facebook

Kobietnik - inna bajka

"Zima w Klinice Małych Zwierząt w Leśnej Górce" - zimowe opowieści "grzejące" serce:)

17:10



Oprócz propozycji o przygodach rozgrywających się w diametralnie odmiennej aurze ("Szarlotka pachnąca marzeniami" oraz "Tajemnice Zatoki Delfinów") Wydawnictwo Bis przygotowało dla czytelników także iście zimową propozycję. Podobnie jak te letnie przygody opisujące lektury, tak i ta książka jest godna polecenia. Ba, sięgając po nią narażacie się na to, że wszelkie plany spalą na panewce, bo nie sposób będzie oderwać się od czytania! 

I cóż z tego, że tekst został podzielony na rozdziały, że na ogół stanowią one samodzielną historię (wyjątek to dzieje Józusia, który z głodu kradnie z zasobnej spiżarni nieco pożywienia, ale po wyroku, który słyszy, naprawia swój błąd). Przesympatyczne opowieści są tak ciekawe i barwne, że nie sposób trzymać się ustalonych pierwotnie zamierzeń: "jeden rozdział dziennie";) 

Niewątpliwą zaletą tekstu jest poruszana tematyka. Przygody spotykające zwierzęta mają analogię w codziennych sytuacjach z życia najmłodszych, ale nie jest to nawet w najmniejszym stopniu nudne pouczanie. Czytelnik sam wyciąga wnioski, dostrzega podobieństwa, uczy się pewnych prawd, które ułatwiają egzystencję w każdej społeczności: tak zwierzęcej, jak i ludzkiej. Poza tym rzecz przemiła dla pasjonatów przyrody: historie te nie istnieją w oderwaniu od realiów zwierzęcego świata. Zatem to nie "bracia mniejsi" przebrani poniekąd za ludzi i unaoczniający ich cechy, ale zwierzęta "z krwi i kości" opisane w sposób pobudzający wyobraźnię, ale też i dostarczający mnóstwa ciekawych informacji na temat fauny. Dowiemy się zatem i o zwyczajach zwierząt, i o diecie, charakterystycznych zachowaniach. Owszem, są i fragmenty nieco odbiegające od rzeczywistych zachowań, lecz całość książki dobitnie dowodzi, że autor jest osobą, której nieobce są zwierzęta, zna je, interesuje się nimi, portretuje je z talentem i w sposób zaciekawiający młodego odbiorcę. 

Nic w tym dziwnego, to przecież już trzecia pozycja opowiadająca o przygodach zwierząt tworzących Klinikę Małych Zwierząt w Leśnej Górce. Zaś osoba autora może być wielu czytelnikom znana z innych dokonań... To popularny wykonawca muzyki country i folk, poza tym poeta, kompozytor, psychoterapeuta.
Z kolei autorką ilustracji jest Aneta Krella-Moch, twórczyni postaci królewny Lenki. Bardzo miłe są one dla oka, a przy tym i bardzo wierne, mali czytelnicy łatwo identyfikują wszystkie gatunki! 

Spodobały się nam niezmiernie te historie, zatem po Nowym Roku (ach, te problemy zdrowotne... przydałaby się opieka tak troskliwych lekarzy jak doktorzy Soból czy Kuna...) wybieramy się na poszukiwanie wcześniejszych części opowieści o Klinice Małych Zwierząt w Leśniej Górce!


Polecam
Katarzyna






"Zima w Klinice Małych Zwierząt w Leśnej Górce"
Autor: Tomasz Szwed
Ilustrator: Aneta Krella-Moch
Wydawnictwo: Bis
Oprawa: twarda
Liczba stron: 136
Format: 16,8 x 24 cm
ISBN 978-83-7551-330-1




Read On 1 komentarze

"Myślobieg - þankaganga" Vala Þórsdóttir - trudne sprawy młodych ludzi

19:00


Wbrew pozorom jest to niedługa lektura - jak widać na trzecim zdjęciu pod tekstem rozdziały mieszczą się na dwóch stronicach, przedzielają je ilustracje, również dwustronicowe. Niedługa, ale dość ciężka, przykra...

Po przeczytaniu "Myślobiegu" oczywiste jest jedno - Polska to kraj dziwaczny, zacofany, pełen osób nieszczęśliwych, oryginałów w negatywnym tego słowa znaczeniu. W zasadzie dwie sprawy spodobały się Súsannie - ciepłe powietrze i ładne, zabytkowe budowle. Poza tym natykamy się wciąż wraz z bohaterką na nieprzyjemności: jedzenie jest dziwne, w relacjach z młodymi osobami tu mieszkającymi wciąż natyka się na przemoc, niesprawiedliwe traktowanie, zwierząt się tu nie leczy, kobiety farbują włosy na okropne odcienie, nie pomaga się potrzebującym (cygańskie dzieci), nawet rzeka wygląda obrzydliwie.

Już mieszkając na Islandii dostrzegała wady ojczyzny swego ojca. Jako pół-Polka jest traktowana z lekceważniem, wyśmiewana. Jej babcia i dziadek wciąż przysparzają mnóstwo problemów. Starszy pan nie potrafi właściwie porozumiewać się w obcym języku, przyczynia się do powstania pożaru, co zmusza rodzinę do zamieszkania w tanim hotelu; babcia jest zbyt bezpośrednia, również niezbyt dobrze mówi po islandzku, je kanapki ze śledziem w samolocie... Masa przykrości, a przecież sama Súsanna ma poważny problem: sepleni. Choć sprawa ta jest przedstawiona dość nieprecyzyjnie: dziewczynka nie umie wymówić "s", zatem szuka wyrazów bez tej głoski. Co dziwne, zastępuje słowo "szkoła" wyrazem "naukownia". Sam koncept książki jest zastanawiający zatem - czy Súsanna opowiada o swoich przygodach komuś? Jest to narracja pierwszoosobowa, tekst ma jakby formę pamiętnika - czy zatem stara się nawet w piśmie unikać takich wyrazów? Zaskakuje także nazwisko dziewczynki: Szczebrzeszyńska. Jak rozumiem, miało to służyć podkreśleniu jej trudności w islandzkiej szkole, ale takiego nazwiska nie ma, chyba to pietrzenie ponad miarę komplikacji i nieprawdopodobieństw.
Tytuł "Myślobieg" kojarzy mi się z mnogością tematów, spraw w tej lekturze poruszonych. Súsanna w końcu przezwycięża trudności w artykułowaniu (wiele osób z tym właśnie wiąże tytuł książki), ale nadal zajmuje ją mnóstwo spraw, refleksyjnie podchodzi do rzeczywistości, analizuje, zastanawia się, rozważa, docieka... 

Bardzo spodobała mi się warstwa ilustracyjna książki, nie dziwi mnie, iż autorka - Agnieszka Nowak, otrzymała stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczpospolitej, by wykonać te ilustracje (w zasadzie do drugiej części książki, która rozgrywa się w Polsce).

Zwierzęta odgrywają sporą rolę w tej lekturze - choćby na ilustracjach do drugiej części możemy znaleźć króliczka - to pewien symbol, ale są i zwierzęta-bohaterowie - ocalone rybki i kot w części umiejscowionej na Islandii. A w Polsce? Tu sporo niemiłych scen: ślimaki czy kury dręczone przez bohaterkę i jej towarzyszy. 

Książka na pewno porusza ważny problem tożsamości, aklimatyzacji w środowisku nie do końca bliskim, różnic kulturowych. Sam jednak sposób przedstawienia tych tematów jest dość kontrowersyjny. Być może powodem jest to, że książkę autorka napisała pod wypływem rozmów z dziećmi takimi jak Súsanna - jak mniemam, osób tych było sporo, zatem i nasycenie tekstu tymi mało sympatycznymi sprawami jest aż tak znaczne. 


Katarzyna








"Myślobieg - þankaganga"
Autor: Vala Þórsdóttir
Ilustrator: Agnieszka Nowak
Wydawnictwo: Widnokrąg
Oprawa: miękka
Liczba stron: 235
Format: 21x24 cm
ISBN: 978-83-932984-8-8




Read On 0 komentarze

"Poczytaj mi, mamo. Księga czwarta" - lektury z "przeszłości" podbijają serca najmłodszych!

10:00




"- Ja tak lubię żółty!" - zadeklarowała Młodsza i piastowała tę książkę przez dłuższą chwilę. A potem czytałyśmy. Bardzo sumiennie, bo Młodsza to taka systematyczna dziewczyna, że nie można opuszczać niczego, wertować, a choć z drugiej strony nieco brakuje jej jeszcze cierpliwości, by bardzo długo słuchać czytanych historii, to jednak teksty zebrane w tomach "Poczytaj mi, mamo" są tak urzekające, tak różnorodne, pięknie zilustrowane i nieco odmienne od naszych codziennych, współczesnych lektur, że udało się przyciągnąć i utrzymać uwagę młodej słuchaczki;) 

Zaczyna się ten tom bardzo bliskim nam tekstem - bo mamy ambicje, by znać utwory naszej lokalnej krajanki - Marii Konopnickiej. Zatem "Stefek Burczymucha" dostarczył nam sporo radości, bo choć czytałyśmy już kiedyś ten wiersz, to w zestawieniu z ilustracjami Włodzimierza Terechowicza stał się miłą lekturą. Okazało się także, że Młodsza najbardziej właśnie ceni wiersze - kolejny utwór to też podróż w dość odległą przeszłość - bo to "Chory kotek" Stanisława Jachowicza. A cały tom zamyka jeszcze jeden wiersz Konopnickiej - "Parasol" - przeuroczy, pouczający, ale bez natrętnej dydaktyki, pięknie zilustrowany przez Annę Stylo-Ginter, pełen emocji, melodyjny i zapadający w pamięć tak łatwo, że teraz już obie dziewczyny recytują go bez zająknięcia! 

A oprócz tych poetyckich olśnień mamy w czwartej księdze siedem opowiadań z przeróżnymi bohaterami, o różnych przygodach, pokazujących i baśniowy nieco świat, i codzienne problemy najmłodszych. Wśród nich szczególnie spodobała się Starszej "Błękitna tajemnica", choć jest i nieco kłopotliwy aspekt czytania tej historii... Otóż wciąż słyszymy pytanie o to, kiedy wybierzemy się pod namiot...;) Oczywiście zauroczył nas także bardzo dzielny i pomysłowy kotek z opowiadania "O Ali, Wojtku, kocie i rysowaniu na płocie", bawiły nas przygody piernikowego wojaka, zresztą - lektura każdego z dziesięciu tekstów wywoływała mnóstwo emocji. Takie to już książki, że nie sposób się od nich oderwać - dorośli wspominają dzieciństwo, dzieci zyskują nowych ulubionych książkowych przyjaciół i tylko szkoda, że to takie "krótkie" lektury, że tylko dziesięć niegdysiejszych książeczek się w jednym tomie mieści. Wprawdzie ponowne czytanie nie nuży, a na dodatek to już czwarty tom, zatem sporo historii do przeczytania dla posiadających całość, ale to tak wdzięczne teksty, że chciałoby się, aby było ich znacznie więcej... Czekamy zatem na piątą księgę!


Polecam
Katarzyna









"Poczytaj mi, mamo. Księga czwarta"
Autorzy: Stanisław Jachowicz, Maria Konopnicka, Maria Łastowiecka, Hanna Łochocka, Ryszard Marek Groński, Marek Nejman, Joanna Papuzińska, Sławomir Grabowski, Piotr Wojciechowski
Ilustratorzy: Krystyna Michałowska, Danuta Przymanowska-Boniuk, Anna Stylo-Ginter, Maria Uszacka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: oprawa twarda
Liczba stron: 280
Format: 16,5 x 21,5 cm
ISBN: 978-83-10-12452-4



Read On 0 komentarze

"Tajemnice Zatoki Delfinów" - wakacyjne śledztwa ze szczęśliwym finałem;)

09:30



Nie ma to jak cudownie śnieżna zima - tak "w sam raz", z lekkim mrozem, by można było poszaleć na sankach, pospacerować, stoczyć bitwę na śnieżki. Ale nawet przy takiej pogodzie przydadzą się miłe lektury - na długie wieczory, gdy w ciepłym mieszkaniu czytamy o przygodach bohaterów - choćby i w czasie upalnego lata! A tym bardziej sprawdzi się taka książka, gdy zima jest nader "niezimowa", tak jak teraz. Marzy się nam biały puch pokrywający drzewa, trawniki, górki (koniecznie!), a tu za oknem deszczowo, temperatura na plusie, choć mimo to nieprzyjemnie...

Zatem "Tajemnice Zatoki Delfinów" staną się lekarstwem na kiepski humor - bo przynioszą obrazy gorących, letnich dni, emocjonujących przygód, przesympatycznych i bardzo dzielnych bohaterek - po prostu idealny koktajl składników!

A dziewczyny choć mają niewiele lat, to bardzo ofiarnie pomagają wszystkim sąsiadom i znajomym, którzy mają przeróżne problemy związane z tajemniczymi sprawami o nieco podejrzanym charakterze. Bo choć nie są to może odrażające przestępstwa, ale sprawy, którymi młode "detektywki" się zajmują są także ważne! Wiele rzeczy tu ginie, a ich odnalezienie stawiają sobie za punkt honoru nieletnie tropicielki. Ktoś także przeprowadza bardzo hałaśliwy remont, ale nie chce się do tego przyznać, zatem dziewczynki i sprawcę tych hałasów (bardzo melodyjnych;)) ustalają. Odkrywają też tajemnicę ptaków, które jak w horrorze Hitchcocka gromadnie obsiadają dachy domów, są jakby nieco zbyt blisko;) Na szczęście atakować nie zamierzają i cała historia - przeciwnie niż w filmie - kończy się bardzo pomyślnie dla wszystkich jej uczestników.

Sympatyczny jest pomysł stanowiący podstawę tych opowiadań. Dziewczynki (narratorka i jej kuzynka Jo) cieszą się, że mogą pomóc w potrzebie sąsiadom, swe dochodzenie prowadzą bardzo profesjonalnie, wnikliwie obserwują otoczenie, wyciągają trafne wnioski ze swych spostrzeżeń, a dzięki umiejętności kojarzenia (i czasem delikatnym sugestiom cioci Ellie) rozwiązanie zagadki nie stanowi dla nich problemu nie do pokonania.

Niedługie historyjki są zajmujące, zaciekawiają i są dobrą propozycją także do samodzielnego czytania. A dodatkową atrakcją są przemiłe dla oka ilustracje autorstwa Katarzyny Bajerowicz (znanej choćby z portretowania życia mrówek;)). Jedyny zarzut to powtarzanie kilkakrotnie tych samych informacji - choćby o wspólnym spędzaniu wakacji, o Zatoce Delfinów, o grze w chińczyka i ulubionym piesku... Ale w związku z tym jeśli będziemy dawkować sobie przyjemność czytania o przygodach małych "detektywek", to i tak nie umkną nam najistotniejsze informacje;)

Polecam
Katarzyna









"Tajemnice Zatoki Delfinów"
Autor: Magda Podbylska
Ilustrator: Katarzyna Bajerowicz
Wydawnictwo: Bis
Oprawa: twarda
Liczba stron: 124
Format: 16,5 x 23,5 cm
ISBN 978-83-7551-328-8



Read On 0 komentarze

"Zagadkowa koperta listonosza Artura" - o pełnym zajęć dniu pracownika poczty

15:30


Bardzo smutno nastraja ta lektura - choć to oczywiście moja prywatna ocena. Nie będę kryła, przyszły mi od razu na myśl słowa z pisenki Kazika "Jeszcze Polska": "Starszy człowiek w barze mlecznym je kartofle z ogórkami, całe życie tyrał w hucie, a do huty dokładali." - ale nie o zapracowanego listonosza Artura tu chodzi, bardziej o osoby, do których trafiają przyniesione przez niego listy, przesyłki. Można by pomyśleć, ża nad ulicą Złotego Dębu ciąży jakieś fatum... 

Pani Hortensja marzy o dziecku, ale jej mąż ma inne plany w tej materii; babunia przesyła państwu Betazzi paczkę "smakołyków", których spróbowania wszyscy starają się uniknąć; jest i nieszczęśliwa miłość, i brak zrozumienia, i samotność, anonimy, radość spowodowana zakupami w sklepie wysyłkowym (miejmy nadzieję, że to nie jedyny powód do zadowolenia w życiu Pauliny Smetanowej...) - wiele małych dramatów skrywanych pod pozorami normalności. 

Pozytywnym bohaterem tej historii jest przemieszczający się na rowerze listonosz Artur: pracowity, sumienny, uczynny i wielkoduszny - stara się pomóc spotykanym czy też odwiedzanym osobom: zatem wskazuje drogę, czyta gazetę, mierzy elementy garderoby i wozi na swym pojeździe dzieci. Choć pracy ma wiele, nie odmawia nikomu, każda prośba w jego stronę skierowana spotyka się ze zrozumieniem, próbą udzielenia wsparcia. A choć wypełnianie obowiązków potrwa do wieczora, a jutro czeka go kolejny dzień pracy, to uśmiech nie znika z jego twarzy.

Książka wywołała spory entuzjazm wśród nieletnich czytelniczek - one jednak na szczęście inaczej patrzą na świat. Kibicowały kolejnym próbom odnalezienia adresata tajemniczego listu, cieszyły je urocze ilustracje, euforię wywołały naklejki i ciekawa forma książki ("okienko" w okładce, rozkładana karta, stemple, zabawne wklejki). "U nas" w ogóle pani listonosz cieszy się wielką estymą, bo według dziewczyn jest dostarczycielką wszelkich dóbr ("- Od kogo to dostałyście? - Od pani listonosz!";)). Poza tym Młodsza brała czynny udział w wysyłaniu kart świątecznych: wybierała je, naklejała znaczki, wrzuciła koperty do skrzynki... Ba, od tego czasu wciąż nosi malutką skrzynkę pocztową (wprawdzie okrągłą, bo to angielska zabawka;)) i demonstruje, jak wrzucała świąteczne życzenia!

Tak, poczta ma w sobie wiele magii... Szkoda, że z czasem to mija i raczej utyskujemy na kolejki w tej placówce...
Dziewczyny polecają gorąco i z całego serca:)

Katarzyna




"Zagadkowa koperta listonosza Artura"
Autor: Gérard Moncomble
Ilustrator: Paweł Pawlak
Wydawnictwo: Format
Oprawa: twarda
Liczba stron: 40
Format: 205 mm x 285 mm
ISBN: 978-83-61488-37-8






Read On 1 komentarze

"Szarlotka pachnąca marzeniami" - propozycja na zimę: pyszne przepisy i gorące przygody:)

13:00


Wprawdzie akcja powieści dzieje się latem, ale świetnie sprawdzi się także i jako lektura "na teraz";) Powodów jest wiele - choćby na zasadzie kontrastu miło jest poczytać o upale, gorących dniach, plażowaniu (choć krótkim nader, bo bohaterka ma uczulenie na słońce). Oczywiście zima ma swoje uroki, choć w obecna, właśnie się rozpoczynająca, niezbyt jeszcze atrakcyjnie wygląda - śnieg stopniał, spod śniegu wygląda - niestety, wiadomo co... O białych świętach możemy tylko pomarzyć... A "Szarlotka pachnnąca marzeniami" oferuje sporo powabów!:) 

To jedna z tych książek, w których obok fabuły znajdziemy przepisy na nietrudne do wykonania, a bardzo atrakcyjne potrawy o często dość egzotycznych nazwach. Niezależnie od tego, czy zamarzymy o wykonaniu pysznej zupy o nazwie "słoneczny krem z cukinii" czy smakowitego drugiego dania "z niczego" (tu sprawdzi się danie z rozdziału "Słynny w całym mieście makaron we francuskim cieście"), czy też mamy apetyt na deser - w książce tej znajdziemy kilka intrygujących inspiracji, które wprost odrywają nas od lektury i kierują nasze kroki w stronę kuchni!

Na dodatek przepisy opatrzone są ciekawostkami dotyczącymi produktów składających się na niego. Dowiemy się między innymi, skąd wzięła się nazwa deseru melba, poznamy sekrety udanego sufletu oraz historię szarlotki. 
Ale świetne receptury dań nie zamykają listy zalet tej pozycji. Bo przecież towarzyszą one przygodom sympatycznej Karoliny-Tuśki-Szarlotki, której słaby wzrok w pewnym sensie rekompensuje znakomity węch. Zmysł powonienia ma tak rozwinięty, że bez trudu potrafi określić składniki danej potrawy, ba, nawet pewne chwile, zdarzenia czy miejsca kojarzą się jej z konkretnymi zapachami (na przykład "ostra awantura" pachnie czosnkiem, a miłe chwile - poziomkami).

Dziewczyna wraz z rodzicami przenosi się z jednego pensjonatu do drugiego - w zależności od tego, gdzie znajdą zatrudnienie jej mama i tata. Wprawdzie wakacje zazwyczaj spędzała u dziadka i babci we Wrocławiu, ale tym razem - z powodu choroby babci - jedzie wraz z rodzicami do pensjonatu "Błękitny Struś". Tu właśnie spotka kilka szczególnych osób, wśród nich kucharza-pasjonata Bazylego, sympatycznego chłopaka Patryka-Patyka, który dostarcza warzywa uprawiane przez jego tatę, tajemniczego Chińczyka (być może ducha!). Pojawi się też kot, co do którego również pojawiają się podejrzenia co do tego kim jest! Brzmi to nieco zagmatwanie, bo też i trudno streścić tę historię nie psując przyjemności z czytania i niczego nie ujmując wyobraźni autorki. Zabawne są niesamowicie te przygody, pełne nieporozumień, sekretów, poszukiwań skarbu, zwierząt o nietypowych umiejętnościach, pierwszych miłosnych zauroczeń... Kucharz Bazyli chce wystartować w teleturnieju i rywalizować ze "starą zołzą Płocharską", a przedmiotem zmagań ma być genialne danie. Ale co ugotować?!? W tych rozważaniach dzielnie sekunduje mu Karolina-Tuśka-Szarlotka, choć ma też czas na poznawanie historii pensjonatu czy intrygujących osobników mieszkających nieopodal. No i zyskuje przyjaciela (a nawet więcej...) w osobie miłego dostawcy warzyw...

Zakończenie książki przenosi nas parę lat w przyszłość i rozwiązuje kilka wątków, wyjaśnia pewne tajemnice - bawi, ale i powoduje żal - że to już koniec... To naprawdę wciągająca i sympatyczna lektura!
Mniej spodobały mi się ilustracje, choć to oczywiście jedynie moje skromne zdanie.

Polecam
Katarzyna




"Szarlotka pachnąca marzeniami"
Autor: Iwona Czarkowska
Ilustrator: Katarzyna Sadowska
Wydawnictwo: Bis
Oprawa: miękka
Liczba stron: 208
Format: 13,5 x 20,5 cm
ISBN 978-83-7551-327-1



Read On 0 komentarze

"Baśnie z różnych stron świata" - urzekające historie z różnych zakątków kuli ziemskiej

09:00


Nie da się ukryć, że najbardziej lubimy znane już doskonale historie;) Tak to właśnie najczęściej bywa, że na wieczorne czytanie maluchy przygotowują "żelazny zestaw" książek, a jeśli bajkę trzeba im opowiedzieć, to też jest to ta ulubiona (u nas - bajka o trzech świnkach). Ale przecież jakieś rotacje i w tym zakresie występują! No i warto nie zamykać się w kręgu kilku historii... 

Doskonałą okazją do poznania opowieści, które nas zaskoczą, zadziwią, oczarują też egzotyką, jest sięgnięcie po baśnie innych narodów. Może się jednak zdarzyć, że cała pozycja poświęcona baśniom jednego kraju stanie się nieco nużąca (zwłaszcza jeśli obrazowanie nie od razu nas urzeknie...), zatem polecam książki takie jak "Baśnie z różnych stron świata". 

Zebrane w tym tomie historie pochodzą z krajów sąsiadujących z Polską: z Rosji, Białorusi, Ukrainy i Niemiec, są i nieco bardziej odległe: z Francji, Anglii, Rumunii czy Iraku, a także bardzo egzotyczne: jest baśń chińska i z Wybrzeża Kości Słoniowej, a do tego jeszcze dwie polskie baśnie: doskonale znany "Kwiat paproci" i "Straszne, straszne zwierzę". Ale nawet ta znana baśń otrzymała nową formę. Autorka - Joanna Laskowska, na motywach opowieści tradycyjnych snuje własne wersje tych historii, ubarwia je porzekadłami i wierszykami, nieco odmiennie rozkłada akcenty. 

Zabawna jest ta druga z polskich baśni, przyznam - nie znana nam. Spodobała nam się też chińska opowieść o genialnym malarzu-samouku i jego czarodziejskim pędzelku ("Złoty pędzelek"), zaciekawiła też angielska baśń "Srebrzysty konik ze złotą grzywą" - motyw w niej zastosowany już zdarzyło mi się spotkać, co świadczy o przenikaniu się kultur, przeróżnych wpływach.

Wyznam, że nie wszystkie baśnie nas oczarowały, czasem ich przekaz jest zbyt egzotyczny ("Córka kobiety", baśń afrykańska), czasem stopień absurdu jest zbyt duży - przykładem może być "Idzie rak" - tu dwa słowa streszczenia: rak zabłądził do wioski, a jej mieszkańcy myśleli, że to nowy krawiec... Dodam jeszcze, że zadziwił nas kolor tego raka - z niejasnych powodów jest on... czerwony!

Ale to oczywiście tylko nasze prywatne czytelnicze spostrzeżenia, na pewno warto sięgnąć po tę lekturę i przekonać się, jak bogata jest wyobraźnia twórców, jakie sprawy są ważne dla innych narodów - bo są baśnie takim odzwierciedleniem tego stanu rzeczy. 

Ilustracje ogólnie rzecz biorąc są miłe dla oka, raczej w konwencji realistycznej utrzymane i jest ich na tyle dużo, że mniej cierpliwi słuchacze będą mieli możliwość uatrakcyjnienia tych chwil oglądaniem;)

Polecam
Katarzyna









"Baśnie z różnych stron świata"
Autor opracowania: Joanna Laskowska
Ilustrator: Kazimierz Wasilewski
Wydawnictwo: Skrzat 
Oprawa: twarda
Liczba stron: 136
Format: 16,5x24 cm
ISBN: 978-83-7437-948-9


Read On 0 komentarze

"Wielka księga. Czytam sobie" - akcja warta polecenia!

19:00


Jest w książkach z serii "Czytam sobie" od razu widoczna niezwykła dbałość o formę, treść, widać też myślenie o młodym odbiorcy. Genialny jest sam pomysł - to oczywiste, że dopiero debiutujący w trudnej sztuce czytania nie od razu po każdą lekturę sięgną, czasem nawet nęcący tytuł okaże się "przeszkodą nie do pokonania" - drobny druk, trudne wyrazy, zbyt wiele opisów, zbyt obszerna pozycja - powodów, które mogą zniechęcić, jest wiele. A przecież warto pielęgnować tę miłość do słowa pisanego. Wartość książek jest wszak nie do przecenienia: dzięki nim bogaci się słownictwo, poprawna pisownia sama wchodzi do głowy, poszerzają się horyzonty, wiemy więcej, nie nudzimy się, możemy też odkryć swoją pasję. 

Dlatego akcja Wydawnictwa Egmont jest godna docenienia, tym bardziej, że książki w wydane w serii "Czytam sobie" są naprawdę ciekawymi i wartościowymi pozycjami. Poziom pierwszy to krótkie historie, do dwustu słów, w wyrazach znajdziemy jedynie 23 głoski. Kolejny poziom to teksty dla bardziej zaawansowanych czytelników, mające do 900 słów, są w nich dialogi, a zdania są dłuższe. W książkach z najwyższego poziomu znajdziemy już naprawdę rozbudowane historie, nawet do 2800 wyrazów! Użyto w nich wszystkich głosek, są i nieco trudniejsze wyrazy, których znaczenie odnajdziemy w słowniku na końcu książki. 

Takie pozycje znakomicie oswajają debiutantów z czytaniem. Lektura nie sprawia problemów, długość nie frustruje, ilustracje ciekawią, a na dodatek w tych pojedynczych książkach znajdziemy na końcu naklejki oraz dyplom sukcesu. To na pewno niezwykle miły akcent dla najmłodszych. Jeśli jednak już mamy w domu małego czytelnika bardziej zaawansowanego w lekturach, wówczas warto sięgnąć po "Wielką księgę. Czytam sobie"! A dlaczego? Wiadomo, apetyt rośnie w miarę... czytania!;) Pojedyncze pozycje nie dadzą pod tym względem tyle radości, ile zapewni duży zbiór zawierający sześć opowiadań! Pięć z nich należy do poziomu drugiego, zatem znajdziemy w nich także ćwiczenia w sylabizowaniu, ostatnie to bardzo aktualna, świąteczna historia - "ŚwiĄty Mikołaj" - o tym, że świąteczny nastrój pojawić się może zupełnie niespodziewanie, o współczesnych "Mikołajach", o dzieleniu się i radowaniu - to piękna opowieść, choć i pięciu poprzedzającym ją krótszym historiom nie można odmówić zdolności przykuwania uwagi. Czworo autorów, pięcioro ilustratorów, mnóstwo miłych chwil przy lekturze, która cieszy, zajmuje, nie frustruje. 

Pozycja warta polecenia - zatem jeśli ktoś szuka lektury dla młodych czytelników, samodzielnie próbujących swych sił, niech się nie waha! Na zbliżający się świąteczny czas, długą przerwę w nauce będzie to bardzo trafiony prezent.


Polecam
Katarzyna


PS. A tu link do strony akcji: http://czytamsobie.pl/ - warto tu zajrzeć! I czytać, czytać!:)






"Wielka księga. Czytam sobie"
Autorzy: Rafał Witek, Joanna Olech, Małgorzata Strzałkowska, Agnieszka Tyszka
Ilustratorzy: Emilia Dziubak, Dorota Łoskot-Cichocka, Mikołaj Kamler, Joanna Olech, Diana Karpowicz
Wydawnictwo: Egmont
Oprawa: miękka
Liczba stron: 360
Format: 14x19 cm
ISBN: 978-83-237-6082-5



Read On 1 komentarze

"O tych, którzy się rozwijali" - o czynieniu dobra - dla innych i dla siebie

20:00


Świąteczny czas kojarzy się nam z przepychem: pięknie udekorowana, "bogata" choinka, święta w myśl zasady "zastaw się, a postaw się", góra prezentów, bo trzeba spełnić marzenia - i najczęściej jest to góra "błyszczących-brokatowych-wielobarwnych-ze światełkami i dźwiękiem" cacek. Oczywiście łączymy to z duchowym wymiarem tych dni, zatem dochodzi warstwa religijna, obrzędowość, tradycje. Czekamy na te świąteczne chwile, bo lubimy ich aurę - wyjątkowości, nadzwyczajności. 

Jakże inne są sceny w tej lekturze przedstawione! Osoby sportretowane nie zabiegają o poklask, o docenienie, nagrody: robią to, co potrzebne, co niezbędne, wiele codziennych, zwykłych czynności, które nie zawsze są doceniane. Czasem ich efekty są miłe dla oka, dostraczają też radości, przyjemności. Ale na ogół jest to po prostu to, co ma być zrobione. Pomagają ludziom, zwierzątom, dbają o rośliny, porządkują przestrzeń, naprawiają... Niekiedy i ratują. Dzięki ich interwencji wszystko potem działa tak, jak powinno, sprawy toczą się swoim torem, gładko, cele zostają zrealizowane, są zatem jak dobre duchy - i tak je przedstawiono. Ci, którym pomagają, skupieni są na swoich sprawach, być może/zapewne wdzięczni czy zadowoleni, choć prawdopodobnie - to takie moje odczucie - odbierający te gesty wsparcia jako naturalne. 

Wydaje się zatem być ta książka swego rodzaju hołdem złożonym tym "niepozornym", niewiele mówiącym o sobie ("Szkoda czasu, żeby opowiadać, skąd się wzięli"), sumiennie wykonującym swoje obowiązku, to, czego się podjęli ("Co robili? Zwykle nic wielkiego. To, czego od nich oczekiwano i do czego byli wprost stworzeni"). Jest takim apelem, by na nich spojrzeć, docenić, póki jeszcze czas, póki się "nie rozwinęli całkiem". W świąteczny czas nie zapominajmy o takich osobach...

To niezwykle wzruszająca lektura. Każde kolejne czytanie odsłania coś nowego - w warstwie tekstowej i ilustracyjnej. Opowieść o tych, "którzy się rozwijali" przywodzi na myśl tych, których zabrakło, niedokończone rozmowy, niewypowiedziane słowa podziękowań... 

Iwona Chmielewska jest autorką, której twórczość zawsze budzi zachwyt i porusza, zaskakuje pomysłowością w ujęciu tematu, przedstawieniach postaci w formie plastycznej. Tu mamy intrygującą metaforę rozwijania się, doskonalenia wewnętrznego połączoną z obrazem, który pamiętam z dzieciństwa. Takie kartoniki z nićmi miała moja babcia. Te użyte przez autorkę zostały znalezione w sklepie z używanymi rzeczami. W jej rękach zyskały nowe życie i doczekały się swoistej nobilitacji. Niech i ci "rozwijający się" w tak różny sposób dla nas będą także podobnie docenieni...

Polecam
Katarzyna








"O tych, którzy się rozwijali"
Autor, ilustrator: Iwona Chmielewska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Oprawa: twarda
Liczba stron: 40
Format: 20,8 x 28,7 cm
ISBN:978-83-7278-876-4



Read On 2 komentarze

"Był gdzieś haj taki kraj. Była gdzieś taka wieś" - "dzika frajda" dla czytelnika;)

09:30



To intrygująca, zaskakująca, zapadająca w pamięć i zniewalająca lektura... I słów mi brak;) Naprawdę, trudno tu ograniczać się w superlatywach. I choć minęło lat mnóstwo - bo pierwodruk pochodzi z roku 1935, to nadal jest to książka, która zachwyca. 

A może się podobać z wielu powodów. Pierwsza lektura cieszy nas niezwykle zabawnymi językowymi łamańcami;) - użyte w tytule tego tekstu wyrażenie zaczerpnięte zostało z nazwy kraju. Otóż ów gdzieś daleko znajdujący się kraj to "Alibajdadzikafrajdawtomigraj"! A spośród jego mieszkańców - Alibajdadzikafrajdawtomigrajów - w opowiastce sportretowano dwoje - to Sabarawarak i Karawarabas. To pracowite osoby: dziewczynka (Sabarawarak) piecze tort, chłopiec - robi kwas do picia. Chcą się wymienić, ale wmieszała się w tę transakcję mucha tse-tse. A to tak złośliwe i operatywne stworzenie, iż udało się mu namówić całą gromadę zwierząt do niezbyt miłych zachowań... Zakończenie tej historii jest niewesołe, lecz i skłaniające do refleksji. Natomiast bardzo zabawne są knowania muchy, jej pertraktacje prowadzone w bardzo wielu językach (w małym palcu? w koniuszku skrzydełka? ma hipopoci, dzickokrólewski, czarnołapski...) Wzrok uwodzą też ilustracje Franciszki Themerson: choć w ograniczonej gamie barw (czarna kreska, nieco czerwieni), to intrygują nie mniej niż współczesne, wielobarwne. 

Mucha tse-tse to heroina i siła sprawcza także i drugiej opowiastki. I znowu zwierzęta afrykańskie pojawią się, by ludzie wreszcie zaczęli działać, myśleć, by leniwe "nie chcę" zamienili w czyny - dla wspólnego dobra. Nieco propagandowe wydawać się może przesłanie tych historii, choć w sumie bardzo prawdziwe i w obecnych czasach. Jest zatem dzieło małżeństwa Themersonów wartościowe i treściowo, i literacko, i pod względem wydawniczym. 

Dodam tylko, że bieżący rok Instytut Książki ogłosił Rokiem Franciszki i Stefana Themersonów, zaś powodem jest dwudziesta piąta rocznica ich śmierci - warto uczcić ten fakt nabyciem "Był gdzieś haj taki kraj. Była gdzieś taka wieś" - będzie to lektura na lata!

Polecam
Katarzyna








"Był gdzieś haj taki kraj. Była gdzieś taka wieś"
Autor: Stefan Themerson
Ilustracje: Franciszka Themerson
Wydawnictwo: Widnokrąg
Oprawa: twarda
Wymiary: 15 x 19 cm
ISBN 978-83-932-9849-5



Read On 0 komentarze

"Baśń o stalowym Jeżu" - niezłomnie do celu, by zrzucić czar

18:00


Niniejsza pozycja jest na stronie wydawnictwa polecana następującymi słowami: "Przepiękna opowieść autorstwa Jana Brzechwy, pełna magii i zaczarowanych postaci." - i jest to w istocie bardzo trafne podsumowanie. To naprawdę piękna historia, magii w niej jest mnóstwo, a sam tytułowy bohater to zaczarowana postać i - dodajmy - niejedyna w tym tekście. 

Jan Brzechwa jest znany przede wszystkim jako autor "Akademii Pana Kleksa", zapewne bez wahania przywołamy także sporo tytułów jego wierszy, jak choćby "Na straganie", "Staś Pytalski", "Kaczka dziwaczka", "Samochwała", "Pomidor" lub "Psie smutki"... Jest ich mnóstwo, pamiętamy je doskonale, potrafimy niejeden wyrecytować z pamięci, choć raczej do tych utworów nie należy "Baśń o stalowym jeżu" - to historia co się zowie - bardzo obszerna, obfitująca w dramatyczne momenty, doskonale i szczegółowo przedstawiająca męstwo, niezłomność i hart ducha jeża. A jeż ów wyglądem niespecjalnie przypomina poczciwe kolczaste zwierzątko. To raczej zakuta w stalową zbroję nieszczęśliwa osoba, a z jeżem łączą ją igły, którymi naszpikowany jest jego pancerz. Jak wygląda ów bohater, można zobaczyć na drugim z niżej zamieszczonych zdjęć. Jeż w trakcie swojej wędrówki natyka się na czarodzieja Babuleja, którego widzimy tuż obok nieszczęśliwego tytułowego bohatera. Dość przerażająca to persona - ów Babulej, jednak ma dobre serce i udziela Jeżowi rady, jak zrzucić czar więżący go w tej nieatrakcyjnej powierzchowności. Nieszczęśnik ma iść "w prawo, zawsze w prawo!" - i tak też się dzieje. A droga ta będzie obfitowała w spotkania z przerażającymi stworami, liczne niebezpieczeństwa, ale i mnóstwo kuszących obrazów - tyle że po lewej stronie... A Jeż ma iść przecież w prawo! Z tej strony czyhają trytony i ośmiornice, olbrzymie blaszane nietoperze i jeszcze wiele innych mrożących krew w żyłach stworzeń, mnóstwo pułapek... Aż do szczęśliwego zakończenia - bo przecież taka konsekwencja nie może nie zostać nagrodzona!

Pięknie została opisana ta peregrynacja Jeża, a choć nader mroczne stwory są jej tematem, to i tak zachwyca i intryguje, wciąga - i z wypiekami na twarzach czytamy, co też dalej spotka Jeża... A do tego przykuwają nasza uwagę ilustracje. Ich autorką jest znana nam z sympatycznej pozycji dla najmłodszych Beata Zdęba, jednak tym razem dominują ciemniejsze barwy i mroczniejsze postacie - a mimo to nasz zachwyt jest nie mniejszy;) Zachęcamy do zajrzenia na stronę ilustratorki: http://beatazdeba.pl/index.php?option=com_portfolio&view=category&Itemid=1&limitstart=8

Warto poznać "Baśń o stalowym Jeżu" - i nie wątpię, że osoby, które po nią sięgną, będą wymieniały ten tytuł jako jeden z najulubieńszych utworów Jana Brzechwy.

Polecam
Katarzyna




"Baśń o stalowym Jeżu"
Autor: Jan Brzechwa
Ilustrator: Beata Zdęba
Wydawnictwo: Wilga
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format: 20,5x26,5 cm
ISBN 978-83-280-0412-2




Read On 2 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Dwór" (Widnokrąg)
- "Proszę słonia" (Wilga)




Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *