facebook

Kobietnik - inna bajka

"Rok w lesie" - ze zwierzętami miłe spotkanie - piękne i kształcące niesłychanie:)

10:50


Nie przypadkiem te dwie pierwsze plansze poniżej pojawiają się jako ilustracje do mojego skromnego tekstu o genialnej/wybitnej/zachwycającej/zaskakującej/wciągającej/pięknej/oryginalnej/wyjątkowej/mądrej/kształcącej/odkrywczej/zabawnej/niebanalnej książce "Rok w lesie". Luty to rozkładówka Młodszej, a kwiecień - Starszej. Wtedy to mają urodziny, więc "ich" miesiące są "najlepsze", najciekawsze. Ale okazuje się, że każda kolejna strona - a właściwie kolejne dwie strony obrazujące przemiany w lesie, są intrygujące i przykuwają uwagę na długo. Taki paradoks - same najciekawsze rozkładówki;)

U nas książka od razu zaprezentowała swój walor edukacyjny. Przyznajemy, że i Starsza ma nieco wahań, kiedy ten listopad trzeba wymienić i nie wiedzieć czemu bardzo często na początku październik lubi się pojawiać, Młodsza zaś tych wątpliwości ma ciut więcej, ale właśnie dzięki oglądaniu, powtarzaniu, dzięki temu, że tak intrygująca pozycja skłania do częstego sięgania po nią, musimy z dumą pochwalić się, że coraz płynniej i "bezbłędniej";) nam wychodzi wymienianie w kolejności nazw miesięcy.

Okazuje się także, że strzałem w dziesiątkę było umieszczenie na końcu tego zadania-wyzwania: bardzo zawiłego labiryntu pełnego stworzonek marzących o przeróżnych "rzeczach". Obie dziewczyny zgodnie pochyliły się nad tą łamigłówką - no, prawie zgodnie, trochę było szachrowania przy ustalaniu, czyja jest teraz kolejność, bo miało być sprawiedliwie, na zmianę, ale to oczywiste, że doczekać się penetrowania labiryntu z wybranym stworzonkiem, unikania zagrożeń i satysfakcji z sukcesu jest bardzo trudno;)

Ale sprawą oczywistą jest, że najistotniejsze są tu zwierzęta, zmiany w przyrodzie, jej bogactwo w leśnym ekosystemie (coś o tym wiemy po ostatniej lekturze). Blisko pięćdziesiąt okazów fauny prezentuje się nam na samym początku: portrecik plus niedługi opis zawierający to, co najistotniejsze, cechy charakterystyczne, informacje o sposobach odżywiania, zwyczajach. Potem możemy je wyszukiwać na stronach poświęconych kolejnym miesiącom, wzbogacać tę wiedzę, ćwiczyć spostrzegawczość, uczyć się, jak postępować, by chronić przyrodę i nie narażać się na nieprzyjemne konsekwencje. Wyjaśniamy zatem co zrobić, gdy tak jak sierpniowym turystom stanie nam na drodze... niedźwiedź czy też gdy osy wezmą nas sobie za cel - tak jak wrześniowego amatora ciekawych zdjęć. Rzadko nam się zdarza spotkać (a właściwie zoczyć) jakichś leśnych mieszkańców - jedynie owady są odważniejsze i prezentują się nam w całej okazałości i dość licznie - więc taki "nasycony" fauną obraz lasu bardzo cieszy i przykuwa uwagę.

Nowa pozycja autorstwa Emilii Dziubak to kolejny tytuł z serii "Rok w..." - ciekawe jaki temat zauroczy nas kolejnym razem?;) Starsza marzy o "Roku w szkole", bo niebawem właśnie taki rok ją czeka (pewnie byłby to nieco inaczej mierzony czas - od września do sierpnia), Młodsza - wielbicielka Neli i egzotyki, optuje za książką przedstawiającą trzysta sześćdziesiąt pięć (czy i sześć;)) dni podróżowania. Niezależnie od tego, co stanie się motywem przewodnim kolejnego tytułu, czekamy na niego i napawamy się dwiema pierwszymi pozycjami serii!:)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki










Autor i ilustrator: Emilia Dziubak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: całokartonowa
Liczba stron: 28
Format: 23,1 x 31 cm
ISBN: 978-83-10-12713-6




Read On 0 komentarze

"Pucułka i Pocopotek" - o poszukiwaniu Jacka i znajdowaniu przyjaciół:)

22:00


Bohatera tej książki sporo łączy ze Stasiem Pytalskim - jest bardzo ciekawym czy też sceptycznie nastawionym misiem, zatem zadaje mnóstwo pytań. Ale też niezupełnie jest do postaci stworzonej przez Jana Brzechwę podobny - od mnożącego wątpliwości chłopca różni go to, że misia wszyscy lubią, nikt od niego nie stroni, jego zachowanie nie powoduje nieprzyjemnych reakcji. Wprost przeciwnie! Za Pocopotkiem przepadają wszyscy - jego mały właściciel Jacek-Placek, napotkane zwierzątka, pan malarz, wujek Hokus, a przede wszystkim pewna sympatyczna i bardzo lubiąca czystość dziewczyna, która znalazła zgubionego misia w parku i troskliwie się nim zaopiekowała.

Bohaterowie niestrudzenie podejmują kolejne próby, by odnaleźć chłopczyka, do którego miś należał. Na nieszczęście miś zna niejako "alternatywne" imię swojego małego pana, który tak naprawdę ma trzy inne imiona. Zresztą i sam miś dopiero po rozstaniu z Jackiem-Plackiem zostaje nazwany Pocopotkiem przez starającą się mu pomóc wiewióreczkę. Ich pomysłowość w tworzeniu ogłoszeń, wynajdywaniu niebanalnych sposobów ich publikacji jest imponująca! Można przecież pisać na śniegu, układać teksty z kamyków, umieścić anons na nodze słonia - wszak mnóstwo osób przychodzi obejrzeć cyrkowe przedstawienie! Pucułce i jej małemu podopiecznemu pomocą służy wiele zwierząt: wiewióreczka Gryzelda Orzeszko, dwa gawrony - Gaweł i jego ciotka Genowefa, myszka Lubinorka, równie ochoczą postawę prezentują też znajomi lubiącej czystość dziewczyny, a i nieznajome, spotkane jedynie osoby, chętnie podsuwają pomysły, robią co w ich mocy, bo ukochana przytulanka wróciła do małego właściciela.

To bardzo sympatyczna, ciepła, pogodna opowieść o pomaganiu potrzebującym pomocy, o empatii, altruizmie, o przyjaźni, gotowości do poświęceń na rzecz bliskich, o więziach, które powstają, gdy spędzamy razem czas, dbamy o siebie - wówczas stajemy się dla siebie ważni, wręcz niezastąpieni.

Autorki tej książki są pewnie znane tym, którzy zetknęli się z tytułami z serii "Poczytaj mi, mamo". W jednym ze wznowionych zbiorów tych opowieści znajdziemy aż dwie historie stworzone przez ten duet autorski: "Wielka przygoda małej Zosi" oraz "Mokry łakomczuch". A sam Pocopotek to jeden z galerii sympatycznych misiów stworzonych, by cieszyć małych odbiorców czasopisma - jakżeby inaczej - "MIŚ"!:) Zanim dzięki Wydawnictwu Widnokrąg historia ta doczekała się takiego "całościowego" wydania, była ona publikowana w odcinkach na łamach miesięcznika dla najmłodszych - "MIŚ".

Dodam tylko, że najmłodszych może niepokoić trochę fakt, że zagubiony miś nie może odnaleźć swojego małego właściciela, że kolejne działania nie przynoszą spodziewanych efektów - ale przecież jednocześnie tworzą się coraz silniejsze więzi między nim a Pucułką, stają się sobie coraz bliżsi, zatem rozumiemy dylemat, który się pojawia pod koniec tej historii... Ale sza, nie zdradzajmy zbyt wiele;) Mogę tylko zapewnić, że tak krzepiąca, ciepła historia nie może mieć przecież niepomyślnego zakończenia - możecie być tego pewni!:)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki








"Pucułka i Pocopotek"
Autor: Barbara Lewandowska
Ilustrator: Janina Krzemińska
Wydawnictwo: Widnokrąg
Oprawa miękka, szyta
Liczba stron: 68
Format: 20 x 23 cm
ISBN: 978-83-942952-1-9


Read On 0 komentarze

"Zaczarowany las" - tropiąc gargulce, stonogę i ryby;)

13:40




Miłośniczki lasu i zwierząt elektryzują takie publikacje! A jeszcze wytłoczony napis na okładce, tyle złotych elementów, nawet okładka zachęca do pokolorowania! To jedno z ulubionych zajęć dziewczyn, zatem gdy akurat wszystkie książeczki już zostały "wykorzystane", wówczas drukujemy ilustracje z udostępnianych w sieci zasobów. Są i prace Johanny Basford (warto wypróbować, jeśli ktokolwiek jeszcze by się wahał;)). I dziwnym trafem okazuje się, że wszelkie księżniczki i bohaterowie ulubionych bajek nie są żadną konkurencją dla misternych, zachwycających prac autorki "Zaczarowanego lasu" i "Tajemnego ogrodu"!

Maciupkie kolorowanki w rozmiarze zeszytowym to zdecydowanie nietrafiony pomysł, ale okazuje się - przynajmniej w przypadku dziewczynek - że rozmiar A3 także nie do końca się sprawdza... Pokrywanie kolorem większych płaszczyzn pokazuje dobitnie, że to niezwykle męcząca sprawa: Starsza koloruje pionowo, poziomo, ukośnie, dociska kredkę raz mocno, czasem nieco słabiej, no i efekt jest niezadowalający, a jako że to perfekcjonistka, zdarza się często, że łzami okupuje takie popaskowane niebo czy plamowatą górę... Inaczej się rzecz ma z propozycjami autorstwa Johanny Basford - tu wręcz trzeba uważać, by się nie rozpędzić, machinalne mazanie nie wchodzi w grę: drobniutkie elementy, detale, niewielkie kształty skłaniają do oszczędnych ruchów, bo bywa smutno, gdy niecierpliwa ręka wyjdzie za linię, wyjaśniłyśmy już sobie, że gumka najlepiej działa na ołówek, zatem kolorowanie odbywa się w atmosferze skupienia, w natchnieniu, wręcz w transie;) "Może fioletowy... Ale taki ciemniejszy. Albo nie, lepiej błękitny! Tato, zatemperuj mi kredki" - bo tata jest mistrzem w tej dziedzinie i temperuje tak "ostro", że nawet te drobniutkie, malutkie elementy udaje się idealnie zapełnić kolorem (ostatnio ostrzenie okupione było bąblami, ale czego się nie robi dla małej artystki pochłoniętej twórczą pasją;)

Można by powiedzieć, że to taka nie do końca twórczość, wszak urzeczywistnienie tych wszystkich tajemniczych miejsc, niezwykłych zwierząt, tego mnóstwa roślin i oryginalnych budowli to dzieło Johanny Basford. Jednak każdy sięgający po tę pozycję ma możliwość zaprezentowania swojego talentu - w doborze kolorów, w zestawianiu barw, cieniowaniu, łączeniu, kreowaniu własnego, kolorowego świata. Możemy zatem stworzyć niebieskiego zająca, różową żabę, nawet liściom możemy nadać barwy, które fantazja nam podpowie - no i oczywiście zgodnie z naszymi zasobami narzędzi do kolorowania! Przygotujcie zatem pewien ich zapas, bo okaże się wkrótce, że chciałoby się mieć parę odcieni czerwieni, więcej szarości, o wiele, wiele więcej zieleni...;) 

W nawiązaniu jeszcze do tytułu tej notki - na dodatek w książce ukryte są rozmaite zwierzęta oraz dwa jednorożce i szesnaście gargulców, więc miłośnicy takich poszukiwań będą mieli pole do popisu, by odnaleźć całą tę niebanalną menażerię!
 
Ci, którzy zajrzą na stronę autorki, dowiedzą się, że niezwykle pracowita Johanna Basford stworzyła kolejny magiczny świat - "Lost Ocean" przeniesie nas w podwodne głębie, oczaruje bogactwem wodnych stworzeń i ukrytymi skarbami. Wierzymy, że Wydawnictwo Nasza Księgarnia pozwoli nam niebawem cieszyć się i tą pozycją!

Polecam
Katarzyna 









 


"Zaczarowany las. Koloruj, szukaj symboli, odkryj tajemnicę"
Autor, ilustrator: Johanna Basford
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 96
Format: 24x 24 cm
ISBN: 978-83-10-12968-0




Read On 0 komentarze

"Wojciech Gil opowiada o lesie" - zaraźcie się tą pasją:)

13:30


Starsza dziś wyjątkowo oryginalnie zestawiła swój strój, a na moje uwagi odpowiedziała: "No co, wyglądam jak leśna wróżka!" - dodajmy z naciskiem na leśna, gdyż wróżkowatość raczej w zaniku była;) I dodała: "Bo ja tak lubię las!". Ha, któż nie lubi lasu?! Do lasu jeździmy od zawsze i niezwykle systematycznie. Mnie najbardziej zachwyca wiosną, a to z powodu ptaków, bo to moja wielka fascynacja:) Starsza podkreśla, że tak miło jest oddychać świeżym powietrzem, Młodszą fascynują wszelkie rośliny, zwłaszcza te kwitnące, a także te najmniejsze "żyjątka" - mrówki, robaczki, chrząszcze; tata dziewczynek jest poszukiwaczem ciekawych kadrów, a takich nie brakuje w tym miejscu z całą pewnością, z kolei dziadek jest zapalonym grzybiarzem (zatem w tym roku bardzo boleje nad faktem, że w naszych lasach grzybów jak na lekarstwo...).

Ale chociaż mamy tak różne fascynacje, pasje, zainteresowania, to zaledwie w niewielkim stopniu wyczerpują one bogactwo lasu - dzięki książce autorstwa Wojciecha Gila możemy więc w pełni poznać, co las stanowi, jak wiele zagadnień z tym tematem się wiąże, ile przeróżnych zwierząt w lasach żyje, jaka mnogość rozmaitych gatunków flory tam rośnie... A do tego las jest ważny z przeróżnych powodów - to nie tylko magazyn wody i ochrona przed hałasem, las dostarcza tlenu, ma także funkcję produkcyjną. O tych wszystkich kwestiach wspomina autor niniejszego opracowania. Absolwent leśnictwa i pracownik Instytutu Badawczego Leśnictwa to osoba, która na temat lasu musi widzieć wiele, a jeśli dodatkowo las z całym jego bogactwem jest pasją, która już w dzieciństwie zainspirowała autora do wyboru takiej właśnie drogi życiowej, to możemy być pewni, że lektura ta to książka niezwykła i bardzo cenna, napisana rzeczowo, ale i z wielkim zaangażowaniem, oferująca nam solidną porcję wiedzy, a także mnóstwo ciekawostek.

Znaczenie lasów w życiu człowieka, zielone przestrzenie na różnych kontynentach, w różnych krajach, rodzaje lasów i ich szczegółowa charakterystyka, to co w lesie najistotniejsze - bogactwo flory, różnorodność gatunków zwierząt, które w tym ekosystemie żyją - każdy z tych tematów kryje za sobą wielość informacji, bo przecież i lasów jest tak wiele (u nas mamy przede wszystkim bory mieszane), i roślin w lasach mnóstwo (niektóre tak bogato reprezentowane, a rzadko skupiające naszą uwagę - jak choćby mszaki czy porosty). Wojciech Gil ciekawe przedstawia zwyczaje zwierząt, pisze o tym, jak wyglądają gody, jak sobie ci bracia mniejsi radzą zimą, gdy pożywienia mniej, jakie owady, jakie gady czy ptaki w lasach spotkać można - co więcej - to bardzo osobista książka, a autor na co dzień żyje tymi zagadnieniami, zatem znajdziemy w tej pozycji wiele "prywatnych list" ulubionych gatunków, szczególnie zachwycających, darzonych wyjątkową sympatią (jak choćby "ranking najpiękniej śpiewających ptaków leśnych" czy najpiękniejszych leśnych motyli). 

Można by jednak powiedzieć, że zawód zobowiązuje - Wojciech Gil jako człowiek zawodowo związany z lasem z pasją realizuje w tej książce jeszcze jedno zadanie: pokazuje, jak ważna jest ochrona lasów, jaką rolę pełnią leśnicy, co leży w zakresie ich obowiązków. Pożary lasu, ludzie bezmyślnie niszczący jego zasoby, szkodniki, huragany - zagrożeń jest wiele. Dodatkowo niezwykle istotnym zadaniem jest odnawiania lasów, restytucja gatunków zagrożonych wyginięciem - dotyczy to zarówno fauny, jak i flory. 

Niezależnie od tego jakiekolwiek zagadnienie związane z obszarami leśnymi przyjdzie Wam jeszcze do głowy, na pewno znajdziecie je omówione w tej lekturze! Grzyby, owoce, leśne barcie, edukacja leśna, LKP - czyli Leśne Kompleksy Promocyjne - wszystkie te tematy zostały ciekawie i rzeczowo przedstawione. Zatem jeśli podobnie jak Wojciech Gil jesteście przyjaciółmi lasu, marzycie być może o wykonywaniu w przyszłości zawodu z tym miejscem związanego - sięgnijcie po to opracowanie! Warto dodać, że to nie tylko interesująca lektura, ale też i piękne wydawnictwo, trudno się nie zachwycić fotografiami, które ilustrują wszystkie poruszone zagadnienia. 

Zimą nieco rzadziej pewnie wyruszamy do lasu, zatem na ten jesienno-zimowy czas przyda się wielbicielom przyrody taka piękna i mądra publikacja!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki












"Wojciech Gil opowiada o lesie"
Autor: Wojciech Gil
Wydawnictwo: Multico Oficyna Wydawnicza
Oprawa: twarda
Liczba stron: 120
Format: 23x26 cm
ISBN: 978-83-7763-305-2


Read On 0 komentarze

"Ignatek szuka przyjaciela" - o bliskich sobie, choć z różnych światów

11:40



Przyjaciel Ignatka mógłby mieć na imię Kostek - razem śmigaliby na łyżwach, biegali z Berkiem, mieliby nieskończenie dużo czasu na lekturę - ramię w ramię - intrygujących ich książek, słuchaliby muzyki, spędzali razem czas... Niestety, tego wymarzonego druha nie ma, ale tytułowy bohater stara się nie tracić nadziei na odmianę tej sytuacji, jednak gdy nie zachwyca się fizjonomią, a na dodatek straci się ząb, wówczas trudno być optymistą... 

Na szczęście czasem przydarzają się nam pomyślne zbiegi okoliczności;) - otóż pewnej rudowłosej dziewczynce wypadł właśnie ząb i teraz zamierza go zakopać. Pomysł oryginalny - nigdy o takim zwyczaju nie słyszałyśmy - bo efektem ma być spełnienie się życzenia. Nietrudno się domyślić, że własne szczęście jakoś bliższe jest dziewczynce, więc nie od razu zgadza się oddać Ignatkowi ząb - ale empatia bierze górę - w pewnym sensie. Nowa znajoma prosi bowiem, by szkieletek w zamian za uzupełnienie braku w jego uzębieniu pomógł jej znaleźć... przyjaciela! 

Czy to może być przypadek? Obojgu wypada ząb, oboje szukają bratniej duszy, a wspólne spędzony czas pokazuje, że miło im jest ze sobą. Dziewczynka pokazuje Ignatkowi swój świat - barwny, radosny, opowiada o marzeniach, w rewanżu on z kolei prowadzi ją "w drugą stronę", a choć jest ona zdecydowanie mniej kolorowa, dominują barwy (nomen omen) ziemi, to i tu dzieje się wiele, a to, co lubi i ceni szkieletek, staje się bliskie i jego nowej towarzyszce. 

Czasem tak właśnie  bywa, że trudno znaleźć takiego prawdziwego kompana, Starsza ma w grupie sporo koleżanek, a jednak te jej przyjaźnie bywają parodniowe, jednodniowe, jest smutek, zawód, może dlatego że dziewczynki chyba bardziej emocjonalnie do wszystkiego podchodzą. Jednak przecież można bawić się i z chłopakami, budować ulice dla samochodów, w chłopackim stylu aranżować domek i z klocków robić miecze;) Przyjaciela można znaleźć zupełnie nieoczekiwanie, bywa że pierwsze spotkanie nie jest udane, że sympatia pojawia się z biegiem czasu, okazuje się też, że wygląd to sprawa drugorzędna - albo wręcz zupełnie nieistotna: to, co się liczy, to wzajemne zrozumienie, uczucia, znalezienie czasu dla bliskiej osoby, gotowość pomocy. 

Sporo dzieli światy Ignatka i nowo poznanej dziewczynki, ale warto przełamać uprzedzenia i spróbować poznać tę drugą osobę. Jeśli przyjaźń połączyła takich bohaterów, to nie ma dla niej chyba rzeczy niemożliwych! 

Paweł Pawlak zachwyca także jako ilustrator: nie martwicie się zatem, że historia jest niedługa - będziecie do niej wracać, również po to, by się przypatrzeć obu światom (dziewczyny zachwycił między innymi kolor różowy w tęczy i zaraz uznały, że to dobry pomysł - takie wzbogacenie tęczowego łuku o ulubioną barwę:)).

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki







Autor, ilustrator: Paweł Pawlak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: twarda
Liczba stron: 40
Format: 20,5x26 cm
ISBN: 978-83-10-12972-7




Read On 0 komentarze

"Kolorowe biedronki" - do balu przygotowanie, które wciąga niesłychanie;)

13:20



Któż nie zna nazwiska Rainer Knizia?! Najbardziej chyba ceniony twórca gier dla najmłodszych i nieco starszych;) ma na swoim koncie mnóstwo kultowych tytułów, które robią furorę wśród zapalonych wielbicieli planszówek. I można by chyba stwierdzić, że Niemcy pomysłowość w tej materii mają chyba we krwi;) Bo oto na naszym rynku pojawia się całą seria gier - a wśród nich i propozycja kolejnego twórcy z tego kraju pochodzącego. Peter-Paul Joopen chyba bardzo lubi najmłodszych odbiorców, bo nie tylko opracowuje dla nich gry, ale też jest autorem książek dla dzieci. Wydana przez znaną powszechnie firmę Selecta gra "Maskenball der Käfer" w roku 2002 uzyskała tytuł "Gry roku dla dzieci" - i to właśnie ją mamy przyjemność Wam dziś przedstawić.

Niemiecka nazwa zdradza już wiele na temat tego, co stanowi sens gry: otóż sympatyczne biedronki wybierają się na bal maskowy! Decydują się na bardzo barwne "przebranie" - na początku rozgrywki każda z nich ma pięć "kropek"/walców w jednakowym kolorze. Ale na balu powinno być radośnie i kolorowo, zatem w ramach przygotowań tytułowe bohaterki "wymieniają się" barwnymi kropkami z przyjaciółkami. 

Okazuje się jednak, że podobnie jak nam nie wszystkie kolory podobają się jednakowo, tak i biedronki mają swoje barwne preferencje;) Niechęć pokazują demonstracyjnie odwracając się od oferującej wymianę sąsiadki. A jak to robią? A to już tajemnica fizyki;) - bo biedronki są wyposażone w magnesy, więc przyciągają się i odpychają, łączą lub kręcą w kółko. To niezwykle bawi najmłodszych, zatem nie wątpię, że gra spodoba się wszystkich maluchom.

No właśnie - bo to propozycja i dla naprawdę nieletnich graczy - według oznaczenia na pudełku nadaje się ona już dla czterolatków. Kolejna jej zaleta to kooperatywne działanie grających - bo wszyscy uczestnicy rozgrywki wcielają się w rolę biedronek i solidarnie dążą do celu - wzięcia udziału w balu, prześcignięcia mrówek. No tak - bo są i przeciwnicy - małe, żółte mróweczki, które korzystają z faktu, że strzałka zatrzymała się pomiędzy kolorowymi płatkami kwiatu zasiedlonymi przez biedronki - i ruszają w drogę: powoli, ale sukcesywnie zasiedlają kolejne listki z boku planszy. 

Zaletą tej gry jest współdziałanie. Do tego przyznać trzeba, że mrówkom raczej trudno jest prześcignąć biedronki. W pierwszej rozgrywce nieco naginałyśmy zasady z obawy o wygraną, ale wkrótce okazało się, że tytułowe bohaterki gry są chyba skazane na sukces;) Wyznam jednak, że u nas w ogóle nie ma mowy o przegranych;) Dziewczyny tak przejęły się losem mrówek, które nie zdążyły prześcignąć biedronek, że od razu "zaprosiły" je do stołu i wszystkie owady wspólnie ucztowały, były tańce, zabawa i ogólna radość - i stało się to taką małą tradycją - zwycięzcy zapraszają przegranych i bawią się razem!:)

Dzieci zachwycają drewniane figurki i ochoczo się nimi bawią, a rodziców na pewno ucieszy to, że najmłodsi "przy okazji" ćwiczą małą motorykę, sprawność małych paluszków i precyzję, bo wymienianie się kropkami-walcami tego właśnie wymaga. 

Gra jest oczywiście starannie wykonana: rozkładana plansza jest trwała, same figurki ładne, precyzyjnie zrobione, a zasady na tyle proste, że bez problemu je można zapamiętać, a jednocześnie ciekawe i zajmujące - zwłaszcza pewnie dla dziewczynek, które temat balu niezwykle inspiruje;)

Czy ma jakieś wady? O tak, jest jedna;) Otóż w instrukcji mamy także informację o tym, że niniejsza gra jest jedną z czterech stanowiących serię "Zagraj ze mną" - a w innych pudełkach znajdziemy sympatyczne zajączki, myszki, a nawet całą grupę zwierzątek... I wszystkie na pewno są równie ślicznie i starannie wykonane... A te gry takie zajmujące - zatem: "Kiedy kupimy pozostałe?";)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki 

PS. Warto dodać, że "nasza, rodzima" wersja gry wydana przez Egmont zachwyca niezwykle barwną planszą, osadzoną bardzo mocno w leśnej scenerii. Fakt, iż składa się ona "na cztery" sprawia, że jest poręczniejsza. Od razu też uspokajamy zatroskanych o kompletność "kropek"/walców - w pudełku znajdziemy po siedem walców każdego koloru, zatem gdy się coś zawieruszy, gra nadal będzie cieszyć maluchy!

Cała atrakcyjna zawartość pudełka;)


Do biegu na bal gotowe, start!;)

Wymieniamy się;)

Biedronki finiszują!:)

Kolorowe ucztowanie;)



"Kolorowe biedronki"
Autor:
Peter-Paul Joopen
Ilustracje: Anne Pätzke 
Wydawca: Egmont




Read On 0 komentarze

"Żona dyplomaty" - niebanalny portret ofiarnych stróżów porządku;)

11:40




Choć odczytanie historii o poruczniku Bogusławie Kocie nie zajmuje zbyt wiele czasu, to nie mam wątpliwości, że wiele osób będzie powracać do tej lektury - choćby w oczekiwaniu na część kolejną. Można by zarzucić autorom, że przerywają w tak intrygującym momencie - bo nie dowiemy się, kto chce (i czy naprawdę chce) porwać tytułową bohaterkę, jaki finał będzie miała milicyjna akcja na torach wyścigów konnych, ale z drugiej strony ten zabieg sprawia, że czekamy z niecierpliwością na kolejną część, na kontynuację serii "Kot" (widzicie to sympatyczne logo na okładce, tuż obok tytułu?).

Zresztą wnikliwa lektura jest niezbędna, by docenić niuanse tekstu, rysunków, nawiązania, pomysłowość autorów. Licząca 32 plansze "Żona dyplomaty" to - jak tłumaczy w ciekawym i wyjaśniającym wiele kwestii wywiadzie na blogu Kopiec Kreta autor - w rzeczywistości 31 plansz, bo jedna z nich to reklama czytelnictwa - a ściśle rzecz ujmując "49 opowiadań" Ernesta Hemingwaya. To niegdyś kultowa publikacja, ale i dziś jest dla wielu osób ulubioną lekturą (na spotkaniu w ramach akcji "CzytaMy!" z aktorami Mają Bohosiewicz i Tomaszem Ciachorowskim okazało się, że oboje wybrali właśnie ten sam tytuł!), zatem może warto po nią sięgnąć i "odczarować" statystyki mówiące o tym, że nie czytamy książek. A w komiksie zajdziemy też fragmenty wierszy - to już taka zachęta nie wprost, ale także bardzo trafna, bo i utwór Broniewskiego i fragment wiersza Ważyka zachęcają do poczynienia takiego kroku;)

Oczywiście to niejako wartości dodane: najważniejsza jest opowieść o pewnym śledztwie, o prowadzącym je stróżu porządku - poruczniku Bogusławie Kocie, nietuzinkowym funkcjonariuszu Milicji Obywatelskiej, wielbicielowi słowa pisanego, jabłek i celowych działań. Nawet jego sny są tak sugestywne, że udzielają się innym osobom, zatem nie wątpimy, iż i rozwiązanie sprawy groźby porwania żony dyplomaty potoczy się we właściwym kierunku, MO zatriumfuje i utrze nosa przestępcom. 

Świetna propozycja dla wielbicieli kapitana Żbika - bohatera komiksów Bogusława Polcha, którego dalekim krewnym jest właśnie porucznik Bogusław Kot (co zdradza w wyżej wspomnianym wywiadzie Michał Rzecznik;))! Czekamy zatem na kolejną część, powiem/napiszę;) więcej - czekamy na kolejne części!

Polecam
Katarzyna








"Żona dyplomaty"
Scenariusz: Michał Rzecznik
Rysunki: Leszek Wicherek
Wydawnictwo: Widnokrąg
Oprawa: miękka zeszytowa
Liczba stron: 32
Format: 17,6 x 25 cm
ISBN: 978-83-942952-4-0






Read On 0 komentarze

"Pippi Pończoszanka" - choć siedemdziesięciolatka, to wciąż bawi i zachwyca!;)

19:40



Ależ piękna jest ta Pippi! I dziewczynka, i książka - bardzo nam do serca przypadły. Świetnie, że można do tej lektury dzięki córkom wrócić. Są książki, po które i dorośli sięgają bez wahania: "Mały Książę", opowieści o przygodach Kubusia Puchatka, a przecież ta sympatyczna rudowłosa panienka także zasługuje na przypomnienie! 

A choć zatarło się w pamięci to i owo (byłam pewna, że koń Pippi również miał imię), to można by powiedzieć, że takiej literackiej bohaterki nie sposób zapomnieć! Kolejne przygody były jak przywitanie z dawnymi znajomymi, a dziewczynkom nowa literacka przyjaciółka tak się spodobała, że z ulgą przyjęłyśmy fakt, iż właśnie skończyło się skontrum w oddziale dla dzieci i mogłam popędzić po następne tomy;)

Choć to opowieść sprzed siedemdziesięciu lat, to budzi żywe i gorące emocje. Dziewczynki na początku lektury nieco obawiały się, czy Pippi powinna mieszkać sama, ale w końcu doszły do wniosku, że samodzielne decydowanie o wszystkim to bardzo trafny pomysł;) Starsza z kolei smuciła się bardzo, bo sądziła, że wiara Pippi w to, iż jej tata się uratował i jest gdzieś królem murzyńskim nie ma nic wspólnego z rzeczywistością... I wracała tyle razy do tej kwestii, że musiałam nieco spoilerować;) - i zdradzić, iż faktycznie domysły Pippi miały wiele wspólnego z prawdą.

Nasze córki są takie bardziej "Annikowate", zatem nieco zaskakiwały je pomysły głównej bohaterki, a z drugiej strony właśnie były nimi zachwycone, zauroczone. Jeśli ktoś miałby wątpliwości, czy opowieść o Pippi sprawdzi się jako lektura dla współczesnych małych odbiorców, to rozwiewamy te obawy: podobnie jak przygody Madiki, jak perypetie dzieciaków z Bullerbyn czy historie o sympatycznej Lotcie z ulicy Awanturników jest ona takim evergreenem, nieprzemijającą klasyką, wciąż bawi, wzrusza, zaskakuje pomysłami, cieszy beztroską, spontanicznością działania.

U tych, którzy miłość i uwielbienie do książek mają we krwi, niniejsze wydanie może wywołać nawet łzy wzruszenia - bo jest ono takim swego rodzaju przypomnieniem pierwszej publikacji o przygodach tej niebanalnej i oryginalnej dziewczynki w języku polskim. Urocze ilustracje Zbigniewa Piotrowskiego przykuwają uwagę (i tylko żałujemy, że nie ma ich więcej;) - dziewczyny zarzucały mi, że nie pokazuję im wszystkich...), a kolekcjonerskie wydanie idealnie pasuje do mojej własnej, z lat dzieciństwa książki "Dzieci z Bullerbyn" przeczytanej przeze mnie siedemnaście razy - sądzę, że i Pippi doczeka się zacnego wyniku jeśli chodzi o liczbę "przeczytań";)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki











"Pippi Pończoszanka"
Autor: Astrid Lindgren
Ilustrator: Zbigniew Piotrowski
Tumacz: Irena Szuch - Wyszomirska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: twarda
Liczba stron: 192
Format: 11,8x18 cm
ISBN: 978-83-10-12919-2


Read On 0 komentarze

Jennifer Senior "Dużo radości, mniej przyjemności. Paradoks współczesnego rodzicielstwa" - recenzja

00:10


Niewątpliwie typowe rodziny amerykańskie i nasze, "rodzime", nieco się różnią. Odmienne warunki bytowe, inne zwyczaje, a jednak bez wahania dostrzeżemy analogię w relacjach między rodzicami a dziećmi. I choć dochody niższe, dom może ciut mniejszy, to także i my stawiamy nasze pociechy na swego rodzaju piedestale. Od chwili narodzin są w centrum zainteresowań, ba, już wcześniej otaczamy je troskliwą opieką - i nie chodzi tu jedynie o właściwą dietę, suplementy czy spacery, często już w tym momencie zaczynamy planowanie: jakie pasje będziemy rozwijać, jakie zajęcia dodatkowe wchodzą w grę, kim wyjątkowym nasz maluszek ma zostać - a to wszystko dzięki odpowiedniej stymulacji, odpowiednio dobranym zajęciom pozalekcyjnym, ale też świetnej szkole, no i dzięki nam, rodzicom, którzy będziemy pielęgnować dostrzeżone talenty i odpowiednio kierować rozwojem dziecka. 

Kusząca wizja i "piękne" powołanie: poświęcić się dla ukochanych pociech, wspierać je, cieszyć się z osiągniętych sukcesów. Sęk w tym, że często "projekt dziecko" to nie jedyne zadanie, które mamy do zrealizowania w naszym życiu, co więcej - okazuje się, że często bycie rodzicem nieco odbiega od naszych wyobrażeń, niekoniecznie mamy ochotę poświęcać się bez reszty, a opieka, wspólna zabawa, czytanie po raz pięćdziesiąty tej samej książeczki - to wszystko może być nużące i frustrujące... Jak poradzić sobie z tymi uczuciami? Czy w ogóle mamy do nich "prawo"? Autorka książki, Jennifer Senior, nie ma wątpliwości, że niejednokrotnie zmagamy się z sytuacjami, które sami stworzyliśmy, borykamy się z problemami, które zaistniały niejako "na nasze życzenie". Zajmujemy się dziećmi, ale mamy też ambicje, by być wręcz idealnymi paniami domu, pracujemy, ale popołudnia to czas zarezerwowany dla pociech: odwożenie na zajęcia, zabawy, organizowanie czasu: "Wszystko, co robią ojcowie i matki, musi być na wskroś przesiąknięte zaangażowaniem i dokonywane pospołu z dziećmi". Idealna rodzina? Niekoniecznie...

Autorka "zwalnia" nas niejako z tych obowiązków, stara się nam pokazać inne możliwości, drogi wyjścia z sytuacji, gdy stajemy się niewolnikami planu lekcji i rozkładu dodatkowych zajęć naszych dzieci, gdy rezygnujemy z bycia partnerami, bo jesteśmy rodzicami, gdy staramy się dorównać standardom, które uważamy za słuszne, wartościowe, które są promowane w naszym otoczeniu. Bycie rodzicami to także te chwile, gdy jesteśmy bierni, wycofujemy się, pozwalamy, by to pociechy działały, bo one przejęły niejako "stery".

Dzieci to nie projekt, to nie zdanie do wykonania, a nadmierne skupienie na nich sprawia, że nie potrafią poradzić sobie z prostymi, codziennymi sytuacjami, nuda je frustruje, są skłonne do obwiniania innych o swoje niepowodzenia. A jednocześnie są naszym "odkupieniem", dają nam chwile prawdziwej radości. Jak pogodzić te sprzeczności? Jak postępować, by nie popełnić błędu? Jennifer Senior nie daje gotowych rozwiązań, nie posuwa planu działań, zwraca uwagę na pewne kwestie, przywołuje obrazowe przykłady osób, które spotkała, pozwala nam samym dotrzeć do sedna. 

Inspirująca lektura, polecam!
Katarzyna 


"Dużo radości, mniej przyjemności. Paradoks współczesnego rodzicielstwa"
Autor: Jennifer Senior
Wydawnictwo: Media Rodzina
Oprawa: miękka
Liczba stron: 368
Format: 14,5x20,5 cm
ISBN: 978-83-8008-115-4


Read On 0 komentarze

"Jak pies z owieczką" - nietypowe oblicze przyjaźni

10:00


Jak dobrze jest mieć takiego przyjaciela jak Farmek! To nietypowe imię nosi piesek, towarzysz perypetii małej owieczki Hali, która poznaje świat, dowiaduje się, jak postępować, co jest właściwe, a co nie... Można by powiedzieć, że małe owieczki tak jak i małe dzieci - są bardzo ciekawe świata, zadają mnóstwo pytań, bez namysłu podejmują działania, które podyktuje im serce, zatem zdarza się, że popadają w rozmaite kłopoty. Nieocenioną pomocą i radą służy wówczas wierny towarzysz i kompan - cierpliwie wyjaśnia małej przyjaciółce (i małym słuchaczom:)), że ta piękna "piłka" na niebie to słońce, że wolność może się wiązać z niezbyt sympatycznymi okolicznościami, że nasze domniemania nie zawsze są słuszne, a wiedza pozwala odnaleźć się w każdej sytuacji.

To taka pochwała bycia rozsądnymi i odważnym, roztropnym i mądrym. Ach, ale nie zawsze się to udaje! Każdy popełnia błędy, uczy się czegoś nowego, poznaje nowe pojęcia, dowiaduje się nowych rzeczy. Wierny przyjaciel i cierpliwy nauczyciel to idealne połączenia - taki jest Farmek, który pozwala Hali naprawić błędy, pogłębić wiedzę, zrozumieć prawa rządzące światem. 

Takie ważne tematy warto przedyskutować, wspólna rozmowa sprawia, że usłyszane treści lepiej zapadną w pamięć, powstałe skojarzenia pozwolą zapamiętać i zrozumieć nowe wiadomości. Dlatego te sympatyczne, niedługie opowiadania zakończone są sekwencją pytań. Ale to nie koniec ciekawych propozycji, które przygotowała dla nas autorka! Każda historia to okazja do działań twórczych, wyciągnięcia kredek, farb, plasteliny, stworzenia czegoś własnoręcznie, poćwiczenia paluszków, czasem i wyobraźni, wspólnego spędzenia czasu z rodzicami, którzy także mogą "podziałać", przygotować materiał do pracy dziecka, stworzyć bazę do jego twórczych poczynań.

A jakby tego było mało, ilustratorka - Alicja Karczmarska-Strzebońska stworzyła bazę do naszych domowych teatrzyków:) Na końcu książki, na nieco sztywniejszych stronach znajdują się wizerunki bohaterów. Gdy wytniemy je i osadzimy na patyczkach czy rurkach do napojów, wówczas zyskamy małą papierową trupę, dzięki której odtworzymy opisane historie, przypomnimy sobie raz jeszcze poruszone treści, a może też stworzymy nowe historie o przygodach przemiłych bohaterów!

Prace Alicji Karczmarskiej-Strzebońskiej znamy doskonale, bo dziewczyny są wiernymi fankami pewnej sympatycznej czarownicy i jej uroczych kotków, ciepłe, pełne barw, radosne przykuwają uwagę. Dzięki temu nabierzecie na pewno ochoty, by sięgnąć po nożyczki, przygotować tych nietypowych aktorów i pobawić się w realizację sceniczną pomysłów Hanny Łąckiej i Waszych własnych:)

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki
 










"Jak pies z owieczką"
Autor: Hanna Łącka
Ilustrator: Alicja Karczmarska-Strzebońska
Wydawnictwo: Skrzat
Oprawa: twarda
Liczba stron: 72
Format: 20x28,5 cm
ISBN: 978-83-7915-216-2


Read On 0 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Dwór" (Widnokrąg)
- "Proszę słonia" (Wilga)




Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *