facebook

Kobietnik - inna bajka

"Ale historia... Mieszko, ty wikingu!" - naoczne historii poznawania pasjonujące jest niesłychanie!;)

12:40


Dawno żadna zapowiedź kontynuacji przygód bohaterów mnie tak nie ucieszyła! Na okładce książki czytamy, że "Ale historia..." będzie serią, zaś na stronie wydawnictwa znajdujemy informację, iż pierwsza część dotyczy dziejów naszego pierwszego władcy - Mieszka I. Te wiadomości wprawiają w euforię - bo to naprawdę świetna, zajmująca i nader kształcąca lektura! Ta ostatnia zaleta ucieszy rodziców i nauczycieli młodych czytelników. Niewątpliwie od tej pory grono prymusów mających historię w małym palcu znacznie się zwiększy, bo też w taki sposób przekazywana wiedza nie może nie zapaść w pamięć.

Jakie pozycje są często przemycane w plecakach do szkoły i potajemnie czytane w czasie lekcji? Pedagodzy potwierdzą, że bardzo często są to komiksy. Jest w nich jakaś magia chyba, bo nawet zatwardziałych wrogów książek potrafią przekonać do sięgania po nie, a teraz okazuje się także, iż nie tylko rozbudzają czytelniczą pasję, mogą też pozwolić zabłysnąć i na lekcjach poświęconych historii!

Autorka niniejszej książki, Grażyna Bąkiewicz (znana nam choćby z ciekawie przedstawionych dziejów budowania się potęgi włókienniczej Łodzi) znalazła genialną metodę, by młody czytelnik nie mógł oderwać się od pozycji traktującej o przeszłości Polski. Opowieść o Aleksie została umieszczona w przyszłości. Doskonale zdajemy sobie sprawę z faktu, iż obecnie postęp techniczny jest niewiarygodny, a możliwości technologiczne kolejnych wynalazków nader spektakularne, zatem nie wątpimy, że nasze wnuki czy prawnuki będą empirycznie poznawać historyczne zdarzenia. Jak? Podróżując w czasie! 

Tata dziewczynek często dywaguje na ten właśnie temat i zawsze podkreśla, że na pozór "niewinne" odwiedziny w przeszłości mogłyby mieć katastrofalne skutki - bo drobny przedmiot pozostawiony przypadkiem, jakaś ingerencja zamierzona lub nie, ba - nawet wirusy, które wraz z nami by się przemieszczały... Ale w książce tej świetnie zostały te wszystkie kwestie rozwiązane: po niesfornych czy roztargnionych podróżnikach w czasie sprzątają specjalnie przygotowani do tego zadania recykloserzy, a ochrona gamma zapewnia niewidoczność. 

Pomyślcie sami - jak przyjemnie byłoby móc naocznie przekonać się, jak żyli nasi przodkowie, jakie motywy nimi powodowały, zapełnić białe karty z przeszłości... Nic dziwnego, że lekcje historii z panem Cebulą to emocjonujące i lubiane zajęcia. Choć jeśli ma się wrodzony "talent" do gubienia się, to pewne obawy związane z podróżami w czasie są zrozumiałe... A taki właśnie jest Aleks - potrafi zgubić się nawet we własnym domu!

Sięgając po tę książkę spodziewajcie się zatem wciągających, emocjonujących przygód opisanych barwnym językiem, w którym nie brak młodzieżowego słownictwa. Niebezpieczne sytuacje, brawurowe akcje, niesamowite pomysły i odrobina szczęścia - to wszystko sprawia, że zadanie wyznaczone przez pana Cebulę - sprawdzić, czy Mieszko był wikingiem - udaje się wykonać śpiewająco. A do tego zyskać jeszcze mnóstwo ciekawych informacji o życiu w ówczesnych czasach. 

Na zdjęciu poniżej widać jeden z komiksów, które w pomysłowy sposób zaznajamiają młodych czytelników z ważnymi zdarzeniami mającymi miejsce podczas panowania Mieszka I, ze zwyczajami, codziennym życiem. Do tego są to wiadomości niekoniecznie obecne w podręcznikach do historii, zatem naprawdę będzie można błysnąć wiedzą;) Przyznajemy, że wielu rzeczy nie byliśmy świadomi, choć przecież historia to jedna z naszych pasji. 

Świetny pomysł, wciągająca lektura, doskonały patent na zainteresowanie historią! 
Polecam
Katarzyna








Autor: Grażyna Bąkiewicz
Ilustrator: Artur Nowicki
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: miękka
Liczba stron: 224
Format: 14 x 19,2 cm
ISBN: 978-83-10-12895-9




Read On 1 komentarze

"Marysia idzie do cyrku", "Marysia i wycieczka do zoo"

23:30



To niewątpliwie delikatne tematy i budzące silne emocje - cyrk, zoo, zwierzęta "wyrwane" z naturalnego środowiska, zmuszone do pokazywania wytrenowanych różnymi metodami umiejętności... Czytałam deklaracje mam, które stanowczo odżegnują się od wizyty w którymkolwiek z tych miejsc. 

Wyznam, że właśnie tego lata byłyśmy pierwszy raz w cyrku. Czy powtórzymy tę wizytę? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Nie da się ukryć, że oczekiwania związane z występem są o wiele większe niż rzeczywistość. Niezbyt wiele można zobaczyć, bo nawet nastoletni widzowie potrafią stanąć tuż za "lożami" i tkwić tak przez cały czas trwania programu. A jako że młodzież dorodną mamy, to i zasłania skutecznie... Okazało się także, że o wiele bardziej interesujące dla dziewczyn były stoisko z balonami napełnionymi helem usytuowane tuż przy wejściu i w tę stronę kierowały znakomitą większość spojrzeń...;) 

Może zatem lepiej sięgnąć po lekturę - tu wrażenia są gwarantowane, mamy okazję poznać słownictwo i pojęcia związane z danym tematem, doświadczyć poprzez opisaną wizytę wrażeń zapośredniczonych wprawdzie, ale za to bardzo pozytywnych. Bo te atrakcje, które stają się udziałem Marysi, jej rodziców i nieodłącznego chomika Gryzka są niezwykle zabawne, wesołe, pogodne. 

Nasze dziewczyny są wielkim fankami tej serii - choć może wiekowo już nieco wyrastają poza dedykowaną grupę odbiorców, to jednak nie przeszkadza im to czerpać prawdziwej radości z kolejnej opowieści o misi Marysi. Sympatyczne jest to, że cała rodzina wspólnie spędza czas, cieszą się swoją obecnością, wszelkie przygody, które można określić mianem niezbyt fortunnych potrafią przyjąć z uśmiechem na twarzy, nic nie psuje im nastroju. To warty naśladowania wzorzec postępowania. A do tego tradycyjnie książeczki o misi Marysi pozwalają najmłodszym poznawać świat, wzbogacać słownictwo. Każda strona przynosi wiele kolorowych rysunków: duże ilustrują opowieść, małe, umieszczone pod tekstem - wprowadzają nowe pojęcia. Większość z nich to fragmenty większych obrazków, zatem możemy się też bawić w ich odnajdywanie. 

Kolejne tytuły przekazują też najmłodszym ważne zasady dotyczące właściwego postępowania, zachowania się w rozmaitych miejscach, traktowania innych. Zatem taka lektura to przyjemne z pożytecznym!

Książki mają spore rozmiary, zatem nie możemy narzekać na czytelność ilustracji czy tekstu, doskonale się je ogląda i opowiada własne historie!;) Barwne i zabawne - przyciągają uwagę najmłodszych, a fakt, iż są tak lekkie sprawia, że można je zabrać ze sobą by umiliły choćby oczekiwanie w przychodni (sezon przeziębień i u nas już otwarty...) A do tego ich sympatyczna cena to kolejny atut!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki









"Marysia idzie do cyrku", "Marysia i wycieczka do zoo"
Autor: Nadia Berkane
Ilustrator: Alexis Nesme
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: miękka
Liczba stron: 20
Format: 22x22 cm
ISBN: 978-83-8057-036-8, 978-83-8057-037-5



Read On 0 komentarze

"Dzieci w sieci dobrych manier" - vademecum po internetowym labiryncie;)

10:00


Zapewne w wielu rodzinach najbardziej zorientowanymi osobami w kwestiach obsługi sprzętów wszelakich są najmłodsi;) Komputer, Internet, telefon w jakiś intuicyjny sposób są poznawane, ba - czasem okazuje się, że to pociechy odkrywają funkcje dotąd nam nieznane! Jednak o ile kwestie technologiczne nie stanowią trudności, to pewne problemy może nastręczać netykieta. Dzieci często działają bardzo spontanicznie, ich bezpośredniość bywa przyczyną rozmaitych gaf, które nieco usprawiedliwia młody wiek. 

Jeśli zatem zdarzyło się kolejne faux-pas, gdy nietaktowne zachowanie stało się powodem koleżeńskich niesnasek, warto podsunąć najmłodszym lekturę pozwalającą uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. Bo choć dzieciom wybaczamy gafę, to liczymy także, że następnym razem postąpią właściwie. A wyjaśnienia dorosłych są na pewno przydatne, wartościowe, ale gdy istotne treści są przedstawione w ciekawy sposób, to niewątpliwie łatwiej zapadną w pamięć.

Pamiętam doskonale podręczniki do historii ze szkoły podstawowej. Każdy rozdział rozpoczynał się krótkim fragmentem fabularyzowanym. Opisane w ten sposób wydarzenia zaciekawiały, te treści zapamiętywaliśmy najlepiej, zatem taki sposób przekazywania wiadomości to doskonały pomysł. Bohater historyjek zawartych w tej lekturze zmaga się rozmaitymi problemami znanymi wszystkim młodym użytkownikom sieci: czy można składać życzenia za pośrednictwem serwisów społecznościowych lub wiadomości tekstowej? Czy zamieszczanie śmiesznych zdjęć i filmów jest zawsze dozwolone? Dlaczego nie warto odzywać się do niesympatycznych osób, które obrażają nas na forach? Z autopsji wiem, że młodym osobom trudno jest się rozstać ze swoim telefonem i fakt ten przyczynia się do wielu niewłaściwych zachowań. Zdarza się jednak, że uwagi dorosłych są traktowane jako "czepiania się", może zatem takie spojrzenie z punktu widzenia rówieśnika lepiej wpłynie na zrozumienie, że niektóre zachowania są niedopuszczalne. Przygody Franka i jego przyjaciół są przyczynkiem do poruszenia szerokiej gamy kwestii związanych z Internetem, komputerami, telefonami. Pomagają one poradzić sobie w trudnych sprawach, uczą netykiety w sposób sympatyczny i skuteczny. I - miejmy nadzieję - wychowują pokolenie młodych ludzi umiejących się zachować w każdej sytuacji! 

Każdy rozdział kończy się słowniczkiem, zatem wyjaśnienia trudnych pojęć nie musimy szukać w innych źródłach. Ciekawy tytuły intrygują, a sama książka jest wydana bardzo starannie, zatem można po przeczytaniu podsunąć ją kolegom: na pewno bez szwanku wyjdzie z kolejnych lektur, a szerzenie tak potrzebnej wiedzy to rzecz chwalebna!:)

Polecam
Katarzyna 

PS. Na końcu książki znajdują się wzory umów, które rodzice z dziećmi powinni zawrzeć - i oczywiście wnikliwie je poznać! Dotyczą one korzystania z Internetu i ułatwiają najmłodszych uzmysłowienie sobie ważnych zasad, które się z tym wiążą. 








"Dzieci w sieci dobrych manier"
Autor: Zofia Staniszewska
Ilustrator: Artur Nowicki
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: twarda
Liczba stron: 56
Format: 20x24,5 cm
ISBN: 978-83-8057-016-0



Read On 0 komentarze

"Bezpieczni na drodze" - ważny temat w atrakcyjnej formie

19:00



Wrzesień bardzo się nam „komunikacyjnie” kojarzy – w przedszkolu temat bezpieczeństwa także był poruszany i nie pozostało to bez echa. Młodsza, bardzo zasmucona faktem, że to jeszcze nie weekend, a „normalny” dzień przedszkolny, powiedziała, że gdy będzie mocno tęsknić, to poprosi panią wychowawczynię, by z nią poszła do domu, tylko muszą na przejściach uważać…;) Wzruszająca deklaracja, ale przy okazji – dobitne świadectwo tego, że warto tematy bezpiecznego poruszania się omawiać, przypominać zasady, ugruntowywać wiedzę, która jest tak istotna.

Wprawdzie do przedszkola najmłodsi idą zawsze w towarzystwie opiekunów, debiutujący uczniowie także muszą być przyprowadzani i odbierani przez dorosłe osoby, jednak już niebawem ta samodzielność nadejdzie – czasem rodzice pozwalają bawić się na podwórku, pójść do pobliskiego sklepu, więc znajomość zasad ruchu drogowego jest bardzo pożądana. Zresztą często uczestniczą w nim też jako rowerzyści, choć i przecież tak „banalna” sprawa jak poruszanie się po chodniku może nastręczać wątpliwości. Ale nie tym, którzy przeczytają „Bezpieczni na drodze”! Zgodnie z podtytułem znajdziemy tam „Wiele ważnych informacji” – i naprawdę zaletą tej pozycji jest rzeczowe, klarowne przedstawienie zagadnień ważnych dla młodych uczestników ruchu drogowego. 

To nie pierwsza przeczytana przez nas pozycja, w której kwestia zachowania na drodze została poruszona, jednak naprawdę trudno porównywać ją z dotychczasowymi naszymi lekturami. Jest ona prawdziwym kompendium zagadnień, które mogą się pojawić: młodzi odbiorcy dowiedzą się, jak poruszać się po chodniku, w jaki sposób przechodzić przez jezdnię w rozmaitych miejscach – gdy przejście jest oznaczone sygnalizacją świetlną i bez niej, a także gdy brak takich udogodnień, bo przecież i takie sytuacje mogą się nam przytrafić. Najczęściej już pod koniec przedszkola dzieci potrafią bez problemów poruszać się rowerem. Dobrze byłoby, gdyby techniczne opanowanie tej umiejętności wiązało się także ze znajomością zasad: gdzie, jak, jakim sprzętem, w jaki sposób młody człowiek może jeździć. Te niezwykle istotne zagadnienia zostały zabawnie przedstawione na kilku stronach książki autorstwa Christy Wißkirchen i Thorstena Saleina. 

Niezaprzeczalna zaleta tej książki to sposób ujęcia tematów: bohaterami są rówieśnicy małych odbiorców, uczniowie, którzy niedawno rozpoczęli naukę. Krótka historyjka przedstawiająca ich zachowanie jest zilustrowana rysunkami utrwalającymi przekazywane treści. Najistotniejsze sprawy zostały podkreślone szczególnym rodzajem czcionki – ma ona czerwony kolor, czasem także nieco większy rozmiar.

Zdobytą wiedzę można do razu sprawdzić dzięki umieszczonym w książce quizom, zadaniom, zagadkom. To porcja wiadomości odpowiednia dla małego odbiorcy, a do tego przedstawiona klarownie i rzetelnie. Przyznam, że bardzo irytują mnie sygnalizatory świetlne z trzema rodzajami świateł umieszczone na przejściach dla pieszych. Nie spotkałam się z takimi oznaczeniami, a w książkach i filmach animowanych dla najmłodszych bardzo często na przejściu mamy właśnie trzy światła – czerwone, żółte i zielone, co nijak się ma do rzeczywistości. 

Dlatego tak cieszy mnie treść tej pozycji – zawarto w niej informacje zgodne z realiami, aktualne, ważne dla młodego człowieka, potrzebne i przydatne. Poza tym książka jest niezwykle sympatycznie zilustrowana, zatem nawet jeśli naszych pociech te tematy nie zaintrygują, to z pewnością dobrym wabikiem może być właśnie forma przekazu. 
Świetna pozycja – warto, by poznały ją wszystkie dzieci!

Polecam
Katarzyna 










"Bezpieczni na drodze"
Autor: Christa Wißkirchen
Ilustrator: Thorsten Saleina
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: twarda
Liczba stron: 56
Format: 20x 24 cm
ISBN: 978-83-8057-005-4



Read On 0 komentarze

"Hej, Jędrek! Gdzie moja forsa?" - lektura na medal!:)

19:00




Młode osoby są wymagającymi czytelnikami: rzadko się zdarza, że porwie ich temat lektury i „wybaczą” autorowi ewentualne niedociągnięcia. Książkę zbyt skomplikowaną, niejasną, napisaną trudnym językiem odłożą bardzo szybko i nawet chęć poznania losów bohaterów nie skusi zniechęconego raz odbiorcy do sięgnięcia po nią ponownie. 

Kluczem zatem do zdobycia sympatii młodych czytelników jest stworzenie opowieści, która przykuje uwagę, nie odstręczy zawiłościami, jej język będzie bliski odbiorcom. Choć oczywiście z tą prostotą i klarownością przesadzać nie można – niedawno Starsza z dezaprobatą odrzuciła kilka moich pomysłów lekturowych twierdząc, że proponowane książki są „dla maluchów”, więc kwestią nie do pominięcia jest poważny, stosowny temat;)

Także już u Starszej dostrzegamy, że mniejsze znaczenie ma dla niej warstwa ilustracyjna: wartka opowieść, pełna zabawnych sytuacji wystarczy i nie musi ona być dodatkowo jakoś szczególnie ilustrowana. Może to efekt naszych ostatnich czytelniczych poszukiwań w bibliotece, bo wybierałyśmy nieco starsze pozycje, sprzed kilkunastu czy nawet dwudziestu lat, w wówczas nie zawsze przywiązywano wagę do strony wizualnej.

Ale choć ilustracji w książkach dla nieco starszych pociech jest zdecydowanie mniej, to nie znaczy, iż w ogóle już nie są one ważne! Wszak to czas, gdy rozbudza się czytelnicza pasja dzięki pozycjom, które właśnie na rysunkach się opierają – a chodzi oczywiście o komiksy. Podsumowując te rozważania możemy dojść do wniosku, że w przypadku serii „Hej, Jędrek!” mamy do czynienia z dziełem doskonałym - i nie ma w tym ani odrobiny przesady!

Do tego może ona przyciągnąć uwagę nawet tych bardziej opornych młodych ludzi, którym „nie po drodze” ze słowem pisanym;) W „Hej, Jędrek! Gdzie moja forsa?” jest wszystko, czego nieletni czytelnicy poszukują: pasjonująca historia obfitująca w nagłe zwroty akcji, mnóstwo zabawnych zdarzeń, bohaterowie są prawdziwi, a ich rozterki bliskie odbiorcy. Wprawdzie tak niesamowite przygody rzadko kiedy spotykają młodych ludzi, ale to także zaleta tej książki, bo porwani zmieniającymi się jak w kalejdoskopie zdarzeniami pochłaniamy kolejne rozdziały prawie w okamgnieniu;) W dużym stopniu jest to zasługa niebanalnego pomysłu autorów – w swych książkach łączą klasycznie prowadzoną opowieść, tradycyjną narrację z komiksowymi elementami, dzięki którym zjednać mogą i osoby do tej pory nieco stroniące od lektur. Bogate w treść ilustracje pozwalają czynnie odbierać treść, a jeden rysunek może przekazać nam nie tylko co się stało, ale też emocje wielu uczestników zdarzeń. 

Kto już miał niewątpliwą przyjemność poznać Jędrka – bo pierwszy tytuł z tej serii to „Przepraszam, czy tu borują?”, ten wie, że określenie go mianem spiritus movens emocjonujących wydarzeń nie jest ani trochę na wyrost. Nasz bohater ma we krwi skłonność do wpadania w tarapaty, a przecież jego intencje są tak niewinne… Tym razem pragnie zrealizować swoje marzenie – nabyć nową konsolę. Wszak wiadomo, że takie gry na pewno mają korzystny wpływ na… choćby na spostrzegawczość czy refleks… W każdym razie to oczywiste, że taki zakup jest niezbędny! Niestety, rodzice tego nie rozumieją, na dodatek pojawia się cała masa innych problemów: samozwańczy „ochroniarze” domagają się wynagrodzenia, los warsztatu taty Jędrka staje pod znakiem zapytania, bo tuż pod bokiem wyrasta mu konkurencja, a do tego jak miecz Damoklesa wisi nad chłopcem konieczność napisania referatu na historię. Same dramaty, prawda?;) Na szczęście Jędrek ma głowę na karku;), do tego wiernych kumpli i zupełnie wyjątkową koleżankę. Dzięki tym fortunnym okolicznościom wszystkie problemy uda się rozwiązać i ponownie zasłużyć na porcję sławy;) 

To jedna z tych książek, które spodobają się młodym czytelnikom niezależnie od płci i niewątpliwie ten tytuł może być propozycją dla „wrogów słowa pisanego”, na przełamanie pierwszych lodów, bo pokochać literaturę.

Polecam
Katarzyna 








"Hej, Jędrek! Gdzie moja forsa?"
Autor: Rafał Skarżycki
Ilustrator: Tomasz Lew Leśniak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Oprawa: miękka
Liczba stron: 224
Format: 14x20,2 cm
ISBN: 978-83-10-12715-0



Read On 0 komentarze

"W mieście" - radosne poznawania poprzez wyszukiwanie:)

11:40



Bardzo trudno jest nam wyjść rano z domu, przedszkolny debiut wciąż nieco z oporami przebiega, zatem wymyślanie "pocieszaczy" idzie pełną parą: szczegółowo planujemy atrakcje popołudniowe, a na czas podróży autem zabieramy coś radosnego, krzepiącego, odciągającego uwagę od smutnych myśli. Oczywiście w przedszkolu nie jest źle, ale poprawić sobie humor warto zawsze:) A co nas ostatnio szczególnie cieszy? Nomen omen - "szczególnie";) - bo serce Młodszej podbiła wyszukiwanka "W mieście", w której szczegółów i detali mnóstwo!

To bardzo sympatyczne miasto - gwarne, radosne, pełne miejsc, w których można odpoczywać, bawić się, spotykać ze znajomymi. Jest tu kolorowo, czysto, bezpiecznie, aż chciałoby się odwiedzić te wszystkie miejsca. Przyznajemy, że "Park pełen niespodzianek" wywołał okrzyki zachwytu: labirynt, kolejka, przystań wodna, zespół muzyczny umilający czas, mnóstwo zieleni i nawet zwierzęta! A takich pełnych niespodzianek miejsc jest na kartach tej książki bardzo wiele: odwiedzimy też basen, mnóstwem atrakcji oczaruje nas wesołe miasteczko. Jak się okazuje - także plac targowy czy dworzec kolejowy mogą stać się polem do ciekawych obserwacji, bo dzieje się tu wiele. Miasto naprawdę tętni życiem i oferuje przeróżne możliwości, a ukazanie ich wszystkich w takiej książeczce to okazja do bogacenia słownictwa, poznawania nowych pojęć, no i sprawa najważniejsza - do świetnej zabawy!

Któż nie lubi takich książek? Pamiętam, że parę lat temu nie były one dostępne na naszym rynku księgarskim. To znaczy można było zamówić niemieckie wydania, ale ich koszt dla przeciętnego Polaka był dość wygórowany... Szukało się zatem znajomych czy rodziny, którzy mieli w planach odwiedzenie kraju naszych zachodnich sąsiadów, bo jednak zakup na miejscu był bardziej opłacalny, a i wybór większy. Na szczęście dziś najmłodsi mogą cieszyć się książkami sygnowanymi przez nasze wydawnictwa. Ich cena jest naprawdę bardzo przyjazna, a gdy dodamy do tego fakt, iż są to publikacje bardzo trwałe, starannie i solidnie wydane, to nabycie takiej pozycji jest bardzo ekonomicznym rozwiązaniem;) Nie dość, że uraduje naszą pociechę i zajmie ją na długie godziny, to z pewnością posłuży także innym dzieciom: młodszemu rodzeństwu, kuzynom, pociechom przyjaciół.

Realistyczne obrazki pozwalają najmłodszym czerpać wiedzę z tej książki, a elementy umieszczone z boku strony, które dzieci mają odszukać, są ciekawym wyzwaniem - dla dziewczynek wyszukiwanki to wciąż ulubione pozycje, a przecież ich adresatem mogą być już i młodsi bystrzy obserwatorzy!:)

Polecamy
Katarzyna i Młodsza 









"W mieście"
Autor: Hartmut Bieber
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
Format: 20 x 26 cm
ISBN: 978-83-8057-039-9



Read On 0 komentarze

"Co tu się kryje" - dla pasjonatów wyszukiwanek:)

10:00



Widoczni na okładce oraz oczywiście na ilustracjach wewnątrz, tak pięknie zebrani na wyklejce bohaterowie przypominają nam nieco postacie z atlasu dla najmłodszych – „Muk” czy też „Muki” - w drugim już polskim wydaniu tej pozycji. Zbieżności jest sporo – główny bohater to sympatyczny miś, który przeżywa masę przygód, otacza go mnóstwo innych bohaterów, należących do rozmaitych gatunków i poddanych personifikacji: czegóż oni nie robią!? W tym przypadku świat fauny pokazuje mnóstwo podobieństw do naszych, ludzkich zachowań. Postacie podróżują różnymi środkami lokomocji, oddają się ulubionym rozrywkom, robią zakupy, odpoczywają, wykonują rozmaite zawody (ileż się dzieje na placu budowy!), oczywiście mają także stosowne stroje – modne ubrania, odzież ochronną, specjalne uniformy, do tego potrzebne akcesoria – okulary, nakrycia głowy, a nawet biżuterię!

Najmłodsi są przyzwyczajeni do takiego właśnie portretowania zwierząt, wszak bardzo często bohaterami bajek są przedstawiciele fauny, a realia ich życia są bardzo dokładnym odzwierciedleniem świata ludzi, zaledwie z większą lub mniejszą dozą typowo zwierzęcych zachowań. Przygody sympatycznej świnki, rozmaite seriale o misiach, króliczki i żółwie – takie przykłady można by mnożyć. Oprócz wymienionych postaci ich bohaterami są także i inne gatunki zwierząt, ale chyba żadna z tych produkcji nie może się pochwalić takim bogactwem rozmaitych okazów fauny, jakie zawarła w swym pracach autorka „Co tu się kryje?” – Eleonora Barsotti! 

Zwierzęta egzotyczne i żyjące nieco bliżej nas – w lasach, na łąkach, ale i niejako zupełnie „pod bokiem” – w gospodarstwie czy nawet w charakterze domowych pupili – jest ich naprawdę bardzo wiele, zatem uznać można tę książkę za pozycję przybliżającą świat fauny i to w bardzo szerokim stopniu. To niewątpliwie jedna z zalet tej publikacji, bo choć widzimy zwierzęta w strojach, przy nietypowych zajęciach, mimo to bez trudu rozpoznajemy ich przynależność gatunkową. Kreska autorki: wyraźna, świetnie oddająca niuanse wyglądu, doskonale sprawdza się w takim właśnie zastosowaniu niniejszej lektury. 

Choć może słowo „lektura” nie jest zbyt adekwatne;) Wszak choć każda strona została opatrzona krótkim tekstem, to przecież najważniejsze są ilustracje! A te są nadzwyczaj ciekawe! Ktoś mógłby zauważyć, że tu podobieństwa do Muka/Mukiego się kończą – wszak tamten bohater odbył podróż dookoła świata, a Franek – „spiritus movens” tej pozycji – odwiedza miejsca bliskie, na ogół bardzo dobrze nam znane. Ale przecież ta bliskość nie wyklucza atrakcyjności! Któż nie chciałby w tak miły sposób spędzać czas jak miś Franek? Wszak w planie jego marszruty przez pobliskie okolice jest targ, pełen atrakcji park, cyrk czy supermarket. Okazuje się też, że nawet ulica jest ciekawym miejscem, w którym wiele się dzieje – podobnie jak na placu budowy czy na dworcu kolejowym. 

Do tego ilustracjom towarzyszą zadania-wyzwania;) Dlaczego tak można je określić? Bo nie lada spostrzegawczości potrzeba, by dostrzec wszystkie detale znajdujące się na dole kolejnych stron. Co więcej – często występują one w kilku egzemplarzach i takie właśnie polecenie odszukania dwóch-trzech, nawet i więcej rzeczy otrzymujemy. Zatem jest to także wyszukiwanka – taka lubiany przez najmłodszych typ książki, pozwalający miło spędzić czas, poćwiczyć koncentrację. Już najmłodsi mogą więc sami „czytać” tę pozycję, znajdować wskazane przedmioty, gimnastykować umysł. A gdy dorośli zechcą się przyłączyć do zabawy, to można wówczas wspólnie opowiadać o tym, co przydarzyło się bohaterom, wymyślać historie o nich, zastanawiać się, kim są, gdzie zmierzają, dokąd wracają, co czują w danej chwili.

Jeśli nasz wzrok nie jest tak dobry, jak się nam wydawało i będziemy mieć kłopoty z odnalezieniem wskazanych rzeczy, wówczas możemy zajrzeć na koniec książki, gdzie na nieco mniejszych ilustracjach są te miejsca zaznaczone. Czeka nas tam jeszcze jedno, trudniejsze zadanie – teraz będziemy w całej książce szukać dziesięciu przedmiotów – i jest to naprawdę spore wyzwanie!;) 

Warto wspomnieć o zaletach wydania, bo w tego typu książkach, często wertowanych, bardzo starannie i powielekroć oglądanych  jest to też sprawa ważna. Okładka jest twarda, solidna, sama książka – szyta, a strony, choć nie sztywne, to z nieco grubszego papieru, bardziej odpornego na entuzjastyczne korzystanie z lektur typowe dla najmłodszych.

Polecamy!
Katarzyna i dziewczynki 









"Co tu się kryje"
Autor: Eleonora Barsotti
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: twarda
Liczba stron: 24
Format: 21,5 x 31 cm
ISBN: 978-83-8057-033-7


Read On 0 komentarze

"Świat bez tajemnic" - wiele wymiarów odkrywania:)

10:00


Jestem tego pewna – kto zobaczy tę książkę, ten się nią zachwyci! Nie tylko najmłodsi będą zaintrygowani, jak też otwierać można kolejne okienka, jak rozkładać strony tworząc szeroki obraz danego zagadnieniu uwzględniający przeróżne elementy – także i rodzicom zabłysną oczy i obudzi się chęć posiadania tej pozycji:)

I bardzo dobrze, bo jest to tytuł naprawdę warty uwagi. Niewątpliwie niektórych ucieszy przede wszystkim fakt, iż – jak jest to podane na okładce – będziemy mogli otworzyć aż osiemdziesiąt okienek! To wspólna cecha kilkulatków – takie otwieranie to dla nich wielka frajda i nawet jeśli po raz kolejny oglądają ulubioną książkę z takimi „atrakcjami”, z niesłabnącym zainteresowaniem podnoszą okienka, z entuzjazmem reagują na pojawiający się rysunek. Odkrywanie to jest to!:) Pamiętam, że naszą pierwszą książką tego typu było „Jak to działa?” – także Wydawnictwa Olesiejuk. Kupione nieco „z wyprzedzeniem”, bo dziewczynki było wybitnie nieletnie;), ale w ramach wyrównywania szans i niwelowania klasycznego podziału na „dziewczyńskie” i „chłopackie” lektury ta pozycja się u nas znalazła i była z pietyzmem po wielokroć oglądania, z uwagą studiowana, zajmowała córki na długi czas. I mimo tej intensywnej eksploatacji nadal prezentuje się bardzo dobrze – starannie, solidnie wydana wciąż cieszy się kompletem nieklejonych okienek, jedynie niektóre – w ferworze oglądania, zostały trochę pozaginane…;)

Ale taki jest los ulubionych lektur! Nie mamy wątpliwości, że i „Świat bez tajemnic” do nich dołączy, bo choć maszyny i urządzenia są bardzo intrygujące, to świat zwierząt i przyroda to prawdziwe koniki dziewczyn. Wspólnie oglądamy filmy o takiej tematyce, w czasie wyjazdów w plener staramy się poszerzać wiedzę z zakresu przyrody, geografii, a ta książka dodatkowo pozwoli szerzej spojrzeć na różne zjawiska, dostrzec ich wzajemne powiązania, zrozumieć zależności, poznać procesy zachodzące w świecie fauny i flory, wpływ działalności człowieka na środowisko, sposoby wykorzystywania sił przyrody i jej zasobów dla własnych celów. 

Choć to na pozór niedługa pozycja – bo raptem mająca czternaście stron, to nasycenie ich wiadomościami jest imponujące! Teksty widoczne na pierwszy rzut oka, obrazy ukryte pod okienkami, rysunki obrazujące opisywane zagadnienia, uzupełniające przekaz zawarty w słowach, naocznie pokazujący najmłodszym, jak wygląda życie ludzi i zwierząt w lasach tropikalnych, jak bardzo mogą się różnić obszary pustynne, jakie bogactwo organizmów żywych kryją przed nami głębie mórz i oceanów, w jaki sposób ludzie przekształcają swe otoczenia, tworzą udogodnienia ułatwiające im codzienną egzystencję, wykorzystują to, co ofiarowuje im natura…

Sympatyczne, bardzo realistyczne, kolorowe ilustracje budzą ciekawość, zachęcają do tego, by je studiować, analizować – i przy kolejnej lekturze, przy kolejnym oglądaniu odsłaniają przed czytelnikiem czy małym odbiorcą następne tajemnice, nowe niespodzianki. Tak poznawane wiadomości – poprzez działanie, zabawę, zajęcie, które intryguje, na pewno doskonale zapadną w pamięć, pozwolą lepiej zrozumieć to, co otacza młodego człowieka. Być może obudzą też zainteresowanie geografią, biologią, przyrodą! 

A do tego taka książka to doskonałe zajęcie czy to na podróż samochodem, czy też na chwile, gdy trzeba trochę poczekać – u lekarza, w kolejce. „Świat bez tajemnic” można otworzyć na dowolnej stronie i zacząć przygodę, która doprowadzi nas do naszych własnych odkryć i poszerzenia wiedzy. A dzieje się tak także dlatego, iż jest to niezwykle „poręczna” lektura! Na ogół przeróżne atlasy dla najmłodszych mają format A4 lub nawet jeszcze większy. Na pewno w niektórych przypadkach jest to uzasadnione i sprawdza się doskonale. Jednak nieco mniejszy, bo mający jedynie19,5 na 22 centymetry „Świat bez tajemnic” zmieści się w torebce czy plecaku, bez trudu można będzie go wertować w aucie i cieszyć się możliwością tak nietypowego, a jednocześnie tak przyjemnego poznawania tego, co nas otacza.

Polecam
Katarzyna  













"Świat bez tajemnic"
Autor: Emily Bone
Wydawnictwo: Olesiejuk
Oprawa: książka całokartonowa
Liczba stron: 14
Format: 19,5x22 cm
ISBN: 978-83-274-2813-4



Read On 0 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Husarskie skrzydła. Zdarzyło się w Polsce" (Literatura)



Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *