facebook

Kobietnik - inna bajka

Wakacyjne klimaty - "Nad wodą" Ali Mitgutsch

15:00

Przyznam szczerze - nie miałam w planach zakupu tej książki. Ale... Wszelkie znaki na niebie i ziemi (a także wodzie;)) wskazują, że byłby to gruby błąd! A dlaczego w planach jej nie było? Bo w sumie sporo mamy wielkoformatowych, kartonowych książek obrazkowych, są w naszym posiadaniu także dwie wcześniejsze pozycje, których autorem jest Ali Mitgutsch - "Na wsi" i "W mieście". 

No ale właśnie: mamy tego typu książek parę z kilu różnych powodów. Po pierwsze niewiele jest maluchów, a i starszych czytelników, którzy są na takie publikacje obojętni;) Jak miło jest zagłębić się w drobiazgowo przedstawioną scenę, odnajdywać wciąż nowe szczegóły, dzielić się swymi spostrzeżeniami i niewątpliwie także poszerzać wiedzę. 

Ali Mitgutsch nie tylko pokazuje swoiste scenki rodzajowe nasycone przeróżnymi detalami, ale też na kolejnych kartach przedstawia istotne informacje dotyczące danego miejsca, danej dziedziny. Zatem oglądając "Na wsi" poznajemy specyfikę codziennych zajęć, prac w tartaku, widzimy, jak się buduje drogę. "Nad wodą" przekazuję z kolei wiedzę na temat połowu ryb - amatorskiego i zawodowego, a także arcyciekawe wiadomości o budowie statku. I tu właśnie pojawia się kolejny powód, dla którego kolejna książka była niezbędna;) Mały czytelnik - w tym przypadku "oglądacz" - potrafi zatopić się w takiej publikacja na długo. Owszem, mama czy tata na początku świetnie się sprawdzają w roli osoby wyjaśniającej, wskazującej, opowiadającej. Ale potem już samodzielnie rozkłada się tę pokaźnych rozmiarów książkę i wnikliwie studiuje kolejne strony. U nas największą atencją cieszy się właśnie przekrój statku oraz letni pobyt nad morzem. Ileż tam się dzieje! Ile postaci do przeanalizowania;) Pan ratownik na wysokiej wieży, ludzie opalają się, chłopiec oblewa opalającą się dziewczynkę wodą, jedna z pań ma okulary przeciwsłoneczne na pół twarzy, są przebieralnie z różnobarwnymi drzwiami i mnóstwo innych szczegółów do wskazanie, dostrzeżenia, omówienia. A takich stron w książce jest o wiele więcej! Dziewczyny zatem siadają każda z wybraną książką i studiują je, a czasem decydują się na wspólne oglądanie i jedna przez drugą opowiadają sobie, co widzą, co je intryguje.

Zatem gorąco polecam "Nad wodą" nie tylko na upalne, letnie dni;) Nawet jeśli woda nie jest ulubionym żywiołem naszych pociech, to na pewno po uważnym przestudiowaniu tej pozycji bliższa znajomość zostanie zadzierzgnięta:)

Katarzyna



"Nad wodą"
Autor, ilustrator: Ali Mitgustch
Wydawnictwo: Tatarak
Oprawa: twarda
Format: 23.5 x 31.5 cm
Liczba stron:16
ISBN: 978-83-63522-04-9




Read On 0 komentarze

"Czarostatki i parodzieje" - czyli jak oblecieć świat w pół godziny!

16:00


To książka, o której trudno jest pisać... Tak jest niezwykła, zaskakująca, odmienna od dotychczasowych naszych lektur. Niby wpisuje się w nurt książek obrazkowych, ale w tym wypadku to szczególne rejony tego nurtu;) - takie baśniowe, przesycone fantazją, poetyckie, poruszające...

Autorem tej pozycji jest Paweł Pawlak, którego cenimy od zawsze;) Zatem choćby z tego powodu zauroczyła nas ta książka, podobnie jak poprzednie ilustrowane przez artystę. W tym przypadku same ilustracje tworzą historię. Imponujący format sprawia, że prace robią duże wrażenie. Baśniowe, takie właśnie czarodziejskie - przenoszą nas w najodleglejsze miejsca w poszukiwaniu... owieczki! Tak, tak, owieczki, ale nie takiej zwykłej, lecz zupełnie wyjątkowej - bo to ukochana przytulanka, która wypadła przez okno. Choć właściwie pewien kot maczał w tym pazurki... I to wszystko sprawia, że zauroczyły nas "Czarostatki i parodzieje" bez reszty! Bo ilustracje piękne, bo historia poruszająca - a gdyby tak hipopotam czy miś Starszej przepadł? albo kot Młodszej? - oj, całe morze empatii czujemy i z wypiekami na twarzy śledzimy przebieg poszukiwań. No i wreszcie ten kot - łobuziak, ale kot jednakże, a koty kochamy;) Ten ma złote oczy i jest spiritus movens całej tej historii, zatem niezbędny, nieodzowny i trzeba mu wybaczyć;)

Wprawdzie werystyczny odbiór historii na chwilę się dziewczynom włączył - bo jak to, tak ta mama wyszła na pół godziny? Samą Zosię zostawiła? Ale udało się nam tę kwestię załagodzić;) A poza tym - to już pełna akceptacja, przejęcie, emocje... Za każdym razem na nowo cieszymy się z odnalezienia owieczki, bo tak sugestywne są te ilustracje, tak oddziałują na odbiorcę.
Piękna, cudowna książka!
Polecamy,

Katarzyna i dziewczynki





"Czarostatki i parodzieje"
Autor, ilustrator: Paweł Pawlak
Wydawnictwo: Tatarak
Oprawa: twarda
Format: 25cm x 29cm
Liczba stron: 48
ISBN: 978-83-63522-02-5


Read On 0 komentarze

"Zbyt późno"? Nie poddawajmy się;)

16:30

To zawsze bardzo trudna, sporna kwestia. "Czy możemy iść na wieczorny, deszczowy spacer?" "Ale jest już ciemno, pada." "Przecież ja chcę iść na deszczowy spacer, tata też chce" Okazuje się jednak, że tata - o dziwo! - nie chce!!! Zapewne nie posiadacie się ze zdumienia;) Córka nie traci zapału: "Chcesz, chcesz...":) Takich dyskusji, niekończących się sporów, przekonywania za wszelką ceną przytoczyć pewnie każdy z nas może mnóstwo. W myśl przysłowia: "Nie ma złej drogi do mej niebogi", nasze córki nigdy nie uznają żadnej pogody za niesprzyjającą, zawsze mają mnóstwo zapału, wiele świetnych pomysłów na wyprawę w nieznane, choć czasem pozwalają podjąć decyzję rodzicom (sobota rana, z wielkim oporami wstajemy i słyszymy radosne, rozświergotane pytanie: "A gdzie dziś jedziemy?";)).

Chęć poznawania świata jest ogromna, a świat bardzo wielki, zatem warto wykorzystać każdą chwilę, każdą sprzyjającą okazję.

Niestety, tak się właśnie zdarza, że najmłodsi mają mnóstwo energii, a starsi... No cóż - zdecydowanie mniej;) Bohater "Zbyt późno", Riccardo, chce właśnie wyruszyć na poszukiwanie przygody, ale rodzice i dziadkowie nie wykazują żadnego entuzjazmu. Zostali oni zabawnie przedstawieni - swe obłe, okrąglutkie postacie pewnie zawdzięczają pysznościom, które wciąż pochłaniają, siedzącemu, a nawet "leżącemu trybowi życia";) Cóż zatem zrobić, gdy nikt nie chce towarzyszyć w wyprawie? Co pozostaje? Podróż w marzeniach, we śnie? Znalezienie kompanów, którzy nie zawahają się pójść do Zbyt Późno nawet jeśli jest zbyt późno? Historia ta jest otwarta na interpretacje, a na dodatek zachwyca intrygującymi ilustracjami. Całostronicowe, a właściwe dwustronicowe, w oryginalnej gamie kolorystycznej są ciekawym dopełnieniem tej opowieści. Kontrastowo przedstawiono dom, który jest symbolicznie bardzo pusty i miejsca, które Riccardo odwiedza: las, miasteczko - pełne życia, radości, dziania się. Warto zatem dać się namówić najmłodszym i nawet jeśli jest ciut zbyt późno, to niech to nie przeszkodzi nam w choćby małej wyprawie w znane lub nieznane.

Polecam
Katarzyna




"Zbyt późno"
Autor: Giovanna Zoboli
Ilustrator: Camilla Engman
Wydawnictwo: Entliczek
Format: 23x26 cm
Oprawa: twarda
Liczba stron: 32
ISBN:978-83-63156-01-5



Read On 0 komentarze

Pomysł na dobry nastrój - "Proszę mnie przytulić"

11:00

Chyba każdemu zdarza się czasem narzekać na bezinteresowną i niczym nieuzasadnioną wrogość ze strony bliźnich. Przepychanie się w zatłoczonych środkach komunikacji miejskiej, najeżdżanie na siebie wózkami w sklepie podczas gorączki przedświątecznych zakupów, trąbienie na nieradzących sobie zbyt dobrze za kierownicą i spowalniających nieco ruch kierowców, śmieci na balkonie podrzucane przez sąsiadów z góry, którzy na dodatek całe popołudnia i wieczory "umilają" odpoczynek bliższemu, a nawet dalszemu otoczeniu, bo podkręcają maksymalnie głośność nadawania wątpliwej jakości muzyki - takie przykłady można mnożyć wprost w nieskończoność. Mamy opinię niezbyt życzliwego narodu, zatem warto coś zrobić w tej kwestii. A może zamiast wrogości czy też obojętności zdobyć się na gest sympatii, dostrzec inne osoby, okazać empatię? Może się okazać, że wzorem dla nas staną się nasze pociechy. Niejednokrotnie zdarza się tak, że maluchy śmieją się do napotkanych osób, zagadują, "na wyścigi" witają wszystkich radosnym "Dzień dobry!". Ten entuzjazm jest zaraźliwy, może zatem - takie marzenie... - rozprzestrzeni się na wszystkich, niezależnie od wieku?

Dobrym wzorem dla nas mogą stać się bohaterowie historii opisanej przez Przemysława Wechterowicza, a zilustrowanej przez Emilię Dziubak. Chyba pierwszą lekturą autorstwa Przemysława Wechterowicza, która zagościła w naszym domu, była opowieść o snującej plany zamążpójścia mrówce. W niej też dzień rozpoczynał się toaletą słońca: tam brało prysznic, tu szczotkuje zęby. Wprawdzie bohaterowie są w pewnym sensie podobni - bo to świat fauny, ale na tym analogie się kończą. Mrówka w każdym kandydacie na męża dostrzegała wady, Tata Niedźwiedź i Niedźwiadek z entuzjazmem witają każdą napotkaną istotę: trochę zbyt pochłoniętego pracą bobra, niezwracającą na otoczenie uwagi łasiczkę, wilka, który ma niecne zamiary i myśliwego, którego plany są jeszcze bardziej niecne;) Na uściskanie zasługuje i Stary Łoś, i Anakonda, i... długo by wymieniać! Warto poznać tę czeredkę sympatycznych mieszkańców lasu i tych, którzy tam zawitali z różnych powodów!

Podobają się nam także ilustracje, w końcu nie od dziś datuje się nasze uwielbienie dla prac Emilii Dziubak. Pokochaliśmy całą rodziną  "W pogoni za życiem" (tak, tak - całą, książkę dziewczyny dostały do tatki:)), uwielbiamy Pana Pieprza i wszystkich jego uroczych kompanów z książki "Gratka dla małego niejadka", zatem i Tata Niedźwiedź, Niedźwiadek oraz wszystkie "obiekty" przytulania uznajemy za nader miłe dla oka - cieszą świetnie wyważone proporcje między udanym przedstawieniem zwierzęcia i nadaniem mu subtelnego rysu "ludzkiego";) 

A skąd ten pomysł na przytulanie? Otóż wyjaśnia to Tata Niedźwiedź - przytulanie to pomysł na udany dzień, to sposób na poprawienie humoru i "sposób na wiele różnych rzeczy" - my też zgadzamy się z tą teorią, zachęcamy do naśladownictwa!
I gorąco polecamy "Proszę mnie przytulić"!!!

Katarzyna i dziewczynki






"Proszę mnie przytulić"
Autor: Przemysław Wechterowicz
Ilustrator: Emilia Dziubak
Wydawnictwo: Ezop
Oprawa: twarda
Format: 25,5x25,5 cm
Liczba stron: 34
ISBN: 978-83-8913-382-3

Read On 2 komentarze

Sympatyczny, choć niesforny - "Małpiszonek Pipi"

16:00

 Chyba nie ma osoby, która nie znałaby nazwiska Carlo Collodi. "Pinokio" jego autorstwa to często pierwsza dłuższa lektura czytana przez młodego człowieka;) Pamiętam dobrze, ile emocji wywoływały przygody drewnianego pajacyka u nieletnich czytelników! Ach, jak smutno było, gdy Pinokio za bezcen sprzedał elementarz, kiedy wyrosły mu ośle uszy, a w końcu w osła się przemienił, jak cieszyła z kolei jego przemiana w chłopczyka! Kibicowało się jego perypetiom, smuciło, gdy zaufał podstępnym łotrzykom - Kotu i Lisowi, wzruszało, gdy obiecywał pracować jak najciężej, by tylko zdobyć pieniądze na leczenie Dżepetta i Błękitnej Wróżki... Równie wiele uczuć wzbudzi i opowieść o niezwykłej, bo różowej małpce! Zresztą można dostrzec pewne analogie między tymi dwiema książkami. Małpiszonek podobnie jak Pinokio ma dobre serce, ale też niezwykle lubi psoty. Ceni sobie wygodę, zatem praca wydaje mu się niezwykle frustrującym i nieco zbędnym zajęciem. Dobre chęci nie wystarczają, jeśli nie idą za nimi czyny, zatem spotyka go mnóstwo zadziwiających przygód, a ciekawość sprawia, że wciąż wpada w nowe tarapaty. Znaczny udział w zaskakującym przebiegu wypadków mają też niezwykłe zbiegi okoliczności, w które obfituje lektura. Ta niedługa opowieść tak wciąga, że trudną ją odłożyć na kolejny wieczór, trudno przerwać czytanie. Bo wciąż dzieje się coś emocjonującego, a gdy wydaje się już, że o dalsze losy małpki możemy być spokojni, bo potoczą się szczęśliwie i gładko, okazuje się, że następuje zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i znowu niepokoimy się, jak Pipi wybrnie z opałów.

Wiem, że niektórzy zarzucają książce "Pinokio", iż jest w niej sporo "drastycznych" szczegółów. Pajacyk rzuca młotkiem w świerszcza i zabija go, odgryza łapkę kotu, Ogniojad pali kukiełki, bo chce upiec barana... To tylko niektóre dramatyczne chwile z tej lektury. Podobne znajdziemy i w historii małpiszonka. Zbójcy napadają na rodzinę małpek, a kot podstępem zamknięty przez Pipi w kieszeni atakuje herszta zbójców Suchogęba - takich scen znajdziemy jeszcze parę. Warto pamiętać o tym, iż opowieść ta powstała w nieco innych realiach, pod koniec dziewiętnastego wieku, a poza tym owe "okropności" nie są podane en masse, no i sprawa istotna - są ważnym elementem budowania napięcia, więc ich obecność broni się w tej lekturze.
I jeszcze jedna kwestia: tego typu zdarzenie to często dramatyczna próba obrony głównego bohatera, który nawet jeśli nie jest ideałem (co naturalne;)), to budzi tak wiele sympatii, że kibicujemy gorąco, by udało mu się szczęśliwie osiągnąć swój cel.

A z kolei celem całej lektury jest przekazanie paru ważnych uwag: na temat dotrzymywania słowa, lojalności, odpowiedzialności, pokazanie, czym jest władza i czy jej posiadanie daje takie szczęście, jak to czasem sobie wyobrażamy. No właśnie - nikt nie jest idealny, ale jeśli dostrzeże błędy swego zachowania, to zawsze ma szansę je zmienić! Zatem radosny finał przygód małpiszonka cieszy i uczy.

Dodatkową zaletą tego wydania są piękne ilustracje. Prace Marty Szudygi są nam znane, bo od dłuższego już czasu jedną z ulubionych historii dziewczynek jest opowieść "O psie, który szukał", do której ilustracje stworzyła pani Marta. Uwielbiamy je! Kolory są nasycone, formy intrygujące, pięknie ilustrują sceny z lektury i są ich świetnym dopełnieniem. Bardzo ciekawym zabiegiem jest to, że ilustracje umieszczono na osobnych kartkach, a ich rewersem nie jest biała strona, lecz stylizowany obraz lasu - zapewne Niewiadomojakiego, czyli tego, w którym wraz z rodziną mieszkał małpiszonek;)

Bardzo się nam ta lektura spodobała. U nas swoistym sprawdzianem, czy dana książka przypadła do gustu, jest to, ile razy została przeczytana;) Zatem muszę wyznać, iż nasz egzemplarz nieczęsto ląduje na półce, a jeśli już, to nie na długo...
Polecam,
Katarzyna


F


"Małpiszonek Pippi"
Autor: Carlo Collodi
Ilustrator: Marta Szudyga
Wydawnictwo: WAB
Oprawa: twarda
Liczba stron: 96
Format: 20,2 x 16,7 cm
ISBN: 978-83-7747-713-7

Read On 1 komentarze

"Niezapominajek" - bo bez mamy ani rusz!

16:00





 To oczywiste - mama jest najważniejsza na świecie! Naturalnie tata też;) Ale "Niezapominajek" to cudowna lektura o tej szczególnej relacji między dzieckiem i mamą, choć tu akurat oboje bohaterów należy do wielkogabarytowych;) Są to słonie - pięknie przedstawione na ilustracjach i choćby z tego powodu to urocza książka, ale cudownym jej dopełnieniem jest opisana historia. Mały słonik jest bardzo zmęczony, zatem by go pocieszyć, dodać mu sił, mama wspomina o mającym niebawem spaść deszczu i ślicznych kwiatkach, które się wraz z nim pojawią - niezapominajkach. Słonik Monty myśli o słowach mamy, o jej przestrodze, by nie zapomniał, iż nie wolno oddalać się od stada. I jeszcze o sprawie najważniejszej - o tym, jak bardzo mama go kocha. Monty przypłaca to zamyślenie bardzo smutną przygodą... Otóż gubi się! 
Napotkane zwierzęta ostrzegają go przed zbliżającym się deszczem, a Monty najbardziej smutny jest z powodu rozstania z mamą... Ale ta przemiła historia oczywiście kończy się tak, jak tego oczekujemy! Jest krzepiąca i radosna, wzruszająca i pełna ciepła. Znakomita lektura na smuteczki, piękna propozycja pod względem ilustracyjnym, a poza tym - mała "wartość dodana" - nauka, by nie oddalać się "od stada";)

Polecam
Katarzyna





"Niezapominajek"
Autor: Michael Broad
Ilustrator: Michael Broad
Wydawnictwo: BIS
Format: 26 x 26,5 cm
Liczba stron: 32
Okładka: twarda
ISBN: 978-83-7551-233-5



Read On 1 komentarze

"Młody obserwator przyrody" - bo warto wiedzieć więcej!

14:00


Nie da się ukryć, że ta książka musiała się w naszym domu pojawić. W życiu rodziców przychodzi taka chwila, gdy zostają zasypani gradem/lawiną/niezliczoną ilością pytań... "A co jedzą ptaki? A niedźwiedzie? A osły? Co jedzą ryby? A czemu ptaki nie chcą z nami rozmawiać? Czy mrówki mogą latać?" Wątpliwości jest tak wiele, są tak różnorodne, iż okazuje się, że nasza szkolna wiedza jakoś nie wystarcza... Owszem, wiele spraw ad hoc udaje się wyjaśnić, ale - wyznaję ze wstydem - nie wszystkie drzewa identyfikuję bez wahania, a poza tym... To tak piękna wizualnie pozycja, że po prostu miło jest ją przeglądać, studiować! Materiał ilustracyjny jest przebogaty. Ilustracji jest mnóstwo, bardzo wiele fotografii, nieco rysunków i schematów. Co ważne: są one bardzo starannie dobrane, zatem stanowią świetne źródło informacji; wyraźne, doskonałej jakości, precyzyjnie pokazują detale wyglądu ożywionej i nieożywionej przyrody. Już same zdjęcia są świetną lekcją przyrody, ale oczywiście tu wzbogacone są o tekst, o wyjaśnienia, które w przystępny sposób opisują niezwykłość porostów, specyfikę życia ciem, tajniki życia bobrów czy cykl życia płazów. A to przecież tylko parę tematów z tej wartościowej encyklopedii ukazującej przyrodę Polski. Bo to nasze rodzime gatunki fauny i flory są głównymi bohaterami tej pozycji, poza tym poznajemy krainy Polski, jest dział dotyczący zjawisk przyrodniczych (barwnie ilustrowanych i doskonale opisanych).

Książka ta zainteresuje już kilkulatków, którzy pewnie najbardziej zwrócą uwagę na bogaty materiał ilustracyjny, ale skorzystają z niej też uczniowie, bo zawiera rzetelnie opracowaną i zajmująco przekazaną sporą porcję wiedzy przydatnej na lekcjach przyrody.

Dziewczyny przepadają za rozdziałem o owadach, bo podobnie jak Lola są fankami "robaczków";) Ja z kolei uwielbiam ptaki, wszystkie zaś pochylamy się z zaciekawieniem nad częścią o drzewach, bo podczas naszych spacerów kwestia "jakie to drzewo?" ciągle się pojawia i bardzo nas nurtuje;)
 
Polecam,
Katarzyna 





"Młody obserwator przyrody. Encyklopedia"
Autorzy: Joanna Liszewska, Marta Maruszczak, Grażyna Maternicka
Wydawnictwo: MULTICO Oficyna Wydawnicza

Format: 23 x 28 cm
Liczba stron: 240 stron
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-7763-124-9 

Read On 0 komentarze

"Mały Duszek" Otfried Preussler

16:00


Autorzy tłumaczenia tej przesympatycznej opowieści to Hanna i Andrzej Ożogowscy. I w jej klimacie odnalazłam wiele z ulubionych lektur z dzieciństwa - tych autorstwa Hanny Ożogowskiej. Podobieństwa można też się doszukać w ilustracjach - wydania, które wciąż są w moim posiadaniu są ilustrowane w nieco zbliżony sposób. Zatem stała się ta książka poniekąd miłym powrotem do przeszłości. Pamiętacie, jak trudno było oderwać się od czytania, gdy jadło się jak najszybciej, by znów czytać, chowało się książkę pod ławką, bo nęciła tak bardzo, że nie sposób było doczekać do końca lekcji? Jest w "Małym Duszku" magia, która intryguje, a tytułowy bohater budzi tyle sympatii, że z niecierpliwością przewracałyśmy kolejne strony, by się dowiedzieć, jak też potoczą się jego losy.

Mały Duszek choć tak się nazywa, jest dość wiekową istotą. Zasłużył się w sposób wyjątkowy podczas oblężenia miasta przez Szwedów, lubi wspominać to wydarzenie, choć równie chętnie opowiada o innych swoich przygodach, w które obfitowało jego długie życie. Tymi opowieściami wymienia się z przyjacielem - puchaczem Uhu-Szuhu. Jemu też zwierza się ze swego marzenia. Jest nocnym duszkiem i marzy o zobaczeniu, jak wygląda świat w świetle słonecznym. Czy to marzenie się spełni? Jeśli się bardzo czegoś chce, podejmuje się przeróżne wysiłki, by cel osiągnąć. Zatem choć początkowo wydaje się, iż obudzenie się duszka o innej porze dnia nie jest możliwe, to jednak dzieje się coś zaskakującego! Duszek ma okazję obudzić się w dzień. Noc i dzień różnią się pod wieloma względami, więc i ta godzina duchów na dzienną porę przeniesiona ma swoje przeróżne reperkusje;) Przygód Mały Duszek ma mnóstwo, a wraz z nimi zadziwiające zdarzenia rozgrywają się w całym mieście Puchaczowie.

Pojawia się też przesympatyczne rodzeństwo, które ma swój udział w przebiegu zdarzeń, jest trochę strasznie (ale naprawdę odrobinę!), ale też zabawnie. Bardzo spodobała nam się ta opowieść, zatem gorąco polecamy tę lekturę!
Katarzyna i dziewczynki






"Mały Duszek" 
Autor: Otfried Preussler
Ilustrator: Franz Josef Tripp
Wydawnictwo: Bona
Format: 145x205 mm
Oprawa: twarda
Liczba stron: 120
ISBN: 978-83-62836-05-5
Read On 0 komentarze

Co za przygody! - "Historyjki o Alicji, która zawsze wpadała w kłopoty"

16:00

Intrygowała mnie ta książka bardzo, tytuł frapował, bo te kłopoty... No ale książka dla młodego odbiorcy, zatem musi być to historia ze szczęśliwym finałem (takie schematyczne wyobrażenie, lecz chyba trochę adekwatne, w końcu najmłodsi bardzo przeżywają losy bohaterów lektur, więc takie domniemanie się pojawiło - iż kłopoty nie będą stanem permanentnym;). A poza tym jeszcze ilustracje Pawła Pawlaka, którego uwielbiamy całą rodziną!

Przyznam, że historia jest nader zaskakująca. Otóż ilustracja na okładce jest w pewnym sensie doskonałym odzwierciedleniem tej niezwykłości. Alicja to dziewczynka, która ma swoistego pecha, bo "wpada zawsze i wszędzie". Choć może lepiej byłoby ująć - ma takie zadziwiające szczęście! Bo to wpadanie to nie potykanie się, lądowanie w jakichś nieprzyjemnych miejscach, lecz dogłębne poznawanie świata! Zatem Alicja trafia do... budzika, podróżuje w bańce mydlanej, dostaje się na karty książki z bajkami, nurza się w atramencie, przedziera przez tort czy tak zapamiętuje w grze w piłkę, iż nagle ląduje w jej wnętrzu! A przecież to jak najbardziej realna (oczywiście jako literacka bohaterka;)) dziewczynka z krwi i kości, która ma siedem lat, mamę i tatę, babcię i dziadka, mnóstwo pasji i bardzo bogatą wyobraźnię...

Te przygody to okazja do spojrzenia na wiele spraw z innej strony, docenienie tego, co mamy, no i doskonałe ćwiczenie dla wyobraźni. Pogimnastykujmy ją zatem - przeczytajmy, co przydarzyło się Alicji i pobawmy się w takie odwiedzanie w fantazji przeróżnych miejsc.

Polecam,
Katarzyna







"Historyjki o Alicji, która zawsze wpadała w kłopoty"
Autor: Gianni Rodari
Ilustrator: Paweł Pawlak
Wydawnictwo: Muchomor
Liczba stron: 36
Format: 18x20 cm
ISBN 83-917214-9-3
Read On 1 komentarze

O sile uczuć - "Fonsito i księżyc"

10:00


 Książka noblisty przeznaczona dla młodego czytelnika zaskakuje pod wieloma względami. Jeśli pokusimy się o poszukanie grafik z obcojęzycznymi wydaniami, okaże się, że są to sympatyczne rysunki, Fonsito jest blondynem, jego ukochana Nereida ma grzywkę, rysunkowy księżyc zagląda przez okno. Miłe to bardzo, ale przyznam, że właśnie ilustracje w wydaniu sygnowanym przez "Znak" wywołują większe wrażenie, zaskakują i przyciągają uwagę.

Fonsito i Nereida zaintrygowali małe czytelniczki, zatem czytamy tę historię wciąż i wciąż... A czytania niby nie ma zbyt wiele, bo licząca czterdzieści stron książeczka zawiera niezbyt długą opowieść o rodzącym się uczuciu małego chłopczyka do koleżanki z klasy, która zauroczyła go swym wyglądem. Jej opis przypomniał mi Śnieżkę (czarne włosy, biała cera), choć sympatyczna dziewczynka na fotografii aż tak jasnej skóry nie ma. Choć piękna jest istotnie, zatem nie dziwi fascynacja Fonsita. Chłopczyk pragnie pocałować ją w policzek, ale dziewczynka wystawia go na pewną próbę - prosi o księżyc. Czy jest to swoisty żart? A może pragnie sprawdzić, jak wielka jest siła uczucia Fonsita? Chłopiec nie poddaje się, choć zadanie nie jest proste, ba - wręcz niemożliwe... Ale czy rzeczywiście? Wiemy przecież, że miłość przenosi góry;) Zatem i zdobycie księżyca może się udać! W jaki sposób? O tym przekonają się ci, którzy sięgną po tę uroczą lekturę.

Jest piękna pod każdym względem: twarda okładka, obwoluta, cudowna od strony ilustracyjnej i taka też w warstwie treściowej. Wyjątkowa opowieść z przesłaniem, które sprawia, że jest to propozycja nie tylko dla dzieci.

Polecam,
Katarzyna





"Fonsito i księżyc"
Autor: Mario Vargas Llosa
Ilustrator: Katarzyna Borkowska
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Liczba stron: 40
Format: 200 x 255 mm

ISBN 978-83-240-1740-9
Read On 0 komentarze

Znane i mniej znane - ale bardzo lubiane! - Jan Brzechwa "Sto bajek"

16:30

Zdarza się, iż narzekamy na niewielki wybór wierszy dla najmłodszych. W księgarniach na półkach wciąż te same tytuły, wydawać by się mogło, że się wprost multiplikują książeczki z nieśmiertelną "Lokomotywą" czy "Rzepką" Tuwima albo też "Staś Pytalski" lub "Na straganie" Brzechwy. Wiadomo, że są one lubiane, ale warto też sięgnąć po nieco zapomniane, mniej znane utwory. W przypadku Brzechwy doskonałą okazją jest wydany przez Bajkę zbiór - nomen omen;) - "Sto bajek". Bardzo okazała książka! Pod wieloma względami - bo jak się okazuje - to informacja dla skrupulatnych osób - utworów jest nawet więcej niż tytułowe sto! Poza tym to bardzo ładne, solidne wydanie. Twarda okładka kryje nie tylko zabawne, ciekawe wiersze, ale i mnóstwo świetnych ilustracji. Ich autorem jest Piotr Rychel - i warto to nazwisko zapamiętać, gdyż będzie ono gwarancją nietuzinkowych prac, barwnych, radosnych, ale nie pstrokatych ani infantylnych.
Nam podoba się wszystko: poczynając od miłej w dotyku okładki, nietypowych wklejek - bo zdobią je niejednakowe obrazki, poprzez dobry, niebłyszczący papier, bardzo czytelny druk, wiele wierszy, które sobie odświeżyliśmy w pamięci, a także sporo nieznanych (choćby "Ciaptak", "Wakacje", "Orzech" czy "Włos"). Starannie opracowane zostały wszystkie elementy: nawet sposób zapisu tytułów w pomysłowy sposób każdorazowo nawiązuje do treści wiersza.
Na końcu tego wydania znajdziemy kilkustronicowy słowniczek, dzięki któremu młody czytelnik będzie mógł poznać wyjaśnienie nieużywanych dziś lub rzadziej stosowanych słów.
Dziewczynki najbardziej polubiły ostatnią część zbiorku mającą tytuł "Prosimy do zwierzyńca" - bo mnóstwo tu ilustracji, wiele z tych utworów już znały, ale też poznały kilka nowych, no i nawet dzięki temu wzbogacił się ich repertuar wierszy do prezentowania rodzinie czy znajomym - co uwielbiają;)
Polecam,
Katarzyna






"Sto bajek"
Autor: Jan Brzechwa
Ilustrator: Piotr Rychel
Wydawnictwo: Bajka
Oprawa: twarda
Format: 167 x 238 mm
Liczba stron: 248
ISBN 978-83-61824-40-4

Read On 2 komentarze

Twórcze naklejanie - "Naklejkowe mozaiki. Księżniczki"

18:20

Naklejki to wielka pasja niejednego małoletniego obywatela;) Zatem ten elektryzujący napis na okładce informujący o ponad 900 naklejkach do umieszczenia wewnątrz książeczki sprawił, że nie można przecież było jej nie nabyć. Od razu wyjaśnię, iż nie jest to 900 naklejek przedstawiających li tylko gotowe do umieszczenia elementy z otoczenia księżniczek, przeznaczonych do naklejenia w jednym, ściśle określonym miejscu. Otóż większość z nich to niewielkie kwadraciki - będą one stanowiły dekorację ścian, będą pełniły funkcję liści i kwiatów, a przy okazji - zapewnią świetną zabawę. Bo te niewielkie nalepki występują w bardzo wielu rodzajach, zatem można je w przeróżny sposób umieszczać na stronach książeczki, dają więc możliwość do twórczych popisów. Niewielkie rozmiary kwadracików mogą nasunąć wątpliwość, czy dzieci sobie poradzą z naklejaniem, jednak jak się okazało obie panny bardzo cierpliwie i starannie przylepiały  naklejki i wkrótce zdobyły wielką biegłość. No i kolejna, niebagatelna sprawa: naklejanie zajmuje trochę czasu. To warte docenienia, bo często "książeczki z naklejkami" dostarczają zabawy dosłownie na parę minut, bo tak szybko wszystkie obrazki zostają umieszczone na swoich miejscach.

Oprócz stron do uzupełnienia naklejkami (dziewczyny jeszcze je pokolorowały, zatem zabawy było mnóstwo), są w książeczce różne zadania związane z bohaterkami: dopasowywanki, labirynty, wyszukiwanki. Sporo ciekawych propozycji, a cena bardzo dostępna. "Naklejkowe mozaiki" występują w kilku wersjach, zatem jeśli nasze pociechy wolą świat baletnic czy też syrenek, to w serii wydawnictwa Zielona Sowa znajdą też coś dla siebie.

Polecam
Katarzyna



"Naklejkowe mozaiki. Księżniczki"
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Format: 215x265
Oprawa: zeszytowa
Liczba stron: 16
EAN: 9788378950080
Read On 0 komentarze

Inna Bajka - Najlepsza zmiana w życiu pewnej myszki, autor: Katarzyna

16:00

„Jestem taka niezwykła” – pomyślała mała myszka przeglądając się w lustrze.
- Jak mi pięknie w tej sukience w kwiatki, prawda, mamo? – spytała obracając się wokół.
- Tak, Łateczko – odpowiedziała mama-myszka, rzucając okiem na swoją pociechę.
- Mamusiu, ile razy mam powtarzać, że macie mnie nazywać Mirabelka? – mała myszka była oburzona. – Łateczka to pospolite imię, nie pasuje do mnie! – wykrzyknęła.



Mała myszka uwielbiała wyróżniać się. Wszystkie myszki nosiły takie zwykłe imiona: Szarusia, Rudka, Skrobcia, Malutka… Jej imię – Łatka – pochodziło od plamki zdobiącej jej futerko. Wprawdzie jak utrzymywała mała myszka – łatka miała nietypowy kształt przepięknej róży, ale i tak nie chciała nosić takiego nudnego imienia. Dlatego też wybrała sobie imię Mirabelka bardziej pasujące do tak wspaniałej myszki…
Myszka najpiękniej dobierała ubrania, śpiewała zupełnie wyjątkowo, była bardzo utalentowana plastycznie, a jej pomysły budziły powszechny zachwyt. Poza tym cechował ją wyjątkowy urok – pięknie się poruszała, miała kształtny pyszczek, jedwabiste futerko… Właściwie czegokolwiek się dotknęła, udawało się jej wyśmienicie. Zawsze musiała być pierwsza, najlepsza i najoryginalniejsza. Mirabelka była przyzwyczajona do górowania nad innymi, zatem przyjmowała jako oczywistość fakt, że rodzice słuchają jej żądań, a w mysim przedszkolu ma najlepsze wyniki i jest pupilką pani.

W przedstawieniu grała oczywiście główną rolę – z okazji Dnia Babci małe myszki wystawiały bajeczkę o Czerwonym Kapturku i Mirabelka była niezrównana jako tytułowa bohaterka.


- Proszę pani, a może zmienimy trochę tę historię? – spytała Mirabelka podczas przygotowań.
- A co chciałabyś zmienić, kochanie? – zdziwiła się pani. – To bardzo sympatyczna historia.
- Ale po co Czerwony Kapturek rozmawiała z wilkiem? Powinna się do niego nie odzywać. I jak mogła nie poznać od razu, że to nie jej babcia leży w łóżku? Ona była bardzo nieuważna. Nie chcę nawet na niby być taka! – denerwowała się Mirabelka. Nie potrafiła się pogodzić z faktem, że będzie musiała wcielić się w tak nierozważną postać.
- Ja bym od razu uciekła do wilka, pobiegłabym do babci i dobrze zamknęła drzwi i okna! – emocjonowała się Mirabelka. Myszka tak długo upierała się, że treść bajeczki jest niewłaściwa, że pani w końcu ustąpiła. Mirabelka wymyśliła zupełnie nową historyjkę. Czerwony Kapturek nie rozmawiała z wilkiem, babcia nie została zjedzona, a wilka złapano i odwieziono do zoo.
Mirabelka zawsze miała własne zdanie. Lubiła, gdy rodzice pytali ją, jak będą spędzać popołudnie czy wolny dzień.
- Piknik! Nad rzeką, koniecznie nad rzeką!
- Chodźmy na spacer, taki długi, długi, długi… I będziemy zbierać kwiaty!
- Bawmy się w chowanego!
- Pójdźmy na zakupy, chcę mieć nową sukienkę, te stare już tak mi zbrzydły…
I rodzice pakowali piknikowy koszyk, ruszali na spacer, bawili się czy też szukali odpowiedniej kreacji. Mirabelka była ich oczkiem w głowie, ukochaną, jedyną córeczką, zatem z przyjemnością spełniali jej marzenia.
- Mamo, mamo – Mirabelka z krzykiem wpadła do domu. – Muszę się nauczyć robić szpagat! W naszym przedszkolu będzie grupa taneczna, trzeba umieć robić różne figury gimnastyczne!

Mirabelka była tak przejęta, że nie chciała nawet jeść obiadu, od razu pobiegła do swego pokoju ćwiczyć. Niestety, okazało się, że nie jest to takie proste… Mimo iż próbowała całe popołudnie, postępów nie było… Mirabelka, przyzwyczajona, że wszystko przychodzi jej bez trudu, była niepocieszona. Jak to możliwe, że nie będzie najlepsza? Co więcej, okazało się, że w ogóle nie została przyjęta do grupy tanecznej.
Na dodatek w życiu rodziny myszek miało miejsce szczególne wydarzenie: Mirabelka została starszą siostrą! Początkowo myszka była bardzo szczęśliwa. Już sobie wyobrażała, jak mała siostrzyczka będzie ją naśladować, podziwiać, jakim wzorem będzie dla niej doskonała Mirabelka. Szybko jednak okazało się, że malutka Puszka jest bardzo głośną myszką, jej piski przeszkadzały Mirabelce w ćwiczeniach wokalnych, często budziły w nocy… Poza tym rodzice mieli mniej czasu dla starszej pociechy. Mama musiała nosić Puszkę, karmić ją, pielęgnować. Prosiła też czasem Mirabelkę, by ta się pobawiła z siostrzyczką, bo ona musi wywiesić pranie lub zrobić zakupy.
- Dlaczego mam się nią zajmować? Ona nie robi nic interesującego! A poświęcacie jej więcej czasu niż mnie! Ten maluch nie jest wcale wyjątkowy! Chyba mnie już nie kochasz!
- Ależ Mirabelko, przecież to twoja siostrzyczka, więc to oczywiste, że jest wyjątkowa – odpowiedziała ze śmiechem mama.
- Mamo, żartujesz sobie ze mnie! – oburzyła się Mirabelka. – To ja jestem wyjątkowa: pięknie rysuję, pani zawsze mnie wybiera do najważniejszych ról w przedstawieniach, tylko taniec mi nie wychodzi, ale się postaram i też będę najlepsza! Muszę być najlepsza!
Mama myszka spoważniała:
- Córciu, widzę, że bardzo ci zależy na dostaniu się do grupy tanecznej. Naprawdę tak bardzo lubisz taniec?
- Lubię być wyjątkowa – przyznała ze wstydem Mirabelka. Nagle zrozumiała, że powód jej postępowania nie był najrozsądniejszy. – Mamo, czy to źle być najlepszą?
- Nie, kochanie, ale nie za wszelką cenę. Bądź sobą, rób to, co lubisz – to jest ważne. A wyjątkowy jest każdy, bo każdy jest inny, jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny.



Mama przytuliła Mirabelkę i powiedziała:
- Żeby być szczęśliwym, trzeba zwracać uwagę na innych, Mirabelko.
Myszka uśmiechnęła się i powiedziała:
- Chodź, moja mała wyjątkowa siostrzyczko, zbudujemy razem piękny zamek z klocków.

Od tej pory Łatka robiła to, co lubiła: grała w przedstawieniach, wymyślała inne wersje bajek i bawiła się z siostrzyczką. I wróciła do swego dawnego imienia: bardzo wyjątkowego, wybranego dla niej specjalnie przez jej kochanych rodziców!

Katarzyna
rysunki: Melka i jej kuzynka

Read On 0 komentarze

O porządkach z przeszkodami - "Korona"

17:10


Pewnie bycie królewną kojarzy nam się z pasmem przyjemności. W końcu po to jest na dworze służba, by wszelkie męczące czynności wykonywała. Hmm... Ale z tym bywa różnie;) Otóż królewna, bohaterka książeczki "Korona" ma po sobie posprzątać, bo przecież lalki, kredki czy książeczki to ona rozrzuciła. Prosi ją o to król, żartobliwie komentując, że "korona jej z głowy nie spadnie". Lecz właśnie dzieje się zupełnie inaczej! Korona spada, toczy się przez kolejne pomieszczenia w zamku i wszyscy muszą jej szukać. Przy okazji mamy sposobność, by poznać osoby na zamku mieszkające i pracujące. Korona jest dość psotna, bo wciąż się chowa, wciąż ucieka. Zabawny wierszyk prowadzi nas od sali tronowej do łazienki, od kuchni do ogródka. Na szczęście ta ucieczka ma radosny finał. I choć poznajemy go przy pierwszym czytaniu, to wierszyk i książeczka wcale nie tracą na atrakcyjności;) Czytałyśmy wiele razy historyjkę o chowającej się koronie i zaręczam, że to miła lektura. I nie tylko rymowana opowieść nas bawi, ale też kolorowe, bogate w szczegóły rysunki, które na dodatek kryją zagadkę - bo na kolejnych stronach widzimy fragmenty korony, trzeba się tylko dobrze przyjrzeć i odnaleźć ją.

Polecam,
Katarzyna




"Korona" 
Autor: Małgorzata Strzałkowska
Ilustrator: Beata Zdęba
Wydawnictwo: Bajka
Oprawa: twarda
Format: 150 x 150 mm
Liczba stron: 16
ISBN 978-83-61824-07-7



Read On 0 komentarze

Niebawem:

- "Pupy, ogonki i kuperki. Audiobook" (Babaryba)
- "Mgnienie oka" (Muchomor)

- "Dlaczego sztuka jest pełna golasów?" (PWN)
- "Dom nie z tej ziemi" (Nasza Księgarnia)
- "Królewna z wieży" (Prószyński i S-ka)
- "Chłopiec z Lapedusy" (Literatura)
- "Husarskie skrzydła. Zdarzyło się w Polsce" (Literatura)



Archiwum bloga

Translate

Obserwuj Inną Bajkę

Subskrybuj nowe teksty przez Email

Odwiedzono nas:

Pani Zorro radzi i podpowiada;)

Festina Lente - do słuchania, do czytania...

Duże Ka

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *