facebook

Kobietnik - inna bajka

"Ostatnie przedstawienie panny Esterki" - o sztuce, która zmienia rzeczywistość

17:00


W przedszkolu Starszej tuż przy wejściu jest wyeksponowana pewna dewiza: "Dziecko małe, lekkie, mniej go jest. Musimy pochylić, zniżyć ku niemu." - to słowa Janusza Korczaka, zresztą i przedszkole przy ulicy jego imienia się znajduje. My też przy niej mieszkamy, a nieopodal, około dwieście metrów od naszego bloku, znajduje się pomnik - popiersie tego wielkiego pedagoga, pisarza, lekarza, przyjaciela dzieci. Jego osoba, jego działalność są powszechnie znane, do dziś wiele osób zajmujących się wychowaniem dzieci, doradzających w tej materii opiera się na tekstach autorstwa Korczaka. Piękne, wzruszające, a do tego tak prawdziwe - choć powstały sto lub niewiele mniej lat temu, to nadal są chętnie czytane. Wielkim człowiekiem był Pan Doktor i można by powiedzieć, że przyciągał do siebie takie wyjątkowe osoby. Na kartach tej niezwykłej książki poznamy bliżej dwie z nich: panią Stefę, której "łatwiej byłoby w Palestynie. A jednak wróciła, bo, jak twierdzi, nie mogła żyć bez swoich dzieci" oraz pannę Esterkę - Esterę Winogronównę, wychowawczynię pełną pomysłów, zawsze gotową zrobić wszystko, by los małych podopiecznych był choć trochę znośniejszy. 

Getto utworzono w październiku 1940 roku - zdarzenia opisane w książce rozpoczynają się wiosną roku 1942. Ponadsześćdziesięcioletni Korczak codziennie pielgrzymuje do kolejnych miejsc, gdzie ma nadzieję uzyskać wsparcie dla dwustu dzieci, które znajdują się pod jego opieką: prosi o datki, sprawdza na poczcie, czy jest może jakaś przesyłka od pamiętających o nim. To oczywiste, że jedzenia jest niewiele, nastroje pesymistyczne, zatem by oderwać myśli od tych spraw przyziemnych, choć przecież istotnych, życie toczy się normalnym trybem - dzień dzieci jest podzielony na naukę, rozwijanie zainteresowań, samodzielną pracę. A gdy dom sierot "coraz bardziej przypomina dom starców", pada pomysł, by wystawić sztukę - szczególne przedstawienie, bo autorstwa Rabindranatha Tagorego - filozoficzną baśń "Poczta" o poszukiwaniu przyjaźni, o samotności, o pogodzeniu się ze śmiercią. Utwór zakazanego przez nazistów noblisty zainspirował do ćwiczeń, doskonalenia się, pozwolił zapomnieć o okrutnej codzienności, ale też był dla dzieci swego rodzaju przygotowaniem do tego, co nieuchronne, czego się spodziewano. 

Przedstawienie odbyło się 18 lipca - cztery dni później rozpoczęła się wielka akcja wysiedleńcza, pierwszy etap likwidacji warszawskiego getta. Jaki był ten spektakl? Na pewno wyjątkowy, poruszający, piękny, dzieci dały z siebie wszystko, panna Esterka prowadziła próby z wielkim zaangażowaniem, więc na krótki czas Dom Sierot przy ulicy Siennej 16 przemienił się w Indie. "Dzieci pełne wigoru - takie nie były już od lat" - konstatuje wieczorem Pan Doktor. A dwunastoletnia Genia, wcielająca się w rolę Sudhy, tańczącej dziewczynki z kwiatami, odnajduje swoją pasję, zaczyna marzyć o występach w teatrze. Sztuka ma wielką moc... 

Nie może wprawdzie zmienić wszystkiego - "inter arma silent Musae" - niebawem los wszystkich tworzących spektakl i jego widzów zostanie przesądzony. Sztuka zaistniała -  mimo wojny, głodu, biedy, zagrożenia życia. Pięknie zostało to opisane, ciekawie zilustrowane (rysunki, kolaże, rozmaite techniki plastyczne). Opowieść o ostatnich miesiącach istnienia Domu Sierot jest przedstawiona z punktu widzenia Pana Doktora i jednej z podopiecznych - dwunastoletniej Geni. Poznajemy troski Korczaka, jego nadludzkie wprost starania o zapewnienie bytu dzieciom, dziewczynka pokazuje nam, jak codzienność odbierają najmłodsi, co ich martwi, co jest dla nich ważne, ich małe dramaty, próby zachowania pamięci o ważnych chwilach. To urywki, fragmenty, każda z osób pisze o tym, co dla niej najważniejsze - ale powstaje obraz nasycony emocjami, przejmujący - wielka lekcja historii, odpowiedzialności, empatii. 

Polecam 
Katarzyna 














"Ostatnie przedstawienie panny Esterki"
Autor: Adam Jaromir
Ilustrator: Gabriela Cichowska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Oprawa: twarda
Liczba stron:124
Format:19,3 x 26,5 cm
ISBN:978-83-7278-990-7


Read On 0 komentarze

"Rozmowy ze świnką Halinką" - pluszowa przyjaciółka na medal:)

12:00


Należą do zwierząt, które budzą mnóstwo ciepłych uczuć - świnki są bohaterami ulubionych bajek najmłodszych, bo przecież i rezolutna Świnka Peppa, i Prosiak - od Misia Uszatka, trochę bezceremonialny i wielki łakomczuch, ale także darzony sympatią. No i inny towarzysz innego misia - Prosiaczek "od Puchatka";) - taki niepozorny, malutki, a bez niego ani rusz! Jest i wyjątkowa świnka Babe - taka dzielna i mądra, że jej przygody nawet po raz kolejny oglądane nie nudzą ani trochę. Lubimy je wszystkie bardzo, a teraz do "świnkowego panteonu" dołącza i Halinka!

Cóż to za bohaterka niezwykła! Przytulanka z uśmiechem z zamka jest nieodłączną towarzyszką Filipa. Pewnie domyślacie się, że kilkuletni chłopiec ma wiele przygód - to naturalne - najmłodsi wciąż przeżywają jakieś zabawne, emocjonujące zdarzenia, zatem i Halinka staje się uczestniczką tych perypetii. Choć nie tylko - tak jak i inne świnki jest niezwykle mądra, rezolutna, pomysłowa, dlatego jej właściciel - a może lepiej - przyjaciel zawsze może liczyć na wsparcie, radę, dodanie otuchy. 

Pewnie zastanawiacie się, jakie to niewiarygodne przygody przeżywa ta niebanalna para bohaterów (bo przecież nieczęsto chłopcy mają tego typu przytulanki, które na dodatek mówią, czują, przeżywają)? O, to są naprawdę pasjonujące historie - o wizycie u fryzjera, nieobliczalnych naczyniach, które potrafią rzucić się znienacka ze stołu, o ratowaniu Marzanny;) Dowiemy się, jak wyglądają pierwsze kroki (albo "obroty kół") na drodze do zostania cyklistą;) Będziemy wspólnie obserwować zwierzęta - egzotyczne, olbrzymie, ale i te małe, "nasze", które z pewnej perspektywy też mogą okazać się niezwykłe! 

Zatem żadnych niesamowitych postaci? Nie ma eskapad na drugi koniec świata? Nie szkodzi - są za to historie o tym, co młodym odbiorcom najbliższe - o rodzinie, codziennych doświadczeniach, sprawach ważnych, trudny, ale i wesołych. Na pewno każdy mały słuchacz odnajdzie siebie w tych opowieściach. U nas też święta to nie przede wszystkim prezenty, ale tak jak u Filipa - "całokształt":), Starsza już od dawna jest pasjonatką obserwacji przeprowadzanych za pomocą szkła powiększającego, a obawa Filipa przed fryzjerem przez obie dziewczyny została przyjęta z wielkim zrozumieniem. I w naszym domu są złośliwe przedmioty, które same z siebie się psują, niszczą... 

Książka według wydawnictwa przeznaczona jest dla odbiorców "4+", ale polecamy ją i odrobinę młodszym pociechom. A polecamy gorąco - bo spodobała się i dziewczynom, i mi, bo czytanie nam się nie dłużyło ani trochę, wręcz przeciwnie na zmianę namawiałyśmy się na jeszcze jedno opowiadanie;) 

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki






"Rozmowy ze świnką Halinką"
Tekst: Roksana Jędrzejewska-Wróbel
Ilustracje: Jona Jung
Wydawnictwo: Bajka
Oprawa: twarda, folia błyszcząca
Liczba stron: 84
Format: 25 x 20 cm
ISBN 978-83-61824-34-3


Read On 1 komentarze

"Rękodzieła" - manualne czarowanie;) - twórzmy rzeczy piękne niesłychanie!:)

23:00



Metalowa nakrętka od butelki (moja była ciemnoróżowa), trochę plasteliny do wyklejenia jej środka, dość gęsto powtykane pod skosem zapałki, nitka do przeplatania (u mnie - turkusowa) - w tak wykonanym koszyczku umieszczało się zrobione z kolorowego papieru owiniętego drucikiem maleńkie kwiatuszki. Cóż to było? Prezent na Dzień Matki! Ileż lat to cacko stało na półeczce w pokoju Mamy! Choć materiały prozaiczne, to pomysł ciekawy, a na dodatek na tyle prosty, że zapewne gdyby znalazł się w niniejszej pozycji, otrzymałby "jedną dłoń", więc bez obaw spróbowalibyście go wykonać;)

Czym są te "dłonie"? Każdy projekt został opatrzony takim symbolem, który sugeruje, jak trudne jest jego wykonanie. I nie chodzi tu o poświęcony czas czy niełatwe do zdobycia materiały (o tym za chwilę...), ale o manualne zdolności, które sprawią, że wytwór naszych rąk będzie do złudzenia przypominał dzieła przedstawione na fotografiach w książce. Jedna dłoń to "pierwsze kroki", im więcej ich - tym trudniej: cztery to "liga mistrzów", zatem zanim porwiemy się na wykonanie tych "czterodłoniowych" cacek, zacznijmy może od prostych prac. A pomysłów w książce jest tyle, że i ci dopiero początkujący będą mogli miło, twórczo spędzić sporo godzin!

Przełom stycznia i lutego to czas ferii, niektórzy są "w trakcie", inni zaczynają je lada dzień, niektórych czeka jeszcze tydzień nauki - zapewne nie każdy w planach ma wyjazd na zimowisko, w góry. Ci, którzy czas ten spędzą w rodzinnej miejscowości, mieście, mogą po szaleństwach na śniegu (właśnie zaczął padać!:)) sięgnąć po "Rękodzieła" - bo wyznajemy szczerze - to świetna rozrywka! Tak na pozór mogłoby się wydawać, iż żmudne nawlekanie koralików, składanie papieru, wycinanie, klejenie czy robótki na drutach to mało atrakcyjny relaks... Nic bardziej mylnego! Jak miło jest krok po kroku tworzyć coś "z niczego"! No właśnie - bo naprawdę spis potrzebnych akcesoriów obejmuje rzeczy na co dzień używane w szkole, przedmioty ogólnie dostępne w sprzedaży i to w niewygórowanych cenach. Ba, często mamy możliwość wykorzystać rzeczy, które są zbędne, nieużywane, kurzą się gdzieś w kącie i czekają na wyrzucenie lub... na swój dzień - gdy zabłysną dzięki nam!:) I ja, i dziewczyny z zapałem podejmujemy się takich działań - potem panny chwalą się wszystkim, jakie to piękne rzeczy udało się im stworzyć, a na dodatek wyrabia się sprawność palców, rąk, zmysł estetyczny... 

Niewątpliwie atutem książki są zdjęcia wykonanych projektów - są tak kuszące, że od razu zaczynamy planować - z czego i kiedy zrobimy tak piękne dekoracje, ozdoby, prezenty. Aby nasze plany zostały zakończone sukcesem, autorzy zadbali o szczegółowe opisy kolejny etapów pracy. Co więcej - każda czynność została zilustrowana rysunkiem, zatem nie ma obaw, że nasze zamierzenia nie zostaną zwieńczone sukcesem. Na pewno warto zacząć od przestudiowania technik, zgromadzenia potrzebnych przedmiotów. Jak już wspomniałam - nie będzie to trudne! Wiele projektów wykonamy dosłownie z tego, co mamy "pod ręką". I od tych warto zacząć, jeśli do tej pory tego typu twórczość nie leżała w gestii naszych zainteresowań:) Pierwsze sukcesy, zachwyty ze strony otoczenia dodadzą nam skrzydeł i niebawem nawet projekty, których poziom jest oznaczony "liga mistrzów" nie będą stanowiły dla nas problemu! 

Co więcej - wiele tu pomysłów na sympatyczne prezenty dla bliskich. Dzięki tej książce możemy stworzyć dekoracje na karnawałowe przyjęcie (czy też urodzinowe), ozdobić swój pokój. Taki bezpretensjonalny drobiazg to miły podarunek z okazji wizyty czy też spóźniony upominek dla babci lub dziadka - może niektórzy dopiero w weekend będą mieli możliwość ich odwiedzić.

Piękna, pełna pomysłów książka. Dodam, że są to niebanalne i oryginalne pomysły - to nie sztampowe powielanie tego, co w już w wielu źródłach się pojawiło. 


Polecam gorąco!
Katarzyna
















"Rękodzieła"
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Wilga
Okładka: twarda
Liczba stron: 120
Format: 23 x 29,5 cm
ISBN: 978-83-280-1119-9




Read On 1 komentarze

"Sztuczki magiczne" - niezbędnik młodego prestidigitatora:)

10:50



U niektórych już ferie, u nas - niebawem. Zimowa przerwa w nauce kojarzy mi się z choinkowymi zabawami organizowanymi przez zakład pracy mojego Taty. Odbywały się one w jednej z lepszych wówczas restauracji, w której dziś jest sklep meblowy;) A żelaznym punktem programu był występ Henryco-Magico! Ach, jak wszyscy czekali na ten moment! Nie mam wątpliwości, że było to bardziej ekscytujące niż odwiedziny Mikołaja;) Kiedy ów pan zjawiał się na scenie, zapadała cisza, wszyscy wpatrywali się ze skupieniem w sztuczki, które pokazywał: sznury kolorowych chust pojawiające się "znikąd", kwiaty wyciągane z pustego cylindra, magiczną kulę, w której widać było niezwykłe, hipnotyzujące mieszanie się barw... Karty wprost tańczyły w rękach Henryco-Magico, potrafił też wyczarować prawdziwe pieniądze!;) Nic dziwnego, że każdy pokaz był zbyt krótki... Te odwiedziny w świecie magii pozostawiały małych widzów oczarowanych, w domu długo wspominało się te niezwykłe chwile - to naturalne zatem, że i próby jakieś w tej dziedzinie były;) 

W dzieciństwie udało mi się opanować kilka sztuczek z użyciem kart i na tym moja kariera adeptki sztuki magicznej się zakończyła... Ach, gdybym miała wówczas taką lekturę jak niniejsza pozycja! No właśnie - wspomniane ferie to doskonała okazja, by sięgnąć po "Sztuczki magiczne" - niebawem być może okaże się, że nasza pociecha ma prawdziwy talent w rękach;) Na pewno "mundur" prestidigitatora, gra świateł, odpowiednia muzyka sprawiają, że pokaz robi wrażenie, ale zapewniamy - i najmłodsi iluzjoniści przy użyciu ogólnie dostępnych akcesoriów mogą oczarować widzów! 

A pomysłów na to znajdziemy w "Sztuczkach magicznych" mnóstwo. Sześć rozdziałów zawiera opis prawie sześćdziesięciu pomysłów na to, jak zaskoczyć, zadziwić i olśnić przyjaciół czy rodzinę. Możliwości jest mnóstwo: sztuczki karciane, z monetami, odgadywanie myśli, iluzja z użyciem papieru, dwa rozdziały: "Czas na show!" oraz "Sztuczki stolikowe" to opis przeróżnych magicznych praktyk z użyciem rozmaitych akcesoriów - "rozmnażanie" przedmiotów, przenikanie, ba - nawet lewitacja dzięki tej książce staną się standardowym zestawem naszych umiejętności!:) 

To pozycja dla młodych adeptów sztuki magicznej, zatem wszystkie triki zostały szczegółowo opisane, wyjaśnione bardzo precyzyjnie, a co więcej - tekstom towarzyszą kolorowe ilustracje. Nie sposób mieć wątpliwości, o co chodzi w danej sztuczce. Na dodatek rysunki są zabawne, towarzyszem magika, który prezentuje swoje umiejętności, jest sympatyczny królik - czasem pomaga on mistrzowi, niekiedy sam próbuje zmierzyć się z wykonaniem czarodziejskiego pokazu, bawi nas i przyciąga uwagę nawet najmłodszych. Ale książka najlepiej sprawdzi się w rękach pociech, które właśnie wzmiankowaną przerwę międzysemestralną rozpoczynają: samodzielne opanowanie niecodziennych umiejętności i zaprezentowanie swego talentu sprawi im na pewno wielką przyjemność! 

Polecam
Katarzyna









"Sztuczki magiczne. Magik Mike prezentuje"
Autor: Michael Lane Sherman
Ilustrator: David Mostyn
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: miękka
Liczba stron: 128
Format: 22x27 cm
ISBN: 978-83-7167-986-5



Read On 1 komentarze

"Historia o mewie i kocie, który uczył ją latać" - o miedzygatunkowej przyjaźni, niezwykłych kotach i dorastaniu

17:30


Ta historia przywodzi na myśl biblijną opowieść o potopie, o arce Noego, a konkretnie - o rozmaitych gatunkach zwierząt, które się tam pomieściły i pokojowo koegzystowały. Tu też mamy do czynienia z podobną sytuacją - bo koty opiekują się mewą, stają się dla niej swego rodzaju rodziną, a choć przyznajmy, że nie cała kocia populacja jest tak serdeczna wobec ptaka, jak Zorbas, Pułkownik, Sekretarz, Jajogłowy, Nawietrzny... 

Na okładce czytamy, że jest ta opowieść przeznaczona "dla młodzieży od lat 8 do 88";) Ale doskonale sprawdza się jako lektura dla nieco młodszych odbiorców, bo obie dziewczyny słuchały z wielkim zainteresowaniem. I nic dziwnego - bieg zdarzeń zaskakuje, a troskliwa opieka, którą koty roztoczyły najpierw nad jajkiem, a potem nad malutką mewą wzrusza. A jak w ogóle taka sytuacja mogła zaistnieć? Otóż pewnie nie wiecie, ale portowe koty to niezwykle słowne zwierzęta - jeśli obiecają coś, to nie spoczną, póki nie sfinalizują przedsięwzięcia, nie doprowadzą sprawy do końca. Zatem gdy na balkonie, na którym wygrzewał się Zorbas, wylądowała będąca w krytycznym stanie mewa Kengah, kot pospieszył jej z pomocą i bez wahania obiecał to, o co go prosiła: by zaopiekował się jajkiem, które zniesie, i by nauczył młodą mewę latać...

To nie lada wyzwanie dla kota, zwłaszcza że bohaterowie zachowują się jak "klasyczni" przedstawiciele tego gatunku - Luis Sepúlveda ukazuje zwierzęta bardzo realistycznie, nie przypisuje im cech, których nie mają, choć tak szczerze mówiąc okazuje się, iż koty mają niezwykłe umiejętności! Nie zdradzają się z nimi przed ludźmi, bo - bądźmy szczerzy - nasza skłonność do eksploatowania takich zdarzeń, nagłaśniania ich w mediach nie wyszłaby kotom na dobre... Zatem kotom z tej lektury talentów nie brakuje - umieją czytać, znają naprawdę mnóstwo języków, mają skłonności do filozofowania, a i powierzone przez umierającą mewę zadanie, choć niełatwe, wykonają bez zarzutu! 

Zachęcamy do poznania tej historii oraz dowiedzenia się, co skrywają nasi futrzaści przyjaciele;) Poza tym to ciepła, pogodna opowieść o przyjaźni, lojalności, odpowiedzialności, o dotrzymywaniu słowa, pokonywaniu trudności, no i wreszcie - o kotach, a takie lubimy pasjami! Oczarowało nas bogactwo bazaru Harry'ego i jego niezwykły bileter, bawiły rozmowy z udziałem Sekretarza i Pułkownika, któremu ten pierwszy "wyjmował miauknięcia z ust";), wzruszyła troska, z jaką Zorbas-mamusia traktował małą mewę. Piękna opowieść, polecamy ją równie gorąco jak wcześniej recenzowaną książkę autorstwa Luisa Sepúlvedy - "Historię Miksa, Maksa i Meks"

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki









"Historia o mewie i kocie, który uczył ją latać"
Autor: Luis Sepúlveda
Ilustrator: Miles Hyman
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Oprawa: miękka
Liczba stron: 120
Format: 145x235 mm
ISBN: 83-88459-33-3



Read On 1 komentarze

"Kiki ucieka z cyrku" - w przyjaźni siła!

13:30



Książka o rudowłosej dziewczynce, której towarzyszy małpka - "Znamy, znamy, to Pippi" - powiecie. Owszem, ale i w niniejszej pozycji takie niebanalne bohaterki zostały opisane. Czyli lektura wtórna? Ani trochę! Wprawdzie są pewne podobieństwa, ale to zupełnie inne historie! Małpka Pippi to pan Nilsson - w ekranizacji powieści Astrid Lindgren rolę tę grała małpka sajmiri, nieco mniejsza od kapucynki, ważąca około kilograma. Natomiast Kasandra, przyjaciółka Kiki, to kapucynka (jej waga to około trzy kilogramy). Obie dziewczynki mieszkają bez rodziców, bo tata Pippi, kapitan, zaginął, a jej mama zmarła. Kiki jest sierotą - jej rodzice zginęli w wypadku na arenie - bo oboje pracowali w cyrku, zresztą był on ich własnością, ale córka nie odziedziczyła go - w wyniku niejasnych, podstępnych poczynań miejsce to stało się własnością obecnego dyrektora. Jego złowrogie nazwisko - Carramba - mówi wszystko: to niesympatyczny, despotyczny, nastawiony na zysk człowiek. Nie ma serca dla zwierząt, oszczędza ich kosztem, zatem nic dziwnego, że egzystencja występujących w cyrku jest wprost nie do zniesienia - i stąd właśnie tytuł książki - "Kiki ucieka z cyrku".

Kiki to przeciwieństwo dyrektora Zdzisława Carramby: kocha zwierzęta, troszczy się o nie, praca w cyrku to jej pasja, pieniądze są dla niej potrzebne, by zapewnić jedzenie dla gromadki podopiecznych. Tak - ujęta w tytule w czasie teraźniejszym czynność zostaje doprowadzona do końca - przyjaciele połączeni ciężkim losem i chęcią jego zmiany wcielają słowa w czyn: nocą opuszczają cyrk rządzony przez despotę. Ale jak poradzi sobie grupa przyjaciół w skład której wchodzi słonica, goryl, tygrys, waż boa, kapucynka i jedenastoletnia dziewczynka?! 

Zapewne obawiacie się, że ta ucieczka rozpocznie pasmo smutnych zdarzeń i skończy się katastrofą... Nic podobnego! Autorzy tej książki są dobrze znani młodym czytelnikom - to spod ich pióra/klawiatury;) wyszły trzy tomy przygód niezwykle sympatycznego, pomysłowego, pełnego energii psa - alaskan malamut noszący imię Winter nie tylko "swoją" rodzinę okręcił wokół łapy;) - uwielbiają go młodzi (i nie tylko!) czytelnicy, a zabawne przygody tego czworonoga wywołują salwy śmiechu. W przypadku opowieści o uciekinierach z cyrku też nie zabraknie sytuacji, które nas rozbawią: już samo grono nietypowych przyjaciół skłania nas do podejrzeń, że będzie się działo wiele. Na dodatek goryl Tofu jest zapalonym działaczem i wszędzie, gdzie się znajdzie, propaguje idee założenia związków zawodowych i walki o prawa pracownicze. Są też niebanalne pary zakochanych: słonica Figa darzy gorącym uczuciem tygrysa Lulu - i jest to miłość odwzajemniona. Mniej szczęścia ma wąż Benek, który wzdycha do Kasandry - jednak nieufna kapucynka sceptycznie odnosi się do tych zalotów... 

Ucieczka, pogoń za zbiegami, zabawne próby zdobycia funduszy podejmowane przez uciekinierów, podstępne zabiegi dyrektora Carramby mające na celu zemszczenie się na nieposłusznych "pracownikach", więzienie - kolejne strony przynoszą mnóstwo emocji, zwroty akcji zaskakują, a niekiedy budzą obawę - czy wszystko skończy się pomyślnie? Nie obawiajcie się jednak - przecież zło musi zostać ukarane!

Wciągająca opowieść nie tylko bawi - pokazuje, że bycie dobrym, serdecznym i pomocnym popłaca, że przyjaciel nie opuści nas nawet w najtrudniejszej sytuacji i podejmie się każdego wyzwania, by nieść wsparcie, ratować. Autorzy przekonują, że załamywanie rąk nie pomoże - gdy jesteśmy w trudnej sytuacji, trzeba działać, a gdy są przy nas przyjaciele, to nie ma położenia, z którego nie znajdziemy wspólnie wyjścia!

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki








"Kiki ucieka z cyrku"
Autorzy: Katarzyna Terechowicz i Wojciech Cesarz
Ilustrator: Monika Frątczak-Rodak
Wydawnictwo: Debit
Oprawa: twarda
Liczba stron: 96
Format: 20x24,5 cm
ISBN: 978-83-7167-996-4



Read On 1 komentarze

"Róże w garażu" - lektura o wakacjach na każdą porę roku!

20:00


W styczniu raczej myślimy o zimowych wyjazdach na narty, o feriach w jakichś sympatycznych, górskich miejscowościach, a my przewrotnie dziś polecamy lekturę o wakacjach spędzanych w niezbyt - na pierwszy rzut oka - atrakcyjnym miejscu. Ot, domek - nota bene przypominający psią budę;) - gdzieś pod lasem, z rzeczką nieopodal, w okolicy zamieszkanej jedynie przez koty. Dwie mamy znające się ze szkoły i sześcioro dzieci - dwie dziewczynki są rówieśnicami (po wakacjach debiutują w szkole podstawowej), Aga ma starszą siostrę i brata, Joasia także siostrę i brata - ale młodszych. 

"Róże w garażu" wyróżnia ciekawie prowadzona narracja - bo poznajemy zdarzenia z punktu widzenia sześciorga dzieci. Każde z nich opowiada na swój sposób, zwracając uwagę na to, co dla niego było najistotniejsze. Najstarsza Karolina marzyła o wyjeździe do Grecji, zatem pobyt na działce to dla niej wręcz kara, Michał także jest niezadowolony, bo drugi z chłopców - Lolo to zupełny maluch, zatem nie ma towarzystwa do zabaw w Indian czy detektywa próbującego rozwikłać tajemnicę sąsiedniej działki... A dzieje się tam naprawdę wiele! Z pozoru to gęstwina krzaków i opuszczony garaż, ale przecież biegają tam dobrze odżywione koty! A na płocie oddzielającym posesję pojawiają się przeróżne pyszności! 

Jak się okaże - to garaż nie jest ruiną, wprost przeciwnie - to bardzo zadbane miejsce, a zamieszkująca go osoba także wzbudzi same pozytywne uczucia. Młodzi bohaterowie lektury zrozumieją, że przygoda może spotkać nas wszędzie, wystarczy nasze pozytywne nastawienie! Poza tym miło jest zrobić coś pożytecznego, wakacje mogą posłużyć odkryciu nowych pasji, zawieraniu nowych znajomości. Zmieniająca się narracja pokazuje, jak bardzo jesteśmy różni, odmiennie przyjmujemy te same zdarzenia, ale też i niejednokrotnie bawi. Szczególnie zabawne są wypowiedzi Lola, choć i Jula-posiadaczka niewidzialnych Tygrysów i fioletowego królika Ryśka wprowadza wiele radości do tej historii. A choć nie wszystkie zdarzenia są tak pogodne, to w końcu następuje swego rodzaju happy end. "Swego rodzaju" - bo zgodnie z obietnicą Joasi niedługa i absolutnie nienudna opowieść nie kończy się definitywnie, opowiedziane zdarzenia stały się początkiem wielkiej przyjaźni! Warto przeczytać tę krzepiącą historię bez względu na porę roku, a może nawet właśnie teraz - na przekór mrozom za oknem;) Dodam tylko, iż "Róże w garażu" zostały docenione przez jurorów Nagrody Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego - w 2005 roku Agnieszka Tyszka otrzymała za tę opowieść statuetkę Koziołka Matołka!

Polecam
Katarzyna





"Róże w garażu"
Autor: Agnieszka Tyszka
Ilustrator: Tomasz Domański
Wydawnictwo: Akapit Press
Oprawa: twarda
Liczba stron: 120
Format: 14,9x21,1 cm
ISBN: 978-83-62199-70-9



Read On 1 komentarze

"Guziczek. Historie nie byle jakie" - moc intrygujących opowieści!

19:10



Zaskoczyła mnie ta książka - bo  rzeczywiście bardzo oryginalne są te historie "nie byle jakie". Grono bohaterów jest na pozór zwyczajne: mieszkańcy wiejskiego podwórka, łąki, lasu, mnóstwo zwierząt, ale już ich przygody, podróże zadziwiają. Chyba wielu dorosłych pokręci z niedowierzaniem głową: co też może się przydarzyć postaciom z książki dla najmłodszych!

Ćwierć setki opowiadań, bohaterów - bardzo wielu i bardzo rozmaitych: bo i owady, i ptaki, zwierzęta gospodarskie i dzikie, ale też dziewczynki, chłopcy, a jest i sporo zaskakujacych wyborów - otóż pierwszoplanowym bohaterem może być strumyk, bałwanek, okulary i... trzy wędrowne śrubki!!! 

Ale nawet gdy w opowiadaniu przedstawiono zwierzęta czy ludzi, to ich przygody nas na pewno zdumieją. Sporo tekstów ma czytelny, dydaktyczny przekaz, najmłodsi dzięki nim poznają wartość, wagę przyjaźni, zrozumieją, że bycie samolubem to niewłaściwy sposób postępowania, z kolei pomoc innym, empatia - są godne pochwały.

Część opowiadań to zabawne historie pokazujące, że gdy puścimy wodze fantazji, to możemy miło spędzić czas - i do tego właśnie nakłaniają nas teksty "Strumyczek", "Księżycowy ślimak" czy też "Deszczowy chłopiec". 

Zapewne najmłodszym przypadną do gustu kolorowe ilustracje. Upersonifikowane zwierzątka mają domki, wiodą życie bardzo podobne do naszego, co zostało przedstawione na barwnych rysunkach autorstwa Ewy Podleś.

Dziewczynkom bardzo się spodobały te historie, słuchały ich z wielkim skupieniem, zmartwiły się, gdy się okazało, że już poznałyśmy wszystkie opowiadania z tej książki. Oczywiście możemy ją przeczytać jeszcze raz - i tak pewnie zrobimy, skoro tak przypadła ona córkom do gustu.

Polecamy
Katarzyna i dziewczynki








"Guziczek. Historie nie byle jakie"
Autor: Katarzyna Zychla
Ilustrator: Ewa Podleś
Wydawnictwo: Skrzat
Oprawa: twarda
Liczba stron: 168
Format: 16,5x24 cm
ISBN: 978-83-7915-084-7




Read On 1 komentarze

"Niezwykłe przygody latającej myszy" - opowieść, która sprawi, że pokochacie gryzonie;)

21:00


W dzieciństwie ścianę w moim pokoju zdobił plakat upamiętniający braci Wright - i to rzeczywiście temat, który zaciekawia najmłodszych. Jak to jest z tym lataniem? Czemu ptaki (prawie wszystkie;) latają, zaś ssaki (z jednym wyjątkiem) nie? Bajki, w których bohaterowie z kilku przedmiotów, narzędzi ogólnodostępnych budują samolot prowokują masę pytań: czy jest to możliwe? Czy każdy może tak zrobić? I czy latanie nie jest trudne? - na ogół przecież tacy bajkowi bohaterowie wsiadają i bez problemu wzlatują na niebotyczne wysokości!

Ta opowieść jest też nieco bajkowa - wszak mysz budująca coraz bardziej skomplikowane maszyny latające to rzecz niewiarygodna... Choć z drugiej strony - gdy jest tak pięknie przedstawiona, to skłonni jesteśmy uwierzyć, że mała, samotna myszka, sądząc, że jej bliscy przenieśli się za ocean, może dokonać tak niezwykłej rzeczy! 

Pod koniec dziewiętnastego wieku brytyjski wynalazca James Henry Atkinson wymyślił pułapkę na myszy - taką "klasyczną", która przypominała zapewne te, które my znamy. Zbawienny dla ludzi patent uwalniający ich od plagi gryzoni przez jedną z przedstawicielek gatunku zostaje określony "makabrycznym wynalazkiem". Dlatego też postanawia przenieść się ocean (ach, gdyby wiedziała, że identyczną pułapkę wymyślił w Stanach Zjednoczonych John Mast, została opatentowana w 1899 roku). Jak to zrobić? Jak się okazuje, nie tylko ludzie są zdolni do konstruowania urządzeń, dzielna mysz tworzy szereg latających machin, coraz bardziej skomplikowanych, aż wreszcie jednopłatowiec o konstrukcji kratownicowej unosi ją w przestworza, by po długim, ale szczęśliwym locie dotrzeć do mysiej "ziemi obiecanej";).

Stany Zjednoczone to kraj olbrzymi - zatem i dla myszki znalazło się tu miejsce; ba - to kraj wielkich możliwości, więc i o sukces tu nietrudno. Nie zdradzę, jak się potoczyły losy latającej myszy - przeczytajcie koniecznie! Warto po tę książkę sięgnąć: osiemdziesiąt stron to sporo, ale opowieść nadaje się nawet dla najmłodszych czytelników - tekst nie jest długi, lwia część tej pozycji to zachwycające ilustracje, często zajmujące całą rozkładówkę - choć może lepiej nazwać je obrazami: piękne, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach pokazują nam warsztat myszy, jej kolejne konstrukcje, zmaganie się z przeciwnościami losu, z napastnikami, którzy pragną upolować zwierzątko. Widzimy też ówczesne miasto, port, dworzec kolejowy. A sama książka wygląda jak oryginał sprzed lat - stylowe "postarzenia", ilustracji utrzymane w stonowanej kolorystyce, wklejka z rysunkami kolejnych prototypów misich maszyn latających - piękna publikacja, warta zwrócenia na nią uwagi: strona wizualna Was zachwyci, a treść być może zainspiruje - do dążenia do celu, walki z przeciwnościami losu, odważnego i kreatywnego myślenia.

Polecam
Katarzyna












"Niezwykłe przygody latającej myszy"
Autor, ilustrator: Torben Kuhlmann
Wydawnictwo: Wilga
Okładka: twarda
Liczba stron: 80
Format: 21,5 x 28 cm
ISBN: 978-83-280-1307-0






Read On 2 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Dwór" (Widnokrąg)
- "Proszę słonia" (Wilga)




Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *