facebook

Kobietnik - inna bajka

"Opowiadania z kluczem" - o sukcesach młodych detektywów (i nie tylko!);)

13:15



Najmłodsi często żywią wielkie obawy - jak też się skończy ta opowieść? Czy nasz ulubiony, sympatyczny, pozytywny główny bohater wyjdzie cało z wszelkich opresji??? Nierzadko bywa tak, że jakiś film, jakaś bajka czy książka są zbyt "straszne" i lęk nie pozwala poznać do końca tej historii... Z czasem okazuje się jednak, że tego typu utwory adresowane do młodych odbiorców mają szczęśliwy finał, zło zostaje ukarane, a dzielni bohaterowie triumfują. Dochodzi także do głosu zamiłowanie do tajemnic, mrocznych opowieść (ach, te historie o duchach i innych niesamowitościach!) - jednym słowem - rozpoczyna się wielka miłość do sensacyjnych publikacji, historii o wyczynach młodych detektywów rozwikłujących trudne zagadki.

Takie na poły kryminalne, z odpowiednio wyważoną dozą sensacji opowiadania znajdziemy w tym właśnie zbiorze. W Wydawnictwie Literatura ukazało się już sporo tomów historii o przeróżnej tematyce napisanych przez wielu autorów - do książek o zwierzętach, opowieści świątecznych, utworów z nutką grozy ("Opowiadania z dreszczykiem") dołączyła kolejna pozycja do młodocianych pasjonatów zagadek związanych z tajemniczymi przestępstwami, dla - być może - detektywów in spe, ale też i dla wszystkich, którzy lubią emocjonujące przygody, łamanie głowy nad rozmaitymi nie do końca jasnymi zdarzeniami. 

Osiemnaście opowiadań to utwory napisane przez osiemnastu pisarzy dobrze znanych wielbicielom książek wydawanych przez Literaturę: Paweł Beręsewicz, Katarzyna Ryrych, Zuzanna Orlińska, Renata Piątkowska, Anna Czerwińska-Rydel, Tomasz Trojanowski, Dorota Combrzyńska-Nogala, Grażyna Bąkiewicz, Kazimierz Szymeczko, Małgorzata Strękowska-Zaremba, Grzegorz Gortat, Beata Ostrowicka, Joanna Jagiełło, Kalina Jerzykowska, Barbara Kosmowska, Paweł Wakuła, Joanna Papuzińska - wśród tych nazwisk na pewno odnajdziecie wielu swoich ulubionych autorów. Dla porządku dodam jeszcze - bo powyżej nazwisk jest siedemnaście - iż do grona zacnych twórców emocjonujących opowieści zawartych w tym zbiorze dołączył jeszcze Marcin Szczygielski. 

Taka koncepcja książki zapewnia czytelnikom mnóstwo emocji, zetknięcie z rozmaitymi stylami, odmiennymi sposobami budowania napięcia, historiami, w których główną rolę odgrywają mali detektywi, ale i takimi, gdzie pierwsze skrzypce grają dorośli specjaliści od ujmowania przestępców, stróże prawa. Większość z nich prezentuje świat w sposób realistyczny, ale i miłośnicy fantastycznych wątków znajdą coś dla siebie - opowiadania ze szczyptą magii;)

Sympatycznym dodatkiem jest płyta z opowiadaniami czytanymi przez Tomasza Schimscheinera - zatem pasjonaci czytania będą z pewnością zabierać ze sobą książkę choćby do szkoły i w każdej wolnej chwili z wypiekami na twarzy pochłaniać słowo pisane, a mniej może biegłych w czytaniu ucieszą nagrania zawarte na płycie. 

Ilustracje stworzyła Olga Reszelska, która jest już chyba "specjalistką" od wizualnej strony opowieści o nieco sensacyjnym zabarwieniu - i rzeczywiście prace te świetnie współgrają z tajemniczymi historiami polskich autorów, którzy poświęcili czas i talent, by ucieszyć młodych fanów detektywistycznych opowiadań. 

Polecam
Katarzyna









"Opowiadania z kluczem"
Autor: praca zbiorowa
Ilustrator: Olga Reszelska
Wydawnictwo: Literatura
Oprawa: twarda
Liczba stron: 304
Format: 17x23 cm
ISBN: 978-83-7672-373-0




Read On 0 komentarze

"Dlaczego hipopotam jest gruby?" - vademecum po świecie fauny - i nie tylko!;)

23:25


Jeszcze więcej intrygujących informacji o nas samych, o zwierzętach, o fizjologii, zwyczajach, zachowaniu - poprzednia niezwykle ciekawa pozycja tego duetu autorskiego liczyła prawie sto stron, ta jest obszerniejsza, choć i tak "narzekamy" - tak interesujące, tak pięknie ilustrowane książki mogłyby mieć liczbę stron dwa razy większą (a nawet i trzy!;)).

Sympatyczny i zjednujący najmłodszych aspekt tej pozycji to forma odpowiedzi - autorka zwraca się bezpośrednio do czytelników, przywołuje bliskie im realia, tłumaczy odwołując się do analogii, które są im bliskie. Prosty język to kolejna zaleta - tu nie ma słowniczka na końcu książki, nie ma przypisów - w samym tekście wszytko jest klarownie wyjaśnione. Czasem okazuje się, że jedna odpowiedź budzi kolejne wątpliwości, zatem niejednokrotnie zdarzy się tak, że następne pytanie zahacza o ten sam temat.

A tematów jest mnóstwo, zagadnień - mrowie;) Sam indeks mieści się na czterech stronach (autorka proponuje ciekawe jego zastosowanie - wybranie z haseł interesującego gatunku, odszukanie właściwej strony i przeczytanie informacji jego dotyczących).  

Na pewno wabikiem będą ilustracje - Joanna Żero zaprasza nas do świata swoje wyobraźni, gdzie zwierzęta nabierają nieco ludzkich cech, zwyczajów, nawyków: takie odrobinę spersonifikowane portrety budzą ciekawość. A i sama technika rysowania, kolorystyka prac są niezwykle miłe dla oka.
Pani Dorota Sumińska to osobowość telewizyjna, radiowa - jej audycje mają taki gawędziarski charakter, zawsze widzimy ją w otoczeniu mnóstwa przedstawicieli fauny, zatem sprawą oczywistą jest, że zwierzęta kocha, a jako że jej zawód to lekarz weterynarii, zatem wiedzę na te "okołozwierzęce" tematy ma imponującą. W taki sympatyczny sposób dzieli się nią z młodymi odbiorcami. Rzeczowe odpowiedzi na każde pytanie sprawiają, że najmłodsi proszą o więcej - i chętnie poznajemy kolejne informacje zawarte w niniejsze lekturze.

W liczącej sto dwadzieścia cztery strony pozycji znalazły się odpowiedzi na sto czterdzieści jeden pytań - często wyjaśnienie wiąże się z przekazaniem ciekawostek na inne tematy, zatem wiedzy jest naprawdę sporo. Jako dorosły czytelnik mam zastrzeżenie jedynie do dwóch notek - pytania "A dlaczego nie czujemy, że Ziemia się obraca?" oraz "Czemu ćmy i inne owady przylatują do światła?" nie do końca rozwiewają wątpliwości małych obserwatorów otaczającego ich świata. Ale to oczywiście mój własny odbiór, inne osoby będą z pewnością miały inne wrażenia. Niemniej jednak to lektura wspaniale przybliżająca nam świat fauny, wiele kwestii nas samych dotyczących, ba - nawet traktująca o naszych zwyczajach. My mamy w zanadrzu jeszcze parę pytań otaczającej nas przyrody dotyczących, zatem liczymy, że odpowiedzi na nie znajdziemy w kolejnych książkach - tak mądrze napisanych i tak pięknie zilustrowanych!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki










Autor: Dorota Sumińska
Ilustrator: Joanna Żero
Oprawa: twarda
Liczba stron: 124
Format: 23,5 x 23,5 cm
ISBN: 978-83-08-06086-5



Read On 0 komentarze

"Ale historia... Kazimierzu, skąd ta forsa?" - niebanalny patent na polubienie historii!

22:00



Grażyna Bąkiewicz jest niesamowitą wizjonerką;) - jeśli sądzicie, że podróże w czasie to jedyne novum w świecie przyszłości, to autorka jeszcze wielokrotnie wyprowadzi Was z błędu! Do tego nowy tytuł przenosi nas do nieco bliższych nam czasów panowania króla Kazimierza zwanego później Wielkim. Świetny patent sprawia, że nawet mniej kochający historię z przyjemnością (i z korzyścią!!!) zagłębią się w lekturze. Otóż mamy to samo grono przyjaciół, znany z poprzedniej części Aleks również i w tej odgrywa niebagatelną rolę, ale główną bohaterką jest jego przyjaciółka Zuzka - czyli mamy połączenie tego, co znamy i lubimy z nowym: pomysł na "oswojenie" lektury, zaciekawienie, zachętę do czytania i poznawania naszej przeszłości.

Zresztą "nowinki" technologiczne opisane w książce, to nie jedyna zachęta - emocjonuje nas wątek przygodowy i z wypiekami na twarzy towarzyszymy perypetiom bohaterów, bawią nas momenty, gdy zdecydowanie nam bliższych - choć z przyszłości - sposób patrzenia na świat zderza się z tym sprzed wielu wieków, takie sytuacje zapadają w pamięć i budują pełniejszy obraz tej "zamierzchłej przeszłości". A do tego doskonałym wsparciem dla czynienia z nas znawców historii są... komiksy! Opisywane przygody to okazja do stworzenia głębszego, pełniejszego obrazu danego okresu historycznego - wspomniane w tekście ważne fakty są utrwalane dzięki komiksowym rysunków przedstawiającym realia życia w ówczesnych czasach, relacje międzyludzkie, zwyczaje... W ten sposób dowiadujemy się, jak powstawały gotyckie budowle, jak działały wówczas sądy, jak zakładano wsie i z czego składa się ważąca około czterdziestu kilogramów zbroja rycerska. 

No i oczywiście nie tracimy z oczu najważniejszego tematu - źródeł dochodów króla. Tym razem nietuzinkowy nauczyciel historii - Cebula, wykorzystując oryginalny wynalazek umożliwiający podróże w czasie, poleca ustalić, skąd władca czerpał środki na realizację swoich szeroko zakrojonych działań budujących potęgę naszego kraju. W "młodzieżowy" sposób zostało to ujęte w tytule: "Kazimierzu, skąd ta forsa?" - i taki język bliski nastolatkom znajdziemy w tej pozycji, zatem i ten aspekt zjednuje młodych czytelników. A jeśli pojawiają się jakieś niezrozumiałe dla współczesnego odbiorcy wyrazy, to są one od razu wyjaśniane, choćby właśnie w tych towarzyszących opowieści komiksach, zatem bardzo płynnie przewracamy kolejne strony, bez odrywania się od śledzenia przygód i wertowania słowników czy innych źródeł - i w równie spektakularnym tempie przybywa nam wiedzy. Zamykamy książkę - i voilà - jesteśmy już z Kazimierzem Wielkim za pan brat!;)

Polecam
Katarzyna










"Ale historia... Kazimierzu, skąd ta forsa?"
Autor: Grażyna Bąkiewicz
Ilustrator: Artur Nowicki
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 224
Format: 14 x 19,2 cm
ISBN: 978-83-10-12975-8


Read On 0 komentarze

"Miodowy blok rysunkowy" - życia pszczółek poznawanie miłe niesłychanie!:)

20:50


Bardzo à propos jest ta lektura - pewnie w większości domów przedświąteczna krzątanina na całego! Najpierw zakupy, potem przygotowania w kuchni - gotowanie, pieczenie, ozdabianie, te mniej lubiane zajęcia - sprzątanie, działamy pełną parą - właśnie jak pracowite pszczółki, które niezmordowanie znoszą do ula nektar, zapylają kwiaty, byśmy mogli cieszyć się smakowitymi warzywami, pysznymi owocami.

A zaczynają pracować już "w wieku" dwunastu dni! Wówczas uaktywniają się komórki woskowe, a z tego wosku budowany jest plaster. Potem pszczółki równie sumiennie wypełniają inne zadania, no może wyłączając trutnie - "mężczyzn-pszczoły" - na szczęście nasi panowie lepiej się pod tym względem prezentują - choćby właśnie podczas przygotowań do świąt:)

Pracowitością mogą się też popisać najmłodsi, którzy zasiądą do uzupełniania zadań w tej pozycji, a uzupełnienie wszystkich stron zajmie na pewno sporo czasu, bo i kolorowanki z mnóstwem szczegółów tu znajdziemy, i propozycje malowania paluszkami, dorysowania brakujących elementów w wizerunkach pszczółek. Można poćwiczyć precyzję podczas rysowania toru lotu pszczoły, pobawić się łączeniem punktów, kolorować według schematu... Mnóstwo zadań to kreatywne wyzwania: zabawimy się w cukierników dekorując pierniczki, stworzymy smakowite zapasy ukryte w słojach, narysujemy bardzo ukwieconą łąkę... Największym wyzwaniem było zobrazowanie potraw z dodatkiem miodu. Okazuje się, że nie tak łatwo narysować jedzenie;) 

Na zdjęciach poniżej widzicie, że przeciwległa strona do tej z zdaniami jest opatrzona krótkim tekstem oraz miniaturową okładką książki "Opowiem ci, mamo, skąd się bierze miód". My tę lekturę gorąco polecamy, bo w sympatyczny i ciekawy sposób przybliża świat małych pracowitych pszczółek. A wiele informacji o tych niezwykle pożytecznych owadach znajdziemy właśnie na stronach "Miodowego bloku rysunkowego": o zwyczajach pszczół, o podziale ról w pszczelej rodzinie, rodzajach miodu, wielu wartościowych substancjach produkowanych przez te owady, o budowie ciała pszczółek, ich fizjologii... Mnóstwo wiadomości, które przekazywane najmłodszym podczas wykonywania przez nich zadań z tej pozycji mimochodem zapadają w pamięć i poszerzają wiedzę o świecie. 

Podobnie jak "Księżniczki" ta książka ma także sztywną kartę na końcu, co umożliwia wygodne uzupełnianie zadań w plenerze, podczas podróży czy choćby w poczekalni. Zatem to bardzo rozwijająca pozycja - twórczo i manualnie, a do tego - i wiedzy nam przybywa!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki






"Miodowy blok rysunkowy"
Autor, ilustrator: Katarzyna Bajerowicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 64
Format: 21x29,7 cm
ISBN: 978-83-10-12928-4



Read On 0 komentarze

"Księżniczki. Rysuj, zgaduj, koloruj" - poznajcie dziewięć dziewcząt na schwał!:)

10:50


Księżniczki wyglądają na sprytne i pomysłowe osóbki, które nie dadzą sobie w kaszę dmuchać;) Mają mnóstwo różnorodnych pasji, nie zwykły się nudzić, ale niezależnie od tego, czy bawią się, czy wykonują swoje obowiązki lub też pomagają innym, prezentują się uroczo i niezwykle sympatycznie.
Dziewięć sióstr nosi oryginalne imiona: Starsza odnalazła wśród nich jedno podobne do jej imienia, zaś Młodsza jest imienniczką niani księżniczek - ale nie tylko te koincydencje zaważyły na popularności tej pozycji w naszym domu. Kwestia najistotniejsza to temat! Któż nie lubi księżniczek?! A zwłaszcza wśród małoletnich panienek uczęszczających do przedszkola takie bohaterki cieszą się wyjątkową popularnością. 

Zaletą tej książki jest fakt, iż mieszkające w Stubarwnym Zamczysku dziewczynki nie są takimi stereotypowymi księżniczkami, które jedynie pięknie wyglądają, którym w głowie stroje, błyskotki czy dbanie o swój wygląd. To także je zajmuje, ale nieporównywalnie więcej czasu spędzają na pielęgnowaniu swych pasji, uprawianiu sportu, tworzeniu pięknych rzeczy, pomaganiu innym, wesołych, beztroskich zabawach.

A my towarzysząc im także bardzo miło się bawimy! Kolorowanie zawsze przyjemnie relaksuje (ostatnio chwilę przed rozpętaniem się wielkiej siostrzanej wojny podsunęłam Starszej kolorowankę;)), a te ilustracje pozwalają i popisać się doborem kolorów (wszak księżniczki nie będą prezentować się jak pstrokate perliczki;)), ale także poćwiczyć precyzję w pokrywaniem kolorem detali stroju, tworzeniu barwnych deseni. Dziewczynkom bardzo spodobały się zadania polegające na dorysowaniu brakujących elementów (jak choćby mamy uzupełnić haftowany obraz bitwy praprapradziadka Karola z górskim trollem:)) i chyba nie ma w tym nic dziwnego - niezwykle miło jest stać się współtwórczynią tak sympatycznych ilustracji!

No i wreszcie - mnóstwo wyszukiwanek! Tropimy, śledzimy, ustalamy kto jest kim, pomagamy księżniczkom znaleźć drogę, szukamy zaginionych przedmiotów - wszystkie te zadnia ćwiczą spostrzegawczość, koncentrację, uwagę.

Nie sposób nie docenić wykonania tej pozycji: grubsze kartki sprawdzą się doskonale nawet jeśli uwielbiamy posługiwać się podczas kolorowania pisakami. Sztywny karton na końcu sprawia, że i w bardziej plenerowych warunkach można korzystać z tej pozycji i oddawać się przyjemności kolorowania oraz łamania głowy.

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki








"Księżniczki. Rysuj, zgaduj, koloruj"
Autor, ilustrator: Agnieszka Antoniewicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 64
Format: 21x29,7 cm
ISBN: 978-83-10-12978-9



Read On 0 komentarze

"Tata miś" - wyścig czyścioszków;)

06:45



Gra planszowa bez planszy;) A właściwie - z planszą do samodzielnego stworzenia. To najpierw był najprzyjemniejszy element rozgrywek, dziewczyny dobierały elementy, zmieniały ich kolejność, Starsza wprowadziła zasadę, że gdy ona układa, to część z kluczem jest na samym początku. Ukuta została także niepisana reguła, że gdy miś trafi na pole ze śladami w swoim kolorze, to jest to bardzo szczęśliwe zdarzenie;) 

Zatem widzicie od razu, że to nie pierworodna tym razem ułożyła ścieżkę do wanny;) - bo na ostatniej tafelce widzimy sympatyczną foczkę pluskającą się w wannie. Celem małych niedźwiadków jest dotrzeć tam i zmyć te nienaturalne kolory ze swego futerka. 

Osoba "twórcy planszy" wybrana, Młodsza pracowicie odlicza, by po piątym i dziesiątym elemencie położyć kafelek "popękany lód" i... do dzieła! Wybieramy kolorowego misia i razem z jego tatą - białym niedźwiedziem, ruszamy w drogę. O ile pól można się przesunąć wyznaczą symbole na kostkach. Ile znaczków kry uda się nam wyrzucić, o tyle przybliży się upragniony cel wyprawy. Ale pierwszy rzut nie determinuje długości naszego "skoku", możemy zaryzykować i rzucać dalej, choć to rzeczywiście - spore ryzyko. Znaczki kry znajdują się jedynie na dwóch ściankach, zatem może się tak zdarzyć, że ponownie zobaczymy ścianki w kolorze blue i w takim nastroju zakończymy naszą kolejkę, bo równoznaczne jest to z utratą możliwości ruchu...

Jeśli już nacieszymy się takimi niedługimi partyjkami "Taty misia", możemy spróbować wersji z wydłużaniem ścieżki: kafelki za ostatnim misiem są dzielone - jeden trafia do pudełka, pozostałe zostają przełożone przed wannę, zatem gra staje się jeszcze bardziej emocjonująca i ten, który był o krok od zwycięstwa, musi jeszcze trochę poczekać, ba - może zdarzyć się, że losy rozgrywki potoczą się zupełnie inaczej i kto inny otrzyma laur zwycięzcy!

Muszę przyznać, że Młodsza (fanka zwierząt) jest prawdziwą mistrzynią w tej grze. Co więcej - albo odkryła jakąś nieznaną pozostałym osobom technikę rzucania;), albo też ma wyjątkowe szczęście - bo bardzo często ryzykuje i jej to posunięcie się opłaca. Wprost przeciwnie niż jest to w moim przypadku... Ale i tak bardzo lubię "Tatę misia", podobnie jak dziewczynki, które na koniec serii partyjek urządzają jeszcze ogólną kąpiel wszystkim misiom, jakieś wspólne ich zabawy;) Drewniane figurki w żywych barwach świetnie się do tego nadają. Zresztą cała gra jest bardzo starannie wykonana i zachęca najmłodszych do sięgania po nią. Choć na pudełku znajdziemy informację, że jest ona przeznaczona dla osób od lat 5 do 105, to jej mechanika, aspekt układania kafelków spodobają się przede wszystkim małym fanom gier. Poza tym to bardzo rodzinny/"towarzyski" produkt - sześć kolorowych niedźwiadków pozwala na grę nawet takiej właśnie sporej grupie osób.

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki










"Tata miś"
Autor: Heinz Meister
Rysunki: Doris Matthaus 
Wydawca: Egmont
Wymiary: 20x20x5 cm
EAN:  5908215007416


 

Read On 1 komentarze

"Opowiem ci, mamo, co robią koty" - co nam w duszy mruczy;)

04:10




Co robią koty? Mnóstwo dobrej roboty! Jeśli wypełniałby jakąś ankietę ich samych dotyczącą, to w rubryce "zawód" śmiało powinny wpisywać - "wykwalifikowany poprawiacz nastroju"! Te przytulaski, to włażenie na kolana i przesiadywanie godzinami, te harce zabawne... Wczoraj nasz kocio polegiwał mi na kolanach zwisając uroczo oboma końcami;), aż wreszcie poczuł, że chce mu się pić. Zeskoczył zatem, udał się w kierunku miski i zaczął się jej przyglądać, kręcąc łebkiem w obie strony;) Ale to jakoś go nie upewniło o tym, że jest tam jakaś zawartość i pragnienie można ugasić, zatem włożył łapkę do miski, a potem nastąpił rytuał otrząsania;) (miły akcent w kiepskim dniu...)

Zresztą każde odezwanie naszego kocia poprawia humor - bo takie klasyczne miauczenie wydobywa się z niego nie częściej niż raz na miesiąc;) Na co dzień ogranicza się do kontaktowania się za pomocą trzeciej głoski ze standardowego odgłosu - "A", zatem kiedy dziewczynki w taki sposób odpowiadają, mówimy, że się od kota nauczyły. Albo że są z nim spokrewnione;) Co w przypadku Młodszej byłoby spełnieniem marzeń:) Ostatnio odwiedziliśmy przyszywaną ciocię, która ma uroczą koteczkę - oczarowała nas ona, zachwyciła, olśniła (i dorzućcie jeszcze wszystkie inne synonimy;)), zatem najnowszy plan na przyszłość naszej młodszej latorośli to zostać Uhurką:) 

Dlatego to rzecz oczywista, że poznać magię kociego wnętrza (tak, znajdziecie w tej książce taki intrygujący schemat!) oraz dowiedzieć się wszystkiego o innych kocich sprawkach to wielka przyjemność i najmilsze zajęcie. 

Ta książka będzie rosła z małymi fanami felis domesticus;) - najmłodsi będą zachwycać się ilustracjami, nieco starsi pokuszą się o zmierzenie się z zabawnymi zadaniami (na kolejnych stronach znajdziecie mnóstwo okazji do poćwiczenia zmysłu obserwacji - wyszukiwanie różnic, odnajdywanie kotów to zajęcie na wiele miłych chwil!), a do tego - choć to taka zabawna, kolorowa pozycja, to zawiera ona i sporą dawkę wiedzy! 

Kolejne rozkładówki są związane z pojawieniem się w domu głównego bohatera, ośmioletniego Maćka, nowego kota. Do ukochanego pupila Gbura dołącza malutka Żabka, a choć mama przekonuje, że dwa koty świetnie spędzają ze sobą czas, to nie od razu ich koegzystencja jest idyllą...;) Ale oczywiście niebawem relacje są coraz lepsze i początkowe scysje odchodzą w niepamięć. 

Ciekawe zadania-wyzwania (naprawdę nie tak łatwo czasem odnaleźć wszystkie futrzaste czworonogi!) pozwalają lepiej poznać koty, zrozumieć ich zachowanie. Dowiadujemy się, jak się nimi najlepiej opiekować, jakie problemy mogą się pojawić w związku z takim domownikiem oraz jak im zaradzić. Zabawny schemat "Co w kocie siedzi" dostarcza wielu ciekawych wiadomości (przyznam, że i ja dopiero z tej pozycji dowiedziałam się o istnieniu narządu Jacobsona!).

Poznajcie zatem przemiłe koty Maćka i jego rodziców, a także mieszkające po sąsiedzku czworonogi (naszym sąsiadem jest śliczny Czaruś, którego czas jakiś temu zdejmowałam z drzewa;)), dowiedzcie się wszystkiego o kotach i dołączcie do nas - fanek kociej braci na śmierć i życie!;)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki







"Opowiem ci, mamo, co robią koty"
Autor i ilustrator: Nikola Kucharska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: twarda, książka sztywnostronicowa
Liczba stron: 28
Format: 20x28 cm
ISBN: 978-83-10-12929-1



Wpis w ramach projektu Przygody z książką.
Sprawdźcie, co się tam dzieje!:)  
Read On 11 komentarze

"Pędzące ślimaki" - twarda rozgrywka z mięczakami;)

13:05



Dla fanek "Pędzących żółwi" nowa gra mogłaby okazać się wtórna. "Ale to już było" - powiedzą - jeśli jednak nie dadzą szansy "Pędzącym ślimakom", to będą gapami!;) Poza tym nic bardziej mylnego niż zarzut o powielanie tego samego motywu! 

"Pędzące żółwie" darzymy wielkim sentymentem i pojawienie się nowej gry sprawiło, że odżyły te uczucia, więc gramy na przemian, na zmianę, po parę partyjek i do upadłego;) Dlatego mogę z czystym sumieniem zapewnić, że nasze zamieszczone tu spostrzeżenia to efekt bardzo wnikliwego i wielostronnego testowania! 

Jeśli chodzi o podobieństwa, to znów mamy do czynienia ze zwierzętami w rzeczywistości niezbyt szybko poruszającymi się, jednak w grze, dzięki naszej taktyce oraz dzięki szczęściu mogą naprawdę mknąć do mety;) Drewniane figurki żółwi, które służą nam już parę lat, nie mają żadnych uszczerbków, zatem możecie być pewni, że i ślimaki w takiej dobrej kondycji przetrwają długie zainteresowania tą grą:) Pierwsza z gier zawierała tekturowe kartoniki oraz 52 karty (niezbyt grube, ale też specjalnych uszkodzeń nie mają - mimo wielu rozegranych wyścigów;)), nowa oferuje nam nieco inną mechanikę - tu decydują rzuty kostkami w kolorach odpowiadających kolorom figurek. Pięć kart służy do wyznaczenia barw "naszych" zawodników. Co ciekawe - na kartach znajdują się po dwa wizerunki ślimaków, zatem może się tak zdarzyć, iż pędzący do mety czerwony jest hołubiony przez dwóch graczy, bo taki kolor znajduje się na ich kartach!

Kostki mają niejako podwójną "dwójkę", bo oprócz dwóch oczek także wizerunek ślimaka tak właśnie jest punktowany. Zasad jest naprawdę sporo i w porównaniu z "Pędzącymi żółwiami" to pewna innowacja - bo użyte kostki gracze zatrzymują, chyba że właśnie wybrali wyrzucony przez siebie wizerunek ślimaka, do tego punktowane są trzy miejsca - pierwsze, drugie i ostatnie, zatem czasem nie warto się tak spieszyć;)

Dodatkowo tor, po którym poruszają się figurki, to nie tylko liście - znajdziemy na nim również grzyby, a trafienie na jeden z nich to okazja do zdobycia punktu. Ślimaki są dość ekspansywne, zatem jeśli na polu, na którym mają stanąć, znajduje się inna figurka, to zostaje ona zepchnięta o jedno pole do tyłu - za to też są punkty! 

Wyścigi żółwi wyłaniały zwycięzcę - kto dotarł do mety, ten wygrywał, jeśli było to "zbiorowe" jej przekroczenie, liczyła się kolejność, ale w porównaniu z "Pędzącymi ślimakami" emocje były mniejsze i finał nie tak ekscytujący. Ba, nowa gra Rainera Knizii bywa wielkim zaskoczeniem, bo okazuje się na przykład, że otrzymawszy punkty za miejsce drugie i ostatnie oraz pilnie zbierając je podczas rozgrywki możemy pokonać osobę, której ślimak pierwszy dotarł do mety! 

Do tego możemy wybrać rozmaite techniki - można właśnie ścigać się o palmę pierwszeństwa, można starać się trzymać z tyłu, bo ostatnie miejsce gwarantuje trzy punktu. Warto jednak nie lekceważyć możliwości zdobywania punktów na trasie - za trafienie na grzybek, za przepchnięcie innego ślimaka. 

Gra może wydawać się zawiła, ale to pozory - nawet Młodsza - obecnie pięciolatka - szybko opanowała reguły i bardzo często znienacka zostaje zwyciężczynią! Dodamy jeszcze, że nieco większa niż w przypadku "Pędzących żółwi" plansza zapewnia dłuższą rozgrywkę i gwarantuje możliwość strategicznego działania. 

Zatem pędźcie na jednej nodze po tę grę! U nas zdecydowanie wygrywa w konkurencji na najbardziej emocjonującą planszówkę!:)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki










Autor: Reiner Knizia
Rysunki: Rolf Vogt 
Wydawnictwo: Egmont
Format: 20x20x5 cm
EAN: 5908215006396 



Read On 0 komentarze

"Chrząszcz brzmi w trzcinie. Łamańce językowe" - językowe zabawy, by nie wyjść z wprawy;)

12:00


Łamanie ma raczej niezbyt pozytywne konotacje, a gdy związane jest z częściami ciała, to w ogóle wywołuje w nas niemiłe uczucia. Ale przecież są wyjątki! Wszak łamanie głowy to niezła rozrywka (u nas rodzinnie się tym pasjonujemy - ciocia uwielbia sudoku, dziadkowie - krzyżówki, a zwłaszcza jolki, lubimy przeróżne gry logiczne), no i jest także łamanie języka! Jak miło jest opanować pełen niełatwych wyrazów wierszyk czy zdanie naszpikowane takimi wyzwaniami, najmłodsi po okresie buntu i dramatycznych niekiedy scen, że "nie wychodzi, nie umiem tego powiedzieć" przeżywają często fascynację umiejętnością wypowiedzenia trudnych wyrazów, niełatwych zbitek głosek.

Niniejsza książka może być sympatyczną zachętą do takich ćwiczeń. Jej podtytuł brzmi "Łamańce językowe", ale zabawne wiersze w niej zawarte to nie tylko okazja do popisów niezwykłej sprawności w tej materii: to także sposobność do doskonalenia wymowy. Wyrazy dźwiękonaśladowcze, zestawienia głosek mogących sprawiać trudność zostały dobrze wyważone ze słowami "neutralnymi", zatem przeczytanie wiersza czy pamięciowe opanowanie go przy pewnej pracy nie powinno sprawić problemów. Zatem można polecić tę książkę jako niebanalne urozmaicenie ćwiczeń logopedycznych. 

Autor inspiruje się tekstami dobrze znanymi najmłodszym, dlatego wśród poruszonych tematów znajdziemy i lokomotywę, która rusza w drogę, i dylemat, czy wieprza przyprawić pieprzem, a wśród bohaterów - Jerzego i jeże, chrząszcza - mieszkańca Szczebrzeszyna, krowę w kropki bordo, niedźwiedzia - starego, rzecz jasna!;) Zachęcamy do sięgnięcia po książkę i odnalezienia innych nawiązań!

Autorska publikacja została zilustrowana z rozmachem - zajmujące całą rozkładówkę prace w charakterystycznym stylu, bawią, budzą ciekawość, zwracają uwagę interesującą fakturą i deseniami, a także utrwalają wyrazy mogące sprawiać trudność.

Zajrzyjcie zatem do przesyconego humorem świata językowych łamańców, w którym szprotka szoruje podkład, stonoga postukuje jedną nogą w gipsie, a pan poczmistrz ma taneczne zapędy!;)

Polecam
Katarzyna







"Chrząszcz brzmi w trzcinie. Łamańce językowe"
Autor i ilustrator: Krzysztof Kiełbasiński
Wydawnictwo: Wilga
Oprawa: twarda
Liczba stron: 48
Format: 21x29,5 cm
ISBN: 978-83-280-3115-9


Read On 0 komentarze

"Pina, zrób coś!" - z humorem o wielkich rzeczach dokonywanych w imię przyjaźni i w imię sztuki

20:20


Z tyłu na okładce znajdziecie logo miesięcznika "Kocie Sprawy", a my - jako osoby koty uwielbiające, od razu zwracamy uwagę na takie niuanse;) Ale lektura niniejsze wywołała niejakie zdziwienie: kilkadziesiąt stron, połowa książki, a kota nie widać... A przecież jest też na okładce! Uspokajamy - pojawi się wreszcie, w dość nietypowy sposób wkroczy w życie tytułowej bohaterki - narratorki tej opowieści, odegra ważną rolę w kolejnych zdarzeniach i pokaże dobitnie, że kotów nie sposób nie kochać!:)

To czeka nas w rozdziale siódmym, a co znajdziemy we wcześniejszych? Niesamowicie zabawną opowieść o grupie przyjaciół, którzy zostaną postawieni w bardzo trudnej sytuacji - zatem ta radość będzie się przeplatać z chwilami nastroju serio. Siostra jednej z bohaterek jest poważnie chora, ale nie jest to sytuacja beznadziejna - pomóc może operacja, oczywiście poza granicami kraju i - co też oczywiste - bardzo kosztowna... O tym, że ta grupa młodych osób nie jest przyjaciółmi tylko z nazwy - jak to się niekiedy zdarza - Monika i jej piętnastoletnia siostra przekonują się niemal od razu. 

Na szczęście wszyscy są osobami utalentowanymi: aktorsko, wokalnie, Pina jest wielbicielką teatru, inna bohaterka pochodzi z bardzo muzykalnej rodziny, a poza tym - są altruistami, są pełni empatii, mają mnóstwo pomysłów i są zdecydowani, by użyć swoich talentów, by pomóc potrzebującym. 

Jako osoby jeszcze studiujące i to kierunki niekoniecznie artystyczne, muszą przystać na propozycje, które się pojawiają: występy w przedszkolach, na stypie, a także przeróżne konkursy organizowane przez rozmaite stacje telewizyjne czy też liczne instytucje kulturalne. Brzmi to wszystko nieco podniośle - wiadomo: sztuka, artyzm, szlifowanie swoich umiejętności, doskonalenie warsztatu... Jednak bardzo często bywa tak, że nasze wyobrażenia o arkanach danego zawodu nieco rozmija się z rzeczywistością - i taki właśnie stan rzeczy opisany został w niniejszej powieści. 

Zebrać sporą sumę nie jest łatwo, zatem będziemy towarzyszyć naprawdę wielu przedsięwzięciom mającym doprowadzić do osiągnięcia tego celu. A jako że bohaterowie są bardzo charakterystyczni i niebanalni, tworzą nader oryginalną grupę, a do tego można uznać, że chyba mają pecha, bo wciąż jakieś komplikacje się im przytrafiają, choć i z drugiej strony - nie brak i uśmiechów losu, zatem nie zrażając się przeszkodami, powoli zbliżają się do zgromadzenia upragnionej sumy (choć oczywiście nie będzie to pasmo samych sukcesów). Przy okazji mamy możliwość zobaczyć świat artystów niejako "od zaplecza", poznać sekrety, dowiedzieć się prawdy o wzajemnych relacjach między uczestnikami konkursów, będzie też wątek miłosny, poznamy też trochę gorzkie spojrzenie na niuanse internetowych zbiórek funduszy (nie da się ukryć, że mniej medialne osoby, nieco bardziej zaawansowane wiekowo mają mniejsze szanse zwrócić na siebie uwagę...)

Jest wreszcie koci wątek - przeuroczy i niezwykle zabawny. Zresztą cała lektura ma pogodną wymowę, wywołuje uśmiech na twarzach czytelników, no i wyjaśnia "zjadaczom chleba", dlaczego ci, którzy czują w sobie iskrę bożą, mimo wszelkich przeciwności losu, poświęceń, których wymaga nierzadko sztuka, nie zmieniają swego wyboru na bardziej popłatne i mniej wyczerpujące zajęcie...

Polecam
Katarzyna 


"Pina, zrób coś!"
Autor: Maciejka Mazan
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: miękka
Liczba stron: 272
Format: 13,5x20,4 cm
ISBN: 978-83-10-12950-5





Read On 0 komentarze

"Piękno i sztuka, co to takiego?" - inspirujące pytania i ciekawy temat

19:15


Jeśli zechcemy przeczytać tę książkę od deski do deski, to zajmie to nam kwadrans, może dwadzieścia minut. Szybka lektura nie jest jednak najlepszym sposobem na poznanie treści tej pozycji - wprost przeciwnie, każdy z sześciu rozdziałów to okazja do rozmowy, dyskusji, zastanowienia się nad zasygnalizowanymi kwestiami, wyrażenia swojego zdania i ustalenie własnej odpowiedzi.

No właśnie - często w rozmaitych publikacjach szukamy odpowiedzi na nurtujące nas problemy, zagadnienia. Czy zatem książka, która takich rozwiązań nie przynosi, a zamiast tego oferuje mnóstwo pytań, której autor niejako mnoży wątpliwości, podważa ogólnie przyjęte ustalenia może nas czegoś nauczyć?;) 

Popularność kolejnych tomów autorstwa Oscara Brenifiera dowodzi, że takie ujęcie ważnych kwestii, intrygujących zagadnień jest trafnym pomysłem. Tym razem za warstwę wizualną odpowiada Rémi Courgeon, który wybrał na bohaterów wielkouchego kotka, nieco groźnie wyglądającego psa, ropuchę o dość kontrowersyjnym wyglądzie, choć są też i przedstawiciele gatunku homo sapiens;) - wszystkie te postacie ukazane na "śmiesznych rysunkach" (to czwarty z pomysłów ilustratora, jakie były wcześniejsze - sprawdźcie sami, będziecie z pewnością zaskoczeni wcześniejszymi koncepcjami:)), a zajmują się tworzeniem sztuki, kontemplowaniem jej, negowaniem, krytykowaniem czy wyrażaniem swego zachwytu.

Jeszcze jedno pojęcie jest w tej książce analizowane - piękno. Wydawałoby się, że to rzecz oczywista, czym ono jest. Ale wystarczy zostać postawionym w sytuacji rodziców mających ocenić prace dzieci - który rysunek ładniejszy? Czy oba mogą być piękne? Przecież są tak różne! A jeszcze zdarza się, że jedna krytycznie wyrazi się o tym, co stworzyła druga - i dramat gotowy! Bardzo jesteśmy tą kwestią piękna zainteresowani, wiele aspektów naszego codziennego życia z nią jest związanych, zatem choć wydaje się być raczej drugorzędna (choćby biorąc pod uwagę takie aspekty jak użyteczność, funkcjonalność), to jednak przywiązujemy do niej dużą wagę.

Książkę rozpoczyna spis zagadnień, które zostaną w niej poruszone - spis treści, jednak bez numerów stron, gdyż sama koncepcja tej publikacji ułatwia nam korzystanie z niej - z prawej strony widzimy wszystkie tytuły: Uniwersalność, Kryteria, Zrozumienie, Artysta, Wolność, Użyteczność. Czy zatem wszyscy tak samo pojmujemy piękno? Czy powinniśmy je rozumieć? Czy bycie artystą to przeznaczenie wybrańców, czy też każdy może nim być lub w pewnym sensie jest? Każde z pytań pociąga następne, a wszystkie prowokują nas do zastanowienia się nad zasygnalizowanymi sprawami. Jak zwykle w przypadku książek Oscara Brenifiera lektura jest przygodą, okazją, by przemyśleć kwestie dla nas ważne, nauczyć się formułowania myśli, argumentowania, szerszego spojrzenia na otaczający nas świat.

Polecam
Katarzyna









Nie mogę się nie pochwalić: mnie rysunek Młodszej zachwycił, zatem takie nawiązanie do lektury;) 



"Piękno i sztuka, co to takiego?"
Autor: Oscar Brenifier
Ilustrator: Rémi Courgeon
Wydawnictwo: Zakamarki
Oprawa: półtwarda
Liczba stron: 96
Format: 18 x 23,5 cm
ISBN: 978-83-7776-102-1



Read On 0 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Husarskie skrzydła. Zdarzyło się w Polsce" (Literatura)



Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *