie jest miłe niesłychanie:)

22:40



O dziwo Starsza jest najpilniejszą uczennicą, mimo że jeszcze w przedszkolu deklarowała ze łzami w oczach: "Ja nie chcę do sioły, nigdy nie pójdę do sioły!";) A teraz z zapałem odrabia pracę domową, stawia takie kształtne literki, deklaruje udział w konkursie kaligraficznym! I jaka jest dumna, że może młodszej siostrze przeczytać całą książkę, że może ją wyręczyć w tworzeniu listu do Świętego Mikołaja (u nas już jakiś czas temu sformułowana została lista upragnionych prezencików;)). 

Starsza organizuje także korepetycje z nauki alfabetu, ale przyznać trzeba, że to niełatwe zadanie, bo Młodsza zazwyczaj mało co pamięta z przedszkolnych zajęć: "Nową literkę dziś mieliśmy. Ale nie pamiętam jaką..." - to standardowa deklaracja, zatem na razie to Starsza pisze i czyta, a siostra tłumaczy, że jest taka mała...;)

Nic dziwnego zatem, że tak wiele radości sprawiła ta pozycja naszej pierworodnej:) To ona z zapałem zapełniała kolejne strony - rysowała, pisała, wycinała i kleiła, myślała koncepcyjnie i twórczo realizowała polecenia zaproponowane przez autorkę. A ile przy tym miała radości! Jak trudno było zrobić przerwę! 

Polecamy bardzo gorąco tę pozycję, bo znakomicie sprawdza się jako lekarstwo na nudę - w takiej właśnie krytycznej sytuacji sięgnęłyśmy po tę książkę i okazała się dostarczycielką atrakcji, zaciekawiła, pobudziła chęć do tworzenia, działania, zmierzenia się z propozycjami. W ruch poszły kredki, nożyczki również okazały się przydatne, córkę zajęło klejenie - na szczęście udało się przeprowadzić szybką korektę, bo nie od razu udało się wszystko trafnie zaplanować. Ale niezależnie od tego, jakie zadania zajmowały Starszą, wszystkie one dawały mnóstwo satysfakcji, cieszyły i bawiły, pozwalały rozwinąć kreatywność, pogłówkować, no i utrwalić pisownię poznanych liter. 

To zdecydowanie najcenniejszy aspekt spotkania z pozycją "Królestwo Liter" - najmłodsi mają okazję poćwiczyć pisanie poznanych liter, utrwalić tę pisownię, bawić się kształtami, formami.

Znakomicie sprawdzi się ta pozycja i w przypadku tych, którzy są prymusami i z zapałem odrabiają prace domowe z "polskiego", i u tych, którzy nieco na bakier mają z tym przedmiotem - bo ciekawe propozycje zaintrygują wszystkich - mali odbiorcy/twórcy mogą zmierzyć się z przeróżnymi zdaniami: kleją, rysują, piszą, wykorzystują kształty liter do stworzenia najrozmaitszych kształtów, a wszelkie te zadania przyczyniają się do nabrania biegłości w kreśleniu znaków należących do naszego alfabetu!

Niesamowicie pomysłowe są te zdania - kolejne strony zaskakują, ciekawią, budzą żywe zainteresowanie. Świetna pozycja dla starszych przedszkolaków i debiutujących uczniów!

Polecamy
Katarzyna i Starsza










"Królestwo Liter"
Autor: Agnieszka Myszkowska
Wydawnictwo: Dragon
Okładka: miękka, klejona
Liczba stron: 224
Format: 20,6 x 28,3 cm
ISBN: 978-83-7887-195-8






Read On 1 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Dwór" (Widnokrąg)
- "Proszę słonia" (Wilga)




Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *